Napisane przez: torlin | 02/09/2019

Kryzys tfurczości

Nie pierwszy, nie ostatni. Nic mi do głowy nie przychodzi. Miałem w głowie temat zapomniany, olbrzymie bombardowania rosyjskie Warszawy i innych miast w trakcie II Wojny Światowej, i to przy użyciu między innymi bombowców B-25 „Mitchell” produkcji amerykańskiej przekazanych Związkowi Radzieckiemu na mocy porozumienia Lend Lease Act. Ale co o tym pisać?

Później pomyślałem sobie o 1 września (tak naprawdę w tym roku 2 września), o dniu, w którym dzieci idą do szkoły. Zastanowiły mnie dwie sprawy, że matki szesnastolatek biorą wolny dzień, bo ich pociecha idzie do szkoły. Ciekawe, co na to nastolatka. Ciekawym spostrzeżeniem jest również, że pewna ilość dzieci wybucha entuzjazmem, że idzie wreszcie do szkoły. Moja trzecia wnuczka od kilku dni o niczym innym nie mówi, tylko: „nareszcie”. Wynika to z jednej strony nudy, z drugiej – paradoksalnie – ze zbyt dużej ilości atrakcji. Dawne wakacje – trzeba przyznać – były jednostajne aż do bólu zębów.

Wczoraj na Netflixie natrafiłem na cudowny film hiszpański: „Palmy w śniegu” („Palmeras en la nieve”) z 2015 roku w reżyserii Ferdynanda Moliny. Długi, trwający 2,5 godziny, opowiadający historię kolonizatora hiszpańskiego w późniejszej Gwinei Równikowej, i jego miłości do Murzynki. Rzecz jest o tyle ciekawa, że to wszystko dzieje się po II Wojnie Światowej. Fenomenalne zdjęcia, nieprawdopodobna wręcz scenografia, film wspaniale pokazuje dojście GR do niepodległości. Nawet nie obejrzałem się, jak zobaczyłem ten film w całości.

Po raz pierwszy od lat nie jadę we wrześniu na dłuższe, co najmniej dwutygodniowe wakacje. To chyba ostatni raz wydarzyło się w latach 90. XX wieku. Powody podstawowe są dwa, nie chce mi się jechać samemu, a nikt ze mną nie chce się włóczyć z plecakiem. Planowałem Armenię, no trudno. Drugi, jednak poważny, to finanse. Kupiłem samochód w świetnym stanie (mój zięć jest geniuszem jeżeli chodzi o kupno samochodu używanego), ale nie zmienia to faktu, że wydałem oprócz zakupu drugie tyle na płatności poboczne. I nie mam teraz pieniędzy. We wrześniu mam nadzieję, że dojdzie do realizacji wyprawa z Gszczepą, a później Kartoflisko ze Szczurkiem, to nie będę się nudził. Problem jest w tym, że jestem coraz starszy i tak się zastanawiam, ile ja jeszcze będę łaził z plecakiem, i taka strata roku (jednego wyjazdu) może być kluczowa.

Pozdrowienia


Responses

  1. Na szlaku w Tatrach można było spotkać i 85-latków z plecakiem.No nie wiadomo jak długo jeszcze będziesz miał ochotę i siły by wędrować z plecakiem po obcych terenach, ale to nie powód by się tym zamartwiać na zapas. Podejdź do tego trochę filozoficznie, spójrz na wszystko z punktu widzenia fatalisty. Kryzys twórczości – każdy bloger przez to przechodzi, to jak wirusówka wśród dzieci., rzecz wpisana w los blogera. Będę się musiała rozejrzeć za sprzedażą samochodu, bo tu jest to mało opłacalna rzecz- nie ma gdzie parkować, koszty towarzyszące bardzo wysokie. Bardziej się opłaca
    wynajmowanie samochodu. A tak w ogóle nadal tkwię w kryzysie i nie bardzo wiem czy i kiedy z tego wylezę.
    Miłego;)

  2. Z blogowym kryzysem proponowałbym nie przesadzać, bo jak widać nie jest tak źle 🙂 Z Twoim doświadczeniem i stażem w pisaniu poradzisz sobie bez problemu. Natomiast o wiele gorszym syndromem byłoby traktowanie bloga jako kolejnego, kłopotliwego obowiązku to na dodatek na własne życzenie. Sądzę, że wielu blogerów wpada w taką właśnie pułapkę i zamiast przyjemności z pisania dręczy się wyszukiwaniem tematów oraz ciągłym stresem, że od kilku dni nie było notki. Temat rzeka a rozwiązanie jest proste. Trzeba pisać kiedy ma się na to ochotę. Kolejna kwestia to samotne wędrówki po górach, co ma z pewnością wiele uroku, natomiast niebezpieczeństwa z tym związane rosną w postępie geometrycznym. Na Kartoflisku trudno się nudzić nawet bez szczurka. Zakładamy, że będziemy chociaż przeróżne terminy oraz problemy nam się coraz bardziej zagęszczają ale to jeszcze sporo czasu.
    Serdeczności z Krainy Loch Ness 🙂

  3. Anabell! Szczurku! To nie jest dokładnie tak.
    1. Samotne wyjazdy. Nigdzie nie napisałem, że to są wyjazdy górskie. W górach lubię być sam, a mam 50-letnie doświadczenie (można z pewną emfazą powiedzieć – 60-letnie) chodzenia po górach, tak więc stać mi się może coś tylko i wyłącznie w przypadku dajmy na to obrywu skalnego. Samochód osobowy może wjechać i w przystanek, na którym ja stoję. Nie chodzę po odludziach, tak więc ewentualną pomoc i tak zagwarantują mi inni turyści. „Niebezpieczeństwa rosną w sposób geometryczny” – niestety to jest nieprawda, i kolejny mit. Ciągle słyszę o swojej nieodpowiedzialności przy samotnych wyprawach górskich, tak jak każdy żeglarz to samo usłyszy, gdy wypłynie sam.
    2. To samo dotyczy 85-letnich turystów z plecakami, oni wjadą kolejką linową, przejdą 5 km do schroniska, no i może zejdą samodzielnie, chociaż nie dam za to głowy. Mnie chodziło wyjazdy backpackingowe, kiedy to nocujesz w hotelu dajmy na to w Erywaniu, wstajesz rano, pakujesz plecak 10-kilogramowy, idziesz na przystanek autobusowy, jedziesz do monastyru, znowu transport, nocleg, i tak na okrągło. Z możliwością zostawienia ciężkiego plecaka w miejscu noclegu i posługiwania się wtedy plecaczkiem podręcznym na 2-3 dni. Paweł powie – to pojedź do Rumunii. Nie pojadę, bo Karpaty są momentami bezludne (były wtedy, jak ja je eksplorowałem), a boję się psów. Jak będę miał 85 lat, to też będę pozorował backpacking.
    3. Samotność blogowa. Niby nic nie muszę, ale po pierwsze jestem Dzień Świra, więc muszę wewnętrznie, po drugie ilość otwarć trzeciego dnia jest dwa razy większa niż poprzedniego, gdyż wszyscy się spodziewają nowej notki, a po trzecie bez żadnego obrażania się – błagam Was, ale jesteście cudownymi respondentami w sprawie polityki, religii, gospodarki, turystyki czy odczuć wewnętrznych, ale mam kłopot np. z wierszami, obrazami, gdyż Was to nie interesuje. Z faktami się nie dyskutuje, chwała Celtowi.
    4. Prowadzenie blogu – moim zdaniem – powinno być odpowiedzialne wobec czytelników, jest to pewnego rodzaju zobowiązanie. Ja to tak rozumiem, a że blogi zanikają? Powinienem prowadzić wideobloga na YouTubie, ale mam opory.
    5. „Na Kartoflisku trudno się nudzić nawet bez Szczurka” – Kartoflisko bez Szczurka to jak Alexis bez pieniędzy, a kawa bez śmietanki.

  4. @Torlin
    Nie przekonuj nas, że turystyka polegająca na wędrowaniu z plecakiem a zwłaszcza górska jest tożsama ze spacerem po Łazienkach Królewskich w piękny słoneczny dzień i oglądaniem łabędzi. Sam wiesz, że potrzebne jest doświadczenie, odpowiednie wyposażenie (chociażby obuwie), zdrowy rozsadek i określone umiejętności orientacji w terenie itd., itp. etc., że o możliwościach fizycznych nie wspomnę. Na te ostatnie niestety nie mamy wpływu i nie ma w tej sprawie jakiegoś określonego kryterium wiekowego. Doskonale mogę sobie wyobrazić staruszka, który śmiga po górach jak kozica i trzydziestolatka, którego znoszą z Doliny Kościeliskiej bo zasłabł ze zmęczenia albo przepicia (niepotrzebne skreślić). Ostatnie wypadki w Tatrach pokazują, że lansowanie tezy, że jest to wszystko lekkie, łatwe i przyjemne uważam – z pełnym szacunkiem – za mijające się z prawdą a nawet szkodliwe. Przypuszczam, że Twoje doświadczenia i przygody w łażeniu z plecakiem – niezależnie od głoszonych tez – potwierdzają to co napisałem powyżej. W drugiej kwestii prezentuję pogląd odmienny, tzn. najgorszą rzeczą – moim zdaniem rzec jasna – jest sytuacja, w której autor bloga staje się zakładnikiem czytelników. To najprostsza droga do przekształcenia bloga w kółko wzajemnej adoracji, w którym tysiąc zaprzyjaźnionych dam wymienia wzajemnie komentarze o niczym, w stylu Oj, jak ładnie napisałaś Rozalindo. Wspomniałem o paniach jedynie z tej przyczyny, że większość blogujących stanowią kobiety. Upieram się przy podejściu, że należy pisać kiedy sprawia nam to przyjemność, mamy na to wszystko jakiś pomysł i nie jest to jakiś kolejny męczliwy obowiązek (inaczej jaki ma to sens?).

  5. Klub Tfurców to był dobry klub.

  6. Szczurku!
    Naprawdę, wierz mi, pójście w góry to jest jak spacer po Łazienkach Królewskich. Każdy człowiek znający góry, jak wodnik wodę, szanuje je i wie, jak się zachować. W górach, jeżeli nie włazisz po pionowych ściankach bez asekuracji lub po via ferratach i lodowcach, nic Ci się nie może stać.
    Moim zdaniem w pierwszym zdaniu – będąc pełen dla Ciebie szacunku – sam sobie przeczysz. Przecież to oczywiste Szczurku, że porównanie do Łazienek w górach jest przy pełnej odpowiedzialności za wyprawę. Jeżeli ma być po południu burza, to się wychodzi 5-6 rano i wraca się o 16. W życiu nie poszedłbym na Giewont, kiedy to prognozują burzę, nie poszedłbym również na „trasy żelazne” jak via ferrata przyciągająca swoim żelastwem burzę. Buty mam za 1.050 zł sprowadzane z Niemiec, nie ma mowy, abym w nich się poślizgnął lub skręcił kostkę. Podświadomie analizuję każdy krok i przewiduję konsekwencje. A wypadki mogą być i w Warszawie, i raptowny piorun bez burzy.
    Jeżeli chodzi o drugą sprawę, to jakiekolwiek zmienienie tematyki powoduje milczenie Komentatorów, lub – ciekawe, przyznaję, i inteligentne – zmienienie przez nich tematu notki.
    ———————
    Gszczepa!
    Mało relatywnie zajmowałem się tematyką fantastyczną, nie kojarzę twórców. Ja raczej odnosiłem to do Bruna Jasieńskiego i polskich futurystów. Jeżeli już współcześni autorzy Klubu przez Ciebie wymienionego postanowili go nazwać zgodnie z manifestem Jasieńskiego: „Nuż w bżuhu. 2 jednodńuwka futurystuw” to ich tytuł powinien brzmieć: „Klub tfurcuw”.

  7. Witaj w klubie samochodowców. Dla aktywnego samochodowca przestrzeń kurczy się z 4 km/h do 80 km/h – lub w podobnej skali powiększa się czas którym dysponujesz.
    Gratulacje – bezwiednie 20-krotnie powiększyłeś czasoprzestrzeń wokół siebie. Dla kaprysu w kilka godzin możesz pojechać nad Bałtyk i wrócić do swojego łóżka. Ja uwielbiam takie podróże.

  8. „Nic mi do głowy nie przychodzi.”

    Nie musi. Zycie samo podsuwa tematy. Wiem, niektore moga byc wyjatkowo kontrowersyjne – gdzie jak nie tutaj dyskutowac?

    Pozdrawiam

  9. Piotrusiu!
    Nie jestem fanatykiem prowadzenia samochodu. Poprowadzę, sprawia mi to czasami przyjemność, ale o wiele bardziej wolę Pendolino, wygodnie, książka, kawka, spokojny dojazd. A tak sprzęgło, gaz hamulec, lusterko, uwaga na najwyższych obrotach. Ja wychodzę z samochodu zmęczony, a nie wypoczęty. Ale przyznaję, strasznie to ułatwiło mi życie, zakupy, dowożenia czasami garnków do wnuczek, ich podwożenie, wyjazdy na weekendy. Próbowałem również nie dojeżdżać do stacji metra autobusem, tylko samochodem, ale po dwukrotnych próbach okazało się, że autobus wraz z dojściem zajmuje mi 21 minut, a zaparkowanie samochodu i dojście – 35.
    ————–
    W takim razie, jeżeli jest tak straszna ilość tematów, a ja ich nie widzę, to może Drogi Vandermerwe napiszesz wreszcie swoją notkę i dasz mi do opublikowania. Z chęcią poczytałbym na temat Afryki południowej, nie tylko jako państwa, ale o szeregu krajów leżących mocno poniżej równika. pzdr

  10. @ Torlin,

    Nie traktuj mojej wypowiedzi jako wymowki, gdyz cenie sobie Twoj blog. Choc masz racje, ze powinienem cos napisac. Codziennie rano robie „prasowke” tj. przegladam prase lokalna, polska i inna. Swiat, w ktorym zyjemy pelen jest zawirowan i zaburzen i zdarzen mniej lub bardziej ciekawych. Ot w „polityce” wyczytalem, ze ojcowie Krakowa wydali zakaz palenia weglem i „czymkolwiek” w imie zwalczania smogu. Rzecz warta zastanowienia i chocby dyskusji. Z tej strony globu wladze uparly sie wprowadzic powszechna „darmowa” opieke medyczna. Wywoluje to burzliwe dyskusje. Oczywiscie patrzac na to z jednej strony obie inicjatywy sa jak najbardziej pozytywne. Jednak konsekwencje obu beda funkcjonowac w pewnych realiach. W ostatecznym rozrachunku rzecz sprowadza sie do pieniedzy lub tez ich braku. Wobec tego dylematu stoi spolecznstwo poludniowafrykanskie zyjace w kraju stojacym jesli nie na krawdzi bankructwa ( zarowno ekonomicznego jak i spolecznego oraz moralnego) to blisko tego i raczej czas na uporzadkowanie spraw panstwa a nie rzucanie sie na kolejne dobre, choc w danym momencie rujnujace pomysly. Celowo powstrzymalem sie od komentarza na temat Krakowa, choc widze duze podobienstwo w zasadach dzialania miedzy „tam i tutaj”.

    Pozdrawiam

    P.S. Znam z autopsji „bol” zniechecenia, braku pomyslow i ogolnego odrewienia intelektualnego.

  11. Miło mi, ale mimo wszystko czekam z nadzieją, pzdr


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: