Napisane przez: torlin | 17/09/2019

Jeszcze dalej niż Południe*

Tytuł jest nawiązaniem do .

Są miejsca leżące daleko. Są takie, które leżą niewiarygodnie daleko. A są takie, które leżą na końcu świata. I za nimi właściwie nie ma niczego. Pustka (z pewnymi małymi wyjątkami). Takim miejscem na półkuli południowej jest argentyńskie miasto Ushuaia, spod którego to nawet kondory zawracają. Najdalej leżące na południe miasto na Ziemi na półkuli południowej, 54°48′S.

Miejsce pełne turystów. Ja to rozumiem. Sam z przyjemnością pojechałem na przylądek Cabo da Roca,  najdalej na zachód wysunięty punkt lądu stałego Europy. Miejsce jak miejsce, widok jak widok, ale ważna jest świadomość. Ludzie zapewne z tego powodu tak ochoczo jeżdżą na Nordkapp.

Patagonia jest bezludna (2 miliony ludzi na milion kilometrów kw. powierzchni), surowa, wietrzna, zimna, a Ushuaia leży jeszcze dalej, w związku z tym rząd argentyński wybudował tam więzienie, bo więźniowie nie mieli jak uciec (jak Rosjanie na Syberii, albo Anglicy z Australią).

Jeszcze dalej na południe stoi latarnia morska Les Eclaireurs zwana „Latarnią na końcu świata” (patrz zdjęcie u góry), często i gęsto odwiedzana przez turystów, jako obiekt leżący naprawdę naprzeciwko Antarktydy.

Latarnia ta leży 54°48′S, a tymczasem jej odpowiednikiem na półkuli północnej jest nasze Rozewie 54°49′N. W związku z tym dochodzę do wniosku, że Polska leży na krańcu świata, skąd wrony zawracają.


Responses

  1. Rozumiem ludzi, którzy marzą, żeby dotrzeć tam, gdzie jeszcze nikt nie dotarł. Albo gdzie docierają tylko nieliczni. Rozumiem więc pierwszych zdobywców biegunów czy najwyższych szczytów. Sam taki jestem, na miarę moich skromnych możliwości.
    Nie rozumiem natomiast, dlaczego daje komuś satysfakcję wycieczka „na koniec świata”, do miejsca, w którym – jak piszesz – roi się od turystów. Gdzie nie ma poza tym niczego szczególnie ciekawego.
    Przy okazji przyszła mi do głowy zabawna myśl: odwiedzić położony najdalej NA WSCHÓD punkt Europy – oto zadanie dla ambitnego podróżnika!

  2. Jakoś nie ciągnie mnie ani do Patagonii ani na Antarktydę.Ogólnie rzecz biorąc nie ciągnie mnie gdzieś tylko dlatego, że jakieś miejsce jest pod jakimś względem ekstremalne- np. najdalsze lub też najcieplejsze czy też najzimniejsze. Pewnie nie mam natury odkrywcy.
    Co do Polski – pod wieloma względami to kraj na krańcu świata;)))
    Oglądałam kilka filmów o Patagonii- no ładnie tam tylko jakoś koszmarnie pusto, w którąkolwiek stronę spojrzysz to zieje pustką. Dokument o Antarktydzie też mnie nie zachęcił do wybrania się w tamten rejon. Poza tym nie lubię takich ilości śniegu, lodu , zimna i wiatru.
    Miłego;)

  3. Wiele miejsc w momencie stania sie popularnymi traci na atrakcyjnosci. Najdalej na poludnie wysunietym punktem Afryki jest Przyladek Igielny. Przez lata, gdy odwiedzalem to miejsce mozna bylo podziwic surowosc natury ( za pierwszym razem jakis kilometr czy dwa od brzegu tkwil na skalach przelamany na pol zbiornikowiec) i delektowac sie samotnoscia. To wszystko zniknelo, gdy miejsce stalo sie popularne ( „przemysl turystyczny”) i zatloczone. Szczesliwie pas nadbrzezny zostal ogloszony parkiem narodowym i wszelka zabudowa trzyma sie w pewnej odleglosci od brzegu.

    Pozdrawiam

  4. Pogląd prawie skrajny: To, że mnie tam nie ma, nie jest powodem, abym chciał tam być.
    Sprawdza się w zderzeniu z pomysłami żony.

  5. Bez paszportu to się do Patagonii nie pojedzie…

  6. Do wszystkich z pozdrowieniami!
    Rozmawialiśmy na ten temat w lipcu pod dwiema moimi notkami, tak że będę się troszeczkę powtarzał. Mnie naprawdę ludzie nie przeszkadzają, nie muszę mieć całkowitej głuszy. Jestem widać innym człowiekiem niż Wy, bo ja uwielbiam wszystkie nazwijmy to „ekstrema”: najwyższe, najdalsze, absurdalne. Zdobywam najwyższe szczyty powiatów i państw, staram się bywać na krańcach kontynentów, a z tych „absurdalnych” byłem w Weronie w domu Julii i pod domem Romea, gdybym był w Londynie, to obowiązkowo poszedłbym na Baker Street 221B, a we Włoszech popłynąłbym na Wyspę Monte Christo, gdyby nie szczury. W Polsce pojechałem specjalnie do Czochy na zamek, aby obejrzeć miejsce kręcenia trzech miłych mojemu sercu filmów: Gdzie jest generał?, Wiedźmin i Tajemnica twierdzy szyfrów,
    Poprzednio Vandermerwe napisał, że ludzie chcą tylko zaliczyć te miejsca, bo wypada. Nie mogę się z tym zgodzić. Ludzie długo jadą, lecą na skraj świata, aby tylko zaliczyć? A może ich to tak samo fascynuje jak mnie. Kto to wie?
    Często piszecie, że dawniej to była pustka, a teraz są tłumy, i że to jest nienormalne. Wybaczcie te słowa, ale to dawniej było nienormalne. W RPA jest zapewne dziesiątki przylądków, które są bezludne, i tam możesz Drogi Vandermerwe nasycać oczy bujną przyrodą nieskażoną obecnością wstrętnych oglądaczy. Mnie się wydaje, że każdemu lubiącemu takie ekstrema chodzi po głowie, aby będąc w RPA zobaczyć Przylądek Igielny.
    Powtarzam to któryś raz, są naprawdę miliony miejsc na świecie bez ruchu turystycznego, zawsze znajdziecie sobie miejsce do oglądania. Ale co ja zrobię, że marzę o sfotografowaniu się w marokańskiej Zagorze na tle tablicy „Timbuktu 52 dni” (na wielbłądzie). I marzy pewnikiem o tym z co najmniej milion osób.
    ————–
    Gszczepa!
    Poza Unią wszędzie potrzebny jest paszport. Na szczęście do Argentyny nie potrzebują Polacy wiz.
    ———–
    Anabell! Tempie!
    Oczywiście są tacy ludzie, mają do tego prawo – mówię to Wam jako liberał. Znam bardzo dobrze panią, która ma dom na Suwalszczyźnie od 60 lat i w życiu nie była na Litwie. Jej córka brała ślub w Lyonie i w drodze powrotnej ta pani miała 8,5 godzinną przesiadkę na lotnisku w Paryżu, i z niego nie wyszła do miasta, bo po co. Siedziała na lotnisku i czekała na samolot. Oczywiście można i tak. Ale nie dziwcie się takim osobom jak ja, którzy łakną wszystkich ciekawostek jak kania dżdżu. Np. po obejrzeniu serialu „Most” (polski tytuł: „Most nad Sundem”) chciałbym przejechać tym mostem.

  7. @ Torlin,

    ” W RPA jest zapewne dziesiątki przylądków, które są bezludne, i tam możesz Drogi Vandermerwe nasycać oczy bujną przyrodą nieskażoną obecnością wstrętnych oglądaczy.”

    Zwazywszy, ze powierzchnia RPA to 1,2 mln km kw. miejsc odludnych jest sporo i z zona z tego korzystamy, gdy czas pozwala. Jednak w dobie, gdy tyle sie mowi o ratowaniu „Matki Ziemi” i probuje wprowadzac w zycie czesto karkolomne pomysly, warto zastanowic sie czy kazdy skrawek globu musi stac sie atrakcja turytyczna. Zadeptac i zasmiecic jest latwo, o wiele trudniejszy i czesto niemozliwy jest proces odwrotny – cos jak z jajkami i omletem. Nie jestem za zakazem turystyki, gdyz zaspakaja najrozniejsze potrzeby spoleczenstw. W moim odczuciu, nastapilo zachwianie rownowagi miedzy wasko rozumianymi potrzebami spolecznymi a dobrem bardziej ogolnym.

    Pozdrawiam

  8. „byłem w Weronie w domu Julii i pod domem Romea”

    Ja w Petersburgu byłem pod domem, w którym Raskolnikow zamordował starą lichwiarkę. Jest tablica pamiątkowa, a jakże. Nawiasem mówiąc, miałem wrażenie, że w tym mieście na co drugim domu wisi tablica z informacją, że mieszkał w nim Dostojewski (nawet na tym, w którym mieliśmy kwaterę). Chyba nie płacił czynszu i zewsząd go wyrzucali

  9. Vandermerwe!
    Moim zdaniem to nie jest tak. Z omleta nie zrobisz jajka, a z naruszonej przyrody możesz zrobić coś cudownego. Przykładów jest dziesiątki, z nieudanej regulacji pruskiej ujścia Warty powstał wspaniały park narodowy, którego wcześniej nie było, z olbrzymich dołów po wydobyciu węgla brunatnego w Niemczech powstał wspaniały kompleks jezior z cudowną infrastrukturą turystyczną, a góra Kamieńsk jest zdobyczą Łodzian.
    Dając właśnie przykład przylądków – wystarczy umieszczenie ubikacji, śmietników, zamkniętego obiegu wody, zrobienie ścieżek i alei, postawienie ogrodzenia, parkingów i miejsc odpoczynku – i przyroda będzie nienaruszona przez długi czas. Ludzie pilnują się, masz przykład Strzelińca, gdzie chodzi się wytypowaną trasą, z podestami drewnianymi.
    Ochrona przyrody jest dla mnie bardzo ważna, ale uważam, że obrońcy przesadzają. Zastanawiałem się nad tym kiedyś siedząc nad Doliną Pięciu Stawów, gdzie wokół była nieskażona przyroda, a ścieżki turystyczne nie wiem czy zajmowały 1 promil terenu. To samo z przylądkami, pewnie 500 metrów dalej już jest wszystko surowe i nienaruszone. To można ludziom oddać we władanie 1 km kw. powierzchni naszej planety do ich dyspozycji.
    ———–
    Pawle!
    A ja to bardzo lubię. Ciągle przypomina mi się Belgia, której najwyższy szczyt Signal de Botrange ma 694 m., a Belgowie na jego wierzchu postawili platformę o wysokości 6 metrów i dali dumny napis „Signal de Botrange 700 metrów”. Ludzie jeżdżą śladami seriali, filmów, książek, podań, dla mnie to jest bardzo rozwijające nie tylko intelektualnie, ale i…
    I to jest druga strona medalu, dlaczego tych ludzi tak zaciekle bronię. Bo chciało im się ruszyć dupę podczas urlopu, nie siedzą nad basenem, jadą śladami hrabiego Rollanda, kajakowymi Jana Pawła czy najsłynniejsze Dan Browna. Te starania zasługują na szacunek, a nie na potępienie czy lekceważące wzruszenie ramionami.
    ——————
    Cały temat jest potwierdzeniem mojej teorii, że wszystko zależy od państwa i samorządu terytorialnego. Jak jest wszystko zorganizowane, to ludzie nie śmiecą i nie niszczą. Widać to nawet po naszym wybrzeżu, jak się to wszystko zmieniło. Turyści wolą mieć to zorganizowane, czyste, z alejkami, punktami widokowymi, śmietnikami, parkingami, lokalami, miejscami do wypoczynku czy widokowymi. Jak jest to wszystko zorganizowane w kulturze – nie ma mowy o niszczeniu przyrody, chociażby nie wiem, ilu ludzi przyjechało w dane miejsce.

  10. @ Torlin,

    Nie neguje, ze pewne rzeczy sa koniecznoscia i pozniej cos z efektami tej koniecznosci trzeba zrobic. Ale to nie jest „robienie jajek z omleta”, czyli powrot do stanu wyjsciowego. Jednoczesnie lekko napelnia mnie duma, ze bylem jednym z „tworcow” Gory Kamiensk, ktora tak rekomendujesz. Mowiac prawde bardziej mam stosunek sentymentalny do dziury tam wykopanej niz do tej gory, to sprawa czysto osobista.

    Pozdrawiam

  11. W Dreźnie widziałem pomnik Dostojewskiego.

  12. Ależ Torlinie, nie musisz tych ludzi „zaciekle bronić”, bo ja (ani chyba nikt inny tutaj) nie potępiam ani nie wyśmiewam, choć sam pasji tego rodzaju nie podzielam – co chyba wynika z niedostatku mojej wyobraźni.
    Moją niechęć budzi tylko sytuacja, gdy jakieś „kultowe” (z tego czy innego powodu) miejsce staje się produktem turystycznym – przedmiotem masowej turystyki, w tym organizowanej przez biura.
    Przykład z mojego podwórka. W 1980 roku kilku moich kolegów z koła przewodnickiego przeszło w ciągu trzech miesięcy cały główny grzbiet Karpat, od Dunaju do Dunaju. Wtedy to była naprawdę wielka rzecz i do dziś nie mogę odżałować, że nie wziąłem w tym udziału.
    W ostatnim czasie jednak Łuk Karpat stał się modny i raz po raz dowiaduję się, że znowu ktoś go przeszedł. Wymyślają ludziska co tylko się da: idą samotnie, jadą na rowerach, w rekordowym czasie, na raty, nieszablonową trasą etc. Tylko patrzeć, jak jakieś biuro podróży zacznie oferować takie przeżycie za ciężkie pieniądze, za to bezpiecznie i wygodnie (no, tu trochę przesadziłem). I na to, słusznie czy nie, patrzę niechętnym okiem.

  13. Wprost trudno dać wiarę, że na północ od Rozewia nie ma latarni morskich. Albo czegoś nie zrozumiałem?
    Serdeczności 🙂

  14. Na północ od Rozewia tylko wilki i niedźwiedzie. I renifery. Tam nawet Imperium Rzymskiego nie było. Ale nie jestem pewny, bo nigdy nie byłem na północ od Gdańska 😉

  15. @ Maltese Falcon,

    ” 54°48′S, 54°49′N”

    Sadze, ze chodzi o zbieznosc powyzszych danych i.e. symetrycznie po obu stronach rownika.

    Pozdrawiam

  16. Vandermerwe!
    Dzięki za wytłumaczenie mojej notki. Trafione w punkt.
    Reasumując – przy dzisiejszym stanie techniki możemy doprowadzić poszczególne punkty naszej planety do takiego stanu, do takiej kultury, aby i przyroda i wielki ruch turystyczny mogły ze sobą współżyć nic nie tracąc nawzajem. Mówię o poszczególnych punktach czy trasach, a nie o miastach typu Barcelona czy Wenecja, to jest inny temat.
    Byłem tym roku w Marmaris w Turcji, czysto, ładnie, przeciwnicy mogliby powiedzieć – wybetonowane nabrzeże. Tak, dostosowane do dużego ruchu turystycznego. Ale dokoła zatoki mnóstwo półwyspów otoczonych siatką i pod opieką wojska. Jest to zrobione ze względów bezpieczeństwa, ale po tych przylądkach nikt nie chodzi, nawet patrole, bo niby poco. Wszystkie te punkty są oazą dzikiej zwierzyny, ptactwa. Można.
    ——————-
    Gszczepa!
    „Nigdy nie byłem na północ od Gdańska” – nigdy nie byłeś w Gdyni, we Władysławowie ani na Helu?
    ————-
    Pawle, a ja Ci z zaciekłością nuworysza powtarzam, że to Wy jesteście dziwni, a nie ci ludzie, o których mówię. Żebyś mnie dobrze zrozumiał, też marzę być takim jak Wy, ale życie mi na to nie pozwala. Kto ma szansę na trzymiesięczny urlop? Kto ma siłę przejść taki kawał gór, często bezludnych, i bez żadnej infrastruktury? Dlaczego ludzie niemogący chodzić z takim natężeniem nie mają pojechać w Bieszczady, zwiedzić Szczelińca czy wejść łatwiejszą ścieżką na Baranią Górę (bo już raczej Babia jest dla takich koneserów jak my).
    Wydaje mi się, że przesadzasz z opieką wyspecjalizowanych instytucji, to mogłoby być pomocne przy wejściu na Czomolungmę, ale nie na trasie np. Zwardoń – Pilsko – Babia, co jest moim marzeniem od lat nigdy niezrealizowanym, gdyż to po prostu trzeba przejść, biuro może pomóc np. w rezerwacji noclegów i przerzucać plecaki. Co w tym złego?
    —————–
    Szczurku!
    Trudno. Nic nie zrobię, że nie trafiam do Ciebie z moimi pomysłami. Ale dobrze Ci wytłumaczył Vandermerwe, był to miniesej o tym, jak takie same punty z punktu widzenia planety mogą się tak strasznie różnić. Mógłbym Ci pokazać na zasadzie alternatywy miasta leżące na tej samej szerokości geograficznej, tak strasznie różniące się od siebie. Znalazłem niesamowitą mapę TU, że wystarczy na nią spojrzeć. O tym samym jest moja notka, że Warszawa leży na tej samej szerokości geograficznej jak Irkuck, Nowy Jork jak Madryt, Tokio jak Tunis, a Londyn jak Astana.

  17. W Polsce najdalej wysunięty punkt na północ jest w Jastrzebiej Górze.
    Do Wladyslawowa prowadzi piekna przedwojenna droga kiedys spacerowa caly czas wzduz morza , chyba sie nazywala , a moze nadal jeszcze promenada sloneczna. Kiedys podobno poza Gdynia tam przyjezdzala elita polska przedwojenna . Dabrowska sobie spacerowala plaza do latarni . No i tam jest , pomiędzy Jastrzębia góra a Wladyslawowem , ten slynny Lisi Jar , ktoredy drzewiej , chyba Szwedzi swobodnie podplyneli , omijajac zatokę Gdańska.
    Podobno St. Żeromskiego ” Wiatr od morza” , tam powstało. ☺…

  18. Torlinie, swoim zwyczajem nadal zaciekle bronisz sprawy, której nikt nie atakuje. Ja przecież nie mówię, kto jest dziwny, a kto normalny. Nie twierdzę, że wszyscy powinni uprawiać turystykę górską w takim stylu jak ja. Wyraziłem jedynie swoją dezaprobatę dla pewnych konkretnych zachowań zbiorowych. Wolno mi?

    „bo już raczej Babia jest dla takich koneserów jak my”.

    Nie bądź śmieszny! Byłem w tym roku na Babiej Górze w pogodną czerwcową niedzielę. Na szlaku sznur wędrujących w górę i w dół, odstępy między kolejnymi grupami i grupkami średnio kilkanaście metrów. Sporo rodzin z małymi dziećmi. A na szczycie mrowisko, jakby odbywał się tam jakiś odpust.

  19. „Zwardoń – Pilsko – Babia, co jest moim marzeniem od lat nigdy niezrealizowanym”

    To akurat marzenie wyjątkowo łatwe do zrealizowania: pięć dni marszu, wygodne szlaki turystyczne, obfitość schronisk po drodze.

  20. @ Torlin w dyskusji z Pawlem Lubonskim,

    Gdzies bylo zdjecie himalaistow czekajacych w kolejce do wejscia na szczyt Mount Everest. To jest akurat ekstremum ale sadze, ze wlasnie takie ekstrema ma na mysli Pawel Lubonski. Nikt nie zabrania ludziom turystyki niemniej rzeczy wymykaja sie spod kontroli. Chyba nie przypadkiem mieszkancy miast atrakcji turystycznych zaczynaja protestowac przeciw turystycznemu „potopowi”. Chyba wspominalem, ze czesc dziecinstwa spedzilem w Sopocie i pamietam jak narastala turystyczna popularnosc tej miejscowosci – sadzac, ze zdjec sytuacja jest obecnie wielokrotnie gorsza.

    Pozdrawiam

  21. Julu! Z Wiki, „geografii Polski”
    Punkty skrajne, bez baz wojskowych, placówek dyplomatycznych i stacji naukowych:
    Najdalej na północ wysunięty kraniec Polski
    54°50’08.8” N – miejscowość Jastrzębia Góra, w gminie Władysławowo, powiat pucki tzw. Gwiazda Północy – punkt lądowy; (skrajnym północnym punktem terytorium Polski, do którego zalicza się morze terytorialne, jest punkt oddalony o 272 metry na północ od przylądka Rozewie – 55°00’00” N);
    Najdalej na południe wysunięty kraniec Polski
    49°00′ N – szczyt Opołonek w gminie Lutowiska, powiat bieszczadzki (właściwie – nienazwane siodło leżące kilkaset metrów na wschód od szczytu, znajdujące się ok. 1,5″ bardziej na południe od samego szczytu);
    Najdalej na zachód wysunięty kraniec Polski
    14°07′ E – zakole Odry koło Osinowa Dolnego w gminie Cedynia, powiat gryfiński (Siekierki są często podawaną błędną lokalizacją tego punktu);
    Najdalej na wschód wysunięty kraniec Polski
    24°09′ E – zakole Bugu we wsi Zosin w gminie Horodło, powiat hrubieszowski (Strzyżów jest często podawaną błędną lokalizacją tego punktu).

    Środek Polski

    Środek geometryczny Polski znajduje się we wsi Piątek, 15 km na wschód od Łęczycy, 19 km na południe od Kutna, a 33 km na północ od Łodzi.
    ———-
    Pawle!
    A może byś się wybrał ze mną?
    ————-
    Vandermerwe!
    Z Mont Everestem to akurat jest dla mnie paranoja. Ale już trasa do podnóża tej góry powinna być ucywilizowana (a zaręczam Wam, że 200 metrów w bok będzie dzika przyroda). I znowu to samo: miejsce wyrzucenia śmieci i ich utylizacja, ubikacje, zamknięty obieg wody, przygotowane trasy (nie ułatwiające, ale uniemożliwiające degradację systemu), knajpy, hoteliki, pozamiatane.

  22. @Torlin,
    nigdy nie byłem! Ani na Helu, ani w Gdyni, ani we Władysławowie.

    I prawdę mówiąc, nawet mnie nie ciągnie.

    W Gdańsku natomiast byłem dwa razy, ale nic ciekawego nie widziałem (to znaczy raz nad morze pojechałem – bo chciałem pierwszy raz w życiu morze zobaczyć, na pustą plażę w jesieni).

    Taki to już ze mnie podróżnik.

  23. „A może byś się wybrał ze mną?”

    Nie widzę przeszkód, chociaż do zachodnich Beskidów nie mam specjalnego nabożeństwa (przez co znam je o wiele słabiej niż wschodnie). Żona już mi kilka razy proponowała, żebym się wybrał gdzieś bez niej, skoro ona nie ma dość urlopu. A kiedy byś widział taką imprezę?

  24. @ Torlin,

    „a zaręczam Wam, że 200 metrów w bok będzie dzika przyroda). I znowu to samo: miejsce wyrzucenia śmieci i ich utylizacja, ubikacje, zamknięty obieg wody, przygotowane trasy (nie ułatwiające, ale uniemożliwiające degradację systemu), knajpy, hoteliki, pozamiatane.”

    Zapytam Ciebie. Dlaczego mam usuwac sie 200 m z miejsca , do ktorego przyjezdzalem wielokrotnie? Korzystam zarowno z miejsc, gdzie dla turystow przygotowano infrastrukture (z tych od czasu do czasu), choc bez jakiegos rozmachu czy luksusus jak rowniez miejsc calkiem odludnych ( czesto), gdzie domem jest namiot, do toalety chodzi sie z lopata a codzienne ablucje odprawia w rzece. Bardzo bym nie chcial w tych drugich miejscach usuwac sie „o 200 m”.

    Pozdrawiam

    P.S. Jako ciekawostke wystukaj w internecie „Durrban beach during Christmas” by zobaczyc zdjecia. Tak poza dyskusja.

  25. @Torlin
    Zasugerowałem się stwierdzeniem „jej odpowiednikiem na półkuli północnej jest…”, co kojarzyło się z opowieścią o najdalej wysuniętej na południe… i stąd nieporozumienie.

  26. Gszczepa!
    Co Ty jesteś takim antyturystą? W Gdańsku nie ma nic ciekawego? Zlituj się.
    ——————
    Pawle!
    Jestem emerytem, więc mnie jest wszystko jedno – sam wybierz. Kilka zastrzeżeń, w następnym tygodniu wyjeżdżam ze Szczurkiem; musiałbym chociaż tydzień wcześniej wiedzieć i warto zajrzeć do prognozy pogody. Możemy to wcisnąć jeszcze w tym roku, ewentualnie przenieść np. na kwiecień. Niestety Pawle nie chodzę już z plecakiem tak szybko, że musiałbyś się uzbroić w cierpliwość i wyrozumiałość. Ale jesteśmy wstępnie umówieni.
    ————–
    Vandermerwe!
    Obejrzałem sobie „Durban beach during Christmas”, mnóstwo rzeczywiście ludzi, ale skupionych na jednym obszarze (może lubią). Na zdjęciach widać, że na sąsiednich plażach jest pusto.
    „Dlaczego mam usuwać się 200 m z miejsca , do którego przyjeżdżałem wielokrotnie”? Bo takie są „prawa przyrody”. Ja nie mogę dojechać do swojej wsi na Suwalszczyźnie z dziecinnych wakacji, bo droga jest zamknięta (park narodowy), nie mogę pobrodzić po Kamionce, bo ścisły rezerwat. Moja sąsiadka w Dąbrówce z tej samej ulicy chodzi cały dzień naburmuszona, bo musiała u nas zamieszkać, bo z ojcowizny ją wyrzucili z powodu budowy autostrady: „Tyle lat tam mieszkałam, wszystkie wspomnienia szlag trafił”.
    Nauczyłem się nie wspominać na zasadzie: „dawniej to bywało”, a pierwsza nauka była na początku lat 70. ub. wieku, jak Gierek zaczął nas puszczać do krajów demokracji ludowej. Podczas pierwszej wyprawy mieszkaliśmy w wiosce Czernomoriec koło Burgas, i tam na plaży była drewniana rotunda, a w środku bar, orkiestra, stoliki i klepisko jako parkiet. Zabawa była do białego rana, w następne wakacje opowiadałem cały czas siostrze, jak to jest w Czernomorcu. Poszliśmy tam. A tam była smażalnia ryb. Od tego czasu nigdy nie oczekuję, że będzie coś tak samo.
    ————–
    Drogi Szczurku!
    Gdybyś cytowane zdanie rozszerzył do prawidłowych rozmiarów, nie miałbyś zapewne trudności: „Latarnia ta leży 54°48′S, a tymczasem jej odpowiednikiem na półkuli północnej jest nasze Rozewie 54°49′N”. Najważniejsze jest to, żebyśmy się różnili tylko i wyłącznie w takich sprawach.

  27. Torlinie, jeśli jeszcze w tym roku, to najbardziej pasowałby mi drugi tydzień października, czyli np. od 7 X. Wcześniej nie mogę, bo mam do ukończenia terminową pracę.
    Jeśli idzie o pogodę, to wyznaję zasadę, że w góry się idzie, kiedy się idzie, zwłaszcza gdy chodzi o coś więcej niż jednodniową wycieczkę. Zresztą nie wierzę w prognozy sięgające dalej niż 48, w ostateczności 72 godziny w przód.
    O tempo marszu się nie martw, bo ja wprawdzie mogę iść długo i z dużym obciążeniem, ale bynajmniej nie szybko, zwłaszcza pod górę.
    Musimy oczywiście dograć szczegóły logistyczne (trasa, liczba dni, noclegi itp.), ale to już raczej w korespondencji mailowej. Mój adres, jeśli go nie masz: lubonscy@post.pl.

  28. @Torlin,
    Nie twierdzę bynajmniej że w Gdańsku nic ciekawego nie ma. Po prostu ja nic ciekawego nie widziałem.

  29. Pawle!
    Jeszcze na chwilę przez blog. Termin do zaakceptowania, szczegóły muszę rozplanować. Odezwę się na dniach. Dzięki i pzdr.
    ——————–
    Gszczepa!
    Dla mnie fascynujące jest pochodzić wzdłuż nabrzeża i Długim Targiem, popatrzeć na schemat zabudowy miasta tak charakterystycznej dla grodów założonych na prawie lubeckim, tak różniącym się od magdeburskiego i chełmińskiego.
    No i oczywiście z podstawowych „oczywistości” – Hans Memling i jego obraz „Sąd Ostateczny” – arcydzieło malarstwa niderlandzkiego w Muzeum Narodowym.. To z podstaw.

  30. Tylko w Oliwie byłem. Ale w Gdańsku byłem w sumie dwa razy w życiu, odwiedzając koleżankę. Tak więc ciekawsze rzeczy były do robienia niż łazić po mieście. Tyle, że zażądałem żeby mi pokazać morze bo nigdy wcześniej nie widziałem 😀

    Podobnie jak z Gdańskiem mam z Łodzią. Też niby byłem, a nic nie widziałem. Tyle że wiem że to nie jest tak łatwo przejechać z jednego dworca kolejowego na drugi.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: