Napisane przez: torlin | 01/08/2020

Wróciłem

Wróciłem. Wprawdzie dzień wcześniej, bo dziewczyny źle zamówiły pobyt i okazało się, że mamy zapłacone do soboty, a nie do niedzieli. Pogoda była bardzo dobra, tylko jak na lato relatywnie było zimno. Rano 10-14, w dzień najczęściej 20. Kąpałem się raz, ale za to byliśmy na wielu bardzo interesujących wycieczkach.

Mieszkaliśmy w domku kempingowym w miejscowości o nazwie Charzykowy nad jeziorem o tej samej nazwie, bardziej znana jest wieś z przeciwnego końca jeziora – Swornegacie, wszystko to bardzo blisko Chojnic.

Wiadomość dla Gszczepy, w czwartek wypożyczyliśmy kajaki i popłynęliśmy Brdą z Płaszczycy do Małych Swornychgaci (nawet eksperci językowi nie wiedzą, jak odmieniać tę nazwę). Facet zawożący nas i przywożący (kierownik tej bazy PTTK, w której mieszkaliśmy) twierdził, że przepłynęliśmy 23 kilometry. Dziewczyny były pierwszy raz na takim spływie, więc na drugi dzień umierały. Szczerze mówiąc najgorsze było przepłyniecie przez samo jezioro Charzykowy, była fala, silny wiatr w twarz, i jeszcze do tego wypływały motorówki. Ale piękna wyprawa, Torlin postanowił ujawnić się i zaprezentować w rzecznym niszczycielu bojowym. A sam dlatego, że była nas piątka, jedna para, a dziewczyny chciały koniecznie popłynąć same.

Po drodze zwiedziliśmy Toruń i Bydgoszcz, o Toruniu to wiem, że jest piękny, ale olbrzymie wrażenie zrobiły na mnie nabrzeża Brdy w Bydgoszczy, stare miasto, wykonali kawal wspanialej roboty.


Responses

  1. Super zdjęcie!
    To co jest zabawne, to fakt że gdyby to było rok temu to mielibyśmy niezłe szanse spotkać się na trasie;-).
    Lokalni mieszkańcy mówią tradycyjnie „Małe swory”.
    Jest tam – przed mostem zwodzonym – tawerna, gdzie parę razy byliśmy na obiedzie (zwykle tak ustalamy trasę żeby wylądować tam właśnie w porze obiadowej, a potem płynąć do stanicy wodnej PTTK na brzegu jeziora Witeczno, gdzie nocujemy krócej bądź dłużej). Ze dwa razy nocowaliśmy na polu w lesie przed i obok Małych Sworów.
    Nigdy nie byłem w Charzykowie. Muszę kiedyś tam skręcić wpływając z Brdy na jezioro. Ale chyba zawsze odstręczał mnie potencjalny nadmiar ludzi.
    Dokładnie taką trasę Przechlewo-Małe Swory płynęliśmy 5 lat temu.
    Na moim pierwszym w życiu spływie przepłynęliśmy na raz z Folbryku do Małych Swornychgaci na raz, bo mieliśmy parę dni złej pogody i byliśmy opóźnieni. Trafiliśmy na kolejny dzień złej pogody (w życiu chyba tak nie zmarzłem) i ledwo pokonaliśmy jezioro Charzykowskie.
    Teraz zwykle startujemy z Garbatego Mostu.

  2. Na Brdzie chyba w ogóle jest nadmiar ludzi. Ja z żoną przepłynąłem w czerwcu Rospudę (3,5 dnia). Spotkaliśmy po drodze jedną parę tak jak my (tylko bez psa). A trasa piękna.

  3. Gszczepa!
    Dzięki za komentarz. Może kiedyś się wybierzemy.
    ————–
    Pawle!
    Na trasie nie spotkaliśmy ani jednego kajaka. Ale 2 kajaki widzieliśmy, bo w momencie wyładunku naszych krążowników w Płaszczycy cztery osoby przepływały koło nas.

  4. Nie byłam w tamtych okolicach. Głównie buszowaliśmy w okolicach Tlenia i Grzybka koło Osia. No i pływaliśmy nie kajakami ale żaglówką. Bardzo mi się podobało pływanie Wdą. Miło, że już jesteś.

  5. Liczba ludzi na Brdzie bardzo silnie zależy od miejsca i czasu.
    W wymiarze miejsca. Przed Przytoniem jest raczej mało. Potem stopniowo rośnie. Osiąga pierwsze maksimum w okolicach Swornychgaci. Potem maleje. Znowu rośnie za zaporą w Mylofie z maksimum w okolicach Woziwody i potem znowu maleje.
    Do tego nakłada się cykl tygodniowy. To już trywialnie, maksima weekendowe.
    W efekcie można mieć drastycznie różne doświadczenie, przepływając od Świeszyna do Folbrychtu w dni robocze (spokój, cisza, przez dwa dni nikogo nie spotkać). Lub nocując na pierwszym polu za Mylofem podczas weekendu (dramat, prawie że dyskoteka).
    Wnioski na podstawie 13-letnich doświadczeń!

    @Paweł Luboński,
    Nigdy nie płynąłem Rospudą, a od lat się zbieram.

  6. Anabell!
    A ja się cieszę, że się dobrze czujesz. Żaglówka to wspaniała sprawa.
    ————
    Pawle! Gszczepa!
    Rospuda jest ciężką rzeczką, mnóstwo pni, zawalidróg (jak pamiętam). Brda jest spokojna, chociaż mieliśmy dwa bardzo ciężkie miejsca, ale to z winy rolników. Wycinają brzegi rzeczek i jezior i te obcięte części spławiają Brdą. Dopiero nasz gospodarz powiedział nam, że są specjalne liny przed jeziorem Charzykowy wyłapujące takie pływające wyspy. I natknęliśmy się na barykadę roślin, której nie można było ani ominąć, ani po tym chodzić. Gospodarz w ogóle się nie patyczkował, od razu zadzwonił do odpowiednich służb.

  7. „Rospuda jest ciężką rzeczką, mnóstwo pni, zawalidróg (jak pamiętam).”

    Widać czasy się zmieniły. Mieliśmy po drodze chyba tylko jedną poważniejszą przeprawę ze zwalonym pniem. Aż mnie to zdziwiło, bo istotnie spodziewałem się, że będzie gorzej. Bardziej uciążliwe były płycizny.

  8. Teraz przyszedł na mnie czas na kilkudniowy wyjazd. Wracam w niedzielę wieczorem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: