Napisane przez: torlin | 11/10/2019

Trzy balkony

Ewolucja – rewolucja. U góry macie wspaniały obraz Goi „Majas en el balcón”. Tytuł jest wieloznaczny, tak jak wieloznaczny w hiszpańskim jest wyraz „Majas”, w sposób normalny oznacza „pięknisie”, w ówczesnym żargonie ulicy oznaczało młode kobiety z nizin społecznych, modnie i krzykliwie ubrane i zajmujące się prostytucją. Ten piękny obraz namalowany w latach 1808-12 znajduje się w Metropolitan Museum of Art. Dzieło jest tak jednoznaczne, że właściwie nie musi człowiek niczego tłumaczyć, dziewczyny odsłaniają swoje wdzięki, aby zachęcić ewentualnych klientów, jednocześnie tychże oceniając ze śmiechem. Z tyłu zapewne alfonsi, namalowani jak podwójny Don Pedro (kryptonim: X-54) – tajemniczy szpieg z Krainy Deszczowców, ale to jest zrozumiałe, gdyż Goya malował te lubieżne istoty nie z powodu sensacji, a z powodów społecznych.

Podobną tematykę poruszył Eugenio Lucas Velázquez (to nie ten Velázquez) w obrazie „Majas en la corrida de toros” (tytułu już nie muszę tłumaczyć, toro to po hiszpańsku byk). Obraz można zobaczyć w Prado, i został namalowany – to jest ważne, kogo interesuje, proszę o uwagę, w 1850 roku. Nie tylko tematyka jest podobna, ale i styl malarski jest prawie taki sam. Tymczasem minęło 18 lat (co to jest 18 lat!!!), i widać jak na dłoni rewolucję w malarstwie.

W tym wypadku bardziej mi chodziło o balkon, a nie o prostytutkę, bo mógłbym pokazać  Édouarda Maneta “Olimpię” z 1863, a wielu impresjonistów zajmowało się tym tematem (Degas, de Toulouse-Lautrec, Picasso). Tutaj właśnie Édouard Manet przedstawił na obrazie pt. ‚El balcón” namalowanym w okresie 1868-1869 (wisi w Muzeum D’Orsay w Paryżu) swoją wielką miłość Berthę Morisot, którą kochał skrycie od lat, co nie przeszkodziło mu zapłodnić Suzanne Leenhoff, jasnowłosą Holenderkę, nauczycielkę gry na fortepianie. Suzanne była pogodną niebieskooką blondynką o jasnej cerze, delikatnych palcach i rubensowskiej figurze.

Z cyklu: „Kto jest na obrazie?” obok Berthy stoi  Fanny Claus, 22-letnia skrzypaczka, przyjaciółka rodziny, mężczyzna zaś to Antoine Guillemet, przyszły niezły pejzażysta, póki co dorabiający jako model Maneta (nie był tym faktem zachwycony). 18 lat, a tak kompletnie inne malarstwo.

Te obrazy mają ze sobą dużo wspólnego, bo każdy … ściągał od poprzednika. Velázquez jeździł po Hiszpanii w poszukiwaniu dzieł Goi, Manet narysował „Balkon” w kontrze do Velázqueza. Zauważcie, że prostytutki są pełne żywiołowości i radości, tymczasem inteligencja jest samotna w tłumie. Bertha nie mogła być sama na balkonie, dlatego jest Fanny jako przyzwoitka, każde z nich patrzy w innym kierunku, są smutni, bez radości życia. Ale prawdziwa samotność na obrazie Maneta to… czwarta postać, chłopiec przynoszący dzban przypuszczalnie herbaty lub kawy, jest to właśnie nieślubny syn Maneta i Susanne, Leon Leenhoff.


Bonus nr 1

Bonus z tego powodu, że to nie jest balkon, ale obraz ten pasuje jako wstęp do wpisu. A to z tego powodu, że Goya czerpał natchnienie z innego wspaniałego malarza hiszpańskiego nazywającego się Bartolomé Esteban Murillo. Jego obraz „Dos mujeres a la ventana” („Dwie kobiety w oknie”) namalowany w latach 1650-1655, wiszący  aktualnie w Narodowej Galerii Sztuki w Waszyngtonie, przedstawia zapewne również sewilskie prostytutki, gdyż żadna inna kobieta w XVII wieku nie miała prawa tak spoglądać przez okno.


Bonus nr 2

Bonus z tego powodu, że na balkonie nie ma kobiet, ale obraz pasuje jako zakończenie wpisu. Stwierdzenie, że Magritte wzorował się na Manecie jest śmieszne, gdyż obraz ten nazywa się „Perspektywa II: balkon u Maneta” (René Magritte, „Perspectiva II: El balcón de Manet”, 1950, Królewskie Muzea Sztuk Pięknych w Brukseli). Obraz ten nazwałbym pewnego rodzaju antropomorfizmem strukturalnym, Magritte opiera się na tym samym obrazie Maneta, wiernie kopiując scenariusz kompozycji, ale z ważnym dodatkiem, zastępuje bohaterów sceny drewnianymi trumnami. Moim zdaniem jest to pogląd autora na temat koncepcji życia i śmierci, logiki cyklu życia, w którym umiera to, co dziś żyje. I również po to, aby zrozumieć śmierć poprzedniej sztuki i narodziny nowej.

Fascynujące jest, jak w historii sztuki ten sam temat lub kompozycja wzbudza takie samo zainteresowanie malarzy, aż do powtórzenia tej samej kompozycji w różnych momentach. Byłoby bardzo interesujące, aby prace te mogły być zgromadzone w tej samej przestrzeni wystawienniczej, aby oko miłośnika mogło cieszyć się ich ewolucją i porównaniami pomiędzy nimi oraz możliwością podziwiania ich wzajemnych wpływów i interpretacji.

 


Responses

  1. Ciekawy temat, dodam tylko, że z mojego pobieżnego przeglądu sieci wynika, że Leenhoff niekoniecznie musiał być synem Maneta-malarza. Niektóre źródła wskazują, że równie dobrze nauczycielka mogła mieć romans z ojcem Maneta 🙂 Chłopiec byłby więc przyrodnim bratem malarza.

  2. Też o tym słyszałem Świechno! Jak się ogląda portrety Leona w wykonaniu Édouarda rzuca się w oczy delikatność chłopca, jego zagubienie. Sądząc z wyglądu był to bardzo skromny i chichy chłopak.

  3. Bonus nr 2 mi się podoba. Ale jakoś bardziej kojarzy mi się z futerałami od wiolonczeli czy kontrabasu. To przez tą złamaną, która jakby nawiązuje do takiej pozycji.

  4. Torlinie, obraz René Magritte’a nie nazywa się El balcon de Manet lecz Le balcon de Manet. Tak tylko gwoli ścisłości.
    I obawiam się, że twoja klasyfikacja z wykorzystaniem pojęcia antropomorfizmu strukturalnego może się nie przyjąć. Magritte w pisanym w 1961 rou do Marcela Mariën liście sam określił czym jest ten obraz, a mianowicie pastiszem. Zresztą podobne zabawy Magritte przeprowadzał posługując się jako punktem wyjściowym prace J-L. Davida i François Gérarda.

    Pastisz, Torlinie, pastisz.

  5. Gszczepa!
    Widzę, że lubisz rzeczy nowocześniejsze. Ale jest jeszcze w Polsce wolność lubienia. 😀
    —————–
    Telemachu!
    Literówka, a może hiszpańska nazwa mi utkwiła.
    Cała rzecz w tym Telemachu, że w odbiorze sztuki, zarówno wielkiej, jak i małej, nie ma najmniejszego znaczenia, co autor miał na myśli. Jedyna prawda ukryta jest w percepcji tej sztuki przez odbiorcę i to on decyduje. Tylko on. Magritte może sobie pisać co chce, a ja mam prawo odczytywać jego sztukę zupełnie inaczej.
    Słynnym przykładem odejścia od pierwotnie zakładanego pastiszu w kulturze popularnej jest „Karmazynowy pirat”, pierwotnie traktowany przez twórców jako pastisz filmów o piratach, a stał się najsłynniejszym normalnym filmem o nich.

  6. Torlinie, niby 100% racji. Ale jeśli w percepcji sztuki liczy się tylko i wyłącznieto co czuje odbiorca i to odbiorca decyduje to mamy naprawdę poważny kłopot.
    Bo to oznaczałoby, że jeśli postawimy Zenka przed Guerenicą i Zenek ani nic nie poczuje. ani nie zdecyduje, to wówczas co? Guerenica przestaje być dziełem sztuki? Czy tylko traci swoje znaczenie?

    Oświeć mnie, bo się zgubiłem 😉

  7. Kiedy to jest proste Telemachu jak konstrukcja cepa. Każdy, powtarzam, każdy ma prawo indywidualnie oceniać dzieło. Ma do tego prawo i Pan Zenek, który sztukę odbiera zgodnie ze swoim poziomem intelektualnym. Ale jego ocena nie wpływa na jakość dzieła, to jest jego decyzja indywidualna. „Guernica” nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, co nie oznacza, że to nie jest wielkie dzieło wielbione przez innych. Do mnie po prostu nie trafiło. W tym samym pomieszczeniu są rysunki wstępne Picassa do obrazu i byłem nimi zauroczony.
    Tak samo jest z filmami, niektórych nie mogę oglądać, a są uwielbiane przez innych, począwszy od „Fortepianu”, a skończywszy na „Przyjaciołach”, których oglądanie rozpoczynałem chyba z 10 razy i nie przeszedłem nawet trzech scen. To samo z muzyką, jeżeli Ty nie przepadasz za koncertem fortepianowym Schumanna a-moll, a ja go kocham, to nasze oceny nie mają wpływu na jakość dzieła.

  8. Kłopot Torlinie polega na tym, że udzieliłeś doskonałej odpowiedzi – tyle tylko że pytanie było inne. Dostrzegłem pewną pułapkę logiczną w Twej argumentacji, której centralnym punktem było wyrażone przez Ciebie przekonanie, że o jakości dzieła decyduje tylko i wyłącznie to, co dzieło wzbudza lub wzbudzić może we łbie odbiorcy.

    To jest interesujący punkt widzenia, który po części podzielam. Mój kłopot polega jednak na tym, że tego rodzaju radykalizm prowadzi nas w ślepą uliczkę bo zawsze może pojawić się Zenek który piękna nie dostrzeże a wartoć zlekceważy.

    Z drugiej strony to chyba jednak się zgodzimy, że dzieło nie istnieje jako dzieło poza percepcją lub bez percepcji. Być może Leonardo namalował gdzieś tam i kiedyś tam obraz jeszcze piękniejszy i bardziej tajemniczy niż Mona Lisa i schował tenże obraz do kuferkka i nocą zakopał w ogrodzie nikomu uprzednio nie pokazując?
    Załóżmmy przez chwilę, że tak było. Czy ten obraz jjest piękniejszy i bardziej wartościowy od Mona Lizy skoro nikt go nigdy nie widział?

    Ja się Torlinie nie czepiam. Ja mam naprawdę zagwozdkę i wcale mi się nie wydaje aby konstrukcja tego cepa była tak prosta jak sugerujesz.

  9. Kiedy to Telemachu jest proste, naprawdę. Odpowiedzmy sobie na pytanie, kiedy dzieło jest uznawane za wybitne. Odpowiedź jest prosta, kiedy to określi w ten sposób te 5% ludzkości. Całą resztę to nie obchodzi. O tych 5-10% pisałem wielokrotnie. 5% rozumie artyzm, kocha go, pozostałe 5% uznaje wielkość, jakieś dodatkowe 10-20% uznaje za zasadzie papugi – da Vinci wielkim artystą był. Pozostańmy przy przykładzie Schumanna z jego koncertem fortepianowym a-moll, jest 5% ludzkości, która go kocha, 5 % woli „Aidę”, ale na zasadzie rewanżu przyznaje, że Schumann wielkim artystą był. Reszta o nim (i o kompozytorze, i o dziele) nie słyszała, łącznie z Panem Zenkiem.
    Tymczasem zupełnie inna sprawą jest odbiór dzieła, tutaj swoje pole do wyobraźni ma Pan Zenek, ma pełne prawo oceniać je, krytykować względnie chwalić, a także oceniać. Ale on nie należy do tych 5% i nie on decyduje o wielkości dzieła.

  10. Czyli tak bardziej łopatologicznie , wytłumaczył to inżynier Mamoń w kultowym filmie polskim pt. ” Rejs” z 1970r , ubiegłego wieku. 😁

    Cytat.
    ” Proszę pana , ja jestem umysł ścisły.Mnie się podobają melodie , które już raz słyszałem. Po prostu . No… To… Poprzez….No reminiscencje.No jakże podobać mi się może piosenka, która pierwszy raz słyszę ? ”

    Parafrazując , jak może mi się podobać obraz , który pierwszy raz na oczy widzę. Dopiero jak poczytam , że ten obraz jest znany i uznany za arcydzieło , to czasami z oporami, przyjmuje , że tak faktycznie jest.
    To samo mam i z muzyką , obojętne jaki rodzaj. Ja wiem , że to znane , to zaczyna i mi się podobać.

    Z modą ubraniowa , teraz jakby luzniejsza, lubię w coś się ubierać i nagle widzę, że ludzie a zwłaszcza kobiety ubierają się jakby inaczej. No i muszę się do nich dostawać niestety.
    Choć ostatnio wmawiać sobie i innym , że to mój indywidualny styl.

    Że wszystkim , no może poza nowinkami technicznymi, choć tu też mam sentyment do starości.

    U Amigusa Logosa była kiedyś ciekawa dyskusja , jak się robi, lansuje super dzieła malarskie i inne dla zbijania kasy.

    😂😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: