Georges Braque, „Portugalczycy” („The Portuguese”), 1911, Muzeum Sztuki w Bazylei

Znowu nawiążę do filmu „O północy w Paryżu”, o którym już tyle pisałem. Ale dzisiaj w kontekście Gertrudy Stein. Dzisiaj są inne czasy, ludzie mogą się sami wypromować, zupełnie nieznane osoby mogą zaistnieć na firmamencie sztuki bez pomocy mecenasów (po polsku – dobrodziei). Była to tak niezwykła osoba, że powiedzieć, że była inna, to jest jak nic nie powiedzieć. Brzydka, gruba, antypatyczna, ekscentryczna, złośliwa, inteligentna, pełna humoru, lesbijka, Żydówka, prowadziła samochód jak młody chłopak. I jednocześnie najważniejsza osoba kulturalnego Paryża w latach 20. ubiegłego wieku. Miała nieprawdopodobny wprost dar wynajdowania perełek, które później okazały się wybitnymi malarzami, rzeźbiarzami, pisarzami czy poetami. Do jej „dzieci” należeli np. Picasso, Hemingway, Fitzgerald, Braque, Man Ray, Cocteau, T.S. Elliot, Joyce. Jej cudowną cechą było pierwszej dostrzec talent w młodych twórcach, wesprzeć się wielkością innych, aby być równie znaną, silną i potężną. I być tam, gdzie jest szansa na sławę. Kolekcjonowała również  dzieła sztuki, kupowała obrazy od mało znanych artystów, którzy potem zdobywali ogromną sławę. I miała jeszcze jeden dar – zawsze była w dobrym humorze.

O trzech osobach należałoby napisać ciut więcej, najpiękniejsza chyba historia to jej przyjaźń z Picassem. Ten wielki malarz był jeszcze w ogóle nieznany, kiedy pokazał jej obraz „Młoda dziewczyna z koszem kwiatów”, i został za niego strasznie skrytykowany przez Gertrudę. Młody malarz przejął się tym strasznie, ale wtedy Gertruda Stein zaproponowała mu namalowanie jej portretu. „Młoda dziewczyna z koszem kwiatów” była jednak czymś więcej niż początkiem kolekcji, to był początek przyjaźni.

W latach 1905-1906 Picasso malował portret Gertrudy Stein w jego pracowni Montmartre: po osiemdziesięciu lub dziewięćdziesięciu posiedzeniach wynik – według ich wspólnych znajomych – nie przypominał Gertrudy Stein w najmniejszym stopniu. Reakcja Picassa polegała na wzruszeniu ramionami. „Nieważne”, odpowiedział, „w końcu uda jej się wyglądać tak samo”. Do dziś pozostaje jednym z najsłynniejszych portretów, jakie Picasso kiedykolwiek namalował. A krytycy sztuki wręcz twierdzą, że gdyby nie inspiracja Stern i jej zakupy, Picasso pozostawałby w dalszym ciągu nieznany.

Wśród wielu artystów przewijających się przez salon Stein na uwagę zasługuje już dzisiaj kompletnie zapomniany genialny fotograf, Amerykanin Man Ray (naprawdę nazywający się Emmanuel Radnitzky, wielki przyjaciel Duchampa). Jego zdjęcia są wspaniałą prezentacją pierwszych dziesięcioleci XX wieku. Bardzo przyjaźnił się z Gertrudą, uwiecznił ją na wielu fotografiach. Na powyższej fotografii Gertruda Stein pozuje ze swoją wieloletnią kochanką, towarzyszką życia, przyjaciółką, muzą, pilnującą biznesu Stern i współmieszkanką Alicją Toklas. Alicja była córką polskiego Żyda i była z Gertrudą do końca życia (Gertrudy, nie Alice).

A na samej górze perełka kubistyczna „Portugalczyk” To wspaniałe dzieło Braque’a powstało z inspiracji Stein zafascynowanej kubizmem, ale ważniejsze jest to, że wiosną 1907 r. Georges Braque odwiedził studio Pabla Picassa, aby zobaczyć słynny obraz Picassa „Panny z Avinionu” („Les Demoiselles d’Avignon – 1907). Pod wrażeniem tego, co zobaczył, Braque szybko zaprzyjaźnił się z Picasso. W następnych latach (1907-1914) Picasso i Braque byli właściwie nierozłączni. Jak wspominał Braque: „Byliśmy jak wspinacze na lodzie razem”. Obaj artyści pracowali tak blisko siebie, że ich prace z tego okresu są czasami trudne do odróżnienia. Picasso i Braque zawarli pakt będący częścią jednocześnie intymnej przyjaźni, rywalizacji i dwuosobowej wyprawy w nieznane. Obaj artyści nieustannie znajdowali się w studio, analizując nawzajem swoje prace, jednocześnie rzucając wyzwanie, motywując i zachęcając się nawzajem. Picasso powiedział: „Prawie każdego wieczoru albo chodziłem do studia Braque’a, albo Braque przychodziło do mnie. Każdy z nas musiał zobaczyć, co robił drugi w ciągu dnia. Dzięki tej artystycznej współpracy Picasso i Braque wymyślili kubizm, nowy styl malowania, który roztrzaskał tradycyjne formy artystycznej reprezentacji”.

Stein była również rzeźbiona, to zdjęcie (oczywiście Man Ray) przedstawia chwilę rzeźbienia podobizny Stein przez amerykańskiego rzeźbiarza Jo Davidsona w 1926 roku.

Ps. Tytuł notki parafrazuje ulubione powiedzenie Gertrudy Stein.

Napisane przez: torlin | 20/01/2019

Chemia w „Zimnej Wojnie”

Obejrzałem całą „Zimną Wojnę i znowu dałem porwać się Pawlikowskiemu. Ale największy wpływ na moją opinię miała Joanna Kulig, tak genialnie zagranej roli nie widziałem od dawna w polskim filmie. Była zachwycająca. I właśnie w porównaniu z nią wychodzą braki filmu, przede wszystkim to, co podkreślają wszyscy recenzenci i widzowie, brak chemii pomiędzy głównymi bohaterami. Moim zdaniem bardziej istotne jest to, w jaki sposób na tak długo taka dziewczyna jak Zuza Lichoń mogła się zakochać do tego stopnia w przeciętnym Wiktorze Warskim. Na początku to było całkowicie zrozumiałe, ale późniejsze sceny paryskie i powrót Wiktora do Polski trącą nieprawdopodobieństwem psychologicznym. Kot może i zagrał dobrze swoją rolę, ale przy żywiołowej Kulig niknie całkowicie. Szkoda mi również Agaty Kuleszy grającej Irenę Bielecką, odpowiedniczkę Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej, ten niemy sprzeciw wobec upolityczniania zespołu, ale w tym wypadku rozumiem reżysera, że to jest jakby temat na osobny film.

Nareszcie wielkie kino. Od wielu lat jest wiele rzeczy, która mi się podoba w polskim kinie, ale wszystko jest albo średnie, albo strasznie przereklamowane. XXI wiek, masa filmów, które mnie znudziły w sposób nieprzeciętny – chociaż z niektórymi opiniami ludzie się ze mną nie zgadzają – jak np. z „Vinci”. Już 5 razy usiłowałem dotrwać do końca, i nie dałem rady. Filmy potwornie przereklamowane: „Katyń”, „Wołyń”, „Mój Nikifor”, „Róża”, „Pokłosie”. Może z tej listy zostawiłbym „Papuszę”, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Powtarzam – dla mnie – Pawlikowski to jest muśnięcie tym wielkim kinem z mojej młodości, i za to jestem mu bardzo wdzięczny.

Ale za ostatnie sceny w filmie „Zimna Wojna” należałoby reżysera rozstrzelać. Ani nie są umotywowana psychologicznie, są niezrozumiałe, zdanie wypowiedziane przez Zuzę wywołuje tylko śmiech komentatorów. Ale cóż – Nobody’s Perfect. Reasumując – „Ida” jest większym filmem, ale przy rozpatrywaniu głównej roli kobiecej to Kulig zamiata (a wydawało mi się po „Idzie”, że Kulesza jest świetna). Wszyscy zastanawiają się poco Pawlikowskiemu taka ilość dubli. Główni bohaterowie mówią, że niektóre sceny miały 64 duble. Zastanawiam się – po co? Czy aktor powtarzający 64 raz tę samą scenę zagra ją na końcu genialnie? Nasunęła mi się od razu myśl o spoliczkowaniu Zuzy przez Wiktora, ile tam było dubli?

Napisane przez: torlin | 16/01/2019

Ewolucja ewaluacji polityków

Przepraszam za żart językowy w tytule w tak ciężkich czasach, ale rozważania będą dotyczyły czasów po śmierci, a nie będą dotykały samego faktu śmierci.

Jula wylewa żale na polityków, komentarze pod artykułami w gazetach są również w dalszym ciągu pełne nienawiści, ale ja zauważam zmiany. Malutkie, jeszcze nieokrzesane. Po pierwsze decyzja Kaczyńskiego o niewystawianiu polityka PiS-u do wyborów. Jak dotąd PiS zachowywał się całkowicie inaczej, obojętne kto został zdjęty ze stanowiska prezydenta miasta, burmistrza czy wójta, i z jakiego powodu, wojewoda natychmiast dawał swojego komisarza i ten rozpoczynał od czystki personalnej. Komisarz Nadarzyna pierwszą swoją decyzją wyrzucił z pracy kobietę, która zgodziła się na koncert Przybysz w Nadarzynie, a ona – jak wszyscy wiedzą – usunęła ciążę. Raptem tutaj PiS zachował się zupełnie inaczej.

Nie wiem, jak Wy, ale ja odczuwam pewne różnice w dotychczasowych dyskursach a teraz. Jest to zmiana bardzo mała, ale może skończy się napuszczanie jednych ludzi na drugich, i ograniczone zostanie  plucie, obrażanie i wyśmiewanie. Wg gazet taką wskazówkę dają również sondaże, które zamawia non-stop PiS, aby zrealizować natychmiast jakąkolwiek zachciankę swoich wyborców, i cały czas być na czele. Otóż ci wyborcy w większości chcą wyciszenia sporów.

A może jestem tylko optymistą.

Napisane przez: torlin | 12/01/2019

Moje czasy

50 lat temu – 12 stycznia 1969 roku – ukazał się w Stanach Zjednoczonych pierwszy album brytyjskiej grupy Led Zeppelin. To dla mnie nie była taka sobie grupa, jedna z ulubionych, której się po prostu słuchało z przyjemnością. Led Zeppelin należy do trzech zespołów w historii muzyki, które miały w moim życiu wprost nieprawdopodobne znaczenie. Jak byłem młodszy – The Beatles, w 1969 roku Led Zeppelin ze swoim drugim albumem, i w 1970 pierwsza płyta Emerson, Lake & Palmer (w 69 roku miałem 18 lat, w 70 – 19). To była muzyka, która ukształtowała mój gust muzyczny na lata, jeżeli chodzi o muzykę młodzieżową.

Dosyć ciekawa jest historia pierwszego albumu Led Zeppelin, jeżeli chodzi o moją osobę. Ja tej płyty po prostu nie zauważyłem. Pamiętam doskonale, kiedy zacząłem na okrągło słuchać: „Whole Lotta Love” zauważyłem, że jest to drugi album, i wtedy sięgnąłem po pierwszy. Był fajny, ale kudy mu do II, III i IV, i tak właściwie zostało. Rzadko słucham piosenek z pierwszej płyty, wolę trzy pozostałe. Nie słucham również pozostałych płyt tego zespołu, jest jeden wyjątek – przepiękny „Kashmir” z podwójnej płyty „Physical Graffiti”. Lubię wiele utworów tej grupy, wszystkie konkursy i klasyfikacje jednak zawsze wygrywają cztery ich utwory: „Kashmir”, „Whole Lotta Love”, „„Stairway to Heaven”, ale dla mnie najmilszym, najukochańszym od zawsze jest „„Since I’ve Been Loving You”.

Moich Ukochanych Komentatorów uprzejmie proszę o zajrzenie do dwóch moich notek z 2007 roku, właściwie pierwszego roku działania mojego blogu, pierwsza jest TU, a druga poświęcona jest zespołowi The Nobs (ciekaw jestem, czy ktoś bez zaglądania do Internetu wie, co to za dziwo).

Vincent van Gogh, „Gwiaździsta noc nad Rodanem„, 1888, olej na płótnie, Muzeum Orsay,

Walt Whitman, „Wierzę, że źdźbło trawy jest nie mniej ważne” ze zbioru poezji „Źdźbła traw” 1855 (Leaves of Grass)

„Wierzę, że źdźbło trawy jest nie mniej ważne, niż kunszt gwiazd,
A mrówka jest tak samo doskonała, jak ziarnko piasku i jajko strzyżyka,
A rzekotka jest arcydziełem kulinarnym dla najdostojniejszych,
A pnąca jeżyna mogłaby ozdobić salony nieba,
A najdrobniejszy staw mojej dłoni może lekceważyć całą maszynerię,
A krowa pasąca się z pochylonym łbem, przewyższa każdy pomnik,
A mysz jest cudem, które wystarcza, aby potrząsnąć sekstylionem niewiernych,
A ja chciałbym przychodzić co wieczór, aby zobaczyć dziewczynę gospodarza, parzącą herbatę w żelaznym czajniku i wypiekającą kruche ciasteczka. Odkrywam, że wchłaniam gnejs, węgiel, długowłosy mech, owoce, ziarna, korzenie jadalne,
I jestem pokryty wokół sztukaterią czworonogów i ptaków,
I minąłem to, co zostało za mną ze słusznych powodów,
Ale wołam znów do czegokolwiek, kiedy tego pragnę.
Na próżno pośpiech i nieśmiałość,
Na próżno skały głębinowe wysyłają swoje stare ciepło naprzeciw, kiedy się zbliżam,
Na próżno mastodont cofa się pod własne sproszkowane kości,
Na próżno obiekty pozostają w oddali i przybierają rozmaite kształty,
Na próżno ocean osiada w głębinach, a wielkie potwory leżą bez ruchu,
Na próżno myszołów szuka swojego domu na niebie,
Na próżno wąż pełza przez pnącza i pnie,
Na próżno łoś zajmuje ukryte przejścia w lesie,
Na próżno brzytwodzioba alka żegluje daleko na północ, na Labrador,
Podążam za nią szybko, wspinam się do gniazda w szczelinie skalnego urwiska”.

tłum. Ryszard Mierzejewski

 

Napisane przez: torlin | 06/01/2019

Termin i rozmowa

Ponieważ od dawna mam kretyńską sytuację, w której płacę za Cyfrowy Polsat nie oglądając go w ogóle, bo nie mam anteny (to wszystko jest skutkiem skomplikowanych procesów firmowo-rodzinnych), postanowiliśmy z synem zerwać umowę z tą firmą. Ponieważ nie reagowała na nasze prośby, a dodzwonić się nie można, z nadzieją spojrzałem na pismo z CP o zmianie regulaminu. Świetnie wiem, że pismo to kończyć się będzie czcionką najmniejszą z możliwych, że jeżeli nie zgadzam się ze zmianą regulaminu, mogę bezkarnie rozwiązać umowę. Przeczytałem całe (a jak już Wam pisałem, umiem czytać pisma urzędowe) i na końcu znalazłem to, czego szukałem. Ale szczególiki – cymes. Pismo zostało wysłane 22 grudnia, ja otrzymałem je 2 stycznia, a w piśmie jak wół jest napisane, że mam prawo – jak się nie zgadzam ze zmianą regulaminu – do zerwania umowy, ale mam ich powiadomić o tym w terminie 30 dni od daty otrzymania pisma, ale nie później niż do 12 grudnia 2018 r.

Ponieważ nie mogłem się dodzwonić poszedłem do stacjonarnej placówki CF i znalazłem się w świecie Kafki, Becketta i Ionesco. Zapytano mnie uprzejmie, czy umiem czytać, przecież wyraźnie jest napisane, że w terminie do 12 grudnia – i nic nie załatwiłem. Będę musiał postraszyć ich sądem, to zawsze działa.

W mojej świadomości istnieje termin przeze mnie ukuty – „godna cena”. Używam czasami go przy przepłaceniu za jakąś usługę, najczęściej jest to za granicą, gdzie płacę specjalnie drożej wiedząc, jak tam jest nędza – nie żyłuję, aby było jak najtaniej. Ale zdarza się to również w Polsce, mam dyskusje z moim synem i bratem ciotecznym z Krakowa, że przepłacam za Play. Płacę 49,99  za wszystko za darmo: rozmowy, Internet, SMS-y i MMS-y, mój syn wprawdzie twierdzi, że mój Internet po przekroczeniu jakiejś tam granicy zwalnia, ale ja tego nie zauważam. Dzwonię, wysyłam, słucham Spotify, oglądam namiętnie YouTuba, i widać nie przekraczam bariery, bo wszystko śmiga. Uważam, że jest to „godna cena” i nie usiłuję za wszelką cenę przechodzić do firm stosujących dumping. Ale miałem sprawę do Play, więc do nich zadzwoniłem. Nawet ku mojemu zdziwieniu dodzwoniłem się do konsultanta i załatwiłem sprawę, ale… Dostaję fakturę na 52, 49 zł – ki diabeł. Patrzę w szczegóły – połączenie z Play jest płatne i abonament go nie obejmuje.

Ludzie, na jakim my świecie żyjemy.

Napisane przez: torlin | 03/01/2019

Torlinowy seans filmowy

Akurat tak się złożyło, że zajmowałem się ostatnio generalnie mówiąc filmem. Zaczęło się od tego, że pod choinkę dostałem od siostry wspaniałe dzieło o tytule uwielbianym przez Pawła: „1001 filmów, które musisz zobaczyć”. Rzecz jest pięknie wydana, ma 960 stron, i na wierzchu ma napisane: „1,75 mln sprzedanych egzemplarzy”. Nie mogę powiedzieć, rzecz jest solidna, może trochę ze zbytnią nadreprezentacją amerykańską, ale trudno się dziwić. Jako Prawdziwy Polak i Katolik w pierwszej kolejności rzuciłem się na poszukiwanie polskich śladów, tak jak ze wszystkimi wyborami – rzecz dyskusyjna. Jedna rzecz jest dla mnie jednak bardzo kontrowersyjna, nie ma „Ziemi Obiecanej”, a film ten miał przecież nominację do Oskara na najlepszy film w kategorii filmu nieanglojęzycznego (do dzisiaj zastanawiam się, czy „Dersu Uzała” Kurosawy, świetny przecież film, był lepszy od wajdowskiej interpretacji).

A więc jest Has z „Rękopisem znalezionym w Saragossie”, Holland z „Europa, Europa”, Kieślowski: „Dekalog I”, „Podwójne życie Weroniki, „Trzy kolory: Niebieski” i „Trzy kolory: Czerwony”, Witold Lesiewicz i Andrzej Munk „Pasażerka”, Polański: „Wstręt”, „Dziecko Rosemary” i „Chinatown”, Skolimowski „Na samym dnie” i Wajda z trzema filmami: „Popiół i diament”, „Człowiek z marmuru” i „Człowiek z żelaza”. Nie ma – jak widać – przede wszystkim Kawalerowicza i Zanussiego. Jak każdy wybór – do dyskusji. Ale poszczególne filmy, w tym polskie, są wspaniale opisane, ze szczegółami interpretacyjnymi i realizacyjnymi, ciekawostkami. Rzecz przepięknie wydana przez Elipsę, będzie ozdobą mojej biblioteczki.

Postanowiłem również nadrobić swoje zapóźnienia w oglądanych filmach, szczególnie chodziło mi o „Zimną wojnę”, „Idę”, „Kler”, „Garderobianego” i „Watahę II”. Na pierwszy ogień poszła „Ida”, i muszę powiedzieć, że po trzech kadrach doszedłem do wniosku, że jest to mój film – dla mnie. Uwielbiam takie wysmakowane, akademickie obrazy, jak to mój syn powiedział: „Dobre na sen”. Bardzo mi się „Ida” podobała, tematyka też jest niewąska. Im człowiek bardziej się zastanawia, zaczyna rozumieć postępowanie innych ludzi, z pozoru wydające się na niezrozumiałe. Pawlikowski pisze, że pierwowzorem Wandy Gruz była Helena Wolińska, którą znał osobiście. Nie mógł uwierzyć, że ta wspaniała uśmiechnięta i życzliwa osoba była prokuratorem wydającym wyroki śmierci. Piękny, mądry, wysmakowany film.

Następnego dnia zacząłem oglądać „Zimną wojnę”, ale póki co po 11 minutach zgasiłem. Za szybko. Ten sam motyw, zdjęcia czarno-białe, kadr 4:3, zaczął mi przypominać gorszą „Idę”, muszę trochę odpocząć, przetrawić, zostawiłem ten nowy film Pawlikowskiego na później.

W poprzednim komentarzu napisałem, że pisać nową notkę będę po powrocie z biblioteki, ale nie chciało mi się wyjść na mróz i postanowiłem pojechać później. A idę do niezmiernie oryginalnej biblioteki, bo przy Muzeum Sportu. A muszę być osobiście, aby wybrać książki i artykuły, gdyż Biblioteka Muzeum Sportu w XXI wieku ma tylko katalog w formie fiszek w szufladach.

Napisane przez: torlin | 30/12/2018

Cisza na Nowy Rok

Wiem, zamykałem swój blog chyba 3 razy. I za każdym razem skutecznie 😀 . Ale naprawdę chciałbym z tą nieliczną gromadką, która pozostała, zastanowić się, co dalej. Bo mój blog w dzisiejszej formie przejadł się, zostały li tylko więzi przyjacielskie, a nie treściowe. Ja naprawdę się nie skarżę, nie biadolę, zdaję sobie sprawę, że świat się zmienia, i dawne ne vrati. Zastanawiam się tylko, jak to zrobić, aby zachować kontakt z Pawłem, Vandermerwe, Gszczepą, PAK-iem, Celtem, dziewczynami (przepraszam, że nie wszystkich wymieniłem), ale już bez wprowadzania notek. Jakieś propozycje na Nowy Rok?

Napisane przez: torlin | 27/12/2018

Królowa nasza

Halicz

Nie wiem, co się stało Gazecie Wyborczej, ale w ciągu trzech tygodni ukazały się trzy artykuły na temat Jadwigi. Przyznaję, że ja też w swojej historii blogowania poświęciłem jej kilka notek.

W wywiadzie Mirosława Maciorowskiego  z Marią Koczerską pt. „Kogo kochała Jadwiga” w dodatku „Ale historia” zaciekawił mnie fragment dotyczący wejścia polskich wojsk na Ruś w 1387 roku:

„Nie pojechała z Jagiełłą chrystianizować Litwy, ale w 1387 r. stanęła na czele wyprawy zbrojnej na Ruś.

– Do chrystianizacji Litwy nie była królowi potrzebna, bo to on znał miejscowe realia, język i przede wszystkim miał tam realną władzę. Jadwiga jednak na pewno wsparła te działania. Długosz pisze, że obdarowywała fundowane przez króla litewskie kościoły księgami, kielichami, krzyżami i monstrancjami.

Na Ruś Jadwiga pojechała jednak bez Jagiełły, i to na czele wojsk.

– Namiestnikiem na Rusi Ludwik ustanowił Władysława Opolczyka, który obsadził miejscowe starostwa Węgrami, co było pogwałceniem umowy zawartej jeszcze z Kazimierzem Wielkim. Jagiełło nie mógł ponownie przyłączyć Rusi do Korony, musiała to zrobić Jadwiga jako przedstawicielka dynastii Andegawenów, córka Ludwika i król Polski. W zasadzie podczas tej wyprawy nie spotkała się z większym oporem, Opolczyk pozostał bierny, a starostowie jeden po drugim uznawali ją za swoją panią i składali jej hołd.

Miała 13 lat.

– Prawdopodobnie ograniczała się do prezentowania królewskiego majestatu. Wiemy, że jeździła konno, ale z pewnością podczas tak dalekiej i wyczerpującej wyprawy zapewniono jej komfortowe warunki. Być może podróżowała krytym drewnianym powozem, który chronił ją przed zimnem. Podczas wyprawy na Ruś najważniejsza była sama jej obecność.

Rozumiała w ogóle, co się dzieje?

– Nie docenia pan ludzi średniowiecza. Żyli co prawda krócej, ale szybciej dojrzewali. Monarsze dzieci przysposabiano do rządzenia od najmłodszych lat. Środowisko dworskie, pełne intryg i ważnych wydarzeń, przygotowywało do objęcia władzy. Ludwik zaczął rządzić na Węgrzech w wieku 16 lat, Zygmunt Luksemburski przyjechał do Polski upomnieć się o tron jako 15-latek, podobnie Wilhelm Habsburg. Również Jagiełło walczył z Kiejstutem o władzę jako nastolatek.

13-letnia Jadwiga doskonale zdawała sobie sprawę, że jadąc na Ruś, przyłącza do swego królestwa ziemie, które mu się należą. Była młodą dziewczyną, ale niewątpliwie świadomą swojej pozycji i dobrze przygotowaną do sprawowania władzy.”

Jak piszą współcześni Jadwiga była osobą bardzo inteligentną, wykształconą, i od najmłodszych lat przyzwyczajaną do rządzenia. Ale trzeba przyznać, że jak dla mnie, to w 1387 roku znalazła się w dwuznacznej sytuacji. Ale żeby zrozumieć sprawę, trzeba się cofnąć aż do 1339 roku, a może nawet 1338, bo historycy nie są zgodni. W Wyszehradzie następuje spotkanie królów i władców, z nas interesujących przybyli: Jerzy II Trojdenowicz z mazowieckiej linii Piastów – książę halicko-włodzimierski, Kazimierz Wielki i Karol Andegaweński – król Węgier. Na tym Zjeździe Jerzy II zawarł z polskim monarchą „umowę sukcesyjną”: uznał Kazimierza dziedzicem swego ruskiego księstwa w razie swojej bezpotomnej śmierci. Aby udobruchać Węgrów traktujących Ruś jako teren swoich wpływów Kazimierz Wielki podpisał umowę z królem Węgier Karolem Robertem Andegaweńskim, gdyby król Polski nie miał legalnego męskiego potomka, tron na Wawelu obejmie syn Karola Ludwik. Umowa ta została później powtórzona pomiędzy Kazimierzem i Ludwikiem w 1350 roku, a Ludwik, żeby być już całkiem pewien polskiego tronu, podpisał przywilej budziński – gdy Kazimierz umrze nie mając legalnego męskiego potomka, to szlachta polska wyrazi zgodę na koronację Ludwika Węgierskiego na króla Polski. W zamian za to władca Węgier zobowiązywał się do nienakładania nowych podatków i pokrywania strat ponoszonych przez szlachtę w wyprawach zagranicznych. Ponadto Ludwik Węgierski zobowiązał się, że w czasie podróży będzie utrzymywał się ze środków własnych. Na spotkaniu w1350 roku uzgodniono, że jeżeli król Polski będzie miał męskiego potomka, to Węgry będą mogły wykupić Ruś za 100 tys. florenów, gdyby zaś na tronie polskim zasiadłby Ludwik, to Ruś należy się Polsce.

Ale szczwany Ludwik po śmierci Kazimierza wcielił faktycznie Ruś do Węgier, ale robił to inteligentnie, żeby nikt nie mógł mu zarzucić złamania umowy. Kazimierz Wielki umarł w listopadzie 1370 roku, a już na początku 1372 roku Ludwik mianuje Władysława Opolczyka – ale właściwie jako kogo? – w charakterze na wpół namiestnika na wpół dziedzicznego lennego księcia, a ten zgłasza akces podporządkowania się koronie węgierskiej, co następuje w 1378 r.

I teraz zrozumiały jest tekst wywiadu. Jagiełło znalazł się w krępującym położeniu, nie był wtedy królem Polski, tylko małżonkiem królowej, a ona była Andegawenką – jak odzyskać Ruś z rąk węgierskich, i do tego z rąk swojej siostry? Ale czy naprawdę to Maria rządziła na Węgrzech? Mąż Marii Zygmunt Luksemburski uwięził ją, a matkę – Elżbietę Bośniaczkę zamordował. Stąd obecność Jadwigi, bo wyprawa Spytka z Melsztyna, przyszłego wojewody krakowskiego, a męża dwórki Jadwigi, i jednocześnie wroga Władysława Opolczyka, musiała mieć prawne uzasadnienie. Po to właśnie potrzebna była Jadwiga, jednocześnie królowa Polski i Andegawenka. Ale to nie ostatnia wyprawa zbrojna Jadwigi na Ruś, mniej więcej 10 lat później trzeba było ją powtórzyć. Zygmunt był tak wściekły za tę wyprawę, że zaproponował wielkiemu mistrzowi krzyżackiemu rozbiór Polski.

 

Napisane przez: torlin | 24/12/2018

Najserdeczniejsze życzenia

Najserdeczniejsze życzenia świąteczne dla wszystkich wpisujących się i czytających przesyła Torlin z Kamiennej Wioski. Obyście wszyscy byli zdrowi, szczęśliwi, z optymizmem patrzący w przyszłość. Dziękuję za życzenia już pojawiające się w KW.

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie