Napisane przez: torlin | 12/08/2020

A może byśmy tak sobie pokatapultowali dla śmiechu i radości

Nasze lotnictwo wojskowe ma przez ostatnie lata złą prasę, że nie trzyma się procedur, że panuje powszechne bezhołowie, każdy robi co chce. Więc aby poprawić trochę humor przedstawię autentyczną historię, która wydarzyła się w Armée de l’air. Dassault Rafale B jest dwumiejscowym, dwusilnikowym wielozadaniowym samolotem myśliwskim ze skrzydłami typu delta. Otóż pewnego dnia na początku marca 2019 roku czwórka przyjaciół (wśród nich był były pilot francuskich Sił Powietrznych) zorganizowała dla 64-letniego pracownika francuskiego producenta sprzętu dla wojska lot myśliwcem Dassault Rafale B jako niespodziankę. Takie rzeczy się zdarzają, ale należy przestrzegać procedur  obejmujących wizytę lekarską w Centrum ekspertyzy medycznej personelu lotniczego (CEMPN) oraz zgodę Ministerstwa. Gość jest przeszkalany również w sprawie prawidłowego zachowania w kabinie i postępowania w przypadku niebezpieczeństwa. Rzecz się działa w  bazie lotniczej Saint-Dizier 113 we wschodniej Francji.

Tymczasem niespodzianka była zorganizowana w ostatniej chwili, sam zainteresowany dowiedział się o locie zaledwie 4 godziny wcześniej. Co najlepsze, wcale nie był ani uradowany, ani zainteresowany pomysłem kolegów, ale głupio mu było się wycofać. Jak napisałem, lekarz zbadał 64-letniego pacjenta i zgodził się na lot pod warunkiem, że pilot nie doprowadzi do przeciążeń ponad 3G oraz że nie zostanie poddany ujemnemu współczynnikowi obciążenia. Tyle że zainteresowany nie został poddany żadnemu szkoleniu.

20 marca 2019 roku 4 godziny po badaniu faceta wsadzono do kabiny, a pilot zostawił go samego myśląc, że klient jest przeszkolony w zakresie pasów, przyłbicy i całej reszty. Nikt oczywiście nie raczył przekazać pilotowi o warunkach lekarskich. Pilot gwałtownie wystartował, zrobił na sam początek przeciążenie 4,5G, a facio miał źle przypięte pasy (za luźno), otwartą przyłbicę, więc w momencie gwałtownego obniżenia samolotu facet zaczął się unosić w samolocie (-0,6G), więc z rozpaczy złapał się za uchwyt wyrzutnika siedzenia i go uruchomił.

Jak to brzmi w jednym z największych przysłów polskich: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” – w wyniku paniki 64-latka wyszło mnóstwo błędów samolotu. Facet wyleciał w powietrze gubiąc przyłbicę i gaśnicę, nie otworzył się natomiast ponton (wypadek na szczęście był nad lądem). Ale najważniejszy błąd był w przypadku oddziaływania samolotu na pilota, powinien on zostać natychmiast  wykatapultowany w powietrze zaraz po kliencie, tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Pilot postanowił ratować nowy samolot (dopiero 29 godzin lotu) i mimo że wszystkie wskaźniki pokładowe biły na alarm postanowił wylądować. Ściśle przestrzegając procedur bezpieczeństwa ustawił swój transponder na 7700, unikając przelotów nad obszarami zamieszkanymi, zrzucał paliwo i pomyślnie wylądował z powrotem w bazie lotniczej. Następnie sam ewakuował się z kokpitu, obawiając się, że fotel wyrzutowy może się aktywować w dowolnym momencie. Wokół Rafale utworzono obwód bezpieczeństwa na 24 godziny, po czym fotel katapultowy został rozbrojony. Pilot opowiadał później, że najbardziej bał się na ziemi zejść z fotela, czy przypadkiem nie uruchomi wyrzutni.  „Następnie zachował spokój, pilotując swój samolot, pomimo wielu komunikatów o awariach wyświetlanych przez komputer pokładowy oraz nietypowego wyśrodkowania samolotu po utracie tylnego siedzenia i czaszy” – to fragment dochodzenia.

Wszystko dobrze się skończyło, ale Francuzi dostali poza nauczką, jak należy ekspediować gości, również informację o dwóch usterkach w samolocie.


Responses

  1. Historia jest mi znana, ale i tak przeczytałem z bananem na twarzy. Jest to po prostu urocze.
    Generalnie uważam że opinia o wyjątkowym nieprzestrzeganiu w Polsce procedur i ogólnym chaosie jest przesadzona.

  2. Bardzo Ci Gszczepa dziękuję za wpis. pzdr

  3. Jak nie patrzec, w praktyce przemyslowej, ulepszenia i poprawki sa efektem mniej lub bardziej groznych wypadkow. Natura ma wielokrotnie wieksza wyobraznie od czlowieka.

    Rzeczywiscie nieprzestrzegania procedur nie jest cecha tylko i wylacznie polskiego spoleczenstwa. Jednak z moich obserwacji, jak najbardziej malo naukowych, wyglada na to, ze jednak jestesmy spolecznoscia z wiekszymi tendencjami do swobodnego traktowania prawa i procedur. Oczywiscie sa tez „lepsi” od nas – moze jednak w tej sprawie warto rownac do „gorszych”.

    Pozdrawiam,

  4. O jak dobrze Vandermerwe, że się pojawiłeś. Już myślałem, że „zginąłeś w akcji” 😀 Masz oczywiście w generaliach rację, ale mimo wszystko uważam, że za bardzo się biczujemy. Słucham wielu wideoblogów i muszę Ci powiedzieć, że są ludzie „zagraniczni” zachwyceni polskim porządkiem, naszym dostosowywaniem się do przepisów, dyscypliną. A takich ekstremalnych przykładów można zapewne znaleźć mnóstwo nie tylko w armiach uważanych przez nas za „gorsze”, ale i w najlepszych armiach świata: amerykańskiej, brytyjskiej czy niemieckiej.
    Dla przykładu jestem zachwycony Warszawiakami w sprawie maseczek, omywania rąk płynem czy trzymania dystansu.

  5. @ Torlin,

    Jestesmy gdzies „w srodku peletonu” jesli chodzi o dyscypline spoleczna i przestrzeganie przepisow i procedur. Ostatnio, w czasie telefonicznej pogawedki „z Polska” syn stwierdzil, ze polskie spoleczenstwo wykazalo wiele, calkiem niespodziewanej, dyscypliny w okresie obostrzen. W czasie mego krotkiego okresu pracy w Polsce pracowalem wsrod ludzi, ktorych papiery rodzinne ( jak sami to mowili) spisane sa w niemieckim. Pozniej mialem okazje wspolpracowac wiele razy z Niemcami i wtedy czlowiek widzi jak wiele nam brakuje. Oczywiscie ma to sporo wspolnego z „temperamentem” narodowym jak i tradycja. „Dawniejsza” Anglia uchodzila za przyklad swiadomej dyscypliny spoleczenstwa, gdzie zamiast ostrych zakazow ( istnialy oczywiscie) proszono spoleczenstwo by zachowywalo sie w ten lub inny sposob.
    Przyklad z zycia:
    Styczen, okolo polnocy w znanym niemieckim miescie. Wracajac z restauracji Amerykanin, poludiowoafrykanczyk i ja dochodzimy do przejscia dla pieszych – czerwone swiatlo. Obok nas stoi mloda niemiecka para. Nic nie jedzie i nie widac zadnego pojazdu. Nasza trojka dziarsko przechodzi na druga strone, Niemcy dalej staja czekajac na zielone swiatlo.

    Pozdrawiam

  6. Mam poczucie że to właśnie Niemcy są jednym z powodów dla których mamy takie poczucie. Po prostu porównujemy się do tego kraju Zachodniej Europy który jest ponadprzeciętnie zdyscyplinowany. Ale jak popatrzymy na Europę, to nie jest tak że wszyscy są Niemcami.
    Druga rzecz. Spędziłem trochę czasu w Niemczech w 2008 r. oraz w 2019 i 2020 r. Wydaje mi się, że o ile tego rodzaju zachowania (jak anegdota z przechodzeniem ulicy przez przyjezdnych i miejscowych) w 2008 r. były powszechne. To obecnie sporo się pozmieniało.

  7. @gszczepa,

    Odwiedzajac kiedys Uniwersytet w Hannowerze, w czasie lunchu wdalem sie w dyskusje o dyscyplinie spolecznosci niemieckiej z jednym z akademikow. Stwierdzil, ze tak bylo ale juz nie jest. Zreszta Wielka Brytania, na ktora sie od czasu do czasu powoluje tez sie zmienila i moje opowiesci mozna w sporej czesci miedzy bajki wlozyc. Po tej stronie globu, po 26 latach takich sobie rzadow tez nastepuje anarchizacja spoleczenstwa. Jest to w sumie zjawisko raczej globalne niz lokalne.

    Pozdrawiam

  8. Nie powiedziałbym że globalne. Mam poczucie że np. społeczeństwa Europy Środkowej się dyscyplinują.

  9. Historia przezabawna, choć mogła się skończyć tragicznie. Tak nt. tego czerwonego światła- tu nikt nie przejdzie gdy świeci się czerwone światło, nawet gdy nic a nic nie tylko nie jedzie ale nawet gdy niczego nie widać na horyzoncie. Polacy uważają, że Niemcom po prostu brak fantazji, ułańskiej zwłaszcza. A mnie już od dawna mierzi ta polska ułańska fantazja.I może dlatego taki mi się tu dobrze mieszka.

  10. Anabell! Gszczepa! Vandermerwe! Trochę dłużej, ale analityczniej.
    Dla mnie baza, fundament naszych rozważań związany jest z jakością prawa i przepisów. W Prusach, co pokazał serial „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy” obowiązywały przepisy. Nawet jeżeli one sprzyjały Polakom, to Niemcy się podporządkowywali. Prawo przede wszystkim. Troszeczkę gorzej było u Franciszków Józefów, ale wprost tragicznie było w Rosji carskiej. bzdurne przepisy i namiętne ich łamanie przez zwierzchność sprzyjały omijaniu prawa i lekceważenia przepisów. Dlatego tak jest jak jest w Niemczech i w Rosji, narody zostały inaczej nauczone (wychowane).
    W Polsce nastąpiła wspaniała przemiana, są wprawdzie jeszcze bzdurne przepisy, ale o wiele więcej jest słusznych, i dlatego „społeczeństwa Europy Środkowej się dyscyplinują”.
    Zupełnie inaczej jest z czerwonym światłem, jest to durny przepis antyliberalny, odmawiający człowiekowi samemu ocenić, czy może przejść przez jezdnię czy nie. Ktoś odgórnie stwierdza, że każdym obywatelem trzeba sterować, bo on sam tego nie potrafi. Jak byłem w Rumunii w latach 70. ubiegłego wieku znajoma Rumunka opowiadała nam, że (być może ówcześnie, tego nie wiem), że w tym kraju obowiązuje przepis, że każdy ma prawo przejść na czerwonym świetle zachowując ostrożność, pod warunkiem, że żaden samochód nie będzie musiał zwolnić. Widok ludzi gromadnie stojących przy pustej ulicy Hożej, Wilczej czy Nowogrodzkiej, jednokierunkowych małych uliczkach, na których czasami po „horyzont” nie ma żadnego samochodu – na zmianę świateł, jest surrealistyczny.

  11. Na ulicy, przy której mieszkam są trzy skrzyżowania, to najbliższe mnie ma światła sterowane przez przechodzących. Czerwone jest notorycznie ale podchodzisz, naciskasz sterownik i po upływie chyba 10 sekund światło się zmienia na zielone. I tak jest na mało ruchliwych przejściach.
    Generalnie jakieś ujednolicone procedury są potrzebne, tyle tylko, że ich twórcy często mają zbyt niskie IQ i nie są w stanie poskładać w całość wszystkie możliwe ewentualności.

  12. Anabell!
    Mam też nowoczesne światła na swojej malutkiej uliczce, w tygodniu zazwyczaj jest przewidywalna długość świateł, w dni świąteczne rzeczywiście po naciśnięciu przycisku natychmiast pojawia się zielone. Stop – napisałem nieprawdę – u mnie już nie trzeba naciskać przycisku, bo piesi i rowerzyści samym swym pojawieniem uruchamiają procedurę.
    Ale na takiej dla przykładu Hożej róg Kruczej trudno jest coś takiego zainstalować (przechodząc przez Hożą, a nie Kruczą). Tutaj propozycja rumuńska moim zdaniem jest godna rozważenia: „nie popełnia wykroczenia drogowego osoba przechodząca na czerwonym świetle przez ulicę, jeżeli żaden samochód z tego powodu nie musiał hamować (wytracać prędkości).

  13. Wykatapultowany bez pontonu nad zbiornikiem retencyjnym wody deszczowej. Moje myśli minorowe. Nagromadzenie fatalnych niedopatrzeń. Myślę, że śledztwo zakończyło się niewesoło dla wielu osób.
    Pamiętam wypadek zassania człowieka do silnika odrzutowego, wiele lat później śmierć kolegi przez porażenie elektryczne. Cudownie ocaleni siwieją ze zgryzoty. Dziadowska konduktywność, wszędzie głupie błędy. Lądowanie w Smoleńsku – złe procedury szkoleniowe i nieprzestrzeganie instrukcji posługiwania się samolotem.
    Wszystkiemu można było zapobiec i nie jest do tego potrzebne stanie o północy na pustym skrzyżowaniu przed czerwonym.
    Rzekoma fantazja ułańska jest mitem podtrzymywanym przez blagierów. Są incydenty, niedojrzałe zachowania, z wiekiem przybywa oleju a przygasa ogień.
    Zerwanie kolejki linowej w Alpach, śmierć 20 osób (w tym dwójki Polaków) – zasługa ułanów ze wzorcowej cywilizacji. Późniejsze ukrywanie uszkodzonego samolotu to nie fantazja ułańska tylko wspaniały przykład proceduralnej skrupulatności czyli zimna, wykalkulowana buta.

    A co do świateł to przyszła mi do głowy zagadka. Kto i co źle zrobił? Kto przyułanił? Kto zapłacił mandat i za co?
    Spokojne późne popołudnie. Mało samochodów. Pieszy utknął na wysepce między jezdniami przy skrzyżowaniu – nowoczesność nie rozpoznaje jego położenia zegarowego: 3. Przed nim dolotowa, za nim – wylotowa ze skrzyżowania po lewej. Do pokonania zebra jezdni trzypasmowej, przed przejściem po prawej stoją dwa samochody osobowe, na czerwonym, każdy na innym pasie, sposobiące się do jazdy na kierunku 3-9. Zielone pojawiło się dla kierunku 12-6 i kilka samochodów pokonuje skrzyżowanie po trajektorii równoległej do pieszego. Pieszy pomimo czerwonego rusza przez pasy. Paraduje na czerwonym przed dwoma stojącymi samochodami (też na czerwonym), jest już na środku. Zewnętrzny samochód dostaje zieloną strzałkę w prawo, rusza gwałtownie i zaraz równie gwałtownie zatrzymuje się obok pieszego, zastawiając mu drogę i zmuszając do zatrzymania się, kierowca opuszcza szybę.
    – Mogłem Pana przejechać! Idziesz na czerwonym.
    – Przejechać, jak? Bokiem? Jestem obok Pana samochodu a nie przed maską. Wymiana zdań.
    – Na drugi raz Cię przejadę. Kierowca rusza i skręca w prawo.
    Pieszy kończy przejście przez pasy.

    Dlatego się dyscyplinujemy i nie włazimy ani na czerwone ani na żółte.

  14. Uch ty!
    Takie rzeczy się zdarzają. Pamiętam, na Pradze przy wyjeździe z pewnej galerii nie działało światło do skrętu w lewo (nie wyłapywało samochodu). Człowiek nieświadomy mógłby tam tkwić całą wieczność, ale lokalsi odkryli, że jak się wysiądzie z samochodu, pójdzie na chodnik i naciśnie przycisk jako chętny do przejścia jako pieszy na drugą stronę, to wtedy zapali się zielona strzałka do skrętu dla samochodów. Jak wszyscy świetnie ze sobą współpracowali, samochody grzecznie czekały, aż śmiałek wejdzie do swojego samochodu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: