Napisane przez: torlin | 21/08/2019

Jedyni

Rudolf Hrušínský. Wszyscy, którzy mają trochę lat pamiętają tę kreację.

David Suchet, drugi – niezastąpiony. Tak się zastanawiam, co takiego jest w poszczególnych aktorach, że tak umieli wpasować się w rolę i zaskarbić sobie taką miłość widzów. Dlaczego ich postaci siedzą w mózgach widzów, i każda kolejna ekranizacja, mimo najszczerszych wysiłków realizatorów, powoduje wzruszenie ramion i tekst mówiony po cichu: „to nie to”. Dlaczego jak myślimy o Szwejku, to przed oczami mamy Rudolfa, a jak zastanawiamy się, jak naprawdę wyglądał Poirot, przed oczami mamy dystyngowanego pana drobiącego małymi kroczkami i uchylającego kapelusza (nie znam się na tym, szukałem w sieci, co Herkules nosił na głowie, ale nie znalazłem). Przecież naprawdę te role odgrywali w przeszłości i później najznakomitsi aktorzy, jak np. sir Peter Ustinov, ale każdy, kto teraz obejrzy dokonania dwuoskarowego grubego Anglika natychmiast wzdycha – „to nie jest to”. A Albert Finney, Kenneth Branagh czy John Malkovich? Przecież to są słynni aktorzy, a David Suchet poza Poirot nie miał właściwie większych ról. Herkules jest jednak jeden.

 

Ilu było D’Artagnanów? Ten serial nakręcany był 21 razy, a D’Artagnan jest tylko jeden – Michael York.

Jak ktoś pomyśli o Atosie, to widzi przed sobą tylko i wyłącznie Olivera Reeda z tej samej ekranizacji Richarda Lestera z 1973 roku.

Wróćmy do Agaty Christie, drugą słynną postacią jej autorstwa jest wsadzająca wszędzie swój nos zgryźliwa panna Jane Marple. I znów dziesiątki ekranizacji, a w pamięci zostaje tylko kreacja Margaret Rutherford. Trzeba przy tym pamiętać, że jej rola to jest ramotka, 1962-64.

Zorra” można nie pamiętać, ale jak ktoś powie „sierżant Garcia”, to przed oczami natychmiast staje Henry Calvin. Pytam się dlaczego? I to jest też film bardzo stary, 1957-59.

Można by dawać jeszcze dużo przykładów, do głowy przychodzi mi np. Dyzma i Hrabia Monte Christo, ale nie chcę przesadzić. Jednak podstawowym powodem, dla którego zaprzątam sobie głowę tym problemem jest ekranizacja „Wiedźmina”. Ludzie szaleńczo zakochani w książkach o Białym Wilku tak jak ja na dźwięk słowa „Wiedźmin” widzą natychmiast przed oczami Michała Żebrowskiego w absolutnie dla mnie genialnej roli w serialu Marka Brodzkiego.

Netflix podał właśnie, że pod koniec roku na ekrany ma wejść ich wersja „Wiedźmina” o angielskiej nazwie „The Witcher„. Główną rolę ma odegrać Henry Cavill, niezły aktor, znamy go chociażby (zdaje się) z Supermena i Batmana. Strasznie jestem ciekaw, czy odmieni moje Michałowe przyzwyczajenie. Nie mogę się doczekać.

Ps. Obydwa filmy, w których bohaterami są:  D’Artagnan i Zorro, mają uwspółcześnione wersje. „Maska Zorro” to Antonio Banderas, Anthony Hopkins i Catherine-Zeta-Jones. A nowy D’Artagnan  zekranizowany znowu przez Netflixa będzie całkiem współczesny, ale zamiast awanturniczego filmu kostiumowego dostaniemy współczesne kino akcji a la „Mission: Impossible”.


Responses

  1. Myślę , że ” jednymi ” są tylko dla określonego pokolenia.
    Ja też tak mam z paroma aktorkami i aktorami. Dla mnie sa niezastapieni w pewnych rolach .
    Drażnią mnie wszystkie covery , bo to samo mam z muzyką no i oczywiscie remake .
    No cóż kolejne pokolenia nie mają tych problemów . Wazny jest temat.
    Oprawa zmienia się z modą. 😉

  2. Zabawne, nikogo specjalnie nie kojarzę.

  3. Torlinie, dałem do przeczytania twój post mojemu synowi, rocznik 1988. Jest fanatycznym kinomanem.
    Nie rozumie zupełnie w jaki sposób doszedłeś do tych konkluzji do których doszedłeś. Ani o co Ci chodzi.
    Zdziwił się dlaczego, spośród wielu słynnych na świecie seriali (z czasów narodzin TV) wspominasz akurat dawno zapomniane i jak stwierdził „nikomu nie znane przecież ramoty” jak Zorro. Gdy powiedziałem mu, że kiedyś w Polsce był jeden program TV, a na tym programie leciał jeden jedyny serial dla telewidzów całego, średniej wielkości kraju i dlatego wszystkim Polakom pamiętający świat sprzed ponad pół wieku się to najzwyczajniej” wryło na zawsze” to spojrzał na mnie ze współczuciem, że musiałem spędzać dzieciństwo na peryferiach świata cywilizowanego. A właściwie z mieszaniną współczucia i zazdrości.

  4. „Zdziwił się dlaczego, spośród wielu słynnych na świecie seriali (z czasów narodzin TV)”

    Zwazywszy, ze TV „rodzila sie ” w roznych krajach w roznym czasie trudno ten punkt jak i „slynne na calym swiecie” seriale jednoznacznie umiejscowic – to jak w tej dowcipnej uwadze o „slawnym na caly swiat artyscie, znanym w rodzinnym miescie i okolicznych miejscowosciach”. Do Poludniowej Afryki przywedrowala w 1976 roku i byla zdominowana przez produkcje amerykanskie. Jesli ktos chcial zobaczyc cos z produkcji europejskich musial przerzucic sie na kanal w Afrikaans. Tak wiec w pamieci tutejszych widzow owe najslawniejsze seriale to zupelnie cos innego niz np. w Wielkiej Brytanii. Z drugiej strony nalezy zapytac czy ilosc przerodzila sie w jakosc. Jesli brac pod uwage to, co serwuja nam „miedzynarodowe” kanaly satelitarne mam powazne watpliwosci i nie wyrywajac rzeczy z kontekstu, program polskiej TV tamtych czasow nie byl zdecydowanie gorszy od brytyjskiej czy amerykanskiej TV.
    Zreszta kazdy z nas pamieta i ceni cos innego, dla mnie Michael York to „Kabaret” mimo, ze widzialem go w wielu innych rolach. Bardziej wspolczesne pokolenia, na wspomnienie tego filmu i jego bohaterow, zapewne wzrusza ramionami. Bez tego zycie byloby nudne.

    Pozdrawiam

  5. Do wszystkich!
    Piszę to, co mi w duszy gra. Nie daję innych seriali, bo nie oglądam. Mam syna rocznik 1983 i z nim też trudno rozmawiać o Led Zeppelin czy o „Psie Andaluzyjskim”. Każde pokolenie ma swoich bogów.
    Różnica pomiędzy mną a dużą częścią społeczeństwa, szczególnie młodego, polega na tym, że znam dla przykładu dużą część dawnej twórczości filmowej. Oglądałem dla przykładu „Narodziny narodu”, „Nietolerancję” i „Złamaną lilię” Griffitha. Kto oglądał „Upiór z opery” z 1925? Znam całą twórczość polskiej kinematografii polskiej z okresu Międzywojnia. Po co to piszę? Bo jakbym dał w dawnych czasach ten tekst do przeczytania swojemu koledze, reakcja byłaby identyczna; „nic nie widziałem, nic nie słyszałem”.
    To samo było w naszej dyskusji o muzyce, zakochany jestem w twórczości z lat czterdziestych, przecież też mnie nie było na świecie. Też mógłbym powiedzieć „ramotki”, a ja mówię „arcydzieła”.

  6. Fakt arcydzieła zawsze nimi zostaną , tyle , ze ogladane juz tylko przez specjalistow , koneserow .
    Ja pamiętam filmy polskie ale nie tylko z okresu miedzywojnia dzięki polskiej tvp . Szedł program w polskiej tv1 , w kazda Niedzielę tak w czasie obiadu pt.” W starym kinie ” , prowadził St. Janicki.
    Emisja programu była w latach 1967-1999.
    Te filmy szły tematycznie ; poświęcone albo reżyserowi , albo aktorowi.
    I tak np.obejrzałam wszystkie filmy z BB , starsze pokolenie pamięta tę ikonę kina i potem dla porównania inną slynna aktorkę .Loren. Tę dwie piękności kina były w oczach widzów rywalkami. 😉😁
    No i masę gwiazd okresu miedzywojnia z zagranicy np.Grete Garbo. Potem , a może równocześnie dobry był cykl kinowy prowadzony przez Raczka i
    Kaluzynskiego pt.” Perły z lamusa”.
    Marzy mi się być na festiwalu pt. ” Dwa brzegi ” na początku sierpnia każdego roku w Kazimierzu Dolnym. Dyrektorem przedsięwzięcia jest G.Torbicka. Na ryneczku tego urokliwego miasteczka są wyświetlane bardzo ciekawe filmy z całego świata , większość z nich nigdy nie będzie oglądana w Polsce . Torbicka zaprasza twórców i jest masę dodatkowych imprez. Typu muzyka. Spotkania z pisarzami, których twórczość jest przeniesiona na ekrany itd…Kiedyś była transmisja tego w TVP , no niestety kiedyś .
    W większości jest to kino niezależne . 😆

  7. Tylko dla nas są oni ważni, jedyni w tych rolach, niezastąpieni. Dla mnie do dziś najpiękniejszym filmem rysunkowym Disneya jest „Królewna Śnieżka”, który oglądałam w wieku 5 lat. Każde kolejne pokolenie ma swoich jedynych, niezastąpionych aktorów. Takie jest życie;)

  8. No i był w każdy poniedziałek teatr a w czwartek kryminał. To były spektakle telewizyjne. Super robione. W pewnym okresie szedł cykl zakupiony chyba BBC , cykl spektakli zrobionych przez Anglików , znakomity.
    No cóż , teraz te perełki można wylawiac w Internecie , ale to już nie to . No i programy i filmy dla dzieci i dobranocki. Było masę dobrze zrobionych programów. Ale tak było i za granicą. Śledzę fragmenty spektakli tam robionych i komentarze ludzi , że teraz to tylko szajs dla mamony. 😉

  9. Puszczałem swojej córce różne kawałki muzyczne i słyszałem, „a bo to co ty słuchasz to kicha”. No OK, niech będzie że jestem niedzisiejszy. Ciekawa sprawa, że jej koledzy podchwytywali tematy i „nieśli w lud”, więc atrakcyjność tych kawałków wzrastała gwałtownie i z dnia na dzień okazywały się „nie kichą”. Później córcia wpadała do mnie co i rusz z rewelacyjnym kawałkiem, jaki odkryła gdzieś w sieci i okazywało się, że „Starszy” to zna i że to jest sprzed półwiecza czasami! Tak więc nie musimy czuć się takimi dinozaurami i nie jest z nami źle – to po prostu młodzi nie ogarniają tematów. Z czasem dorastają i docenią. 🙂

  10. A na pytanie „i do czego mi ten klasyczny śpiew”, jest np. takie coś:

  11. Najwspanialszy i najokrutniejszy Kneziu!
    Możesz sobie wyobrazić, że coś tak pięknego nagrał zespół pokrewny ideowo z Twoim

  12. Informuję wszystkich, że wyjeżdżam zaraz na przedłużony weekend, tak że spotkamy się albo na koniec niedzieli, albo w poniedziałek. Daleko nie jadę, cel leży pomiędzy Wyszogrodem a Czerwińskiem.

  13. Fascynujący wpis, Torlinie! Kojarzę wszystkich, których tu wymieniłeś. Jeden mój dobry przyjaciel jest wielkim fanem tej (jak to ktoś tu w komentarzach określił) „starej ramoty” zwanej Zorro. Ja kojarzę ten serial, Henry’ego Calvina oraz resztę postaci z niego, właśnie dzięki Michałowi 😀

    Od siebie do Twojej notki dodam tylko, że mógłby się tu jeszcze znaleźć Władca Pierścieni np. (chociaż to nie serial). Jeszcze w połowie lat 90-tych, kiedy powoli krystalizował się pomysł na ekranizacje tego, nikomu się w głowie nie mieściło, że można coś takiego zrobić. Każdy miał własne wyobrażenie każdej z postaci, bo tak dokładnie wszystko Tolkien opisał.

    A już po 2003 i wejściu do kin „Powrotu Króla”, nie sposób sobie wyobrazić kogoś innego w roli Gandalfa niż Iana McKellena (a miał być Sean Connery), a w roli Aragorna kogoś innego niż Viggo Mortensena 😀

    A mnie faktycznie ciężko wyobrazić sobie innego Wiedźmina niż Żebrowski, inną Yennefer niż Wolszczak. Tak jak niewyobrażalna jest nowa wersja Doktora House’a bez Lauriego. Niektórzy aktorzy po prostu urodzili się, by daną rolę zagrać. Wchodzą w nią raz – i czynią tę kreację swoją od stóp do głów 🙂

    Pozdrawiam!

  14. Taki kapelusz nazywa się homburg. Pozdrawiam!
    Walden

  15. To ten kapelusz , co nas pozdrawia nim David Suchet. 🙂

  16. Julu, tak to jest ten kapelusz, okazuje się, że to jest ten sam typ co u dozorcy Anioła w „Alternatywy”. 😉
    ————-
    Na Ciebie Celcie zawsze mogę liczyć pzdr
    ————–
    Bardzo dziękuję Walden, nie wiedziałem. jak to dobrze, że mam takich czytelników. Jeszcze raz dziękuję.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: