Napisane przez: torlin | 09/11/2019

Upadek All Hallows’ Eve

All Hallows’ Eve czyli Wigilia Wszystkich Świętych. Nowe, stare święto, nowe w Polsce, stare w USA, Irlandii itd. Nie muszę powtarzać, bo wszyscy to wiedzą, że Halloween było powszechnie krytykowane przez wszystkie kościoły, że jest to święto diabelskie. To oskarżenie i tak było jednym z najmniej ważnych. Byłem od samego początku wielbicielem dwóch nowo przybyłych świąt: Święta Zakochanych i Halloween, uważałem, że są znakomitym uzupełnieniem naszych rodzimych świąt. Porównywanie Dnia Zakochanych z Dniem Kobiet, a Halloween ze Świętem Zmarłych czy Wszystkich Świętych od początku uważałem za nieporozumienie.  Dzień Zakochanych to nie jest dzień wszystkich kobiet, tylko tych jedynych. Co mi zawsze odpowiadało w nim, że można wysłać anonimową wiadomość niedostępnemu obiektowi  skrywanej miłości, można było kwiatami obdarować nie tylko umiłowaną osobę (miłością seksualną), jak i matkę, córkę, wnuczkę czy siostrę (nazwijmy to miłością emocjonalną).

To samo uważałem à propos Halloween, dla mnie była to znakomita zabawa dziecięca, poznawanie sąsiadów, przebieranki. Od kilku lat zauważyłem bardzo ciekawą ewolucję zachowań w trakcie tego święta, ponieważ w wielu domach dzieciaki spotykały się z agresją dorosłych, nastąpił zwyczaj stawiania dyni z lampką (świeczką) przed domkami jednorodzinnymi, że jest to dom przyjmujący przebierańców i częstujący cukierkami.

Powiem szczerze, w tym roku nastąpiło załamanie nowego zwyczaju. Przyszły do mnie dwie trzyosobowe grupy, cukierki sami żeśmy zjedli. A wydawało mi się, że jest to fajne święto, ciekawe, dlaczego zanika (mówię oczywiście o swoim terenie). Mam własną teorię, dorośli boją się puszczać same dzieci ze względu na agresję wielu osób, boją się ryzykować. Z drugiej strony można dzieciakom powiedzieć, aby chodziły tylko po domach z wystawioną dynią.

Ja osobiście żałuję.


Responses

  1. Mnie Halloween drażni. Walentynki jakoś mniej.

  2. Proponuje wprowadzic w Polsce rowniez celebracje „Guy Fawkes Day/Night”. Efekty pirotechnicznych zapewne zyskaja poparcie spoleczenstwa a celebracja bedzie kontynuacja piastowskiej tradycji. Dobrze, gosc chcial wysadzic parlament w Londynie ale w Polsce byl tez jeden taki i tez mu sie nie udalo wiec pasuje jak ulal.

    Pozdrawiam

  3. Widzisz Gszczepa, a mnie nie drażni.
    ————————-
    Vandermerwe!
    Czy ja czuję złośliwość w Twoim tekście? Co to znaczy „wprowadzić”? Kto to niby ma wprowadzić? Rozporządzeniem? Ukazem?
    Możesz mi powiedzieć, czym się różni przebieranie się za diabła od przebierania się za turonia w KOLĘDOWANIU? Bo to jest staropolskie, a to nie? Przecież to jest śmieszne, to jest tylko zabawa dziecięca.

  4. @ Torlin,

    Jest odrobina drwiny z tego wszystkiego. Mnie osobiscie malo obchodzi, co kto swietuje. Pytasz o slowo „wprowadzic”. A jak sie stalo z celebracjami, o ktorych piszesz? Przeciez nie sa tradycja polska w wiec ktos musial wlozyc troche wysilku by je upowszechnic. Z mego punktu widzenia jest to przejaw jak Polacy chca byc bardziej „swiatowi” niz sa – jezeli pojecie „swiatowosci” mozna „zwazyc i zmierzyc” . Polskie rownanie do swiatowosci jest bardzo powierzchowne i chyba swiadczy o polskich kompleksach – bez kompleksow nie byloby „awantur” wokol Halloween, nie byloby polsko-angielskiego belkotu w prasie ( czy nawet ksiazkach) oraz angielsko-amerykanskich nazw sklepow i najrozniejszych instytucji.

    Pozdrawiam

  5. Walentynki są super dniem! Bo przecież ” walentynkę” dajemy po prostu osobie którą bardzo lubimy lub kochamy i płeć obiektu nie ma wcale znaczenia w tym przypadku. No i możemy zrobić to anonimowo albo ( a niech się głowi od kogo to), lub się podpisać. Wciąż zapominamy, że słów przyjaznych, pozytywnych nigdy nie jest za wiele, zarówno w małżeństwach jak i rodzinach i w gronie przyjaciół.
    A Halloween jest rzeczywiście fajną zabawą dla dzieci, to też jest swoiste obłaskawianie pojęcia śmierci, tego co jest z nami po śmierci. Bo przecież tego nie wiemy, niezależnie od koloru skóry, wyznania i poglądów.
    Tu wieczorem dzieciaki obchodziły okoliczne mieszkania, brały od mieszkańców cukierki ale i częstowały słodyczami. Były świetnie poprzebierane, umalowane i wyglądały zabawnie.. Tym najmłodszym (do lat 10) towarzyszyli rodzice, bo przecież teraz wcześnie robi się ciemno.
    Denerwuje mnie takie demonizowanie wszystkiego – jak uczucie to zawsze w Polsce jest podtekst płci, a jak mówi się o śmierci to tylko ludziom diabeł na myśl przychodzi. Istny dom wariatów.

  6. Ja też uwielbiam Halloween, podobno geneza z gdzieś ze starożytnej Irlandii, gdyby KK był sprytny jak do tej pory , to by i to święto , jak wiele innych wcześniejszych słowiańskich na naszych terenach na innych starogermanskich itd.. wciągnął w swoją tradycję , która też się zmienia. Tak na dobra sprawe w tym karolicyzmie jest duzo poganskiego starozytnego Rzymu. Obecnie wzorem katolików z innych czesci globu nie musimy poscic W czasie Wigilii.
    Bo to był zwyczaj dawniejszy przedchrzescijanski. Są specjaliści , którzy mogą to udokumentować.
    Ja tylko zaznaczam , że niestety wszystko jest już na naszych terenach w ramach obecnych granic Polski współczesnej zapozyczone, przyswojenie , czy wprowadzone siłą na przestrzeni wieków. .. Choinka tez z Niemiec . Przypuszczam , że w niedalekiej przyszłości , Świat zmierza do globalizacji do jednorodmosci.
    Już mamy wszędzie międzynarodowe sieci sklepów .. różnorodne ,kuchnie , nawet w moim małym mieście jest kuchnia ; indyjska , tajska , gruzińska , ukraińska , ormiańska. To ,że jest chińska , to już nie wymieniam , oni są WSZEDZIE…
    Nasz język tylko zna mala populacja ludzi a już wędrujemy za pracą do różnych krajów i musimy poznawać obce języki , poznajemy inne zwyczaje , obyczaje itd..
    I to ściągamy do Polski czy tego chce , czy nie chce polski kler.
    To wszystko, może wyhamować ale nie da się powstrzymać. ..
    Jak to się mówi , kijem prądu rzeki nie odkrecisz. 😉☺😂

  7. Tak mówiąc szczerze to się to dla dzieci. Wesołe oswajanie śmierci i to klerowi nie pasuje, bo lubi straszyć , jak od zawsze kapłani by zabijać kasę. 😇😈
    A ja tam wolę daszki i światełko w dyni.👻🎃

  8. Święto dla dzieci. Kapłani zawsze straszą , bo na strachu bazując robia kasę.
    Jak się zastanowić , to Bogu nie potrzebni są tacy wredni, źli dla ludzi i posiadający wszystkie te zle cechy dekalogu. 😉😃

  9. Zawsze bardzo lubiłem Twoje komentarze Anabell. Powiem szczerze – właściwie nie wiem, co napisać, bo to są moje myśli, moje słowa. Wszystkie. Dzięki.
    —————
    Z Julą jest to samo, dawno się tak z nią nie zgadzałem. Masz we wszystkim rację. Jakby pogrzebać, to rzeczywiście wszystkie nasze zwyczaje i święta są ściągnięte, łącznie tymi kościelnymi.
    Halloween zły, a chodzenie z Turoniem dobre. Szczególnie, że Turoń symbolizował płodność, którą przekazywał gestem, bodąc domowników rogami. Dawało mu się wtedy wódki i Turoń się uspokajał. Nieeeeeeeeee, to jest w porządku, a dziecięce „cukierek albo psikus” to jest zwalczanie słusznych pragnień narodu polskiego, niszczenie jego tradycji i narzucanie imperialistycznych zwyczajów.
    ———————
    Vandermerwe!
    „Przecież nie są tradycją polską, więc ktoś musiał włożyć trochę wysiłku by je upowszechnić”, a Polacy są nacją upośledzoną, nieumiejącą niczego załatwić ani skorzystać bez tego, co „włoży trochę wysiłku”. Nie sądzisz, że Polacy sami sobie przyjmują (lub nie przyjmują) słowa, zwyczaje, maniery, przyzwyczajenia, bez żadnej boskiej i ludzkiej interwencji?
    Oj coś się z Tobą ze wszystkim nie zgadzam: „świadczy o polskich kompleksach – bez kompleksów nie byłoby „awantur” wokół Halloween” – ależ to nie ma nic wspólnego z kompleksami, tylko z kompleksem religijno-klerykalnym. Tak samo nieodpowiedni był Wiedźmin, Harry Porter, kościół palił również „Zmierzch” Stephenie Meyer. To Kościół i jego fundamentalistyczni zwolennicy tworzą „awantury”, zwalczane jest wszystko związane z magią i okultyzmem.
    „nie byłoby polsko-angielskiego bełkotu w prasie ( czy nawet książkach) – szczerze mówiąc nie zauważyłem bełkotu. A jak zauważyłeś chyba po tylu latach znajomości, nie jestem ostatni w języku polskim, a zapożyczenia ciągną się od tysiąca lat, najpierw bohemizmy, później łacina, niemiecki, włoski, francuski, dużo ruskich i tureckich, później rosyjski a teraz angielski. Polszczyzna da sobie świetnie radę.
    Z nazwami masz rację, chociaż większość przedsiębiorców marzy o karierze zachodniej i dlatego dają nazwy brzmiące obco. TU fajnie jest to opisane.

  10. Torlinie, jeśli Ty nie zauważasz bełkotu polsko-amgielskiego w przestrzeni publicznej, przerażającego bigosu kalk językowych nie mającego nic wspólnego z przejmowaniem z języka obcego słów dla których nie ma swoiskich odpowiedników – to ja się muszę szalenie zdziwić. Potrzebujesz pomocy?

    A jeśli chodzi o Walentynki i Halloween nad Wisłą – to są one nie tyle rezultatem spontanicznej chęci Polaków aby mieć jakieś nowe święto z braku innych świąt, obawiam się, że rację ma niestety Vandermerwe, który trafnie zauważa, że święta te zostały „wprowadzone”. Za wprowadzenie odpowiada prowadzona swego czasu ofensywa merketingowa. Z Walentynek i Halloween w USA żyje cały przemysł obsługujący ten rodzaj sztucznie wykreowanej obyczajowości. Nic dziwnego, że po otwarciu na zachód w 1989, gdy sprzedawca samochodów został dilerem, pośrednik w handlu nieruchomościami agentem, a cieć dostał naszywkę z napisem „security” branża gadżetów, kwiatków, esemesów postanowiła nie pozostawać w tyle i wmówiła młodym ludziom że tak trzeba bo inaczej nie będą in tylko out and off, a może nawet wręcz „has been”. .

  11. Drobna dygresja a propos polszczyzny i Halloween – coraz popularniejsze staje się kaleczenie tej nazwy formą „hellołyn”.

  12. Telemachu, oprzytomnij- ze świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy i Wszystkich Świętych też żyje w Polsce cała masa firm, firemek, marketów, sklepików . Ledwie miną Zaduszki już wszystkie polskie sklepy zaczynają żyć i handlować Bożym Narodzeniem. Jeszcze dobrze wątroby bożonarodzeniowych świętowaczy nie dojdą do siebie a już zobaczysz w sklepach zajączki, jajeczka, bazie i dyngusówki.
    Ludzie lubią świętować i każde nowe święto z chęcią do siebie dopasują- wszak wtedy można się bezkarnie objeść, opić i poleniuchować.

  13. Obecnie caly rynek , handel w Polsce obejmuje gazdetami paskudnymi i tradycyjne ” polskie ” święta , które sa inne niż 20, 30 lat temu. Mam na myślę tę kościelne tj. Wielkanoc , Bozenarodzenie , a nawet polskie swieto zmarłych zaduszki itd.. bo tu mamy zmieszane świeckie , katolickie i pogańskie czyli u nas słowiańskie dawne .

    Wydaje mi się , że bardziej polskości w Polsce pilnują Polacy z zagranicy , bo tam chcą się wyróżniać na tle innych nacji.
    Jednak ta ” czysta tradycja polska ” była różna poszczególnych warstwach społecznych i na przestrzeni lat się zmieniała .
    Najdłużej zachowała się ” nieskazona ” obcymi nalecialosciami na wsiach . No ale i tu obecnie czas wpłynął na zmiany , nie zachowała się gwara, ubrania tradycyjne itd..
    Może jedynie w górach , górale trzymają się tradycji ale to już nie to , to tylko handel i pieniądze , sztuczne i nieprawdziwe. 😉 😊

  14. Bardzo Ci dobrze Telemachu odpowiedziały Dziewczyny, nic dodać, nic ująć. Mam prośbę, nie róbcie z narodu polskiego gromady idiotów, którym właściciele dyń narzucą sposób spędzania wolnego czasu. To, co uważamy za słuszne, to przyjmujemy, a ile rzeczy się nie przyjęło. Pamiętam pierwsze wejścia PUR-a do mycia naczyń, bezprzykładna reklama zalewająca nas milionem talerzy umytych jedną kroplą i nieprawdopodobna klęska. Polacy woleli Ludwika.
    I tak jest Telemachu z przedmiotami, wyrazami, świętami, zwyczajami. Czasami początkowo się zachłyśniemy, ale przychodzi opamiętanie. Przez wiele lat miałem do czynienia z inteligentami, i patrzyłem, w jaki sposób oni mówią, a w pracy ze sprzedawcami, nie zauważyłem jakiegoś nadmiaru angielszczyzny. Nie mówimy oczywiście o wyrazach, które pochłonął nasz język, najczęściej są to słowa niewystępujące w polszczyźnie.
    Oprócz tego nasz język ma znakomicie wbudowany mechanizm albo przyłączania nowego słowa do zasobów polszczyzny, albo go odrzucania. Mówi o tym i Miodek,, i Markowski, i Bralczyk. Naprawdę nie przeszkadza mi diler samochodów, chociaż na co dzień tak Polacy nie mówią, tak jak nie przeszkadza mi agent nieruchomości czy ubezpieczeń. Końcówki komentarza w ogóle nie zrozumiałem.
    Sam w swoim blogu po wielokroć usiłuję wprowadzić nowe słowo, i Was z nim zapoznać. Poszczególne słowo potrafi przejść cudowną ewolucję, pamiętam swoją siostrzenicę zwracającą mi uwagę, że źle wymawiam słowo „recykling”, bo ja go wypowiedziałem po polsku, literalnie. Na następnym spotkaniu spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem, bo ona to powiedziała po polsku. Jedno słowo – i wszystko jasne.
    A nadużywanie – żebyś wiedział, jak walili po głowach naszym przodkom, że wtrącają za dużo germanizmów, makaronizmów, francuszczyzny, za moich czasów ruszczyzny. A ile żydowskich. I język czuje się znakomicie.
    Ale znowu nie odpowiadacie na moje pytanie – Turoń Wam nie przeszkadza?

  15. Torlin,
    A gdzie ty tego Turonia teraz masz ?..
    Może kiedyś chodzili z szobką i gwiazdą , może gdzieś na wsi ?.. Teraz to też znikło…
    Chyba, ze odtwarzaja stare filmy w tv. 😉
    Nawet Lany Poniedziałek wielkanocny zmienił sie , jakby dzieciarnia przestała się bawić, nie leją się już woda o rozgach nie mówiąc .
    To stare słowiańskie , czyli pogańskie zwyczaje jakoś przez kler wchloniente były i przez wieki praktykowane. 😂

  16. Torlinie, a skąd mam wziąć tego Turonia? Od urodzenia stale mieszkałam w W-wie, na jasełka nie chodziłam, po domach na Mokotowie też nigdy kolędnicy nie chodzili. Mnie przeszkadza w święta nie Turoń (bo jak wyżej napisałam), ale to świąteczne menu. Ale odkąd poszłam „na swoje” jemy na wigilię to, na co mamy ochotę- czasem indyka, czasem gęsinę lub peklowany schab. Bo w żadnym przykazaniu boskim nie jest powiedziane, że wigilia ma być postna. Bóg nie układał świątecznego menu, Bóg tylko przykazywał by być dla innych człowiekiem a nie wilkiem.

  17. @Annabell: ależ ja się z Szanpanią jak najbardziej zgadzam. Marketing w służbie maksymalizacji zysku dawno już połknął wszystkie święta, również bożonarodzeniowe i wielkanocne i wewogle. Tyle tylko że widzę małą ale subtelną różnicę pomiędzy żerowaniu na świętach zastanych i wpychaniu społecznościom na siłę importu obyczajowości odległej geograficznie i to mimo ewidentnego braku jakiegokolwiek kontekstu kulturowego. Ale co ja tam wiem, zapewne jest tak jak czuje większość a nie jak mi się wydaje. A jeśli nie jest, to zapewne będzie bo pęd większości ma moc normatywną a z normami się nie dyskutuje.

    @torlin:
    >>Końcówki komentarza w ogóle nie zrozumiałem.<<

    Bo nie poruszasz się w rzeczywistości ogarniętej doszczętnie opisywanym przeze mnie bełkotem, pokaż jakiemuś dwudziestolatkowi, on Ci to z pewnością przetłumaczy na zrozumiały.

  18. @ Torlin,

    Jezyk jest „tworem” zywym i zmienia sie w czasie. Z tym nie ma problemu. Polski, ktorym sie posluguje jest inny niz ten uzywany obecnie w Polsce i najczesciej rozmowcy szybko sie orientuje, ze zyje poza krajem – nie, nie wtracam slow obcych, co z kolei budzi u rozmowcow zdziwienie. Jestesmy jednak sie w stanie porozumiec. Jakie sa wobec tego granice zmian jezykowych by nie stworzyc nowego jezyka? Dobrym przykladem jest Afrikaans. Wywodzi sie z holenderskiego ale pod wplywem oddalenia od Europy i kontaktu z innymi jezykami zostal uznany za oddzielny jezyk. Inaczej mowiac, kilka pokolen wstecz przodkowie dzisiejszego van der Merwe poslugiwali sie holenderskim i mieliby pewne trudnosci we wzajemnym zrozumieniu.

    Co sadzisz o tym zdaniu ( to jest zart oczywiscie)?

    Nasze bojsy fajtuja na kornerze strita.

    Nie rozumiesz tego Ty ( nie znasz angielskiego) i nie zrozumie tego Anglik nie znajacy polskiego. Chyba mamy tutaj do czynienia z nowym jezykiem.

    A to?

    Top model zjadl fast foody i poszedl do gejta.

    To juz nie jest zart, wszystkie trzy okreslenia i.e. top model jak i fast foody oraz gejt funkcjonuja w miare powszechnie w pismiennictwie polskim. Obok wielu innych obcych slow, mimo ze istnieja polskie odpowiedniki. Sadze, ze nie jest to problem trywialny jesli w niektorych krajach istnieja oficjalne ciala dbajace o poprawnosc i czystosc jezyka,a gdy trzeba, wprowadzaja do obiegu nowe slowa.

    Jest jeszcze inne, mniej oczywiste zjawisko. Patrzac na slogany reklamowe w Polsce zauwazylem pewna prawidlowosc. Slogan jest napisany poprawna polszczyzna zdanie rowniez nie budzi zastrzen ale ma sie watpliwosc czy przecietny, wyksztalcony lub tez nie Polak tak powie. Rzecz sie wyjasnie, gdy przetlumaczyc to polskie zdanie na angielski – to jest angielska mysl napisana po polsku. Nie wiem jak wyglada proces tworzenia czy tlumaczenia reklam ale z cala pewnoscia istniej pole do poprawy. Mozemy dyskutowac czy jest to forma zanieczyszczania jezyka czy nie ale warto sie nad tym zastanowic.
    Masz racje, spoleczenstwo polskie, w sumie zadne spoleczenstwo, nie jest glupie ale ulega wplywom i modom z roznych przyczyn. Obstaje przy swoim, ze w polskim przypadku jest to moda/prad wynikajacy z naszego niezbyt wysokiego mniemania o samych sobie. Mam swiadomosc, ze w bardzo ogolnikowy sposob opisuje zlozne proces.

    Pozdrawiam

  19. Tak a propo nauk koscielnych , podobno filozof niemiecki Arthur Schopenhauer twierdził , że tak jak lekarz czerpie korzyści z chorób człowieka , prawnik z jego przestępczości , tak ksiądz z jego głupoty. 😉😂

  20. Tak dziwnie wyszło, bo ja się z dziewczynami zgadzałem i nie do nich było pytanie o Turonia.
    Muszę napisać teraz rzecz ważną, i moim celem absolutnie nie jest Was obrazić, przyjmijcie to spokojnie. Telemachu i Vandermerwe, wydaje mi się, że jesteście za długo za granicą i macie tylko wyobrażenie o funkcjonującym języku polskim. Ten tekst: „Nasze bojsy fajtuja na kornerze strita” to jest polglisz, język Polaków rozmawiających ze sobą, ale pracujących w Anglii lub na Greenpoincie. Nikt w Polsce tak nie mówi. Słuchajcie, przecież żyję tu i teraz, nie zamykam się w wieży słoniowej, nie jeżdżę samochodem (teraz już trochę tak, bo sobie go kupiłem, ale raczej biorę go okazjonalnie, jak muszę), więc jeżdżę autobusami, tramwajami, metrem, pociągami i słucham, jak ludzie ze sobą rozmawiają. Mój syn i zięć pracują w wielkich organizacjach, też przychodzą ich znajomi. mam kontakt z młodzieżą. Błagam, nie wmawiajcie mi, że taki jest język polski, bo to jest nieprawda.
    Akurat słowo „gate” wyrosło w Polsce właściwie z dwóch powodów, pierwszy to nawiązanie do Watergate, a później ten smaczek został powtórzony i się przyjął, drugi to jest na lotniskach, i to znowu jest zrozumiałe.
    Z reklamą może i prawda, tylko ja i moi znajomi tak nauczyliśmy się żyć, że ich nie słuchamy. To nie mogę powiedzieć. A „sorki” to i ja mówię. 😀

  21. Torlinie, z całym szacunkiem, wnioski które wyciągasz wydają mi się być przedwczesne i pochopne. Teza, że nie mamy z Vandermerwe bezpośredniego kontaktu z językiem jest (przynajmniej w moim przypadku) błędna. W ciągu ostatnich dwóch tygodni byłem trzykrotnie w ojczyźnie. Ja sobie żyję nie tyle „na obczyźnie” co zarówno tu jak i tam. To jednak sprawia, że stałem się wyczulony na bezrefleksyjne zaśmiecanie języka – proces, który nie ma nic wspólnego z jego naturalną ewolucją. Nie ma, powtarzam, nie było najmniejszego powodu aby zacząć kupować samochód od dilera, aby używać anglicyzmu promocja w celu wyparcia popularyzacji (promocja to do następnej klasy była). Kierownictwo i management to to samo, więc dlaczego nagle pojawia się w polskim manager i zastępuje kierownika? Relacja to coś, co w języku polskim miało od dawna znaczenie raportu, sprawozdania (zdać relację z podróży), bezmyślna kalka językowa z angielskiego wyparła związek i teraz mamy relację zamiast związku.
    Przyzwyczajasz się, bo się upowszechnia. Ale to nie jest dobre.

  22. Właściwie wszystko już chyba zostało powiedziane, ale nie mogę się oprzeć pokusie przestawienia własnego stanowiska. Otóż nie mam nic do zarzucenia Halloweenowi czy Walentynkom jako takim, ale nie czuję sympatii dla tych świąt. Dlaczego? Ponieważ są przykładem mechanicznego, bezmyślnego kopiowania zwyczajów wywodzących z innych kultur, a właściwie z jednej kultury – anglosaskiej czy też po prostu amerykańskiej. Zawdzięczamy to prawdopodobnie absolutnej dominacji kina amerykańskiego, przede wszystkim rozrywkowego – lekkiego, łatwego i przyjemnego. Ja zaś cenię różnorodność i nie chciałbym żyć w świecie, w którym wszyscy, od San Francisco, przez Paryż, do Pekinu, kultywują ten sam styl życia.
    Podobnie np. złości mnie fakt, że w każdym polskim mieście i miasteczku, nawet niedużym, znajdziemy obecnie przynajmniej kilka pizzerii. Lubię pizzę i sam ją z powodzeniem przyrządzam, ale nie uważam, by miała jakąś zasadniczą przewagę choćby nad pierogami. Skąd więc taka miażdżąca jej dominacja w taniej gastronomii? Parafrazując Mickiewicza, „co Amerykanin wymyśli, to Polak polubi”? Piszę „Amerykanin”, bo nasze pizzerie raczej nie mają włoskich korzeni.

  23. Co do języka. Sądzę, że wiele powszechnych dzisiaj w polszczyźnie pokracznych kalk (kalek?) językowych z angielskiego to zasługa domorosłych tłumaczy, w mniejszym stopniu literatury, w większym – dialogów filmowych. Sam zajmuję się przekładami, więc wiem, jak bardzo trzeba uważać, żeby takich kiksów nie popełniać. Niestety, tłumaczy się bardzo wiele, a tylko renomowane wydawnictwa mogą sobie pozwolić na naprawdę fachowych (a więc drogich) tłumaczy. Większość zaś nie widzi nawet potrzeby – każdy zna angielski, więc każdy może być tłumaczem…

  24. at.12:47
    Tak tylko tą amerykanizacja naszego życia , to też polską tradycją. Bo zawsze byliśmy ślepo zapatrzeni na kulturę ” zachodu” , która z pewnością ma sporo pozytywy ale też i negatywy. My przyjmujemy wszystko na ślepo.
    Tylko ,że u nas od zawsze tak było. Pamiętne słowa Reja , proszę mnie poprawić , jeżeli to był kto inny. ” … iż Polacy nie gęsi i swój język maja”.
    Najbardziej podatna na te obce zwyczaje jest klasa ,warstwa ludzi lepiej sytuowanych. Dawniej klasy wyższe i inteligencja. ..
    Co jest udowodnione i udokumentowane.
    Obca nam kulturowo 😂, religie też przyjął Mieszko , czy ktoś tam .
    Doły , znaczy się ludzie niżej sytowani prawie do drugiej wojny światowej mocno czerpali z zaowalowanje kultury , zwyczajach dawniejszych. 😉
    Ta dynia i walentynki to nasze ponure dziady i może kupidur. Tylko rodowód celtycki. Jakiś Jack zapali w rzepie , potem zmieniona na dynię światełko , by duchy mogły wracać, czy coś . Podobnie było i u nas. Takie zespolenie z przyrodą, myślę. Porami roku itd..

  25. Aaaa, moc Kupaky ,kwiat paproci i takie tam , bardziej sprzyjająca pora na łonie natury .. .Walentynki zimowe , no cóż inny klimat itd. Ale zimą przyjemnie się rozgrzać. 😂
    Dzień kobiet 8 Marca , to swieto od ruchu feministycznego o godność kobiet ich prawa itd..
    zdaje sie , ze to rocznica spalenia strajkujacych szwaczek gdzies w fabryce w USA , bo właściciel zamknął halę .

  26. Cieszę się, że nie jestem samotny gdy razi mnie bezrefleksyjna (a raczej bezmyślna) skłonność do zaśmiecania języka dziwoloągami bez wyraźnej potrzeby. O ile weekend miał sens to, umówmy się dyrektor kreatywny jest żałosny. Co robi w języku polskim HR-manager? Kadrowy albo kadrowa nie wystarczali, że trzeba było ich przepędzić? Nie chcę aby w markecie pyrano mnie czy mam kartę „kaszbak”. Nie chcę, aby amerykańskim zwyczajem zrobić z każdego bankowego sprzedawcy własnych produktów „doradcę klienta”. Jest to zwykłe, bezmyślne nadużycie. Zgadzamy się na maltretowanie własnego języka podczas gdy Francuzi i Hiszpanie, ba nawet Włosi swoje języki pielęgnują i dlatego w polsce idzie się kupić „laptopa” albo „peceta”, wysyła „maila” podczas gdy Francuz ma swój Comptoir i wysyła „couriel”.

  27. telemach: „W Polsce idzie się kupić „laptopa” albo „peceta”, wysyła „maila” podczas gdy Francuz ma swój „comptoir” i wysyła „couriel”.

    „Comptoir” to jest laptop po francusku? Słowniki podają tylko znaczenie „kontuar”.
    Moim zdaniem Francuzi trochę przeginają. Akurat w dziedzinie nauki i techniki lepiej nie wymyślać na siłę własnej terminologii. Komputer chyba we wszystkich europejskich językach nazywa się tak samo, tylko po francusku – „ordinateur”.
    U nas w swoim czasie poszalał Śniadecki i zamiast zrozumiałego dla matematyka dowolnej narodowości integrału oraz dyferencjału mamy całkę i różniczkę.

  28. Julu!
    8 marca to tylko był strajk w USA w 1908, pożar był ale w 1911. Dla ciekawostki powiem Ci tylko, że słowo u Reja „gęsi” oznacza przymiotnik, a nie rzeczownik. Inaczej mówiąc Polacy nie gęsi język mają, ale własny.
    ———————
    Do pozostałych Miłych Mojemu Sercu Adwersarzy!
    Nie odczuwam tego właściwie prawie w ogóle, traktuję język jako proces. Zawsze jest jakaś moda na konkretne słowa, które później nikną w mroku niepamięci. Zostają ważne lub – UWAGA- zmieniają znaczenia (lub odcień znaczenia). Tak stało się z kierownikiem i menedżerem, to nie jest to samo. Kierownik jest czystym wykonawcą, sprawującym nadzór, planującym i monitorującym postęp prac w danym obszarze lub w danej komórce, tymczasem menedżer musi być człowiekiem kreatywnym, pełnym pomysłów i inicjatyw, przeprowadzającym analizy, oczekuje się od niego inicjatywy, samodzielności w zarządzaniu, pomysłu na firmę. Z tego kierownik jest zwolniony.
    Nie mylmy mowy korporacyjnej z językiem polskim, to nie jest normalny język, jakim posługują się Polacy, przypomina on raczej rozmowę dwóch hydraulików posługujących się słownictwem tylko im znajomym.
    Całkowicie się zgadzam z komputerem, mejlem, laptopem, mamy przecież dysk twardy. Uważam, że przy takim natłoku nowych zwrotów angielskich, szczególnie w informatyce, nasi młodzi przedstawiciele tej profesji powinni dostać medal za spolszczanie niektórych zwrotów. Świetnie to im idzie.
    Relacja od dawna była to m.in. „stosunek lub zależność między przedmiotami, pojęciami, wielkościami itp.” i „związek zachodzący między ludźmi lub grupami społecznymi”.
    Pizzeria Ci przeszkadza? Jak ja wiem, to pierogarni jest zatrzęsienie. Mnie się podobają takie określenia jak np. kaszotto. Bardzo dowcipnie. Piszesz: „nasze pizzerie raczej nie mają włoskich korzeni” – na jakiej podstawie tak sądzisz? Bo moim zdaniem jest to zafascynowanie kuchnią włoską, stąd taka popularność serów, wędlin, sałatek, past.
    I ostatnia rzecz to księgowa, kadrowa, akwizytor, sprzedawca. To jest już niestety rzecz z dziedziny psychologii, ludzie nie chcą się tak nazywać. tak jak nikt nie chce być sprzątaczką, tylko konserwatorką powierzchni płaskich. Dawna sprzątaczka kojarzyła się z kubłem wody, ścierką, szarym papierem i jednym płynem odkażającym. Jeden z profesorów kiedyś powiedział, że aby dobrze sprzątać, trzeba skończyć fakultety z chemii i fizyki. Dasz ogłoszenie na akwizytora, nikt się nie zgłosi. Dzisiejszy sprzedawca też jest bliższy doradcy klienta.
    Mnie współczesny świat nie wadzi.

  29. Torlin: „Mnie współczesny świat nie wadzi.”

    Jak to rozumieć? Że nie ma w nim tendencji, przeciwko którym się buntujesz? Zadziwiające! Ja się na ten świat godzę, bo zmienić go nie mogę, ale wadzi mi w nim mnóstwo rzeczy.

    „Nasze pizzerie nie mają włoskich korzeni” – przywędrowały do nas oczywiście z Włoch, ale via USA i tamtejszy gust reprezentują. Główne działające w Polsce sieci pizzerii nie mają wiele wspólnego z Włochami. I daj spokój z tą fascynacją kuchnią włoską – takich zafascynowanych smakoszy jest znikomy odsetek. Pizza to po prostu żarcie tanie, łatwe do przyrządzenia i nie wymagające od konsumenta wyrobionego smaku. Jedzą ją wszyscy, podczas gdy znam sporo osób, które nie tkną owoców morza albo kuchni dalekowschodniej.
    Powtarzam dla porządku: też lubię pizzę.

    Ciekawe, że wraz z rozpowszechnieniem się angielskiego „menedżera” zanikł praktycznie starszy, francuskiej proweniencji „menażer”, czyli impresario.
    I jeszcze ciekawostka językowa a propos dysku twardego. Kiedy przed laty studiowałem informatykę, do Polski zaczęły właśnie docierać pierwsze komputery osobiste, a wraz z nimi pierwsze zminiaturyzowane dyski o zawrotnej pojemności 10 albo i 20 MB. To był i tak gigantyczny postęp, po jedną ze swoich prac zaliczeniowych uruchamiałem na maszynie Mera-400 wyposażonej w dysk twardy wielkości koła samochodowego, mieszczący aż 1,5 MB danych! Otóż te pierwsze hard-dyski nazywano – przynajmniej na moim wydziale – winczesterami, od firmy, która jako pierwsza zaczęła je produkować. Nazwa własna stała się rzeczownikiem pospolitym, podobnie jak w przypadku np. elektroluksu. Niestety, nie przyjęło się.

  30. Są oczywiście Pawle, np. nie znoszę destynacji, wyjątkowo mnie denerwuje. Ale tak jak Miodek i inni patrzę na to spokojnie, wiem, że nasz język z tym sobie poradzi. Zobacz nawet w „korpomowie” tyle powstało na początku nazw zawodów i stanowisk, wszystko musiało być po angielsku, i mało co z nich zostało.
    Jeżeli mówimy o rzeczach mnie denerwujących, to należą do nich nazwy budynków, zawsze w złej składni dla polszczyzny, te wszystkie Business Parki, Warsaw Trade Towery i Plaza Towery, ale przecież to jest powszechne, autoskłady, motoczęści, kredytbanki

  31. @Paweł Luboński
    Otóż te pierwsze hard-dyski nazywano – przynajmniej na moim wydziale – winczesterami, od firmy, która jako pierwsza zaczęła je produkować

    To nie tak (ta podkreślona część). O ile tego rodzaju geneza nazw jest częsta, to nie w tym przypadku. Producentem (i konstruktorem) dysków Winchester była firma IBM. Firma Winchester, znany producent broni, nigdy nie zajmowała się IT.

  32. Paweł Luboński on 10/11/2019
    at 12:47
    Ponieważ są przykładem mechanicznego, bezmyślnego kopiowania zwyczajów wywodzących z innych kultur, a właściwie z jednej kultury – anglosaskiej czy też po prostu amerykańskiej.
    Mam podobny pogląd.
    Poza tym…
    Od dłuższego czasu zastanawia mnie pewien fenomen. Daje się to zauważyć
    np. w TOK FM, gdzie rozmówcy, prawie wszyscy z wyższym wykształceniem nie są w stanie powiedzić płynnie 2-3 zdań.

  33. @ Torlin,

    „Telemachu i Vandermerwe, wydaje mi się, że jesteście za długo za granicą i macie tylko wyobrażenie o funkcjonującym języku polskim.”

    Z racji odleglosci moje wizyty w Polsce nie sa az tak czeste ale daja wyobrazenie o funkcjonowaniu jezyka i zmianach zachodzacych. Jest jeszcze lektura internetowej prasy. Rozdzielmy jednak dwie rzeczy: jezyk potoczny od jezyka oficjalnego przekazu np. w mediach. Ten pierwszy czesto ociera sie o zargon, dziwne skroty myslowe czy bardziej lub mniej tolerowane slowotworstwo. Moja zona po wielu latach nieobecnosci w kraju, gdy w koncu do Polski sie wybrala nie rozumiala potocznego znaczenia slowa „kasa” . Ile z tego winno przeniknac do jezyka oficjalnego ( nie znajduje lepszego okreslenia w tej chwili) jest istotnym problemem – mam tu na mysli zarowno codzienny „zargon” jak i zapozyczenia z jezykow obcych.
    Jezyki sie zmieniaja, nawet jezyk angielski. W kupionym w 1965 roku „Oxford Illustrated Dictionary” nie ma wielu slow bedacych obecnie w obiegu. Sytuacja angielskiego jest rozna od polskiego ale przynajmniej w tym wzgledzie niewiele sie roznia.

    Pozdrawiam

  34. Zezem!
    Strasznie zmienił się świat, ja sam to widzę po sobie. Np. coraz mniej czytam książek, poraża mnie ilość stron do przeczytania. Wiem, że to jest straszne, ale nawet nie wykupiłem abonamentu na Gazetę Wyborczą, bo … nie czytam całości artykułów. Wystarczą mi dwuzdaniowe zajawki. To samo jest z pismem, ludzie nie umieją pisać długopisem, królują skróty będące domeną SMS-ów, ludzie wypowiadają się byle jak, aby było jak najszybciej. Ludzie, nawet inteligentni, nie potrafią się spierać na argumenty, nie umieją wysłuchać adwersarza, a co najgorsze nie umieją sformułować jasno swoich myśli. Nowa rzeczywistość.
    ——————-
    Gszczepa! Pawle!
    Skojarzył mi się film „Winchester ’73”, byłem kiedyś na nim codziennie przez cały tydzień, bo dostałem karnet tygodniowy do kina, a w „Skarpie” grali tylko to.
    ————
    Vandermerwe! Pawle!
    Wszyscy powtarzają, że obok nauki normalnego języka musi być wprowadzony slang, bo inaczej niczego się nie rozumie.
    Ale powtórzę Ci Drogi Vandermerwe, jak słucham ulicy, młodzieży, ludzi rozmawiających ze sobą, to nie mam wątpliwości, że polski język trzyma się znakomicie. Byliśmy Pawle razem na wyprawie, czy ludzie mówiący w naszej obecności po polsku zadziwiali nas dziwnymi sformułowaniami, czy wszystko było w porządku?

  35. Faktycznie, Winchester, jak sprawdziłem, to była nazwa projektu przyjęta przez firmę IBM.

  36. @Torlin,
    Gratuluję, należysz wobec powyższego do pokolenia tl;dr

  37. @ Torlin,

    Ja nie twierdze, ze sie nie trzyma. Trzyma sie. Raczej dyskutujemy o negatywnych, w naszych odczuciach, zjawiskach. Moze rowniez istniec i taka sytuacja, ze ja te rzeczy odbieram bardziej ostro, gdyz mam kontakt z Polska z „doskoku” Ty zas juz sie do pewnych rzeczy przyzwyczailes. Proste sprawy; mnie okreslenie facet razi, szczegolnie zas, gdy pisze sie „kobieta i facet”. Cos tam w jezyku polskim jest „odlotowe”, ktos „zaglosowal” a inny „zaimportowal” by z kolei „wyeksportowac”, tak jak i „gejty”, „lajki” i „hejt” i wiele innych. W Polsce nic nie jest dokonale lecz perfekcyjne Ja to widze i slysze, Ty najprawdopodobniej juz przestales zwracac na to uwage. Tak czy siak jezyk polski nie zginie, chyba, ze przeksztalci sie w nowy, oddzielny jezyk i za taki zostanie oficjalnie uznany.

    Pozdrawiam

  38. @Paweł Luboński:
    Ordinateur, naturalnie że ordinateur. I télécharger zamiast pobierania plików, które akurat zostały u nas spolszczone. Zmęczenie, dziękuję i przepraszam i posypuję głowę popiołem.

    Torlin: „Mnie współczesny świat nie wadzi.”

    Sugerujesz może, że ze mną jest coś nie w porządku bo mi szalenie wadzi gdy słyszę lub czytam że papier toaletowy jest dedykowany do podcierania tyłka.
    Ciemno przed oczyma mi się robi.

  39. Gszczepa!
    Pisałem o zauważalnej tendencji u mnie „too long; didn’t read”, a nie, że jest to norma. Czytam „Politykę”, „Wszystko, co najważniejsze”, „Angorę”, ale nie zmienia to faktu, że tego jest po prostu za dużo.
    ————-
    Telemachu!
    Wyjaśnij mi może w sposób klarowny, w jaki sposób z mojego zdania: „Mnie współczesny świat nie wadzi” wyciągnąłeś wniosek, że sugeruję, że z Tobą coś jest nie w porządku. Przypominam Ci, że jestem liberałem, i jeżeli Twoje zdanie na temat polszczyzny nie narusza mojej wolności, możesz sądzić, co tylko chcesz.
    Ciągle i na okrągło powtarzam, że wszystko (moda, zwyczaje, język, sport, jedzenie) ma swoje krótkotrwałe okresy triumfu, stają się na chwilę modne, a później język opanowuje sytuację i wszystko wraca do normy. Papier dedykowany może zabłysnąć na miesiąc albo na sezon, i później nikt tak już nie będzie mówił, bo to jest nienormalne. Popatrz na xD, młodzieżowe słowo roku, rozbłysło jak gwiazda neutronowa, miało chwilową megapopularność (ha,ha) i … już nikt tego nie używa.
    —————–
    Vandermerwe!
    Masz oczywiście rację, ja żyjąc w Polsce szybciej się dostosowuję. Gejty to raczej tylko lotniskowe, nie spotkałem się z tym wyrazem w normalnej polszczyźnie, można było to oczywiście nazwać bramką. Tymczasem hejt i lajk zagarnęły fragment rzeczywistości nieobjęty polszczyzną, na to nie było polskiego słowa. Lajk to może dziwnie wygląda, ale hejt? Co w nim jest złego? A jakbyś to nazwał w naszym języku? pzdr

  40. @ Torlin,

    „Lajk to może dziwnie wygląda, ale hejt? Co w nim jest złego?”

    Oba pojecia wpisuja sie w ta sama kategorie co zartobliwe zdanie cytowane wczesniej. Jestem przekonany, ze wiele starszych osob w Polsce tych pojec nie rozumie i nie zrozumie ich Anglik bez znajomosci polskiego. Oba slowa maja swoje odpowiedniki w jezyku polskim. Przez ciekawosc, co jest przeciwienstwem slowa „lajk”?

    Pozdrawiam

  41. @ Torlin,

    „Na francuskich kwotach ucierpią Brytyjczycy”

    I taki „kwiatek” z „Polityki”. Jak rozumiesz to zdanie?

    Pozdrawiam

  42. Oj Vandermerwe, co ja z Tobą mam.
    „Wiele starszych osób w Polsce tych pojęć nie rozumie” – nie dziwię się, sytuacja językowa jest niesłychanie dynamiczna, oni nie nadążają, nie rozumieją nawet pojęcia „dysk twardy”.
    „Nie zrozumie ich Anglik bez znajomości polskiego” – a co to jest za argument? My tworzymy słowa, aby rozumieli je Polacy, Anglicy mogą ich nie rozumieć.
    Jakie znasz polskie odpowiedniki słów „hejt” i „lajk” bez opisówki? „Co jest przeciwieństwem słowa „lajk”? Nie wiem.
    Obydwa słowa są w Słowniku Języka Polskiego PWN, biblii polskiego języka. LAJK masz opisany, ale jeszcze lepiej jest z „hejtem”, gdyż na ten temat masz wypowiedź Katarzyny Kłosińskiej będącej sekretarzem naukowym Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN TU.
    Nie ma polskich odpowiedników tych słów, więc zadomowiły się w polszczyźnie. Doskonale o tym świadczy tworzenie słów pokrewnych, jak hejter, hejtować, lajkować.
    Zdanie z 05.53 jest wyrwane z kontekstu, więc nie wiem.
    A co jest przeciwieństwem słowa „nienawiść”? „Nawiść”?

  43. >>>>Wyjaśnij mi może w sposób klarowny, w jaki sposób z mojego zdania: „Mnie współczesny świat nie wadzi” wyciągnąłeś wniosek, że sugeruję, że z Tobą coś jest nie w porządku.<<<<<

    Chętnie.
    Skoro kwitujesz tym zdaniem wszystkie uwagi krytyczne wskazujące szkodliwość bezmyślnego powielania językowych kalek i wprowadzania do języka wyrazów obcych tam, gdzie istnieją sprawdzone i zakorzenione kulturowo odpowiedniki polskie, to przypuszczenie, że sądzisz, iz z adwersarzami nie podzielającymi twojej beztroski jest coś nie w porządku samo się nasuwa.

    Ale skoro tak nie jest i podzielasz krytyczny stosunek do bezmyślnego kaleczenia języka – to przepraszam. Cieszę się, że się zgadzamy.

  44. @ Torlin,

    Twierdzisz , ze te slowa ( like i hate) nie maja swoich odpowiednikow w jezyku polskim?

    „Pocket Oxford Polish Dictonary” ( wydanie z 2005 roku) podaje: like = lubic ( + przyklady zastosowania w sensie lubic cos lub kogos).
    Hate =nienawisc, nie znosic, nienawidzic, nie cierpiec

    W angielskim przeciwienstwem slowa „like” jest „dislike”. Wobec tego powinno sie w polskim pojawic „dyslajk”, gdyz inaczej Polacy nie beda w stanie wyrazic w pelni tego co czuja.
    Dwa przypadki , na ktore sie powolujesz jedynie potwierdzaja, ze sa to zapozycznia, majace swe odpowiedniki w jezyku polskim. Na tej samej zasadzie masz dilerow, dyweloperow, fast foody ( chyba winno byc fast fudy), kampus itd itp. Sadze, ze czas najwyzszy zrezygnowac , na przyklad, ze slowa „samolot” i przejsc na angielskie „eroplajn” lub lepiej amerykanski „erplajn”.

    Jestem absolutnie zdziwiony Twoim stosunkiem do ludzi starszych. W zwiazku z tym, ze nie nadazaja i nie wiedza co to „twardy dysk” nalezy im rzuca klody pod nogi przy najbardziej trywialnej okazji. Inaczej mowiac nalezy dawac im do zrozumienia, ze sa jak najbardziej niepotrzebni. Chyba, ze zle zrozumialem.

    Zdanie nie jest wyrwane z kontekstu, to tytul podrozdzialu w artykule. Autorka calkiem beztrosko slowa „quota” przerobila na „kwota” a to nie jest to samo.

    Pozdrawiam

  45. @vandermerwe,
    15-letni słownik…..

    Język się zmienia. Odkąd Polska weszła do UE słowo „kwota” całkowicie zmieniło swoje znaczenie. Natomiast znaczenie „pewna suma pieniędzy” całkowicie zanikło – zastanowiłem się właśnie i nie pamiętam kiedy ostatni widziałem użycie. Na pewno nie w trakcie ostatnich kilku lat.

  46. Telemachu!
    Nic się nie zgadzamy, bo nie mamy się z czym zgadzać. Mamy kompletnie różne podejście do problemu, a Ty nawet nie próbujesz mnie zrozumieć, tylko stale moje słowa podkładasz pod własne treści. Więc Ci dam wykładnię liberalizmu. „Każdy ma prawo mieć własny pogląd, jeżeli to nie narusza mojej wolności”, Ty masz swój, a ja swój. To, że ja mam taki nie oznacza, że uważam, że z Tobą jest nie w porządku. Identycznie było z Pawłem, jego denerwują karabiny maszynowe i czołgi („w filmie „Wyzwolenie” o Bitwie na Łuku Kurskim radzieckie T-34 występowały w wersji, której w 1943 roku nie było jeszcze na świecie”), a mnie jest wszystko jedno. Mogą być i spreparowane Tygrysy. Czy to oznacza, że moim zdaniem jest coś z nim nie w porządku? On ma swoje zdanie, ja swoje. Bez oceny. Spłaszczając – ja wolę blondynki, a Ty brunetki, i wszystko jest w porządku z naszą „normalnością”.
    —————
    Vandermerwe!
    Jeżeli chodzi o ludzi starszych, to mam prawo pisać o nich, bo sam jestem osobą starszą. Po drugie, moje powiedzenie, że nie orientują się we współczesnym nowoczesnym słownictwie i nie znają się na terminologii komputerowej – nie sądzę, aby im to doskwierało. Nie znają się, nie umieją, i to wszystko. Nie ma tu żadnej oceny. Jakie ja im rzucam „kłody pod nogi”? Czy Ty czasem nie przesadzasz?
    Z lajkiem masz trochę racji, mówi się czasami „polub moją stronę”, ale naprawdę nie uważam, żeby nie mogło być dwóch słów na określenie jednej rzeczy lub czynności. Z hejtem jest tak, że wszystkie słowa przez Ciebie wymienione nie nadają się: nienawiść, nie znosić, nienawidzić, nie cierpieć. Proszę bardzo, piszesz tekst: „miałem mnóstwo hejterów na swojej stronie” – zamień słowo „hejterów” na swój odpowiednik. „Zhejtował moją stronę” – napisz po swojemu. Zamiast wyrazu hejter używam czasami nienawistnik, ale częściej określam tak normalnych ludzi pełnych nienawiści jak Kaczyński, hejter to jest ktoś inny jednak.
    Z tym samolotem to już popłynąłeś. Fast foody mamy nazwać „szybką żywnością”, a hot dogi gorącym psem? Mówi się czasami „śmieciowe jedzenie”, ale to jest oceniające, a nie informujące.
    Jeszcze raz powtarzam, mnie to nie przeszkadza.

  47. @ gszczepa,

    Sorry, taki mamy klimat. Tak tez mozna. Fakt, ze slownik ma 15 lat niewiele tu znaczy. Najzwyczajniej w swiecie nastepuje poplatanie z pomieszaniem. Unia ma tutaj rowniez niewiele do rzeczy. Mamy do czynienie ze zwyklym niechlujstwem czy lenistwem intelektualnym. Nacje wieksze od nas i bardziej wplywowe dbaja o poprawnosc jezyka w powszechnym uzyciu, natomiast Polska, kraj sredniej wielkosci, o calkiem ograniczonej spolecznosci poslugujacej sie jezykiem polskim powala sobie na jego degeneracje.

    @ Torlin,

    Nie, z samolotem nie poplynalem ( dokad?), to jest konsekwencja takiej logiki. Nie musisz pojec doslownie tlumaczyc. Osobiscie, mieszkajac w odleglym kraju, gdzie spedzilem wieksza czesc zycia, moge tez powiedziec, ze mnie to nie przeszkadza. Niech sobie 40 milionow ludzi tworzy jezyk na wlasna miare i wyobrazenia o samych sobie. Nie jestem pewien czy bedziemy wtedy bardziej szanowani i bardziej swiatowi. Sorry, taki mamy klimat.

    Pozdrawiam

  48. Vandermerwe!
    „będziemy wtedy bardziej szanowani i bardziej światowi” jak będziemy mieli własne słowa??????? pzdr

  49. Nie Torlinie. To jest tylko symptom o wiele szerszego zjawiska majacego miejsce w Polsce.

    Pozdrawiam

  50. Vandermerwe!
    Właściwie na ten temat napisałem Ci pod nowym postem w odpowiedzi, to się nie będę powtarzał. pzdr

  51. Powiem Ci Torlinie, że gdyby więcej ludzi miało do obu tych świąt takie podejście jak Ty, nie musiałbym rok w rok z uporem tłumaczyć co niektórym skąd się Halloween wzięło, co naprawdę oznacza, i że nie ma ono absolutnie NIC wspólnego z kultem szatana (wbrew temu, co ludziom wmawiają hierarchowie Kościoła, a także co myślą o tym, niektóre „elementy”, usiłujące zawłaszczyć tę piękną przecież tradycję dla własnych celów).

    Tak samo z Dniem Zakochanych. Znam osoby, które od lat zżymają się na 14 lutego, bo to kolejne „napływowe” święto z USA, bo małpujemy innych, jakbyśmy własnych świąt nie mieli, bo komercha i na pokaz…

    Czemu ludzie po prostu nie potrafią się cieszyć, jak takie święta są wyraźną okazją do tego??


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: