Napisane przez: torlin | 15/07/2018

Powtórka pychy po 608 latach

Będzie to tekst i okolicznościowy, i polityczny.

Jak pewnie doskonale wiecie, dzisiaj jest 15 lipca, jedyna data dzienna z historii, jaką znają Polacy. Na pytanie, w którym dniu została uchwalona Konstytucja 3 Maja odpowiadają, że nie wiedzą, bo skąd mają to wiedzieć. Co pije krowa? Mleko.

Otóż poprzednikiem Ulricha von Jungingen był jego brat Konrad, też urodzony w Jungingen. Za czasów Konrada Państwo Krzyżackie osiągnęło największe rozmiary i największą potęgę. Jak to zwykle bywa, zjadło za dużo (Gotlandia) i zaczęło być prześladowane przez państwa skandynawskie. Konrad doszedł do wniosku, że najbezpieczniej jest porozumieć się z Polską, dlatego podpisał wielce korzystny dla naszego kraju Pokój w Raciążu.

Według mnie nie ma tego w książce „Krzyżacy” Sienkiewicza, a jest w filmie Forda, że umierający Konrad prosi brata Ulricha o oddanie statków Polakom i rezygnację z wojny. Zdawał sobie sprawę, że walka z nami musi przynieść zagładę i zgubę Państwa Krzyżackiego. Trochę to przypomina wspaniały wywód Zagłoby, że Szwedzi i tak i tak muszą przegrać, Polska przegra 100 bitew, ale wygra 101-ą, i będzie po Szwedach posprzątane. To samo można było przewidywać w wojnie Zakonu z Polską i Litwą. Nie dość, że nasze państwa były bogatsze ludnościowo, ale mnóstwo mieszkańców Zakonu sprzyjało Polsce, co było widać chociażby po późniejszym Związku Pruskim.

Nieprawdopodobna buta Ulricha doprowadziła do tego, że śladów po Państwie Krzyżackim nie ma.

Mam nadzieję, że buta współczesna też zostanie tak ukarana, ale błagam – nie po 608 latach 😉

Napisane przez: torlin | 09/07/2018

Czy Czesi powinni walczyć w 1938 r?

Tekst Gszczepy. Bardzo dziękuję.

No, właśnie. Powinni czy nie powinni? Jedno z częstszych pytań które pada w temacie przygrywki do Drugiej Wojny Światowej. Czy Czechosłowacja była w stanie się bronić przed Niemcami czy, też może nie za bardzo miała ku temu możliwości.

Często się tutaj podnosi nowoczesność czechosłowackiej gospodarki, zwłaszcza przemysłu zbrojeniowego, odziedziczonego jeszcze po czasach Austro-Węgier, ze słynnymi zakładami Skody, czy Czeskiej Zbrojowki (CZ). Wskazuje się na lotnictwo, czołgi (skutecznie potem użyte przez Niemców podczas kampanii polskiej czy francuskiej), a zwłaszcza na rozbudowane fortyfikacje.

Problemem z ogromnym programem budowy fortyfikacji był fakt że fortyfikacje te były nieukończone i miały sporo, dobrze rozpoznanych przez niemiecki wywiad, luk w swoim przebiegu. W rezultacie kierunki niemieckich uderzeń zaplanowane zostały tak, żeby nie musieć przełamywać ciężkich fortyfikacji, tylko raczej skierować się w luki pomiędzy nimi, osłaniane co najwyżej przez lekkie, a więc stosunkowo łatwe do pokonania schrony bojowe. Pamiętać tutaj należy o problemie Austrii. O ile umocnienia na pograniczu z Niemcami rozbudowywano na przestrzeni lat, to Anschluβ Austrii całkowicie zmienił sytuację strategiczną, wprowadzając niemieckie wojska na obszar do tej pory nie traktowany jako potencjalny kierunek napaści.

Dumą Czechosłowackiej Armii była artyleria najcięższa. Były to jednakże głównie działa o charakterze oblężniczym, których użyteczność w obronie przed szybkimi jednostkami niemieckimi była iluzoryczna. Możliwości obrony przeciwpancernej były porównywalne,  a może nawet słabsze niż polskie.

Istotne znaczenie miał wymiar narodowościowy. Znacząca (około 1/5) część ludności Czechosłowacji stanowili Niemcy sudeccy, których entuzjazm do obrony kraju przed napaścią niemiecką mógł budzić uzasadnione wątpliwości. Rezultatem było niedopuszczanie ludności niemieckiej do uznanych za szczególnie krytyczne rodzajów broni (np. lotnictwa czy broni pancernych), ale z uwagi na szczupłość ludnościową i wysoki poziom wykształcenia czechosłowackich Niemców doprowadziło to do nadnaturalnej reprezentacji Niemców w artylerii. Swój wymiar miał również problem węgierski – Węgrzy stanowili blisko 10 procent ludności Czechosłowacji.

W wymiarze strategicznym, wielkim problemem było położenie geograficzne Czechosłowacji, wciśniętej w Niemcy (i Austrię), podatnej na rozcięcie wpół na linii południkowej, poprzez kleszczowe uderzenie niemieckich wojsk. Nie wydaje się prawdopodobnej aby Czechosłowackiej Armii udało się temu zapobiec. Zwłaszcza w sytuacji niewłaściwego odczytania niemieckich zamiarów przez Czechosłowacki Sztab Generalny.

Podstawową jednakże słabością, niweczącą skuteczną możliwość obrony Czechosłowacji była bardzo słaba, symboliczna obrona przeciwlotnicza. Składająca się z karabinów maszynowych oraz niewielkiej ilości dział średniego kalibru, niespecjalnie nadających się do obrony przed niemiecką Luftwaffe. Przy czechosłowackich siłach zbrojnych, polska armia, wyposażona w nowoczesne, szybkostrzelne działka przeciwlotnicze Boforsa kalibru 40 mm (produkowane na licencji w Polsce),  była potentatem. A powszechna jest świadomość jak wielkie straty zadawały we wrześniu 39 r. niemieckie uderzenia lotnicze. W warunkach czechosłowackich byłyby to znacznie bardziej dotkliwe ciosy.

Wszystko przy tym wskazuje na to, że Hitler był zdecydowany rozpoczęcie działań wojennych w przypadku stawienia przez Czechosłowację oporu zbrojnego. Niemieckie plany w tym zakresie są dobrze znane.

W rezultacie, poddanie się Czechosłowacji bez walki było w praktyce jedyną możliwością rozwiązania dylematu strategicznego, w sytuacji braku gotowości do walki w obronie Czechosłowacji aliantów zachodnich. Jakakolwiek inna decyzja zakończyłaby się klęską, prawdopodobnie znacznie szybszą niż wrześniową, przy jednoczesnych ogromnych stratach własnych.

Źródła: Piotr M. Majewski, Zmarnowana szansa? Możliwości obrony Czechosłowacji jesienią 1938 roku, Gdańsk 2016.

Zdjęcie (własne): Dobrze zachowany czechosłowacki schron bojowy.

Napisane przez: torlin | 05/07/2018

4 lata cudu

Bitwa pod Lodi w dn. 10 maja 1796 r., obraz Louisa Françoisa Barona Lejeune (1775-1848)

Dla mnie jest to rzecz niewiarygodna. Niesamowita. Niepospolita. 4 lata. Co to są cztery lata!!!

20 kwietnia 1792 roku król Francji Ludwik XVI wypowiedział – przy burzy oklasków – następujące słowa: „Przybywam dzisiaj, aby zgodnie z konstytucją zaproponować Zgromadzeniu Narodowemu wypowiedzenie wojny”. A chodziło o wojnę z Austrią, a dokładniej mówiąc o zajęcie tzw. Niderlandów Austriackich, obejmujących teren dzisiejszych Belgii i Luksemburga. Z trzech armii francuskich jedynie 10-tysięczny oddział Armii Północnej przekroczył granicę, ale po pierwszym ostrzale kilku armat nieprzyjaciela oddział wpadł w panikę i uciekł do Francji. Kontrofensywa Austriaków doprowadziła do utraty przez Francję Verdun i oblężone było Lille. Paryż był przerażony, armię wyśmiewano jako „niebieski fajans”, a ulubionym zwrotem satyryków było „zwyciężyć albo zmykać” (zamiast „zwyciężyć albo zginąć”).

Zaraz potem była bitwa w Lesie Argońskim, słynna z tego, że właściwie jej nie było. Oddziały poszczególnych armii głównie się szachowały, odcinały od zaopatrzenia, strzelały do siebie z armat. Obydwie strony nie miały co jeść, tonęły w błocie, szalała czerwonka, i związana z nią biegunka.

I cztery lata później Napoleon w dn. 2 III 1796 obejmuje dowództwo armii francuskiej we Włoszech,  w kwietniu rozpoczyna kampanię przeciw Austriakom w Lombardii .  Po jego zwycięstwach pod Lodi (10 V 1796), Arcole (15–17 Xl 1796), Rivoli (15 I 1797) i groźbie, że uderzy na Wiedeń, Austria została zmuszona do zawarcia traktatu pokojowego w Campoformio (17 X 1797), na mocy którego Francja zdobyła Niderlandy Austriackie i  decydujący wpływ w północnych Włoszech.

4 lata.

Napisane przez: torlin | 02/07/2018

Męskie dbanie czyli delikatny botoks raz na pół roku

Tak się zastanawiam, jak napisać notkę, aby nie wyjść z jednej strony na starzejące się próchno pamiętające czasy Stalina i osobę kompletnie nienowoczesną, a z drugiej podkreślić jednak potrzeby pielęgnacji. Przeczytałem w GW, w „Wysokich Obcasach” artykuł Basi Stareckiej (nowa moda – już nie Barbary): „Męskie dbanie”, a dokładniej mówiąc są to cztery wywiady z ludźmi sukcesu w wieku 34-37 lat. Powiem szczerze, trochę wpadłem w przerażenie: „depiluję się cały”, „nie piję alkoholu, bo to ma wpływ na cerę”, „raz w miesiącu wizyta u kosmetyczki”, „dla mnie niezbędnym minimum jest delikatny botoks raz na pół roku”, „twarz myję emulsją micelarną”. I cały spis używanych kosmetyków: krem Avène, filtr SPF 30 Clarins, pomadka Waterclouds, olejek Nuxe: „najpierw myję twarz żelem oczyszczającym, potem wklepuję krem, osobny do twarzy, a inny pod oczy, a na końcu olejek z witaminą C”.

Przypuszczam, że rozwiązaniem jest – jak zwykle – zdrowy rozsądek. Wszyscy wiedzą, że skóra u mężczyzny, a szczególnie na twarzy, jest kompletnie inna niż kobieca, jest twardsza, ma grubszy naskórek. Ja przez całe życie myję twarz tylko lodowatą wodą, do twarzy używam trzech kosmetyków: balsamu po goleniu codziennie, i od czasu do twarzy zwykły krem Nivea i żel do mycia twarzy (gdy mam ją naprawdę brudną).

Tak się zastanawiam, czy takie zniewieścienie mężczyzn nie jest początkiem upadku cywilizacji (patrząc na Rzym). Oprócz tego, patrząc na dojrzałych mężczyzn, jako starsi potrafią być o wiele bardziej atrakcyjni dla kobiet – pod warunkiem, że są zadbani. Bo dla mnie bez przerwy jest olbrzymia różnica pomiędzy dbaniem o siebie, a zniewieścieniem.

 

 

Napisane przez: torlin | 29/06/2018

Wyprowadźcie mnie z błędu

Wyprowadźcie mnie z błędu, jeżeli moje podejrzenia są bliskie paranoi, ale Polska tak kompromitowała się przed całym światem ze względu na rasizm. Chcieli, aby Senegal wyleciał z turnieju. To tak Vandermerwe nawiązując do Twojego komentarza pod poprzednią notką.


W tym momencie przeczytałem artykuł na temat Alexandrii Ocasio-Cortez, córki drobnego przedsiębiorcy i dziewczyny z Portoryko, sprzątaczki, kierowcy szkolnych autobusów i barmanki. Moja bohaterka skończyła ekonomię i stosunki międzynarodowe na Boston University, była asystentką senatora Teda Kennedy’ego. A teraz 28-letnia Ocasio-Cortez wystartowała w prawyborach w nowojorskich strukturach Partii Demokratycznej i wygrała z politycznym weteranem i jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków Demokratów, Joe Crowleyem. Jeżeli w listopadzie dostanie mandat w Izbie Reprezentantów, będzie najmłodszą kobietą w historii Kongresu.

Może tak jak narastał w świecie okres idiotów u władzy, tak teraz może weźmie w swoje ręce władzę młodzież, a tamtych wszystkich wyśle na zasłużoną emeryturę.

Napisane przez: torlin | 27/06/2018

Gleichschaltung – niepotrzebne słowo

Coraz częściej występuję przeciwko swoim własnym sojusznikom. Oburzony byłem użyciem słowa „Gleichschaltung” przez dziennikarza GW Bartosza Wielińskiego, opisującego na łamach „Tribune de Geneve” sytuację w Polsce, gdy porównał łamanie praworządności przez rząd PiS do 1933 roku w Niemczech. I co najciekawsze, przy tłumaczeniu sam muszę robić łamańce, kiedy tego nie znoszę robić.

Pierwsza część łamańca, Markus Blechner, konsul honorowy RP w Zurychu, w opublikowanym na Facebooku liście protestacyjnym, zarzucił Wielińskiemu „trywializację Holocaustu”. Można powiedzieć, co ma piernik do wiatraka. Mówimy o 1933 roku, a nie o tym, co było później. Ten sposób myślenia zresztą jest zaraźliwy, Rosjanie do dzisiaj kwitują lata 1939-1941 natychmiastową ripostą „ale naszych w walce z hitlerowską bestią zginęło 20 milionów”. To samo dotyczy Marksa, przez niego zdaniem popaprańców powstał komunizm i Stalin. I przez Waryńskiego. Bzdura.

Druga część łamańca – a sam postępuję dokładnie tak samo, użycie tego słowa w stosunku do Kaczyńskiego uważam za obraźliwe, właśnie z tego powodu, co się stało później. Mimo, że wiem, że mówimy li tylko o latach 30. XX wieku.

Polska jest specyficznym krajem. Już kiedyś pisałem, że jakby weszło rozporządzenie, że w każdej komórce musi być automatyczny włącznik świateł, to komisje wpadałyby do rozpadających się komórek w górach, w których nikt nie bywał od dziesięcioleci, i karaliby właściciela. Na naszych oczach dzieje się to z RODO. Strach się śmiać.

W wypadku autokarowym na Zakopiance rannych zostało sporo dzieci, zostały przewiezione do czterech szpitali. Zrozpaczeni rodzice nie mogli się dowiedzieć, gdzie leży ich pociecha, bo ochrona danych na to nie pozwala. Dyrektor jednego ze szpitali zakazał podpisywania imieniem i nazwiskiem kroplówek oraz worków z krwią.

Muszę sobie badać jaskrę, jestem z pierwszej półki. Badanie o tyle śmieszne czasowo, że zapisywany jestem np. 16.48, bo badanie trwa dokładnie 7 minut i jak mówi pani w recepcji 5 minut byłoby za mało, a 10 z kolei stratą czasu tego wyspecjalizowanego urządzenia. Siedzę sobie na korytarzu, jest z 10 osób, bo część ludzi przychodzi wcześniej, trochę opóźnienia, wychodzi pani pielęgniarka i mówi: „Pan Jacek” – zrywa się trzech. „Pani poda nazwisko”. „Nie mogę – RODO”. „To – mówię – proszę podać pierwszą literę nazwiska”. „P”. Zostaje dwóch, jeden odpadł. Kolejka rechocze jak na najlepszej komedii. „To – mówię – poda pani drugą literę nazwiska”. Kolejka coraz bardziej rechocze, dziewczyna uroczo się płoni, ja nie wytrzymuję, podaję na głos swoje nazwisko i pytam się, czy to ja teraz wchodzę. „Tak – mówi z ulgą panienka – pan”.

Na Zielonym Ursynowie powstał Dom Kultury i rozpoczynają się różne zajęcia. Ponieważ moje wnuczki chodzą tam na zajęcia z teatrzyku wchodzę od czasu do czasu do sekretariatu pytając się, kiedy się zaczną moje i jakie. Ciągle nic nie wiadomo. Panienka jest bardzo uprzejma i mówi: „zapisałabym pana nazwisko i numer telefonu, i bym zadzwoniła, gdyby już coś było ustalone, ale mi nie wolno – RODO”. „Ale ja sam chcę podać”. „To nic – nie wolno”.

Moja podstawówka chciała wywiesić dyplomy dla najlepszych uczniów. Nie wolno. W drugiej wywieszane rysunki podpisane są też tylko imieniem. Nazwiskiem nie wolno. A Zuź jest w klasie pięć.

Lekarz do pacjenta:

– Proszę podpisać zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
– Ale po co?
– Bo inaczej nie będę miał dostępu do wyników pańskich badań z laboratorium.

Oczywiście, jest to bzdura, RODO wyraźnie o tym mówi. Ale Polacy to są Polacy.

Napisane przez: torlin | 23/06/2018

Szok po wygranej nieumiarkowanej

„Polityka” zrobiła jak co roku konkurs architektoniczny pn. Nagroda Architektoniczna „Polityki” za rok 2017. Bardzo ciekawe rozstrzygnięcia zapadły na linii jury Grand Prix i głosujący czytelnicy „Polityki”, są one godne szczegółowego rozważenia. Mamy w obu przypadkach kompletnie różne podejście do tkanki miejskiej, i różne spojrzenie na piękno.

Grand Prix otrzymały: BAAS z Barcelony, warszawska pracownia Grupa 5 Architekci i katowicka pracownia Małeccy Biuro Projektowe za budynek – nową siedzibę Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego.  Dwukondygnacyjne kino, sala projekcyjno-filmowa i wspaniale wyposażone pracownie, jak w profesjonalnej stacji telewizyjnej. Wszystko to obudowane cegłą, drewnem i szkłem. Uliczka jest wąska „familokowata”, i jeszcze do tego z dawnym budynkiem fabryki żarówek.

I wyobraźcie sobie, że architekci wbudowali tę fabrykę w budynek wydziałowy, widać to na zdjęciu na samym szczycie. Jak pisze GW: „Obiekt stylistycznie nawiązuje nie tylko do śląskich kamienic i familoków, ale również do pobliskiego Centrum Informacji Naukowej i Biblioteki Akademickiej. Ponadto współgra ze zlokalizowanymi w nieodległej Strefie Kultury gmachami Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia oraz Muzeum Śląskiego”.

Muszę przyznać, że uwielbiam taką architekturę, wkomponowującą się w otoczenie. Czego nie można powiedzieć o biurowcu „Bałtyk” w Poznaniu.

Otworzono ogromny biurowiec w Poznaniu o nazwę Bałtyk, nazwa pochodzi od kina o tej samej nazwie mieszczące się kiedyś właśnie w tym miejscu. Projektantem budynku jest znane holenderskie biuro projektowe MVRDV, budynek „Bałtyk” ma 16 pięter i ponad 12 tys. m² powierzchni biurowej + liczne restauracje, kawiarnie, galeria handlowa, klub fitness, klub jazzowy + piękny taras widokowy.

Zaletą tego budynku jest fakt, że inaczej wygląda z każdej strony.

Dla mnie budynek ten jest koszmarkiem, w ogóle nie pasuje do otoczenia, burzy tkankę miejską. Ale co ja zrobię, gdy czytelnicy „Polityki, przecież ludzie inteligentni, wybrali właśnie ten budynek na swojego ulubieńca. I to z jaką przewagą: 1. „Bałtyk” – 64% głosów, 2. Wydział Radia i TV UŚ w Katowicach – 15, 1%. Jak pisze „Polityka”: „przewaga zwycięzcy jest gigantyczna. Nasi czytelnicy z pewnością docenili architektonicznie perfekcyjną i estetycznie oryginalną bryłę Bałtyku, (…) zapewne także (…), że jest to jeden z nielicznych w Polsce komercyjnych biurowców, który zadbał (kosztem ograniczenia powierzchni zabudowy) o stworzenie interesującej przestrzeni publicznej. Wykreowana na tyłach budynku i zintegrowana z zabytkowym budynkiem Concordii , świetnie ożyła jako miejsce spotkań, a także jako miejsce plenerowych wystaw sztuki (tzw. Przystań Sztuki)”.

Może i prawda, ale pasuje do otoczenia jak pięść do nosa.

Napisane przez: torlin | 20/06/2018

Samotność zabójców w barze

Jeden z najpiękniejszych tekstów w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Muszę przyznać, że takim specjalistą od znakomitych tekstów śpiewanych jest Michał Bajor. Do dzisiaj jestem zakochany w jego „Popołudniu” (tekst poniżej), „Mandalay”, „Ja wbity w kąt”, „Jef”, „Następny”.

Jonasz Kofta

Dobry wieczór
Pewnie dziwisz się kochanie
Że mnie widzisz tu samego w takim stanie
Co ma znaczyć ten jarzębiak
I ten popiół na dywanie
Usiłuję się pogłębiać
A w ten sposób jest najtaniej
Nie jesteśmy przecież tacy
Jacy w lustrze się widzimy
Ja wyszedłem wcześniej z pracy
I zabrakło mi rutyny
Bo spotkało mnie zdarzenie
(wiem, bełkoczę i seplenię)
Bo spotkało mnie zdarzenie
Dosyć nieprzyjemne i
To był fatalny dzień
Nie chcę więcej takich dni

Więc wyszedłem wcześniej z biura – tak ,mówiłem
Od lat wielu miałem pierwszą wolną chwilę
Tej dzielnicy gdzie pracuję
Prawie nie znam – zabłądziłem
Zwykle to się denerwuję
A to było nawet miłe
I ulicą pierwszą z brzegu
Wszedłem w przypadkowy spacer
Ten brak czasu tak dolega
Chciałem chociaż raz inaczej
Nie zdawałem sobie sprawy
(nie kochanie, nie chcę kawy)
Nie zdawałem sobie sprawy
Że to jest ryzyko i
To był fatalny dzień
Nie chcę więcej takich dni

Tą ulicą doszedłem aż do baru
Było pusto poza jedną ładną parą
On coś mówił głupawego
Niewidzialny siadłem obok
Ona tak wpatrzona w niego
Że już być przestała sobą
I poczułem żal do losu
Że jest miłość, ta prawdziwa
Żal niemądry, że w ten sposób
Nigdy na mnie nie patrzyłaś
By im nie przeszkadzać, cicho
Zamykałem baru drzwi
To był fatalny dzień
Nie chcę więcej takich dni
To był fatalny dzień

Tą kobietą byłaś ty


Jeden z największych i najsłynniejszych obrazów na świecie. Hopper, o którym już kiedyś rozmawialiśmy TU. Ikona popkultury, otaczana nimbem arcydzieła ukazującego samotność w mieście. Hopper nigdy się od tego nie odcinał, ale i nie potwierdzał. Aż tu nagle biograf Hoppera, Gail Levin, spekuluje, że Hopper mógł być zainspirowany dwoma innymi dziełami:

Pierwsza sugestia jest ta, że Hopper zauroczony był dziełem Van Gogha „Taras kawiarni w nocy”.

Druga jest jeszcze ciekawsza, Levin uważa, że tak naprawdę obraz ten nie ma nic wspólnego z samotnością, ale jest to spotkanie zabójców zastanawiających się, dlaczego ich ofiara w ogóle się nie broniła. Ależ tak, chodzi o słynne opowiadanie Ernesta Hemingwaya „Zabójcy” („The Killers”). Dla mnie to jest jeszcze film z Lee Marvinem, ale on jest z 1964 roku, więc Hopper nie mógł namalować obrazu na jego podstawie.


Tak mi się to wszystko połączyło, gdy czytałem artykuł o Levinie, i jednocześnie słuchałem radia.

Napisane przez: torlin | 16/06/2018

Kulejące państwo

Zastanawiałem się, czy dawać tę notkę. Wszystko jest polityczne w Polsce, więc tego rodzaju wpisy również. Dlatego na samym początku deklaruję, co już pisałem kilka notek wstecz

nawet największemu wrogowi politycznemu nie życzę śmierci, bólu, przerażenia. Panie Prezesie, życzę Panu powrotu do zdrowia.

Ale to nie zmienia faktu, że nad pewnymi rzeczami trzeba się zastanowić. Że moje intencje są czyste widać po mojej siostrze i po mnie, załatwiliśmy już wszystkie sprawy doczesne z moim Tatą, niech żyje długie lata, ale ma już prawie 98 lat. Otóż dotarły do mnie informacje, że Prezes jest chory na raka, ale nie trzustki, jak wieść niesie, ale kości. I toby się zgadzało, moja żona na to umarła, a zaczęło się od tego, że zaczęła kuleć. Wszyscy zastanawiali się teraz nad długością pobytu Prezesa w szpitalu, a teraz nawet oficjalnie minister zdrowia puścił farbę. Ale to wszystko jest li tylko wstęp, chodzi mi o zupełnie coś innego.

Zastanówmy się, a jak nastąpi ostateczność? Moja żona zmarła 3 miesiące od momentu pierwszych objawów, Religa również lekceważył badania i lekarzy. Jak będzie wyglądała Polska bez Prezesa? Jak będzie wyglądał PiS? Czy powstaną nowe kapliczki, nazwy ulic i pomniki? Ale najważniejsze, jak będzie wyglądało kierowanie państwem, Sejmem?

Wygląda na to, że PiS wpadnie w tę samą dziurę co Tusk – zasada wycinania każdego kto podniesie głowę skutkuje rozmnożeniem się ludzi miernych, ale wiernych. A na dodatek rozwalenie moralności w państwie polskim, ta zgoda na kłamstwo, obrażanie, inwektywy, niesprawiedliwość, to rozbuchanie nienawiści u swoich wyborców spowoduje tragedię. Pierwszą ustawę, jaką przyjmie polski Sejm, będzie całkowity zakaz aborcji, Prezes to jeszcze jako tako kontrolował, gdyby jego zabrakło, ekspozytura Kościoła rzuci nam się do gardła. Jak będzie wyglądała polityka gospodarcza, społeczna? Ni stąd ni zowąd Prezes jawi mi się jako gwarant jakiejś tam normalności w Polsce, gdyby go zabrakło, bezhołowie niesamowite.

W Sejmie i poszczególnych agendach rządowych są takie miernoty, że aż strach. A co mówić o PiS-ie! Tam nie ma ani jednego inteligentnego człowieka, oprócz tego to towarzystwo rzuci się sobie do gardeł. Jestem również pewien, że natychmiast wypłynie Macierewicz. Widzicie w dalszym ciągu – przy założeniu ewentualnej śmierci Prezesa – w jednej partii Macierewicza, Ziobrę, Gowina, Dudę, Morawieckiego?

Ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu widzę śmierć Prezesa jako koszmarną wizję apokalipsy. Raptem stał się gwarantem normalności. Ale kto sieje wiatr, ten zbiera burze.

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie