Napisane przez: torlin | 22/11/2019

Smutna sekwencja omyłek i paradoksów koło Zatoki Rekina wraz ze spiskową teorią

Piszą, że zatopienie HMAS „Sydney” było procentowo najtragiczniejszą stratą morską w czasie II Wojny Światowej, nikt z 645-osoboej załogi nie ocalał. Gdyby nie potworne skutki bitwy nazwałbym to kretyńską zabawą amatorów w wojnę.

Najpierw HMAS „Sydney”, lekki krążownik operujący 8 miesięcy na Morzu Śródziemnym, uważany za szczęśliwy okręt, jeden członek załogi został tylko skaleczony. W drodze powrotnej miał różne cele (bombardowanie Mogadiszu), pilnowanie okrętów transportowych, ale po przybyciu do Sydney cała załoga wraz z kapitanem zostali wymienieni. Niestety na nowicjuszy. A przecież od grudnia 1940 roku było wiadomo o rajdach niemieckich rajderów. Niemieckie ataki na Nauru w Mikronezji, subregionie Oceanii, na środkowym Pacyfiku zostały przeprowadzone przez krążowniki pomocnicze między 6 a 8 grudnia oraz 27 grudnia 1940 roku. Najeźdźcy zatopili pięć alianckich statków handlowych i wyrządzili poważne szkody ekonomicznie ważnym obiektom do załadunku fosforanów Nauru. Pomimo znaczenia wyspy dla gospodarek Australii i Nowej Zelandii, Nauru nie był broniony, a siły niemieckie nie poniosły żadnych strat. Na Oceanie Indyjskim grasowało kilka rajderów niemieckich, a flota brytyjska i australijska bezskutecznie się za nimi uganiała.

HSK „Kormoran” to niemiecki krążownik pomocniczy, znowu przedziwny. Jak napiszę, jakie miał uzbrojenie, to czapki z głów: 6 dział 150 mm, 2 działka przeciwpancerne 37 mm, 5 działek przeciwlotniczych 20 mm, 2 podwójne wyrzutnie torpedowe 533 mm poniżej linii wodnej i dwie pojedyncze wyrzutnie powyżej linii wodnej; 360 min morskich oraz wyposażenie lotnicze – 2 wodnosamoloty Arado Ar 196. A jak napiszę, że okręt był budowany, aby przypominał statek handlowy: brak opancerzenia, systemów kierowania ogniem i niska prędkość, to też się zdziwicie. Ale za to miał olbrzymią możliwość kamuflażu, wszystkie wyrzutnie były zamaskowane, „Kormoran” miał specjalne osłony, aby przypominał holenderski drobnicowiec „Straat Malakka” (istniejący w rzeczywistości).

Cała bitwa dokładnie jest opisana TU.

I raptem obydwa okręty w dn. 19 listopada 1941 roku wpadają na siebie na zachód od Zatoki Rekina i gdyby nie tragiczne konsekwencje pęklibyśmy ze śmiechu. Jedna bardzo ważna uwaga, całą „rozmowę” znamy tylko ze strony niemieckiej, gdyż uratowano 317 z 397 członków załogi „Kormorana”, tymczasem wszyscy Australijczycy z „Sydney” zginęli. Niemcy udawali statek holenderski, „Sydney” nie mógł się z nimi porozumieć, więc podpływał coraz bliżej.

    • australijski krążownik poprosił Kormorana o identyfikację,
    • próba nawiązania łączności za pomocą lampki sygnalizacyjnej, aby wielokrotnie wysłać „NNJ” („Powinieneś napisać litery sygnalizacyjne”),
    • krążownik użył flag, aby wysłać bardziej powszechny sygnał „VH” („Powinieneś podnieść litery sygnałowe”),
    • „Kormoran” podniósł „PKQI” – znak wywoławczy holenderskiego statku handlowego „Straat Malakka”, chorągiew holenderskiego kupca,
    • „Sydney” sygnalizuje: „pokaż swoje listy sygnałowe”, (sam tłumaczę, mogę coś mylić – nie gniewajcie się)
    • „Sydney” pyta Kormorana „Where bound?”, na co najeźdźca odpowiedział „Batavia” (nie potrafię logicznie przetłumaczyć pytania australijskiego krążownika),
    • Australijczycy wysyłają sygnały z prośbą o port pochodzenia i ładunku, Niemcy odpowiadają odpowiednio „Fremantle” (port przy Perth) i tekstylia,
    • na to Australijczycy wywieszają tajny znak, aby prawdziwy „Straat Malakka” mógł pokazać swój,
    • ponieważ tajnego znaku Niemcy nie wywieszają Australijczycy sygnalizują światłem: „Pokaż swój tajny znak”.

Słuchajcie, to trwało półtorej godziny, od 16 do 17.30. Czy nie przypomina Wam to jednej z najśmieszniejszych scen w polskim filmie? Po zażądaniu tajnego znaku przez Australijczyków kapitan niemiecki  doszedł do wniosku, że ma kłopoty, w związku z tym Niemcy zdarli osłonę statku handlowego i wielokrotnie oddali salwy w „Sydney”, które właściwie wszystkie trafiły. Australijczycy wprawdzie w tym samym momencie oddali salwę, ale okręty były za blisko siebie i „Sydney” przenosiło. Paradoksalnie korzyść przyniosło przechylenie się okrętu pod wpływem uderzenia torpedy i marynarze „Sydney” mogli wykonać wyrok na Niemcu.

Słuchajcie, Australijczycy nie wiedzieli przez 4 dni, że zgubili okręt. Dopiero 23 listopada, jak znaleźli rozbitków niemieckich, to im Niemcy powiedzieli, że zatopili „Sydney”. I się zaczęło, jak z naszym TU-154:

  • Wiele kontrowersji wokół bitwy wynikało z niedowierzania, że ​​zmodyfikowany statek handlowy może całkowicie pokonać nowoczesny krążownik,
  • Detmers podpłynął z białą flagą poddania, aby nakłonić Burnetta do rozluźnienia uwagi, lub użył fałszywych flag sygnałowych wskazujących na dramatyczną sytuację medyczną lub inżynierską,
  • „Sydney” zatopione zostało przez japońską łódź podwodną współpracująca z Niemcami, jako dowód przedstawiano butelki z wodą z japońskimi napisami, jakie znaleziono w niemieckich łodziach ratunkowych. Niemcy tłumaczyli potem, że dostali zaopatrzenie z Japonii. Okazało się, że rząd australijski pisze to specjalnie, aby wciągnąć Stany Zjednoczone do wojny. Po wojnie pasjonaci znalezienia nie tylko wraków, ale i rozwiązania tej tajemniczej bitwy sprawdzili położenie wszystkich okrętów podwodnych Japonii tego dnia i ani jeden nie był w pobliżu,
  • „Sydney” nie było wyposażone w sprzęt do transmisji głosu, więc nie mógł wysłać żadnego z sygnałów głosowych. Gdyby krążownik próbował wysłać sygnały Morse’a, zostałyby zablokowane przez operatorów bezprzewodowych Kormorana,
  • no i spiskowa teoria wewnątrz-australijska –  że władze były świadome ataku na „Sydney” w czasie bitwy lub wkrótce po niej, ale celowo opóźniały organizowanie poszukiwań osób, które przeżyły.

Szukano obydwu okrętów bardzo długo, znaleziono je dopiero w dn. 16 marca 2008 roku. Spiskowa teoria padła, gdy eksperci sprawdzili dokładnie wraki obydwu okrętów i potwierdzili wersję kapitana „Kormorana” Theodora Detmersa.

 


Responses

  1. Z licznych opowieści o wojnie wynika, że wielu strat można byłoby uniknąć, gdyby nie indolencja dowódców, niewłaściwie zrozumiany jakiś sygnał,
    ewentualnie najzwyklejsze czyjeś zaniedbanie. Już dawno przestałam czytać wspomnienia wojenne – chyba zbyt nerwowa się zrobiłam;)
    Miłego;

  2. Z tym masz rację Anabell, ilość ludzi ginących z powodu czyichś zaniedbań jest porażająca. Tak jak Amerykanie najbardziej bali się swoich samolotów, tak na Adriatyku alianckie samoloty bały się floty brytyjskiej i amerykańskiej strzelającej do wszystkiego, co się rusza.
    Wyjdzie ze mnie naiwniak, i wszyscy będą ze mnie kpili. Ale nawet wojna powinna mieć swoje reguły, to jest walka twarzą w twarz. Tymczasem to co robił „Kormoran” jest porażające. Podpływał jako statek handlowy do drugiego statku handlowego, wymieniał uprzejmości, następnie zdzierał zasłony i go zatapiał. Tak zniknęło 7 statków na Oceanie Indyjskim. Obrzydliwość.

  3. Bo w ogóle wojny są idiotyzmem. A ludzie od zarania swych dziejów najwięcej inwencji wykazują w dziedzinie wymyślania sposobów unicestwiania swych przeciwników. A podstępy i oszustwa w czasie wojny zawsze były w cenie.

  4. Na Gustlofie zginęło [według niektórych źródeł] ponad 10 000 ludzi. I co? Ano nic… TO NIE BYŁA „największa tragedia”… To byli [głównie] cywile i na dodatek Niemcy [Prusacy]…

  5. Ależ masz nick. Attyla Hun. Mimo wszystko bądź pozdrowiony 😀
    Nie wiem, po co od razu ironia, Podczas II W.Ś. było mnóstwo sytuacji, w której ginęła większa ilość osób. Tutaj chodzi o to, że ani jedna osoba się nie uratowała, a z MS „Wilhelm Gustloff” ponad 1.200 osób. Napisałem wyraźnie: „było procentowo najtragiczniejszą stratą morską”. Jestem wielbicielem Niemiec, Niemców i języka niemieckiego, więc ta ironia naprawdę jest bez sensu.

  6. Australijska flota czasem zachowuje się nieporadnie.

    Lotniskowiec (!) HMAS Melbourne zapisał się w historii z uwagi na niechlubne osiągnięcie w postaci zatopienia dwóch niszczycieli… własnych, w czasie pokoju.

  7. Anglicy również stosowali okręty-pułapki, zarówno wobec żeglugi, jak i przede wszystkim u-bootom – byli w tym bardzo skuteczni! Do tego stopnia, że Niemcy byli zmuszenie zrezygnować z ostrzegania i zatapiania statków, po opuszczeniu ich przez załogi – robili to bez ostrzeżenia i spod wody. Tak więc nie ma co się oburzać na nierycerskie zachowanie i tego niemieckiego krążownika pomocniczego, bo tak się ta klasa okrętów nazywała. Gdyby się ujawnili przedwcześnie, ich szanse w walce byłyby żadne, bo ani pancerza, ani systemu kierowania ogniem nie było. Nawet szybkość była niewystarczająca, żeby bodaj uniki robić, nie mówiąc o ucieczce.
    Wynik tej bitwy z resztą wskazuje na tę wyjątkowa nierówność i jedynie dzięki wyjątkowo dobrze wyszkolonej załodze Niemcom udało się odnieść tak wielki sukces.
    Wracając jeszcze do krążowników pomocniczych, to angielski Jervis Bay został zatopiony w walce z niemieckim pancernikiem kieszonkowym – walka co prawda była jeszcze bardziej nierówna, ale pokazuje jakie szanse tej klasy okręty miały z prawdziwymi krążownikami.

  8. „nazwałbym to kretyńską zabawą amatorów w wojnę”

    Swoim zwyczajem przesadzasz w ocenach. Ja zaś swoim zwyczajem występuję w obronie dowódców odsądzanych od czci i wiary post factum, gdy znamy już dalszy przebieg wydarzeń.
    Z pewności australijski kapitan zachował się lekkomyślnie, podpływając do „Kormorana” tak blisko, a jego załoga wykazała słabe wyszkolenie artyleryjskie, ale przebieg starcia mógłby być inny, gdyby jeden z pierwszych niemieckich pocisków nie trafił w pomost bojowy, co musiało zdezorganizować dowodzenie okrętem i zwłaszcza kierowanie ogniem.
    W wojnie na morzu, inaczej niż na lądzie, często o wyniku bitwy przesądza zupełny przypadek. Jedno pechowe trafienie przesądziło na przykład los „Hooda”.
    Co miał swoją drogą Australijczyk zrobić? Otworzyć ogień do cywilnego i sojuszniczego statku, ponieważ zachowuje się podejrzanie? Moim zdaniem zawiodły przede wszystkim łączność i wywiad. Kapitan nie miał możliwości sprawdzenia, czy statek, za który podawali się Niemcy, ma prawo znajdować się w tej okolicy.

  9. Akurat krążowników pomocniczych używali także Anglicy, żeby nie zapomnieć o HMS Jervis Bay, który został zatopiony przez pancernik Admiral Scheer. Szanse takiego „krążownika” z prawdziwym okrętem bojowym są naprawdę niewielkie, co z resztą wyszło i w tym starciu, gdzie pomimo błędów, zaskoczenia, oraz ograniczenia kąta obniżenia dział australijskiego krążownika, krążownik pomocniczy i tak poszedł na dno. Jedyną szansą był kamuflaż, udawanie innego statku i po prostu walka na taki morderczy dystans. Niemcy zrobili co mogli i dzięki temu ograniczyli straty. W innym przypadku, w zasadzie powinni byli się poddać, zatapiając swój okręt.

    PS
    Mój poprzedni komentarz albo jest w czeluściach łotrpressa albo poszedł w kosmos. 😀

  10. Bardzo dziękuję wszystkim za wpisy, niesamowicie merytoryczne. To jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Czytałem Kneziu Najokrutniejszy z Najokrutnych obydwa Twoje teksty (jeden wyciągnąłem ze spamu, drugi z oczekujących) i nie mogłem się na żaden zdecydować, to i dałem obydwa.
    ————–
    Pawle!
    „a jego załoga [„Sydney”] wykazała słabe wyszkolenie artyleryjskie”, to nie to, pisze o tym Kneź. Artylerzyści australijscy nie mieli możliwości technicznej obniżenia luf, dlatego gdy uderzenie torpedy obniżyło poziom „Sydney”, automatycznie obniżyło lufy do ognia na wprost.
    ————–
    Kneziu!
    „pokazuje jakie szanse tej klasy okręty miały z prawdziwymi krążownikami” – i w tym przypadku było podobnie, „Sydney” nie dało szansy „Kormoranowi”.
    Dla mnie podpływanie do statku handlowego, na drugim końcu świata, udawanie kogoś innego, i następnie rozwalanie bezbronnego wraz z załogą jest czymś strasznym.
    —————-
    Gszczepa!
    Wielkie dzięki za tak interesującą wiadomość, ale z przykrością stwierdzam w ocenie nieprawdziwą i niesprawiedliwą. W obydwu przypadkach i USS „Frank E. Evans” i HMAS ‚Voyager” byli winni kolizji. Kapitan Evansa spał i zostawił na mostku oficerów bez uprawnień, a sam niszczyciel dokonywał ryzykownych manewrów przed dziobem lotniskowca. To samo było z Wojażerem, potrzeba było aż dwóch komisji, aby kapitana „Melbourne” Johna Robertsona całkowicie uniewinnić. W obydwu przypadkach winne były niszczyciele.
    „w postaci zatopienia dwóch niszczycieli… własnych”, Gszczepa – niszczyciele były amerykańskie, a lotniskowiec australijski. Ale bardzo Ci dziękuję, to zupełnie jak odrębna notka.
    Ps. już po napisaniu zrozumiałem, że napisałeś „własnych” jako sojuszniczych, a nie wroga. To w takim razie zgoda.

  11. O ostatecznych wynikach bitwy czesto decyduje przypadek – jak powyzej wspomniano. Z drugiej jednak strony, przedstawiciele „kultury anglosaskiej” wiele dzialan traktowali jako swoiste hobby wyzszych sfer, co mialo fatalne reperkusje.

    Pozdrawiam

  12. Niedaleko szukając Churchill i Dardanele, Szarża Lekkiej Brygady

  13. @Torlin,
    Dla mnie mniej istotne od tego kto był odpowiedzialny bezpośrednio, jest fakt że w ogóle do takiej sytuacji doprowadzono.

  14. „Churchill i Dardanele, Szarża Lekkiej Brygady.”

    Zaliczanie tych dwóch spraw do jednej kategorii – niefrasobliwości brytyjskich elit – to mocne przegięcie.
    Pod Bałakławą istotnie niezbyt kompetentni dowódcy podjęli i zrealizowali nonsensowną decyzję taktyczną. Takich sytuacji podczas wszystkich wojen toczonych przez wszystkie narodowości bywało bez liku. Ta miała jedynie takie szczęście, że stała się symbolem i legendą, pisano o niej poematy. My też mamy podobne historie na koncie, choćby szarżę husarii w bitwie pod Warszawą w 1656 roku albo Rokitną.
    Dardanele zaś to poważna operacja z użyciem wielkich sił floty i wojsk lądowych, na której powodzenie alianci mieli prawo liczyć, a która nie powiodła się z powodu poważnych błędów w ocenie. Owszem, Churchill parł do tego przedsięwzięcia, ale tego rodzaju decyzje nie rodzą się z powodu widzimisię jednego bufona, w ich podejmowanie jest zaangażowanych wiele rozmaitych czynników, wojskowych i politycznych.
    I jak zwykle dodam: łatwo jest, niczym kadet Biegler, wytykać dowódcom głupotę, kiedy już wiemy, co się naprawdę wydarzyło.

  15. „Artylerzyści australijscy nie mieli możliwości technicznej obniżenia luf”

    Naprawdę trudno mi uwierzyć, żeby główna artyleria na lekkim krążowniku nie miała technicznej możliwości prowadzenia ognia na odległość 1 km. Byłby to ciężki absurd.
    A swoją drogą – skąd możemy znać takie szczegóły, skoro informacje o przebiegu bitwy pochodzą wyłącznie z zeznań ocalałych Niemców?

  16. W życiu się nie spodziewałem, że pod takim wpisem będzie (dla mnie) tak cudowna dyskusja.
    ——————
    Gszczepa!
    Wiesz Grzesiu, jak Cię lubię, ale mój zwierzęcy polemizm (tak sobie utworzyłem nowe słowo od „polemika”) nie daje mi spokoju. Piszesz najpierw: „HMAS Melbourne zapisał się w historii z uwagi na niechlubne osiągnięcie w postaci zatopienia dwóch niszczycieli”, a teraz: „Dla mnie mniej istotne od tego kto był odpowiedzialny bezpośrednio”. Gszczepa! No nie!!!
    A to jest po prostu fakt, że malutki ma uważać, jak jest przy dużym. To antylopa ma uważać w stadzie słoni, maluch na placu manewrowym TIR-ów czy – z Twojego cudownego przypomnienia – łódki na Tamizie na przepływające parowce. Duży będzie zawsze … za duży, niezgrabny, mało zwrotny i słabo manewrujący. I często niedużo widzący, co ku swojemu przerażeniu zauważył Torlin przechodzący przed stojącym TIR-em na brzegu ul. Baletowej, oczekującym na możliwość wyjazdu ze składu materiałów budowlanych, który ruszył akurat wtedy, gdy byłem pośrodku jego maski.
    ————–
    Pawle!
    Masz rację, ja te przykłady dałem z głowy, pierwsze, które mi przyszły na myśl, to nie był skutek dłuższego zastanawiania się.
    Do Rokitny dodałbym Somosierrę.
    Cały dowcip 😀 polega na tym, że znamy to tylko w wersji niemieckiej. Tylko widzisz, taki szczegół, dramat krążownika „Sydney” nie zatarł się w pamięci Australijczyków, dziesiątki ludzi przez wiele lat śledziło najmniejsze wiadomości na temat tej bitwy (tak jak Ci napisałem o sprawdzeniu położenia japońskich okrętów podwodnych w dniu 19 listopada 1941 roku). Przekopano archiwa japońskie, niemieckie, zbadano wraki, kiedy je wreszcie odnaleziono, i stwierdzono jedno, nie złapano kapitana Detmersa na żadnym kłamstwie, oszustwie czy fantasmagorii. Dlatego trudno założyć, że akurat w tym przypadku kłamał.

  17. „Dlatego trudno założyć, że akurat w tym przypadku [Detmers] kłamał.”

    Ale skąd Detmers mógł wiedzieć, że Australijczycy nie trafiali w jego okręt dlatego, bo nie mogli dostatecznie nisko opuścić luf armat? Tylko o ten szczegół mi chodzi.

    Somosierry bym nie dodawał, bo po pierwsze, zakończyła się pełnym sukcesem przy znikomych w skali armii stratach, a po drugie szarżę podjęto na osobisty rozkaz Napoleona, którego trudno uznać za wojskowego dyletanta czy nieodpowiedzialnego bęcwała.

  18. @Torlin
    Przede wszystkim piszę:
    „Australijska flota czasem zachowuje się nieporadnie.”

    Jak australijski lotniskowiec rozjeżdża australijski niszczyciel to, niezależnie od tego kto bezpośrednio winny, najlepszej opinii danej flocie nie wystawia. Jak się powtarza po raz drugi, to też zastanawia, nawet jeśli niszczyciel jest amerykański tym razem.

    @Paweł Luboński
    Z tymi lufami to jest jakoś dziwne. Sprawdziłem i w anglojęzycznej Wikipedii piszą coś takiego:
    „Sydney’s main armament consisted of eight 6-inch (150 mm) breech-loading Mk XXIII guns mounted in four Mk XXI twin turrets: „A” and „B” forward, „X” and „Y” aft.[25] All eight guns could be fired in salvo, elevated to an angle of 60° and depressed to −5°”

    -5 stopni to wcale nie jest mało.

  19. „najlepszej opinii danej flocie nie wystawia”. Na pewno Gszczepa nie wystawia, ale powtarzam Ci Drogi Przyjacielu, że obydwa niszczyciele były amerykańskie.

  20. Nie wiem skad „osobliwosc” Kormorana. „Krazownik pomocniczy”, to z definicji statek zaadaptowany do celow wojskowych, z uzbrojeniem na poziomie czesto krazownika (lekkiego), ale ogolnie o niskiej — o ile nie walczy ze statkiem cywilnym — sile bojowej. Brak rozpoznania i mala odleglosc sprawily jednak, ze sily sie wyrownaly. W czasie wojny tak bywalo. (No… kazdy kto grywal w cywilizacje wie, ze wynik starcia ma element losowy i czasem slabszy wygrywa z silniejszym…)

    Ze kamuflaz? No coz, faktycznie dyskusyjne, ale nie takie znowu niezwykle. Nawiasem mowiac, lodzie podwodne dzialaly podobnie, tyle ze kryla je woda.

    Tak samo, jak teorie spiskowe. One zawsze sie rodza. Zobacz sobie Scorpiona (SSN-589)… To, ze wiemy malo o teoriach spiskowych, to tylko dlatego, ze rzadko nas (szczesliwie) obchodza. U nas „chodza” tylko teorie spiskowe wokol katastrofy w Giblartarze, katastrofy smolenskiej i ew. pogromu kieleckiego. Przynajmniej wiecej ich nie znam. OK, wokol okraglego stolu…

    @Pawle:
    To rzeczywiscie dziwne, ale gdyby Sidney podplynal dziobem? Wtedy to -5 by trafialo w jego wlasny poklad.
    Bez kilku szczegolow — takze rozmiaru uszkodzen po pierwszych strzalach Niemcow, trudno cos powiedziec.

  21. @Torlin,
    Przecież pierwszy był australijski! Drugi owszem amerykański, ale też flota australijska nie zadbała chociażby o to żeby wysłać na pokład oficera łącznikowego…

  22. Gszczepa, to mnie się coś pomyliło, masz rację.

  23. PAK-u!
    Nie ukrywam, stęskniłem się za Tobą. Należysz w końcu do „Żelaznej Gwardii” Kamiennej Wioski, jesteś ze mną od początku. Zależy mi na Twoich komentarzach. Cieszę się z Twojego powrotu.
    Z przyjemnością przeczytałem sobie o „Skorpionie”, jakoś nie zanotowałem w pamięci tej katastrofy.
    Moim zdaniem na temat Okrągłego Stołu jest mało niejasności, spiskowe teorie dotyczą bardziej Magdalenki.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: