Napisane przez: torlin | 29/01/2020

Przepowiednia losu

Zamek w Olesku na Ukrainie, 72 km od Lwowa. Nie mam czasu na robienie przepięknych notek, to postanowiłem dać cytat z książki Zbigniewa Wojcika „Jan Sobieski 1629 – 1696” PIW-u z 1983 r. Muszę nocować u Taty, więc wieczorem biorę jakąś książkę z olbrzymiej biblioteki Ojca i sobie czytam/przeglądam.

Olesko jest to miejscowość będąca własnością od początku XVII wieku rodu Daniłowiczów. W 1605 roku Jan Daniłowicz, wojewoda ruski, obrał Olesko na stałą siedzibę. Po jego śmierci zamek stał się własnością jego żony Zofii Żółkiewskiej (córki hetmana Stanisława Żółkiewskiego). Córką Jana i Zofii była Teofila, która poślubiła Jakuba Sobieskiego. I w dn. 17 sierpnia 1629 roku Teofila postanowiła odwiedzić mamusię i w trakcie wizyty urodziła syna Jana. Ach, cóż to był za poród.

„Urodziłem się w Olesku, leżącym niedaleko od Białego Kamienia, gdzie się też król Michał* urodził. Podczas urodzenia mego biły pioruny barzo. Tatarowie też podpadli w tenże czas pod zamek, któryś zaś ów sławny gromił Chmielecki”.
Późniejszy historyk udramatyzuje te słowa królewskie i napisze, może przesadnie, i na pewno w stylu już dziś niemodnym, ale jakże obrazowo i pięknie:
„Dnia 17 sierpnia 1629 roku wielka burza srożyła się dokoła wyniosłego zamku w Olesku, krwawe blaski pożogi wznieconej przez grasujący czambuł tatarski czerwieniły ogromne mury magnackiej siedziby. W potokach płynącej z niebios wody, w zimnym świetle trzaskających piorunów rozlegały się zewsząd jęki mordowanej lub pędzonej w jasyr ludności, raz po raz  dobiegały gardłowe okrzyki ordyńców,, gromionych przez cwałujące w gwałtownym pościgu chorągwie polskie.  Wśród szalejącej przyrody i zawieruchy wojennej, w cichym, ustronnym zakątku komnaty zamkowej, między godziną czternastą a piętnastą przyszedł na świat Jan Sobieski, późniejszy Jan III”.

Godzinę znamy doskonale, bo Pani Teofila zanotowała własną ręką: „Urodził mi się syn Jan, roku 1629, dnia 17 sierpnia, między godziną czternastą a piętnastą, w piątek, ostatniego dnia miesiąca (tj. fazy księżyca), nazajutrz nów nastał w Olecku”.

Chciałbym zwrócić uwagę Waszmościom i Białogłowom na nazwisko Chmielecki, jest to człowiek kompletnie zapomniany, acz niesłusznie. Stefan Chmielecki był słynny na kresach z niesamowitej wprost umiejętności walki z czambułami tatarskimi. Jego królewskim zwycięstwem było rozgromienie wojsk tatarskich pod Białą Cerkwią, przy stratach własnych – 40 zabitych. Poległo ok. tysiąca Tatarów, do niewoli dostało się wówczas 1.200 Tatarów, w tym ok. 40 murzów, a ok. 10.000 ludzi z jasyru mogło wrócić do domów. Więc jest wielce prawdopodobne, że właśnie Stefan Chmielecki uratował zamek w Olesku, a więc i naszego przyszłego króla.

* Michał Korybut Wiśniowiecki urodził się dokładnie mówiąc nie w Olesku, ale w Białym Kamieniu, leżącym milę od Oleska.


Responses

  1. Cóż, ja mam alergię na tzw. styl kwiecisty. Ci Tatarzy wśród szalejącej burzy i w potokach deszczu pędzący ludność w jasyr i w tym samym czasie gromieni przez cwałującą polską kawalerię – śmiać mi się chce, gdy coś takiego czytam. Owszem, wiem, że tak „wypadało” pisać jeszcze w okresie międzywojennym, ale już wtedy Boy-Żeleński kpił z tego stylu w żywe oczy.

  2. Ależ jest to Pawle podkreślone w cytacie, że są to przejaskrawione opisy w stylu gotyku romantycznego. Ten historyk opisujący sceny równoległe do porodu to JANUSZ WOLIŃSKI, biograf specjalizujący się w tematyce Króla Jana.
    Ale jak słusznie pisze „Przedmurze – lwowskie spotkania”: „Nawet jeśli relacja ta została celowo ubarwiona, to i tak trafnie oddaje atmosferę tamtych czasów, gdy na wschodnich i południowych rubieżach Rzeczypospolitej więcej było okresów wojny niż pokoju, a wszędzie widać było ślady spustoszeń tatarskich. Wojna była też doświadczeniem powszednim w rodzinie przyszłego króla. Dość wspomnieć, że jego pradziad, dziad,wuj i brat rodzony zginęli od pogańskiego miecza. Ojciec Jana – Jakub Sobieski brał udział we wszystkich kampaniach, jakie toczyła w tym okresie Rzeczpospolita: z Rosjanami, Szwedami, Turkami, Tatarami i Kozakami. Został ranny w czasie wyprawy na Moskwę w 1617 r. i walczył pod Chocimiem w 1621 r., o czym zresztą napisał książkę. Najtragiczniejszym wydarzeniem w życiu młodego Jana była śmierć starszego brata Marka, który zginął po przegranej bitwie pod Batohem w 1652 r. Wraz z kilkoma tysiąca-mi jeńców polskich został zamordowany przez Tatarów”.

  3. Mała poprawka: jeńców po bitwie nad Batohem mordowali Kozacy. Chmielnicki nawet zapłacił za to Tatarom, którzy woleliby mieć jeńców żywych, żeby dostać za nich okup.

  4. Chociaż i tak mnie zaskoczyłeś, bo oczekiwałem raczej drugiego komentarza: „Jak oni wyliczyli te tysiąc zabitych, jak nawet murzów w niewoli nie dali rady policzyć dokładnie. Śmieszy mnie takie podawanie dokładnych ilości, kiedy nawet ilości wojsk podają 10-15 tysięcy”. Tak że i tak łaskaw byłeś dla mnie 😉 . Wdzięczen Acanowi jestem niepomiernie 😀 .

  5. Vandermerwe!
    Taka ciekawostka. W moim laptopie mam ustawione automatyczne tapety: krajobrazy, zabytki, zwierzęta, codziennie coś innego (czasami się powtarza), zdjęcia z całego świata. Otóż dzisiaj „rozpalam” laptopa i moim oczom ukazuje się podwójny most dla pieszych nad rwącą rzeką i napis: „Park narodowy Tsitsikamma w RPA. Spływ tą rzeką należy do największych atrakcji tego pięknego parku narodowego”. pzdr

  6. Byłem w tym zamku 16 czerwca 2006 roku. O 8:16 zrobiłem zdjęcie jelonka rogacza znieruchomiałego na ścianie zamku. I to pozostało moim najważniejszym wspomnieniem z tego zamku – poza wnętrzami i krajobrazem na zewnątrz.

  7. Chciałbym zwrócić uwagę Waszmościom i Białogłowom na nazwisko Chmielecki, jest to człowiek kompletnie zapomniany, acz niesłusznie.

    Czy my przypadkiem nie mówimy o tym Chmieleckim, który jako jeden z pierwszych uciekł po Bitwie pod Cecorą, przeprawiając się nocą samowolnie przez Prut i pozostawiając na pewną śmierć Hetmana Żółkiewskiego?

  8. Mało zamkowo mi ten zamek wygląda. Bardziej taka zaniedbana kamienica.

  9. „Mało zamkowo mi ten zamek wygląda.”

    Nie ma baszt i murów z zębatym krenelażem? W XVII wieku już tak nie budowano. Zresztą nawet według ówczesnych kryteriów nie był to zamek w znaczeniu twierdzy zdolnej wytrzymać regularne oblężenie, lecz tylko rezydencja o cechach obronnych, w której można się było co najwyżej obronić się przed zbuntowanym chłopstwem lub watahą tatarską.

  10. PS. Prawdziwy zamek z solidnymi fortyfikacjami bastionowymi mieli Koniecpolscy w niedalekich od Oleska Podhorcach.

  11. Wyobraź sobie Woziwodo, nie byłem nigdy na Ukrainie. Drażnią mnie takie nostalgiczne wyjazdy.
    —————
    Telemachu, nic w życiu nie jest biało-czarne. Z jednej strony masz rację. Chmielecki pisał później wyjaśnienia, rzeczywiście uszedł z pola walki, ale to dlatego, że husaria na lewym skrzydle uciekła i jego Kozacy nie chcieli walczyć. Z drugiej strony uwielbienie ludności, nazywanie go Biczem Tatarów i co najważniejsze – za zasługi mianowanie go wojewodą kijowskim – pozwala na nieprzypominanie co chwilę Cecory.
    Bo jak zabawa, to zabawa – należy co chwilę przypominać Janowi III Ujście. A tego nie robisz? Dlaczego?
    —————-
    Drogi Gszczepa, Paweł Ci to już wyjaśnił. Oprócz tego była to też propaganda odstraszająca tłuszczę (tak mi tego słowa brakowało w opisie Pawła).
    —————–
    Pawle!
    Czasami się zastanawiam, jak nawet prawdziwy zamek obronny można nazwać zamkiem. Zawsze widzimy oczami wyobraźni Malbork czy Hunedoarę, a jak człowiek wejdzie do ruin zamku w Muszynie, to z środka po 3 krokach jest się poza zamkiem.

  12. „Drażnią mnie takie nostalgiczne wyjazdy.”

    Mnie też irytuje, że polscy turyści za granicą, zwłaszcza tą bliską, szukają przede wszystkim śladów polskości. Ale można przecież zwiedzać Ukrainę, nie roniąc przy tym łez za utraconymi Kresami. Ja byłem tam wielokrotnie i bardziej mnie zawsze interesowało czy też intrygowało to, co tam jest „nie naszego”. Na przykład Ławra Poczajowska albo coraz liczniejsze, także w głuchych górskich okolicach, pomniki bojowników UPA.

    „jak nawet prawdziwy zamek obronny można nazwać zamkiem.”

    Zamki średniowieczne, z czasów przed gwałtownym rozwojem artylerii, nie musiały być wielkie. Wystarczało, że miały wysokie mury i odpowiednio liczną załogę. Przypadki zdobycia takiego zamku szturmem należały do rzadkości. Częściej brano je głodem, podstępem albo przekupstwem.

  13. @ Torlin,

    Milo, ze Twoj komputer „pamieta” o odleglych krancach globu.

    Dawno temu z przyjaciolmi wybralismy sie w czasie wakacji „szlakiem zamkow” w Polsce. Bylismy uzbrojeni w ksiazke o zamkach ( pomocna w poznaniu historii zamku) oraz mape z naniesionymi lokalizacja zamkow. Mapa zaprowadzila na w poludniowo wschodnie regiony Polski, gdzie w najmniej spodziwanych miejscach znajdowal sie zameki – zazwyczaj ruiny ledwo widoczne, najczescije wystepujace jako ziemny pagorek z wystajacym ledwo ledwo elementem konstrukcji. Jak na to nie patrzec dawalo to wyobrazenie o bogactwie ziem krolestwa.
    Na mnie najwieksze wrazenie zrobil zamek Ujazd ( Krzyztopor). Z tego co rozumiem w minionych latach prowadzono tam prace konserwatorskie. W czasie naszego pobytu wstep na teren by zamkniety ale przyjazny „ciec” pozwolil na wejsc i zobarzyc ruiny z bliska.
    Podroz zakonczylismy w Kodeniu, gdzie ruiny zamku sa po drugiej stronie granicy ale w miare dobrze widoczne.

    Pozdrawiam

  14. Nic nie jest czarno-białe i tutaj się z całą pewnością zgodzimy. Przykład Jana III jest ciekawy bo zapewne sądzisz, że należę do jego admiratorów „bo wiktorię wiedeńską odniósł” Otóż nie, nie podziwiam Jana III a na temat tzw. odsieczy wiedeńskiej mam swoje zdanie i nie jest to bynajmniej bezkrytyczny podziw.
    Ja Torlinie mam do bohaterszczyzny kresowej w wykonaniu rozmaitych „wojewodów ruskich i kijowskich” stosunek co najmniej ambiwalentny, ba przeważnie krytyczny. Wynika to z tego, że polską „misję cywilizacyjną” na wschodzie postrzegam jak to czym w rzeczywistości od końca XVI wieku była: kolonialnym uciskiem opartym na sile i przemocy połączonym z wynaradawianiem i wyzyskiem żyjącej tam ludności, której nikt nigdy nie pytał, czy chce być częścią Rzeczpospolitej tzw obojga narodów, która nigdy Rzeczpospolitą Obojga Narodów nie była. Była matką dla jednych, macochą dla innych, a surową i arogancką opiekunką poprawczaka dla jeszcze innych.
    Ani tych ziem (jako Polacy) nigdy nie zdobyliśmy (zrobili to bardziej agresywni od Polaków Litwini, których potem wykolegowaliśmy bo to, co weszło w skład Rzeczpospolitej jako Litwa stało się dziwnym trafem po kilku pokoleniach dobrami koronnymi). Ani nie potrafiliśmy przekonać mieszkańców tych ziem, że potrafimy ich traktować jak równorzędnych partnerów, ani nie potrafiliśmy zapobiec arogancji i okrucieństwu zpolszczonych Rusinów, którzy swe koronne urzędy i tytuły wykorzystywali do bogacenia się w oparciu o (w gruncie rzeczy) niewolniczy system. Dlatego też nie będę się zachwycał militarnymi dokonaniami różnych Chmieleckich na Ukrainie, tak samo jak nie zachwycały mnie nigdy brytyjskie wojskowe sukcesy Lorda Kirchenera w Sudanie, Generała Reginalda Dyera w Indiach lub Aleksandra Suworowa na warszawskiej Pradze.

    Tak już mam.

  15. Vandermerwe: „Podroz zakonczylismy w Kodeniu, gdzie ruiny zamku sa po drugiej stronie granicy ale w miare dobrze widoczne.”

    To nie mógł być Kodeń. Teren zamkowy w Kodniu leży po polskiej stronie granicy, zresztą z zamku praktycznie nic nie zostało. Stoi tylko dawna cerkiew zamkowa.
    Prawdę mówiąc, nie kojarzę żadnej miejscowości na wschodniej granicy Polski z ruinami zamku widocznymi po drugiej stronie granicy.

  16. @ Pawel Lubonski,

    To byl Koden – obraz Matki Boskiej Kodenskiej jest raczej tam. Z zamku,jak pamietam, nic nie zostalo, tak jak z wieloma, ktore odwiedzilismy. Pan moze miec racje, ze jakiekowlwiek pozostalosci budowli sa po polskiej stronie. To bylo dawno temu i pamiec ludzka po wielu latach plata figle. Sprawdzilem w ksiazce „Zamki w Polsce” i Koden tam nie figuruje. Z drugiej strony mapa wskazywala na istnienie pozostalosci zamku, wiec pojechalismy – moze chodzi o te, ktore Pan wspomina.

    Pozdrawiam

  17. Wiem jak wygląda zamek bo dwa razy w tygodniu przechodzę obok Wawelu.

  18. @ Pawel Lubonski,

    W uzupelnieniu. „Sprowokowany” Pana uwaga siegnalem do Google Earth. Ma Pan 100% racji. Na cokolwiek patrzylismy bylo po polskiej stronie. Granica przebiega na Bugu , ktory wylecial z mojej pamieci, natomiast wtedy nad brzegiem rzeki nie stalismy.
    Patrzc na zdjecia widac jak wiele sie zmienilo. Wtedy bylo to zapomniane przez swiat miejsce, w ktorym czas zatrzymal sie na dobre.

    Pozdrawiam

  19. Ja często przechodzę koło Zamku Królewskiego, ale to jest Pałac, a nie Zamek.

  20. Torlinie, co prawda SJP definiuje zamek jako „średniowieczną budowlę obronną, to jednak panuje w nazewnictwie spore zamieszanie i to nie tylko w języku polskim. Również Niemcy i Francuzi potrafią sobie dowolnie robić z zamków pałace i na odwrót.
    Również Anglicy, widzę właśnie, mają z tym swoje problemy:
    https://www.quora.com/What-is-the-difference-between-a-castle-a-palace-a-chateau-a-fort-and-a-fortress?

    Mamy tu do czynienia najwidoczniej z tym, co Anglosasi zwykli zwać ambiguous definition. Co już samo w sobie jest oksymoronem, ale kogo by to raziło.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: