Napisane przez: torlin | 16/02/2020

Średniowieczny Manhattan

Jest to dzieło Toniego Pecoraro, urodzonego na Sycylii we Włoszech w 1958 roku. Toni jest znanym włoskim rytownikiem, na górze jego dzieło z 2012 roku „Rekonstrukcja Bolonii we wczesnym średniowieczu ….”.

Wieże mieszkalne pojawiają się na całym świecie. Szczególnie popularne były w miejscach, które gospodarze nie uważali za najbardziej bezpieczne. Trzymano tam precjoza, walutę, wszelkie skarby rodzinne, a jak nieprzyjaciel (nawet sąsiad) napadał, to się człowiek barykadował w wieży i czekał, aż napastnikowi się znudzi. Polska Wiki podaje, że w XII wieku mogło być od 80 do 180 takich wież w Bolonii, włoska zaś, że ich było około setki. I tak sporo.

W Bolonii większość wież zburzono w XIII wieku, teraz najsłynniejsze są dwie wieże:  Asinelli (98 m) i Garisenda (48 m). znane jako „krzywe wieże w Bolonii”.

Jaką się oczom Garisenda zdaje,
Kiedy kto stanie pod jej nawisłością
I kiedy chmury ciągną nad jej szczytem,
A ona niby wstecz chmurom się wali,
Takim się właśnie wydał mi Anteusz,
Gdym, obłąkany, ujrzał jak się chylił.

Dante Alighieri, „Boska Komedia” – Piekło – Pieśń XXXI, tłumaczenie XIX-wieczne Antoniego Roberta Stanisławskiego, profesora z Odessy i Kazania. I przypis tłumacza: „Garisenda jest to wieża na stotrzydzieści stóp wysoka w Bononji, tak nazwana od imienia tego, który ją wystawić kazał. Wieża ta, jak się pokazuje już za czasów Dantego, była pochyloną, jak jest nią i teraz. Niektórzy twierdzą, że ta pochyłość była jej nadana przeż budowniczego, ale prawdopodobniej, że jest skutkiem osunięcia się podstawy z jednej z strony. Dziś nosi nazwisko Torre-Mozza”. A o wyższej Asinelli ani słowa.

Miastem wież jest również San Gimignano, małe miasto koło Sieny w Toskanii.

Ale notka jest przede wszystkim z dwóch powodów, zachwycił mnie ryt Włocha przedstawiający Bolonię z XII wieku, miałem od razu skojarzenie z Manhattanem, ale jest i drugi powód, na wpół prywatny.

Kiedy byłem w Gruzji wędrowaliśmy wzdłuż rzeki Terek w Stepancmindzie na Kaukazie, i takich wież było sporo. Kilka sobie sfotografowałem, to jest moje zdjęcie. Wolno je pobierać.

Dla mnie niesamowita jest ta praca Toniego. Nie musi ona być daleka od prawdy, bo pierwszym, który ostrożnie zajął się wieżami bolońskimi, był hrabia Giovanni Gozzadini, senator Królestwa Włoch, który w XIX wieku zajmował się obszernie historią miasta. Gozzadini przeprowadził badania oparte przede wszystkim na archiwach miejskich dotyczących dokumentów zakupu i sprzedaży, starając się zrekonstruować wiarygodną listę wież na podstawie aktów własności. Z jego obliczeń wyłoniła się niesamowita liczba 180 wież, nie wszystkie były gigantycznej wielkości, większość miała prawdopodobnie 24-25 metrów, co w porównaniu z niskimi domami z tamtych czasów robiło już ogromne wrażenie. Szacunki przeprowadzone nowocześniejszymi metodami zmniejszają tę liczbę do dziewięćdziesięciu –  stu wież, co jest nadal znaczną ilością, biorąc pod uwagę znaczny wysiłek nie tylko finansowy konieczny w tym czasie do budowy podobnych konstrukcji.

Ps. Bardzo głupio się dziś rano poczułem, bo przygotowywałem wczoraj notkę z dziełem Toniego i zdjęciami, a dzisiaj to wszystko znalazłem w polskiej Wikipedii. Zupełnie jakbym ją skopiował.


Responses

  1. Dlaczego właściwie je zburzono?

    Pęd do budowy wież jest mi bliski – uwielbiam mieszkać wysoko.

  2. Byłem w San Gimignano i tu, nawiązując do dyskusji z poprzedniego wątku, muszę przyznać rację Telemachowi – to miasteczko istnieje już tylko dla turystów. Cena za posiadanie kilkunastu wież na bardzo niewielkiej przestrzeni.
    To samo mogę powiedzieć o małych zabytkowych miasteczkach na wybrzeżu bułgarskim – Sozopolu czy Nesebyrze. Nie chce się tam być.

  3. A ja ostatnio zachwyciłam się Ystad i to Ystad o niskiej zabudowie, bo to zabudowa na miarę ludzką. No ale o gustach się nie dyskutuje. Wieże miały nie tylko obronne funkcje, były również wyrazem statusu jego właściciela i we włoskich miastach powstawały niczym grzyby po deszczu.
    Byłam w Nesebyrze gdy jeszcze był zrujnowaną dziurą i uważam, że pomysł rewitalizacji był całkiem dobry- to lepsze niż straszące brudem rudery. Szczerze mówiąc to nie zachwycają mnie współczesne wieżowce powstałe z mariażu szkła i stali, choć pierwsza wizyta w Singapurze (w Polsce akurat był „okrągły stół) przyprawiła mnie o szybsze bicie serca na widok tych tak niezwykłych kształtów wieżowców. Teraz większości z nich już nie ma, zostały pieczołowicie rozebrane, w ich miejsce powstały nowe- wyższe, ale
    wcale nie ładniejsze.
    Ale i tak niezmiennie mój zachwyt budzą stare zamki kamienne zbudowane na mało dostępnych wysokich wzgórzach. Ale mieszkać to bym tam nie chciała.

  4. Aktualna notka przypomniała mi tę o „Przepowiedni losu”, bo co to za zamek  baszt czy murów z zębami, jak podnoszono w komentarzu.  Jednak przeważyło  mocne skojarzenie z  pomnikiem ludzkiej niedoskonałości, Krzywą Wieżą w Pizie.  Dokładniej z eksperymentem Galileusza. Ten wdrapał się ( ponoć w 1602 ) na 54 metr wieży i coś zrzucił. Znawcy toczą boje o to, czy kule o kształcie i masie rozmaitej, czy jednak jajko kurze i drugie z marmuru, posłużyło do eksperymentu. Problem w tym, że uczony doświadczenia nie opisał, nie ma też wzmianki u żadnego ze współczesnych. Nie tak dawno tabliczkę informacyjną zdjęto, gdyż udowodniono, że eksperyment przeprowadzono, tyle tylko, że w myślach.  Powiadają znawcy, że takie osobliwe wieże przyciągały dziwaków, jak i osoby lubiące się popisywać. Jak więc zwać ich budowniczych ?

  5. Ciekawa jestem jak długo w np. Gruzji w takiej wieży się mogli bronić ?.. I chyba w oczekiwaniu na pomoc.

    No cóż już w XIII w. zburzony w Bolonii. No w naszym Krakowie mury obronne miasta dopiero chyba w XIX wieku. Szkoda , bo przy okazji i inne baszty. Może to było zniszczone ?…

    W Pradze w Czechach te bramy a zachowało się ich siedem , jak siedem miast , z których się podobno składała, każde zupełnie inne i zachowane do dziś w oryginale, czym się Czesie chwala. No to te ich baszty przy bramkach są 4- krotnie wyższe od tej w Krakowie przy rotundzie.

    Naprawdę ówcześnie budowlańcy musieli się mocno nagimnastykowac przy ich budowaniu. .

    Wymagało to też wiedzy wręcz inżynierskiej . 😉☺

  6. „jak długo w np. Gruzji w takiej wieży się mogli bronić?”

    Tych wież chyba nie budowano, żeby się bronić przed prawdziwym nieprzyjacielem, gotowym prowadzić regularne oblężenie. Raczej przed jakąś bandą oprychów albo przed sąsiedzkim zajazdem. A ich wysokość to pewnie kwestia ambicji: sąsiad ma 20-metrową, to ja postawię dwa razy wyższą.

  7. Julu!
    Paweł był pierwszy i to on odpowiedział Ci na pytanie. Ja się dopytywałem gospodarzy u których nocowałem, po co Gruzini budowali te wieże. Otóż one nie powstały przeciwko armiom najezdczym, tylko przeciwko atakom klanowym i sąsiedzkim. Tak jak pisałem zainteresowany chował się w wieży i czekał, aż napastnikom się znudzi. Ci z kolei nie mieli żadnych możliwości nawet sforsowania bramy, to tak jakbyś Ty usiłowała ją sforsować. To raczej była taka gra bez zabijania, bardziej chodziło o efekt psychologiczny. A w Gruzji waśnie klanowe to było coś.
    A w Krakowie burzyli mury, aby powstały Planty. I chwała im za to.
    —————
    Gszczepa!
    Zaproponowałbym Ci wybudowanie własnej. Byś miał uciechę, i nawet profity wpadłyby za bilety wstępu – taka atrakcja!!!
    ————-
    Pawle!
    Co do zatargów – to masz rację.
    Już Cię chciałem poprawić, że jest Sozopoł, a nie Sozopol, ale w Urzędowym wykazie polskich nazw geograficznych świata jest Sozopol. Zdziwiony jestem, bo byłem 9 razy w Sozopolu w latach 70. ubiegłego wieku, i w przewodnikach, na mapach i na biletach był Sozopoł. Coś zmienili.
    Jeżeli chodzi o Nesebyr, to jego większa część jest na lądzie stałym. Mieszkałem na półwyspie i warunki mieszkaniowe są tam tragiczne, wcale się nie dziwię, że zrobili z tego skansen. Mnie to nie przeszkadza.
    To jest jeszcze jeden przykład, jak ja do tego podchodzę, po Wenecji chodziłem o 11 wieczorem, w Nesebyrze na miasto wychodziłem o 11 i w knajpkach z Bułgarami siedziałem do 3 nad ranem.
    ——————
    Stary Bosmanie!
    Żadna wieża nie była budowana z założeniem, że będzie krzywa, przechylała się ona najczęściej w wyniku błędu konstrukcyjnego lub niestabilności gruntu. A my mamy też Krzywe Wieże, najsłynniejsza jest w Ząbkowicach Śląskich i w Toruniu, chociaż słyszałem, że najbardziej od pionu odległa jest w słupskim Kościele Mariackim.

  8. @Torlin,
    Jakbym miał własną wieżę, to na pewno nie po to żeby sprzedawać bilety wstępu nieznajomym;-)

  9. Wow , Torlin skasuj ten mój ostatni komentarz. 😉
    Choć nadal uważam ,że pozostale bramy mogli zostawić. No zabudowane wzgórze Wawelskie , dopiero Niemcy wyczyscili z kamienic . Podobnie niektórzy architekci myślą o zabudowie przedwojennej Warszawy , że po wojnie i tych zniszczeniach urbanista mógł zaplanować z głową. ☺

  10. W województwie lubuskim, w gminie Trzciel leży sobie wioska Chociszewo. Kościół z początków 1400 r. do którego 100 lat później dobudowano nieotynkowaną kamienną wieżę, zwieńczono imponującą iglicą. Owa iglica ma ten przymiot, że z daleka jest prosta , z bliska natomiast sprawia wrażenie krzywej. Lata świetlne temu byłem na koloniach w pobliskim Rogozińcu, a pierwszą informacją była właśnie ta o krzywej wieży w Chociszewie. 

    https://miedzyrzecz.naszemiasto.pl/zaklad-ze-bedziecie-zadziwieni-takiej-wiezy-pewnie-jeszcze/ar/c7-5143431

  11. Jako ciekawostkę mogę dodać, że podobne wieże przetrwania, choć oczywiście o wiele skromniejsze, budowali też Albańczycy. Oni też mieli ustrój klanowy. Osobnik zagrożony wendetą zamykał się w takiej wieży i nikt go nie mógł ruszyć, jeśli nie wystawił nosa na zewnątrz.
    Torlinie, Sozopoł to po bułgarsku, ale pochodzenie nazwy jest oczywiście greckie (bo i miasteczko było kiedyś greckie), więc Sozopol to nawet nie spolszczenie, tylko zgrecczenie.

  12. Julu!
    A o który to chodzi? O ten w moderacji, z Twoim imieniem i nazwiskiem? Póki co go nie puszczę.
    Brama Floriańska też została zostawiona przypadkiem, jak legenda głosi ocalała dlatego, że byłby za duży przeciąg. Planty Krakowskie zostały utworzone w pierwszej połowie XIX wieku, a wtedy nie uważano tego rodzaju budowli za zabytek.
    —————-
    Nie masz widzę Gszczepa kapitalistycznego podejścia do życia. A jak mówi piosenka:
    Kochać nie warto, lubić nie warto,
    Znaleźć nie warto i zgubić nie warto
    Przysiąc nie warto, wierzyć nie warto,
    Chodzić nie warto i leżeć nie warto
    Pieścić nie warto, pobić nie warto,
    Stracić nie warto, zarobić no.
    ——————-
    Stary Bosmanie, człowiek jest coraz starszy, i zdaje sobie sprawę, że coraz więcej nie wie. Bardzo Ci dziękuję.
    —————-
    Pawle, czyli z tymi klanami to jest prawda. Najazd najazdem, ale machin oblężniczych napastnicy nie targali ze sobą. Pawle, zajrzyj TU. Ciekawe.
    Z tą nazwą chodziło mi o to, że w latach 60. i 70. XX wieku w Polsce funkcjonowała nazwa „Sozopoł”, mogę Ci wysłać skan przewodnika Wiedzy Powszechnej po Bułgarii, gdzie to widać czarno na białym. Przyznaję, że ciągle w prywatnych rozmowach używam starej nazwy. Jest jeszcze jedna nazwa miasta (przepięknego), której używam w wersji bułgarskiej. i mówię Wieliko Trnowo, zamiast Wielkie Tyrnowo.

  13. Torlinie, z tym bułgarskim „y” w nazwie Tyrnowa to nie takie proste. Ono w wymowie nie znika, tylko jest głoską, której nie ma w języku polskim, więc Polakowi trudno ją prawidłowo wymawiać. Ja mam podobny problem z nazwami rumuńskimi. Rumuni też mają takie „y” (zapisywane jako „â”), a także „ă”, mające być „głoską pośrednią między a i e”.
    W literaturze, zwłaszcza popularnej, funkcjonują różne zapisy nazw geograficznych, zwłaszcza takich, dla których rodzimym alfabetem jest cyrylica. W poważnej kartografii stosuje się jednak zapis oryginalny (w przypadku cyrylicy – transliteracja) i ewentualnie w nawiasie tradycyjną nazwę polską.
    Jeśli idzie o mnie, jestem zwolennikiem używania nazw oryginalnych. Wyjątek robię dla nazw od dawna w literaturze funkcjonujących w wersji spolszczonej. Choć i to nie zawsze, bo ręka mi się nie podnosi, żeby miasto Oradea nazywać Wielkim Waradynem.

  14. Torlin.
    Tak o ten. Dzięki. 😉☺

  15. W pewnym okresie te wieże we Włoszech już nie spełniały żadnej funkcji obronnej ani dla dobytku ani dla ludzi, ale stawiane były nadal, jako trwały znak pozycji i bogactwa właściciela. I oczywiście ambicją każdego było by jego wieża była w mieście najwyższa.
    Osobiście, po przeżyciu przed wielu laty, zachwytu wieżowcami, które zobaczyłam w Singapurze ( w czasie gdy w Polsce był „okrągły stół”) jakoś przestał mnie porywać wygląd miasta ze szkła i stali. Te wieżowce nie są na miarę ludzi- to wynaturzone ule wypakowane urzędnikami(biurowce) lub mieszkańcami. Koszty budowy koszmarne. Więc kiełkują w głowach pomysły na budowę super statków, czyli pływających miast. Tańsze co prawda zapewne nie będą.
    Wróciłam z krótkiego pobytu na południu Szwecji i zachwyciło mnie malutkie Ystad, w którym przeważa zabudowa parterowa. To takie wielce przyjazne miasto dla ludzi – przechodząc ulicą możesz przystanąć przy oknie domu sąsiada i gdy macie ochotę możecie porozmawiać przez okno.
    Miasteczko małe, wielce zadbane.

  16. Julu!
    Nie ma sprawy.
    —————
    Anabell!
    Po pierwsze to zatytułowałaś swoją notkę „a”, a nie „Anabell”, więc Łotrpress wrzucił Cię do oczekujących. Jest na początku komentarzy.
    W Nesebyrze nie byłem od 1979 roku, więc pewnikiem mnóstwo się tam zmieniło. W Szwecji nie byłem. Bardzo mi się podobają wieżowce, ale muszą być odpowiednio skomponowane. Właśnie w Berlinie zachwyciłem się architekturą Placu Poczdamskiego.
    —————–
    Pawle!
    Sprawa polskich nazw jest niezmiernie interesująca, i powiem szczerze – pasjonuję się tym niezmiernie. Jak pozwolisz, podzielę wszystkie nazwy na trzy kategorie:
    pierwsza – jasna, prosta, nieskomplikowana, nazwy zadomowione w polszczyźnie, nie budzące żadnych wątpliwości, jak: Monachium, Rzym, Paryż czy Londyn,
    druga, o którą mi najbardziej chodzi, gdy walczy nowe ze starym. Takim znakomitym przykładem jest Akwizgran (Anabell używa dla przykładu takiego określenia), nawet na pociągach w czasach komunistycznych było Aachen,
    i trzecia, nazwy, które zanikły: Celowiec, Kamienica Saska, w Wielkiej Encyklopedii był Warad Wielki, Tehinia, Drezdno, Stanisławów, Segieszów.

  17. „nawet na pociągach w czasach komunistycznych było Aachen,”

    Na pociągach, w rozkładach jazdy i innych oficjalnych dokumentach obowiązkowo używa się nazw w języku danego kraju. Chodzi o jednoznaczność i uniknięcie nieporozumień.
    Dawniej, chyba przez cały XIX wiek i jeszcze nawet później, spolszczanie nazw geograficznych, a nawet ich tłumaczenie na polski, było normą.
    Nie tylko nazw zresztą. Trafiła kiedyś w moje ręce wydana przed wojną westernowa powieść, w której angielskie nazwiska były zapisywane fonetycznie, np. Lipinkot zamiast Lippincott.
    Część tych spolszczeń się utrwaliła, a wyginęły te, które pojawiały się w piśmiennictwie zbyt rzadko, by zaistnieć w świadomości Polaków.
    Stanisławów to odrębny przypadek, bo miasto zmieniło oficjalną nazwę. Trudno więc mówić, że zanikł. Nadal jest ta nazwa używana w kontekście historycznym.

  18. Dodam jeszcze, że w środowisku turystów i krajoznawców, w którym się obracam, te spory nazewnicze są bardzo żywe. Mam znajomego, zresztą zawodowego kartografa, który upiera się przy przekładach, na przykład góry Piatra Craiului w Rumunii nazywa Królewską Skałą. Długo by o tym można, ale nie mam tyle czasu.

  19. Zapewne to historia. Zapewne to sztuka. A może i nawet architektura. Spece twierdzą, że były tylko dwa w Europie takie  skrzyżowania torów na jednym poziomie.  Moja znajoma, której ojciec był maszynistą,  jako dziecko była wożona w lokomotywie przez taki układ. Utrzymuje, że drugie było na Mazurach, ale nie pamięta miejscowości. Idzie o prostopadłe skrzyżowanie torów kolejowych w miejscowości Orzesze ( Śląsk)  przez  które odbywał się ruch pasażerski. Istniało do 2010 roku.  
    Wspomina o tym wikipedia 
     https://pl.wikipedia.org/wiki/Skrzy%C5%BCowanie_tor%C3%B3w_w_Orzeszu

    Zachowały się też archiwalne zdjęcia
    ( https://www.geocaching.com/geocache/GC8E1GR_skrzyzowanie-torow-w-orzeszu?guid=3c51680e-322e-4acf-9dd9-2860057fc1ed

  20. Nie wiedziałem.

  21. Mam u siebie w szkicach takie irlandzkie teksty, gdzie mowa jest o budowlach w rodzaju „tower house”. Przeczytałem tę Twoją notkę i mnie oświeciło! To „wieża mieszkalna” 🙂 Dziękuję Ci bardzo!

    Zapraszam Cię na 13 urodziny Bloga : Szczególnie, że jesteś wspomniany 🙂

    https://zyciecelta.wordpress.com/2020/02/17/szczesliwa-trzynastka/


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: