Napisane przez: torlin | 05/06/2020

Ptasia potęga Internetu

Na przestrzeni lat, jak mieszkam w Dąbrówce, pojawiło się w mojej okolicy sporo nowych ptaków. Przywykłem do tego, nie jestem niestety ornitologiem, więc mam kłopot z nazwami. I dwa dni temu zobaczyłem na moim tarasie nowego ptaszka, oczywiście nie zdążyłem go sfotografować, więc tylko zarejestrowałem w umyśle: „ptaszek wielkości wróbla ze rdzawym ogonkiem”. Biegiem do komputera, wpisanie zapamiętanej frazy i na pierwszym miejscu wyszedł mi KOPCIUSZEK. Informuję więc wszystkich, że po moim ogrodzie fruwa kopciuszek


Responses

  1. Mieszkasz w miejscu, do którego ja, w latach dziecięcych dojeżdżałam ciuchetką – to była zawsze „wielka wyprawa”, a teraz to już Warszawa. Ostatnie 44 lata w Warszawie mieszkałam na Stegnach i w miarę jak księżycowy krajobraz budowy osiedla się zmieniał, przybywało u nas ptaków. Miałam na loggii „stołówkę” i przylatywały do niej: sikorki bogatki, modre i sosnówki, dzwońce, rudziki,sójki, kilka razy dzięciołek. A w ogóle na osiedlu były: paskudy, czyli gołębie skalne, sierpówki, kilka par grzywaczy, kaczki krzyżówki,wróble mazurki(mało), wróble domowe -dużo, (to ekspansywny gatunek z Płw. Arabskiego i Azji Mniejszej), kawki, gawrony,sroki, szpaki, drozdy.
    Ponieważ dręczyło mnie,że nie rozpoznaję większości ptaków zakupiłam
    profesjonalny przewodnik dla początkujących obserwatorów ptaków. Dobra rzecz, porady również odnośnie dokarmiania ptaków,budowy karmników i domków lęgowych.
    Tu chodzę ulicami i towarzyszą mi koncerty kosów, obłędny świergot wróbli,
    na podwórku urzędują drozdy, w Volksparku widziałam kowaliki i dużo innego ptasiego drobiazgu, który głównie słychać, mniej widać.
    To pewnie samczyk kopciuszek, samiczki z reguły są mniej ubarwione.
    Miłego weekendu;)

  2. A po moim fruwają oprócz kopciuszka rudzik, zięba, dwa rodzaje wróbli, chyba ze cztery – sikorek, dzięciołów ze trzy, piecuszek, raniuszek, kos, drozd, sójka, czasem sroka, jaskółki, grzywacz i turkawka, szczygieł czasem zajrzy, trznadel, makolągwa, dzierzba gąsiorek, kwiczoł bywa, wilga, kawki, wrony i gawrony, kruk wysoko zakołuje, takoż błotniak albo kania, czasem śmignie krogulec albo pustułka, wieczorem jakaś sowa… i pewnie parę innych jeszcze. A po podwórku łażą kury. A za płotem bażanty, za stodołą kuropatwy i przepiórki. I jeszcze lelka słyszałem. Ledwo człowiek żyje.

  3. Ojej, obydwoje jesteście o wiele ode mnie lepsi w rozpoznawaniu ptaków. Np. jestem zdziwiony, że nigdy nie widziałem u siebie dwóch chyba najpopularniejszych ptaków polskich: zięby i rudzika. U mnie najwięcej jest sójek, sikorek, mazurków, kosów, szpaków i srok. Lata od czasu do czasu (zawsze w parze) sierpówka, gniazdo ma dzięcioł, nadlatują grupą czarne olbrzymy, ale na nich to znam się beznadziejnie (kawka, gawron, wrona, kruk). Wielką radością są dla mnie zawsze wizyty bażantów. W życiu nie widziałem u siebie jaskółki (albo jerzyka), kwiczoła, mam relatywnie mało wróbli. Kiedyś gniazdowały sowy, tak pohukiwały mi za oknem, że zagłuszały telewizor, raz mała sówka wypadła z gniazda na taras. Teraz już ich nie widzę.
    Wiem, że jest u mnie jakiś strasznie malutki ptaszek, o wiele mniejszy od wróbla, ale nie mam szans mu się przyjrzeć, nawet nie wiem, jak wygląda. A raz w życiu widziałem wilgę, usiadła na sekundę na kracie mojego okna.

  4. Nie zamykaj okien na strychu lub innym pomieszczeniu, bo prawdopodobnie gdzieś w pobliżu ma swoje gniazdko. Kiedyś zrobiły sobie gniazdko w moim składziku gospodarczym. Okno było uchylone na 3 cm i wlazły. Żeby im nie przeszkadzać przez cały sezon starałem się tam nie wchodzić – dochowały się chyba 4 młodych.
    Wiosna, wiosna – ptaków dużo, ale owadów zdecydowanie mniej niż w poprzednich latach

  5. Domyślam się Piotrusiu, że piszesz o jaskółce lub o jerzyku. Muszę Ci jedną rzecz wyjaśnić, mam dom z płaskim dachem i nie mam strychu, ale obok jest 2.000 m kw. sprzedanej przez nas ziemi (teraz z chaszczami) i z ruiną garażu. Jakby chciały, to miałyby i miejsce na gniazdowanie, i miliony owadów. Widocznie nie chcą.

  6. Kiedy byłem dzieckiem to mieliśmy taki otwarty budynek gospodarczy, miały tam stałe miejsce gniazdowania jaskółki które corocznie przylatywały. Bardzo to był regularny rytm przyrody.

  7. Jeszcze sobie przypomniałem: pliszki, szara i  żółta, dzierlatka i kowalik.

    A jaskółki to ptaki, których u mnie najbardziej ubyło. Kiedyś było ich mnóstwo, krążyły całe stada, jak siadły na przewodach elektrycznych, brakowało miejsca. Dziś pojedyncze sztuki, najwyżej kilka jednocześnie. Ale jak nie ma owadów, to nie ma i jaskółek.

  8. Gszczepa!
    Hoko ma rację, coś się dzieje z owadami, dlatego ptaków owadolubnych jest coraz mniej. I to nie jest sprawa nawożenia, bo latach 50. i 60. ubiegłego wieku truto przyrodę, pamiętasz DDT?
    —————
    Hoko!
    Kowalika u mnie nie ma, ale pamiętam, że na Suwalszczyźnie uważano go za dzięcioła i nazywano dzięcioł modrzak. U mnie też jest jakiś ptak z długim ogonkiem, ale to nie jest pliszka. Dzierlatka może i jest, nie zauważyłem. Ale obok w jeziorku mam łabędzie!!!

  9. Jeziora w pobliżu nie mam, ale, bliżej i dalej, są stawy. A tam oprócz łabędzi – czaple, kaczki, łyski, perkozy i zimorodki.

    Jak ten z długim ogonkiem wygląda?

    Hekatomba wśród owadów to zasługa oprysków w rolnictwie. DDT było, ale ile się tego używało? Chyba głównie na stonkę. To były śladowe ilości w porównaniu z tym, co na pola wali się teraz. To nie tylko widać, ale też czuć – w sezonie oprysków okna na noc lepiej nie otwierać. Do tego zmieniała się struktura upraw, kiedyś była znacznie większa różnorodność, teraz wielkie połacie – zboża, rzepak, kukurydza i buraki cukrowe.

  10. W przypadku wzmiankowanych jaskółek to myślę że powodem że zniknęły był przede wszystkim kot, który się pojawił w domu rodziców.

  11. U mnie jaskółek nigdy nie było. Od dzieciństwa pamiętam jedynie jeżyki – jaskółki to wspomnienia wakacji. Mam lornetkę i dużo ptasich albumów więc jakieś podstawowe rozeznanie mam.
    Pochwalę się, że od kilku lat gości nawet gdzieś w pobliżu słowik i często w maju odwiedza mój ogród.

  12. Kiedyś chciałem wyszukiwanie googla do zdjęć zastosować. Wrzucam mu, a on „na tym zdjęciu jest ptak”. No tyle to ja wiem…

    Gratuluję Hoko bioróżnorodności. Ja się muszę przyzwyczaić w nowym miejscu. Bo w poprzednim to czasem sobie odhaczałem na spacerze inwentarz: dwa gatunki wróbli — są; cztery sikorek — są; dzięcioły — są; kosy, kwiczoły — są… itp. itd.

    W nowym… Na pewno są: sikorki bogatki i modraszki, wróble i mazurki, kosy, drozdy (ale jakie dokładniej?), kwiczoły, dzięcioły duże, myszołowy, bażanty, perliczki, gołębie (3 gatunki, właśnie tłumaczyłem żonie, że każdy gatunek gołębia ma inny kolor oczu :D), jaskółki (chyba 1 gatunek), kopciuszki, rudziki, spotkałem raz pierwiosnka, oczywiście do tego standard: kawki, gawrony; znad Wisły: krzyżówki, łabędzie, kormorany. Słyszałem kukułki.

    Mam przy tym problem z lokalnością, bo czy na pewno spotkałem w pobliżu domu w miarę popularne gatunki, typu pliszka? Raniuszka na pewno widziałem parę kilometrów na północ — liczy się? Bo czy bliżej, to nie pamiętam. (BTW. Może ten ptaszek z długim ogonem to raniuszek?) Kowalik? Jestem prawie pewien, że słyszałem i widziałem, ale wciąż tylko „prawie”. Podobnie z pełzaczem (leśnego od ogrodowego nie rozróżniam). Czy była pustułka? Bo generalnie widuję, ale czy w „okolicy domu”? To samo z kulczykiem.

    Inny problem mam z rozpoznawaniem myśliwych. Bo ja łatwo klasyfikuję jako myszołów, ale to może być coś innego — widzę z daleka i ogólnie kolory mi pasują. Ale inne nie są aż tak bardzo inne.

    Mamy trochę dalej mini zoo, z różnymi gatunkami kaczek (np. mandarynką), gęśmi itp., ale jakoś nie wypada liczyć. Sąsiadom trafiają się kury.

    Co do internetu, to jak dotąd jestem rozczarowany, choć zapisałem się do grupy na FB — może jak coś upoluję aparatem to zapytam. Inna rzecz, że największym moim „ptasim przeżyciem” było spotkanie dwóch walczących zniczków, które kiedyś na górskiej wycieczce, w zapale walki (o samiczkę?) kotłowały się u moich stóp. Ale zanim wyjąłem aparat, to poleciały sobie…

  13. PS.
    Na „starym” miejscu miałem prawdziwe zoo, które udostępniało marabuta, flamingi i jakieś dalekowschodnie czaple do podglądu niebiletowanego. Też odhaczałem 🙂

  14. @Piotruś:
    O! Jerzyki. Jak mi ich brak! Mój ulubiony dźwięk lata 🙂

  15. PS.
    Oczywiście są sójki. A wiosną spotkałem, pierwszy raz w życiu, czajki.

  16. Strasznie wszystkim dziękuję za dyskusję. Jak ja to lubię. Mam jakieś wrażenie, że u mnie nie ma kolorowych ptaków, nie ma właściwie niczego wspaniale ubarwionego, jedyne to sójki i sikorki bogatki. Sójki do mnie wprowadziły się jakieś 10 lat temu i właściwie zdominowały „podmioty badań ornitologicznych”. W dużej ilości mam szpaki, szczególnie widoczne po skoszeniu przeze mnie trawnika, pasie się wtedy do 30 sztuk. Dawniej królowała u mnie sroka, prześladowała szczególnie sierpówki, od czasu sprowadzenia się sójek widzę je rzadko.
    PAK-u – robisz piękne zdjęcia ptaków. Zazdroszczę Ci.

  17. PS.
    Dzisiaj spotkałem jerzyki i makolągwę.
    Barwne? No właśnie zięby chyba nie wymieniłem, choć tu jest — barwny i całkiem popularny ptaszek. Poszukaj go 🙂

  18. A u nas w ogrodzie zagniezdzily sie hadeda ibis ( wysoko na drzewach), poza tym mamy dwie rodziny barbetow i wiele roznego ptactwa, ktorego nie potrafie nazwac. Czasami tez przylatuja gesi egipskie, rowniez jakas sowa oraz hornbill.

    Pozdrawiam

  19. A samczyk czy samiczka?
    Bo jednak trochę się różnią.Dal mnie nawet mocno:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopciuszek_zwyczajny

    A jeśli chodzi o jaskółki to u mnie zniknęły wraz ze zniknięciem zapachu końskiego nawozu w starej stajni. Ładnie wyremontowaliśmy. Muchy zniknęły. Niestety również jaskółki zniknęły. Co w jakiś sposób jest zrozumiałe.

  20. Bardzo dziękuję za komentarze, w najśmielszych snach nie myślałem, że ptaki tak zdobędą mój blog. Jestem przeszczęśliwy, bo ptaki od dawna wzbudzają moją radość samym swoim istnieniem.
    ——————
    Telemachu!
    Przypomina mi się zabawa z dzieciństwa, jak rozróżnić łabędzia „jego” od „niej”. Należy wrzucić kawałek bułeczki, jak „podpłynął” – to „on”, a jak „podpłynęła”, to „ona”.

  21. @Torlin & płeć:
    Miałem kiedyś kosią rodzinę na balkonie (uwiły gniazdo w doniczce z pelargoniami). No i opowiadam, co kos, a co kosowa robi* i słyszę zdziwienie, że zaglądam im pod piórka 😀
    No… akurat kosy się różnią. Bażanty się różnią. Kopciuszki się różnią (inna rzecz, że kopciuszki zwykle nie występują zupełnie samotnie i jak widzisz jednego, to parę innych kręci się w promieniu stu metrów). Wróble się różnią. Jeśli, to mam problem z sikorkami, bo takie bogatki się różnią, ale żebym ja był w stanie ocenić, czy dana cecha jest już po męskiej, czy jeszcze po żeńskiej stronie…


    *) Aż wstyd opowiadać o tym, bo bardzo męsko szowinistyczny podział ról. Samczyk by tylko śpiewał i się popisywał, a całe gniazdko musi sobie uwiść samiczka… Są jakieś feministyczne petycje w obronie samiczek kosów? Bo chętnie podpiszę…

  22. PS.
    Bo i podobno generalnie jest tak, że tym więcej genderowego szowinizmu, im bardziej samiczka i samiec się różnią w ramach gatunku. A tym większa równość i braterstwo, im są do siebie podobne.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: