Napisane przez: torlin | 01/07/2020

Defilada przykrywająca

Jak mnie znacie, pomysł na notkę mogę znaleźć nawet w jednym niefortunnym zdaniu. W GW w artykule,  skądinąd bardzo ciekawym, o najstarszej warszawskiej tysiąclatce, czyli o XVII Liceum Ogólnokształcącym im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego przy Elektoralnej, autor Tomasz Urzykowski, znany przecież varsavianista i kumpel wspólnego pisania z Majewskim – napisał zdanie: „Hasło ich budowy rzucił w 1958 r. Władysław Gomułka. Stawiane w całym kraju szkoły-pomniki Tysiąclecia Państwa Polskiego miały przysłonić kościelne obchody milenium chrztu Polski”. Przecież to absolutna bzdura, jak budowy szkół mogły przesłonić ówcześnie obchody kościelne? Coś mi się wydaje, że Pan Urzykowski jest młodym człowiekiem i starymi ulicami okiem historyka potrafi się zająć, ale politykę w czasach komunistycznych powinien omijać dalekim łukiem. Gomułka miał o wiele lepszy pomysł na zneutralizowanie obchodów – zrobienie wielkiej defilady, największej w historii Polski.

Gomułka miał ówcześnie bardzo groźnego przeciwnika ze strony kościelnej – prymasa Stefana Wyszyńskiego. Prymas, obok swojej religijności, był wielkim propaństwowcem, ze świetnym zrozumieniem możliwości i potrzeb obydwu stron, widać to było w latach „Solidarności”. Dzisiejsi olaboga prawicowcy nigdy nie zrozumieją Wyszyńskiego, a później Glempa – obydwaj Prymasi nie występowali przeciw rządzącym, kierowali się zasadami swej stałej polityki: stabilizacji i opozycji. Wyszyński nigdy nie odmówił rządzącym wsparcia, szczególnie widoczne to było w sytuacjach kryzysowych.

Musimy tu „zaliczyć” daty, I sekretarzem KC PZPR Gomułka zostaje 21 października, a już 26 tego miesiąca 1956 roku do klasztoru Sióstr Nazaretanek jedzie wiceminister sprawiedliwości Zenon Kliszko i minister oświaty (? – niby dlaczego minister oświaty?) Władysław Bieńkowski, aby zwolnić Wyszyńskiego. Rozmowy znamy z zapisów prymasa, więc są one wiarygodne. Obydwaj panowie z PZPR powiedzieli Wyszyńskiemu, że Gomułka uważa uwięzienie (a raczej izolację) Wyszyńskiego za niesłuszne i I sekretarz oczekuje, „że prymas natychmiast wróci do Warszawy oraz niezwłocznie podejmie swoje obowiązki”. Prymas przyjął gałązkę oliwną, spotkanie trwało 2 godziny, na koniec powołano Komisję Mieszaną do rozstrzygania wszystkich sporów. Naprawdę, dzisiaj to może dziwnie wygląda, ale Gomułka i Wyszyński pisali do siebie listy w miarę tworzenia się jakichś antagonizmów.

To „przykrycie” defiladą było też dla ludzi rozsądnych śmieszne, bo niby jak komuniści liczyli te tysiąc lat? Niby od jakiego wydarzenia? Przecież od chrztu Polski. Polska po II Wojnie Światowej miała olbrzymią pracę do odrobienia, zaręczenie przez władze komunistyczne darmowej edukacji i ochrony zdrowia skutkowało brakiem szkół i przychodni zdrowia. Rzucenie hasła „Budujemy 1.000 szkół na tysiąclecie” uzyskało pozytywny odzew w społeczeństwie, ale śmiem wątpić, czy przykryło to kościelne obchody tysiąclecia chrztu Polski.

A Polacy, jak to Polacy, jak Jagiełło, Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Poszli do kościoła, a później na defiladę.


Responses

  1. Ja powiem więcej — ostatnie 100-lecie niepodległości było dobrym przykładem obchodów rocznicy, gdzie wielkiego programu symbolicznego obchodów zabrakło. Właśnie jakiś nowych „szkół na tysiąclecie”, bo przecież były one w bardzo wielu miejscach w Polsce potrzebne. I do dzisiaj są.

  2. Dzięki PAK-u. Masz rację.

  3. Prawdę mówiąc nie wiem co miałoby być taką wielką, symboliczną ideą. Problemy szkolnictwa dzisiaj są zupełnie inne niż w latach 60-tych, w szczególności np. brak budynków szkolnych jest znacznie mniejszy.

  4. Ależ Drogi Gszczepo, ani PAK, ani ja nie zamierzamy powtarzać pomysłów nie z tej epoki. Padła kiedyś propozycja budowy dla przykładu supernowoczesnej biblioteki, pisałem O TYM w 2015 roku. Serdecznie pozdrawiam

  5. „Przykrywanie” to moda ostatnich lat. Stale ktoś teraz coś czymś próbuje przykryć, przy czym zawsze chodzi o doraźne zneutralizowanie niepomyślnych wydarzeń, sprawienie, by nie mówiono o nich, lecz o czymś innym. Odnoszenie tego pojęcia do obchodów Millenium to nieporozumienie.
    Nie wydaje mi się, by działania Gomułki były li jedynie reakcją na obchody kościelne. Tysiąclecie państwowości to przecież dla każdej władzy dobra okazja do świętowania, a poza rokiem 966 nie mamy żadnej wyraźnej cezury, od której można by rozpocząć istnienie państwa polskiego.

  6. Pawle!
    Dla przykładu współcześnie biblioteka niczego nie przykrywa, ale upamiętnia. Co innego w 1966 roku, i to też nie miało przykryć rocznicy, bo w końcu komuniści sami liczyli czas od chrztu, ale miało raczej zamiar przykryć obchody rocznicowe.

  7. Mysle, ze istnial calkiem istotnym aspekt polityczny przedstawienie tysiaclecia jako okresu istnienia panstwa polkkiego. Podobnie jak w okresie II RP zalezalo czynnikom oficjalnym wykazanie trwalosci i stabilnosci polskiego panstwa. W jednym i drugim przypadku swiat zewnetrzny niekoniecznie zgadzal sie na polskie granice w takim a nie innym ksztalcie – wtedy byl problem terenow wschodnich jak i obszarow poniemieckich, po 45 roku tzw „Ziemie Odzyskane”. To byly tereny kontestowane przez czynniki zewnetrzne i nalezalo swiatu zenetrznemu jak i samym sobie wykazac, ze jestesmy i to jest polskie „na zawsze”. Realia zas byly i sa takie, ze,jak napisal jeden z historykow, bez tych terenow ( owczesnych i obecnych) Polska by byla jak „czlowiek ktoremu wyrwano pluca”.

    Zas „tysiac szkol na tysiaclecie” to jeden z sensowniejszych programow tamtych lat.

    Pozdrawiam

  8. @Paweł Luboński:
    Co jest skutkiem, a co przyczyną? „Polska” pojawia się na kartach historii w latach 60-tych X wieku, ale nie w 966 🙂 Ciekawe może być też zerknięcie do Bratanków — Węgrzy święcili tysiąclecie wejścia na Równinę Węgierską, co do której, to nie wiadomo kiedy nastąpiła. Więc to wybór polityczny, a nie kwestia konkretnej daty. Zresztą tysiąclecie Polski miała świętować polska emigracja jeszcze w XIX wieku 🙂

    Chrzest Mieszka jest bliski pierwszym wzmiankom o „Polsce” (cudzysłów, bo nazwa się pojawia dopiero w związku z męczeństwem św. Wojciecha) — więc trochę rozumiem, ale też widzę, jak często wykorzystuje się to ideologicznie, do budowania zbitki Polaka-katolika.

    @gszczepa:
    Ja też nie mam pomysłu. Ale przecież od wielu lat było wiadomo, że będzie stulecie niepodległości. Był czas na burze mózgów, dyskusje — pomysł rzucił Torlin z bibliotekami. To już jeden mamy. Mieć zespół, rok na dyskusje — byłoby ich sporo 🙂

    Problemy są dwa — raz, tak nie myśleli politycy, ale też dwa — obecny model dysponowania pieniędzmi budżetowymi preferuje drobne projekciki, za małe pieniądze, nie dające trwałych efektów.

  9. Vandermerwe – bardzo fajny komentarz. Całkowicie się z Tobą zgadzam. 😀 pzdr
    ——————
    PAK-u!
    Ależ Mój Drogi, nigdy (może raczej prawie nigdy) procesy historyczne nie mają daty dziennej powstania, tak jak nie wiadomo, kiedy zaczęła się Rewolucja Francuska, renesans czy Polska w 1918 roku.
    „Zresztą tysiąclecie Polski miała świętować polska emigracja jeszcze w XIX wieku” – to jak oni liczyli, od 800 któregoś tam? Przecież nigdzie w żadnych zapisach nie ma takiej daty.
    „nazwa się pojawia dopiero w związku z męczeństwem św. Wojciecha” – czepiam się, bo nie „w związku”, tylko w „Żywocie Św. Wojciecha” (997), ale Polska tam jest wymieniana w związku z walkami księcia libickiego Sobiesława Sławnikowica (995), ktory razem z Chrobrym i Ottonem III walczył z Wieletami. Wiesz, 995 odjąć 966 to jest 29 lat, gdy nazwa dostała się do kronikarzy zachodnich. Mogła już być używana w kraju (sądzę jednak, że Polskę tak nazwała „zagranica”, a myśmy tylko tę nazwę przyjęli jak swoją).
    Co do odpowiedzi Gszczepie – całkowicie się z Tobą zgadzam i dziękuję.

  10. @Torlinie:
    Tyle, że chrzest Mieszka to nie jest najstarsze wydarzenie dotyczące Polski. Tak po prostu. Niezależnie jak liczyć.

    Co do liczenia — odejmowali przodków Mieszka z kroniki Galla. I wychodziło im, że gdzieś IX wieku to musi sięgać. Dzisiejsze szacunki nie są tak hojne.

    Nazwa się przedostała? Albo powstała. Ja przypomnę słynnych „Tutejszych” z dwudziestolecia międzywojennego. „Polska” nie musiała mieć jeszcze swojej nazwy (nie ma w Dagome Iudex, zostawiając na boku, czego tam brakuje). Wcześniej, choćby Mieszka, się opisuje jako „władcę północy” — gdyby kronikarz znał nazwę kraju, to by jej chyba użył. Ale, oczywiście, wchodzimy tu w zakres przypuszczeń, a nie wiedzy.

  11. PAK-u!
    1. „chrzest Mieszka to nie jest najstarsze wydarzenie dotyczące Polski” – przepraszam, a jakie jest? Tak naprawdę nie ma żadnej informacji na temat nawet IX wieku, że nie wspomnę o VIII.
    2. „odejmowali przodków Mieszka z kroniki Galla. I wychodziło im, że gdzieś IX wieku to musi sięgać” – zrobiłem to w jednej ze swoich najważniejszych NOTEK w tym blogu, cytat z niej: „Nie wiadomo, w którym roku urodził się Mieszko, ale załóżmy, że w 935 roku i że dzieci się rodzą, gdy ojcowie mają 20 – 25 lat. W takim razie Siemomysł urodził się 910 – 915, Lestek 885 – 895, Siemowit 860 – 875, a Piast 835 – 855. Zauważmy, że Popiel został wygnany poza granice księstwa do Kruszwicy, a z Gniezna do Kruszwicy są 54 kilometry, czyli to księstwo było całkiem malutkie”.
    I to by się zgadzało, bo Geograf Bawarski (844) nie zauważył właściwie żadnego polskiego plemienia. W komentarzach nie ma nikogo z Moich Ukochanych Aktualnych Komentatorów, tak że możecie sobie tę notkę przeczytać.
    3. Sprawa nazwy: przypomnę Ci dyskusję, w której i Ty brałeś udział, a dotyczącą BOJKÓW. Byli „tutejsi”, nazwa Bojkowie była lekceważąca, a Paweł uważał, że cały ten naród to jest produktem etnografów. Tak przypuszczam, że wszystkie tworzące się plemiona nazywają siebie; „my”, „tutejsi”, „tu mieszkający”, „nasza wspólnota” (patrz opole). Dopiero w kontaktach z innymi trzeba się jakoś dokładniej określić, i czasami się bierze nazwę, jaką określają nas inni. Tak na logikę nazwa „Polska”, kraj pól, to jest określenie „innych”, nazwa wyróżniająca, sami byśmy się tak nie nazwali, bo dla nas to była normalność. Tak jak w życiu nie pomyślałbym, że mam dom na górce, jak ta górka ma 1 metr wysokości z jednej strony. Ale inni zauważyli, tak go nazwali – „gdzie mieszka Torlin”? „A tam na górce”.

  12. Nie widzę sensu w bibliotekach w XXI wieku. I ten brak pomysłu, to raczej nie jest przypadek. Po prostu, trudno teraz znaleźć coś takiego. Inne rzeczy teraz budzą emocje, w inny sposób. Biblioteka, szkoła, to skamieliny minionych czasów.

  13. Masz rację Gszczepa! Tylko gdyby Cię wszyscy posłuchali…
    O tym, że nowoczesność (obojętne, o jakiej epoce wspominamy) wyprze poprzednie czasy mówimy od wieków. Samochód miał wyprzeć konie, telewizja kino, płyty koncerty. I raptem okazuje się, że jest oczywiście mnóstwo głównie ludzi młodych idących za nowoczesnością, ale jest też spora liczba ludzi, którzy chcą, aby było jak dawniej, tylko w bardziej przyjaznej atmosferze.
    Przykładów mogę dawać Ci dziesiątki: zwiedzanie on-line słynnych galerii malarstwa, a dostać się do nich w realu nie można; możesz posłuchać i obejrzeć Dianę Damrau w komputerze, ale ludzie wolą pójść na koncert; mecz mogą zobaczyć w telewizorze, ale wolą pójść na stadion.
    Nie zdajesz sobie sprawy, jak książki są popularne, mogę coś na ten temat powiedzieć, bo bez przerwy korzystałem z bibliotek publicznych, pożyczając przede wszystkim dla Ojca. Zawsze stałem w kolejce, a na dobre książki czeka się do trzech tygodni. Innym przykładem są dziesiątki ludzi siedzących w MPiK-ach na podłodze i czytających.
    To Gszczepa nie zniknie jak dyskietka 5,25.

  14. No i samochód wyparł konie itd…..
    Biblioteki miały sens bo odpowiadały na pytanie: jak dać ludziom dostęp do dużej ilości książek, które z konieczności musiały być drogie. To kiedyś była nowoczesna technologia!
    Każda nowoczesna technika, która przestała być nowoczesna, pozostawia niszę hobbystów, fascynatów których pociąga, np. z uwagi na określony kontekst społeczny. Dla jednego będzie to jazda konna, dla innego komputery z lat 90-tych. Dla jeszcze innego polowanie przy użyciu łuku, lub pływanie pod żaglami. Albo jazda oldtimerem.
    Wyobraź sobie, że obecny rząd proponuje uruchomienie sieci dyliżansów konnych w celu transportu ludzi po kraju, przecież to spowodowałoby by ofiary śmiertelne w postaci zgonów ze śmiechu.
    Teraz ludzie korzystają z bibliotek ze względów pobocznych, a nie dlatego że ma to sens. Przecież nie ma żadnego problemu technicznego, żeby każda wydawana książka trafiała w porządnej, cyfrowej postaci do cyfrowej biblioteki w Internecie, gdzie byłaby dostępna dla każdego. Tak samo jak każda wydawana książka, w ramach egzemplarza obowiązkowego trafia do bibliotek.
    Problem ma charakter prawno-finansowy.
    Sam dwie dekady temu podczytywałem książki w Empiku, czy chodziłem do bibliotek (miewałem tak że spędzałem w Czytelni Głównej Biblioteki Jagiellońskiej cały dzień, jedynie z przerwami na obowiązkowe wyjście na wietrzenie).
    Dlaczego przestałem to robić? No, nie dlatego przecież, że przestałem czytać książki.

  15. Tak, masz rację Gszczepa, ale mówiąc w swoim imieniu. Jesteś osobą młodą i dawniej siedziałeś w MPiK-u, bo nie miałeś innego wyjścia. Piszesz: „Teraz ludzie korzystają z bibliotek ze względów pobocznych, a nie dlatego że ma to sens. Przecież nie ma żadnego problemu technicznego, żeby każda wydawana książka trafiała w porządnej, cyfrowej postaci do cyfrowej biblioteki w Internecie, gdzie byłaby dostępna dla każdego”. Dwa zdania, i dwie kontrowersje: naprawdę uważasz, że „ludzie korzystają z bibliotek ze względów pobocznych, a nie dlatego że ma to sens”? A skąd to wiesz? Ludzie w Twoim wieku na pewno, ale starsi? Wszyscy w moim wieku z nostalgią wspominają dawne MPiK-i, z czytelnią, kawą, wywieszonymi egzemplarzami prasy zachodniej. Jak poczytasz dzisiaj, jak wszystko jest w sieci poblokowane (zresztą słusznie – mówię jako liberał).
    I naprawdę uważasz, że całe społeczeństwo będzie czytać książki w Internecie? Grzesiu, na jakim Ty świecie żyjesz? Pomijając fakt, że są ludzie nieznoszący czytników – jak ja np. W Internecie to ja mogę przeglądać nagłówki GW. Ile ludzi nie zna się na Internecie, ja też jestem w tej świetnej sytuacji, bo mam syna informatyka. A jak byłbym samotny? Bez rodziny?
    „uruchomienie sieci dyliżansów konnych w celu transportu ludzi po kraju, przecież to spowodowałoby by ofiary śmiertelne w postaci zgonów ze śmiechu”, a ludzie jakoś chodzą do opery i słuchają radia, i jakoś nie umierają ze śmiechu.

  16. @torlin,
    „Ludzie w Twoim wieku na pewno, ale starsi?”
    Przecież to absurd jest. W ten sposób można argumentować że ludzie nigdy nie zaczęli czytać książek, bo przecież, kto umie czytać…. no może jacyś młodzi, ale rówieśnicy to czytać nie umieją i pewnie się już nie nauczą…. a każdy umie słuchać bajarza przy kuchni.

    Wiadomo jak to się kończy.

    „Jak poczytasz dzisiaj, jak wszystko jest w sieci poblokowane”.
    Ale właśnie do tego nawiązuje. Przecież ludzie chodzą do biblioteki bo w księgarni trzeba zapłacić. Ale, generalnie wygodniej mieć książki na półce w domu. Jak jesteś gotowy zapłacić, to wszystko jest dostępne. Taki The New York Times, to jest 1 euro tygodniowo. I rozwiązanie problemu dostępności prasy zachodniej nie musi polegać na tym żeby była dostępna w osiedlowej bibliotece.

    „do opery”,
    Ale to jest właśnie to co wskazywałem. Jest jakaś grupka ludzi która chodzi do opery, podobnie jak jest jakaś grupka ludzi która się bawi strzelaniem z łuku albo szermierką mieczami. Hobby. W przypadku opery trzymające się wyłączenie dlatego że instytucje publiczne dorzucają dotację. Nie zmienia to faktu, że to jest już instytucja archaiczna.

  17. Nie dogadamy się, i nie ma szans, abym Cię przekonał. Pracujesz w informatyce i uważasz, że wszyscy muszą być tacy sami jak Ty. Już nie mówię o wioskach, ale i w miastach, większych i mniejszych jest mnóstwo ludzi niemających komputera czy laptopa. Nawet nie wiedzą, czym to się je. Ja – gdyby nie Adaś – drętwiałbym na myśl, że mi się toto zawiesi, nie będzie się chciało wgrać. Zobacz, ilu ludzi nie ma karty płatniczej! A to jest prostsze.
    „The New York Times, to jest 1 euro tygodniowo”, ale np Rzepa 1.590 rocznie, to daje ponad 30 zł tygodniowo. Oprócz Ciebie nie znam ani jednej osoby czytającej NYT.
    Kultura wyższa zawsze będzie potrzebowała dotacji, i jest utrzymywana od wieków. Sama utrzyma się dając koncerty Zenona Martyniuka.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: