Napisane przez: torlin | 25/10/2019

Bolesne, skończyła się epoka

Widok z mojego okna ze schroniska na Wielkiej Raczy z samego rana.

Będzie to bardzo osobisty wpis, oj, bardzo bolesny wpis. Skończyła się pewna epoka w moim życiu. Trochę niespodziewanie. Wiedziałem, że kiedyś nastąpi, ale nie spodziewałem się, że już. Już nie będzie wyjazdów z plecakiem, siedzenia na zapyziałych dworcach i przystankach, włóczenia się od schroniska do schroniska, aktywnego zwiedzania państw. Koniec.

Jak wiecie, wybrałem się z Pawłem Lubońskim na trasę ze Zwardonia na Pilsko. Pogodę mieliśmy tak znakomitą, że podczas noclegu w Żywcu postanowiłem zostawić prawie dwukilogramową paczkę swoich rzeczy z butami miejskimi w schronisku młodzieżowym, żeby zmniejszyć ciężar dźwigania. Od samego początku bałem się pierwszego etapu, 5 godzin, 965 metrów przewyższenia, ale wszystko było dobrze do ostatniego podejścia do schroniska. W Alpach we Włoszech w zeszłym roku robiłem trasy 3,5-godzinne, które szedłem ponad 5 godzin i było wszystko w porządku. Podchodząc do schroniska poczułem, że coś się niedobrego stało z moimi biodrami w kontekście kręgosłupa. Siłą woli jakoś doszedłem do schroniska, ale już na I piętro wejść nie mogłem. Tragedia. Spalony słońcem i spocony, jak głupi nie wziąłem czapeczki i krótkich spodni, 21 stopni, widoki jak z bajki, a ja leżę pół nocy i ryczę w poduszkę.

Rano musiałem powiedzieć Pawłowi, że dalej nie idę, przyjął to nadzwyczaj spokojnie. Spakował się i poszedł dalej sam. Zachwycony byłem obsługą schroniska, zajęli się mną wspaniale, dali na wyłączność pokój i obiecali zwieźć rano do Rycerki samochodem. Ponieważ jestem człowiekiem walczącym aktywnie z nieprzyjaznym losem na spokojnie zacząłem analizować sytuację. Pierwsza rzecz – odpoczynek, uspokojenie wszystkiego, a później się zobaczy. Do 15 siedziałem na ławeczce na szczycie Wielkiej Raczy, podziwiałem przepiękne widoki, zjadłem obiad i poszedłem na stronę słowacką olbrzymią trasą 300-metrową. Już mogłem wejść po schodach.

Rano okazało się, że nie jadą, więc wziąłem plecak na garb i zacząłem schodzić żółtym szlakiem, który tak naprawdę jest trasą dla samochodu, więc akurat dla mnie. Samochód dogonił mnie w Kolonii i cudowny chłopak ze schroniska zawiózł mnie do Rajczy do pociągu, którym pojechałem do Żywca odebrać paczkę. Stamtąd pojechałem do Bielska-Białej  obejrzeć miasto. Wczoraj wieczorem syn odebrał mnie z Zachodniej.

Ten ciężki – dla mnie w tym momencie – plecak musiałem nosić pomiędzy noclegiem a  środkami transportu i jest właściwie (prawie) wszystko w porządku. Ale ja reaguję na sygnały organizmu, powiedział mi on jasno – Torlin, koniec z włóczeniem się z ciężkim plecakiem. Daję ci poważne ostrzeżenie. Możesz chodzić po górach, aktywnie zwiedzać kraje, ale na zasadzie bazy wypadowej, do której dojdziesz z torbą na kółkach. Przy samym chodzeniu malutki plecak.

Muszę Wam powiedzieć, że kolejne rezygnacje spowodowane wiekiem są nieprawdopodobnie frustrujące, tak mi się marzyła Armenia, Kirgizja, że nie wspomnę niezrealizowanej trasy w Himalajach. Zdaję sobie sprawę, że pewne rzeczy można zrealizować, baza na dole, wjazd kolejką, nocleg w schronisku i na drugi dzień na dół. Wiem, że nie jest to radosny wpis.

Tak wygląda las kilka minut od schroniska na Wielkiej Raczy.


Responses

  1. Torlinie, głowa do góry – tym wpisem dokonałeś naprawdę wielkiej rzeczy – przyznałeś się sam przed sobą (i przed nami, a to nie jest łatwe) że jednak nie do grobowej deski można fruwać z plecakiem po górach. Przepraszam, że teraz napiszę coś niemiłego – jeżeli coś się z naszym partnerem od wycieczki dzieje to nawet gdy ostro protestuje nie zostawia się go samego- takie jest taternickie przykazanie. Nie kojarzy mi się też, bym zostawiła Ciebie samego a sama poszła dalej. Tego prawdziwy turysta nie robi!!!! No ale ja jestem starej daty turystką i wtedy gdy mnie włóczono po Tatrach obowiązywały inne zasady. Primo – nie leci się w jakiekolwiek góry bez zaprawy fizycznej przed wyjazdem, secundo- tempo marszu dostosowuje się do najsłabszego w zespole, tertio – nie zostawia się współtowarzysza samego nie zabezpieczywszy wpierw jego zdrowia a w razie potrzeby po prostu przerywa się wyrypę i odstawia do domu.
    Serdeczności;)

  2. Annabel ma raję. To nie wiek, a głowa najważniejsza., więc trzeba ją dostroić do własnych możliwości krzyżowych. Swoją drogą – towarzysz podróży zawiódł na całej linii.
    Serdecznie pozdrawiam

  3. Macie dziewczyny rację. Ale zmiana formuły podróżowania nie musi stać w kontrze z możliwością przeżywania wypraw. Trochę zmienią się okoliczności. W dalszym ciągu będę podróżował po małych stacyjkach, tylko że z małym plecaczkiem. Mam w końcu doświadczenie, z bazy korzystam w Tunezji i Turcji.
    Pawła nie obciążajcie, uważałem to za całkowicie naturalny ruch, byłem w schronisku i miał mnie zawieźć samochód. Wyjazd z Pawłem uświadomił mi jedną rzecz, że bardzo ciężko się chodzi dwóm starym doświadczonym koniom w jednym zaprzęgu.

  4. Oczywiście, zapewne nie będziesz musiał zrezygnować z pieszej turystyki, ale nim podejmiesz kolejną wyprawę przebadaj się porządnie, bo to nie tylko kwestia ciężkiego plecaka. Jakby nie było łaziłam po Tatrach z trzaśniętą łąkotką i też dałam radę. Nie mnie (dla mnie) nie ma usprawiedliwienia dla Twego towarzysza wycieczki- powinien był zaczekać aż Cię ten samochód naprawdę odwiezie. Tak jak On nie postępuje prawdziwy turysta.
    No i przed każdą eskapadą musisz zadbać o wzmocnienie „starych kości i ścięgien” by nie było takich przykrych i bolesnych niespodzianek.
    Niestety z każdym rokiem w wieku 60+ pogarsza się stan naszych mięśni i ścięgien a kości też marudzą, więc przed każdym taki wypadem trzeba trochę potrenować.

  5. Kajaki! Wsiadasz w kajak i bagaż nic nie waży. Dla mnie chodzenie po górach zakończyło się ładnych parę lat temu i kajaki pozwalają mi uprawiać turystykę w pobliżu przyrody.

  6. Każdy z nas ma jakieś, związane z uwarunkowaniami biologicznymi, granice. To fakt i z faktami się nie dyskutuje. Fakty się akceptuje. Podobno.
    Przekraczanie tych granic, lub rezygnacja z ich przekraczania to kwestia indywidualnej deczji. Nie będę (sądzę) udzielał Ci rad.
    Wspomnę tylko (że o ile pamiętam) jesteś o dobre kilka lat młodszy niż Aleksander Doba gdy przewiosłował Atlantyk. I o wiele lat młodszy niż Reinhold Messner gdy pieszo (i z ciężkim plecakiem) przeszedł pieszo przez Pustynię Gobi. Gdyby ktoś sądził, że tam jest płasko, to pragnę poinformować, że wygląda tam tak:

    Uszy do góry.

  7. Torlinie, nie bądź zbyt kategoryczny tylko dlatego, że raz cię organizm zawiódł. Mnie ponad dwadzieścia lat temu wypadł dysk (zresztą przy biurku, nie pod plecakiem) i trafiłem na parę tygodni do szpitala. Nie byłem się w stanie nawet dobrze wyprostować przed wejściem do rury rezonansu magnetycznego. Lekarze mówili mi wtedy, że do końca życia nie wolno mi nosić na plecach więcej iż dziesięć kilo, bo inaczej trafię na wózek inwalidzki. Jakoś się rozeszło po kościach i do dziś zdarza mi się nosić w górach plecak 25+. Różnie więc bywa.
    Anabell, tak naskoczyłaś na mnie, jakbym porzucił niezdolnego do marszu towarzysza w zimowy wieczór w bezludnej okolicy, a nie zostawił go w schronisku, przed którym stały dwa samochody terenowe, w odległości półtorej godziny marszu od pełnej cywilizacji. Nie przesada?

  8. Bo powinieneś był zaczekać aż Torlina odwiozą. Po prostu widocznie w innym czasie Ty i ja pobieraliśmy lekcje turystyki. Mnie uczyli przewodnicy tatrzańscy, którzy bacznie obserwowali tych, których prowadzili w góry. I tego samego uczyli swych podopiecznych.
    Wiesz, czasem nawet 15 minut marszu do cywilizacji może człowieka powalić.

  9. Anabell!
    Dzięki za troskę, ale sam nie chciałem pomocy. Spróbuję Ci to na spokojnie wytłumaczyć. Jesteśmy obydwaj starymi wilkami górskimi, a stare wilki chodzą samotnie, cierpią samotnie i samotnie umierają (egzaltacja Torlina 😀 ). Widzisz – po drugie – ja nie byłem w górach. Dla mnie w Polsce jako góry istnieją tylko Tatry, w Beskidach to spaść można, ale ze stopnia w schronisku. Dlatego Twoje zdanie: „Mnie uczyli przewodnicy tatrzańscy, którzy bacznie obserwowali tych, których prowadzili w góry” jest prawdziwe, ale w Tatrach.
    Inną sprawą jest moje przygotowanie fizyczne. Trochę się dziwnie czuję, bo uważam, że za dużo piszę na ten temat i za bardzo się chwalę, a tu Moja Ulubiona Komentatorka pisze tekst, jakby nigdy nie czytała moich wynurzeń na ten temat. Mam znakomite przygotowanie do chodzenia, robię 3 X w tygodniu po 13 km minimum, nie używam schodów ruchomych i wind do czwartego piętra, biegam, chodzę na siłownię, pływam. Poza atakiem na biodra w kontekście kręgosłupa nie miałem żadnych kłopotów w trasie.
    Ale dziękuję bardzo za troskę.
    ——————–
    Gszczepa!
    Kajaki są cudowne z wyjątkiem kolejnego przenoszenia go przez przeszkody. Marzę o większej rzece, gdzie człowiek tylko by płynął… 🙂
    —————–
    Telemachu!
    Zawsze znajdziesz lepszego od siebie, trzeba patrzeć na średnią statystyczną. Mam dawnego kumpla Tadka (byłem z nim jeden rok w ósmej klasie w Zamoyskim), który biegał maratony stukilometrowe. Teraz trenuje w Lesie Kabackim do normalnych maratonów, a jest w moim wieku. Mówi do mnie: „Nie te lata, już 100 km nie przebiegnę. A ty co tak słabiutko?” A od średniej jestem znacznie lepszy.
    ————
    Pawle!
    Krótko było wspólnie, ale dziękuję. Zwiedziłem za to Bielsko-Białą.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: