Napisane przez: torlin | 10/01/2020

Panna Promyczek

Uwielbiam tenis. W młodości trochę go uprawiałem, należałem do Spójni Warszawa, a teraz siedzę przed telewizorem lub laptopem i sobie oglądam.

Jedną z moich ulubionych tenisistek, nie tylko z powodu urody, ale i umiejętności jest Dunka Caroline Wozniacki. Jak grom z jasnego nieba doszły do mnie dwie straszne informacje, Caroline kończy karierę w tym roku w Melbourne, w mieście będącym świadkiem jej jedynego zwycięstwa w Wielkim Szlemie w 2018 roku, i stwierdzono u niej nieuleczalną chorobę – reumatoidalne zapalenie stawów. Muszę koniecznie napisać o jeszcze jednym bardzo ważnym zwycięstwie, w 2017 roku w  turnieju WTA Finals w Singapurze Wozniacki  zwyciężyła Venus Williams 6:4, 6:4 i po raz pierwszy w karierze zatriumfowała w tych rozgrywkach.

Jest cudownie grającą zawodniczką, uwielbiałem ją oglądać, a jej defensywa budziła podziw. Tak jak w tytule: „Panna Promyczek” nazwał ją John McEnroe, jeden z gigantów dawnego tenisa. Z Wozniacki było jeszcze pod jednym względem inaczej, nie dawała się spędzić z kortu, nikt jej nie przymuszał. Jej ojciec, sportowiec, zauważył że tenis nie jest popularnym sportem Duńczyków i korty stoją puste, więc na prośbę swojej żony Anny zaczął ją (żonę) uczyć gry w tenisa. Mała Caroline sadzana była przy stoliku sędziowskim, żeby nie przeszkadzała, ale ona kłóciła się: „I ja też chcę”. Trochę ojciec ją uczył, a jak się nudził trenowaniem, to mała waliła o ścianę* bezustannie i nie dawała się spędzić z kortu. Nikt jej nie pilnował pod względem treningów i dopiero, gdy Caroline w wieku lat 11 pokonywała wszystkie zawodniczki w klubie i dzieciaki z sąsiedztwa rodzice zainteresowali się bardziej córką. To samo zrobiła telewizja duńska opowiadając o niej w reportażu o złotej młodzieży w sporcie. Program ten obejrzał książę Frederick, jak Caroline miała 12 lat, zaprosił ją do pałacu i oczarowany nią dał jej stypendium na wyjazdy zagraniczne. Wcale się księciu nie dziwię, jakbym miał, to sam bym dał 😀

Ponieważ wszyscy chyba zauważyli, że ominąłem określenie „Karolina Woźniacka”, bo mam dość polonocentryzmu po dziurki w nosie, ale jednak muszę powiedzieć o specyficznej sytuacji w mistrzostwach Polski juniorek w tenisie, otóż w finale wygrała Kerber z Woźniacką. Żeby było śmiesznie, Kerber miała obok niemieckiego również polskie obywatelstwo i mieszkała w Puszczykowie. Na żądanie rodziców polskich dzieci, które przegrały rywalizację Polski Związek Tenisowy wprowadził zapis o zakazie występowania w naszych barwach dzieci emigrantów. Polskie piekiełko.

Martwię się o nią, wielki sportowiec, cudowny człowiek, Panna Promyczek i taka tragedia. Smutno mi. jak przestanie występować to pozostaną jedynie nagrania tych cudownych spotkań. Jeszcze póki co mamy ją w grze, startuje w tym momencie w turnieju WTA w Auckland. Pierwotnie miała wystąpić tylko w deblu ze swoją najserdeczniejszą przyjaciółką od serca Sereną Williams, ale widzę, że w singlu pokonała już trzy zawodniczki, i w półfinale spotka się z Jessicą Pegulą, powinna zjeść ją na śniadanie, Pegula w ogóle nie jest znana. W drugim półfinale spotka się właśnie Serena z Amandą Anisimovą, dobrą amerykańską tenisistką. Później pojedynek pokazowy z Szarapową (nie znoszą się), następnie Australian Open i na już całkowite zakończenie 18 maja pokazówka w Royal Arena w Kopenhadze znowu z Sereną. 

Wszystko się kończy.

* dawniej młodzieży nie pozwalano na wyjście na kort – zdaniem trenerów – za wcześnie, czyli w początkowej nauce. Ja w Spójni dwa lata grałem ze ścianą, zanim pozwolono mi wyjść na kort

 

 

Napisane przez: torlin | 07/01/2020

Łatwa zagadka Torlina, historyczna, ale jakże aktualna

Znalazłem stary flesz z moimi dawnymi zapiskami, notatkami, informacjami, i pewien tekst przypomniał mi się po latach. Postanowiłem dać Wam prostą zagadkę, nie sprawdzam, czy tekst jest w Internecie, bo przecież naprawdę to nie na tym polega, to nie o to chodzi. Napiszcie mi, kto w styczniu 1859 roku napisał do Józefa Ignacego Kraszewskiego tak mądre i aktualne do dziś słowa:

„Wprawdzie (nie wyjmując Malczewskiego nawet) w każdym z poetów, w Adamie np. Improwizacja, w innych inne karty, zupełnie są nie zrozumiane, ale publiczność czyta lat kilkadziesiąt i nie czuje nawet potrzeby komentarza – tak jest dziesiąta część Mickiewicza rzeczy – piąta Słowackiego – trzecia Zygmunta. Ale to nic nikogo nie obchodzi – Dant by miał już sto komentatorów i stał się światłym, i stał się strawionym – a to wszystko tak – sobie – jakoś. Aż – zaleniwiały taki umysł, co nigdy nie zapocił się wespół z autorem, wyciągnie się na sofie i będzie wołać, jak pod koniec rzymskiego państwa wołała szlachta na fletnistów i klientów: „X. to jest tęgi pisarz! – lubię go – tamten mi jakoś nie tłumaczy się jasno – u mnie, mój pisarz, to jak mi się podoba!” Po takiej krytyce zostanie jedynie spiritus-rector* – humor”.

Inne opinie tego człowieka o Polakach też porażają aktualnością:

„Jak żyję, mimo najkrwawszych przejść, nie zdarzyło mi się nigdy spotkać trzech Polaków, którzy by przez trzy godziny mogli serio o czymkolwiek mówić”.

„Oto jest społeczność polska! – społeczność narodu, który, nie zaprzeczam, iż o tyle jako patriotyzm wielki jest, o ile jako społeczeństwo jest żaden”.

„Cały mózg Polski od wieku przeszło nie jest umieszczony na tej wyżynie formy człowieka zbiorowego, gdzie mózg bywa, ale w pośladkowych nizinach i czaszce wręcz przeciwnych. Nic więc logicznego być nie może – a że historia nie cierpi próżni, więc zapełnia ten rozstęp przypadkami, trafami, akcydensami, nieszczęściami co piętnaście lat”.

„Jestem z narodu, w którym od lat blisko stu każda książka wychodzi za późno, a każdy czyn za wcześnie”.

* – W tradycyjnej alchemii spiritus rector był nazwą duchowej zasady łączącej wszystkie rzeczy razem, duch rządzący, przewodni.

 

Napisane przez: torlin | 04/01/2020

Znowu bronię Jagiellona

Marcello Bacciarelli, „Hołd pruski” 1796 rok.

Kiedyś broniłem Władysława Jagiełły, udowadniałem, że nie miał w ogóle politycznych szans na zajęcie Państwa Krzyżackiego tuż po Bitwie pod Grunwaldem. Teraz zapragnąłem bronić następnego Jagiellona, który mimo że żył i królował w okresie największego apogeum potęgi Polski, ma nie tylko złą prasę dzisiaj czy w XIX wieku, ale od samego początku był krytykowany za Hołd Pruski, a dokładniej za niezajęcie i nieinkorporowanie Zakonu do Państwa Polskiego. Przeciwnicy Króla powtarzają, że został wychowany w uwielbieniu pokoju, jako człowiek dyskusji, a nie walki, że był ósmym w kolejce do tronu i nikt nie przewidywał, że nim zostanie. Nawet w dzisiejszych tekstach można przeczytać o zależności od Bony, od kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego, który w jednych źródłach jest agentem Albrechta, w innych Habsburgów, a niektóre pretensje są wprost kuriozalne: gdy Król zdołał przeforsować małżeństwo syna z Elżbietą Habsburżanką w 1543 r. nie umiał obronić 17-letniej Rakuszanki przed piekłem Bony na Wawelu. Nawet król duński makiawelicznie się dziwił, że nie włączył. Zygmunt Stary był wychowany w duchu chrześcijańskiej miłości bliźniego, i nauk Erazma piszącego, że idealny władca „powinien też przewyższać wszystkich mądrością, wielkością ducha, umiarkowaniem, nieskazitelnością i dobrocią”.

No to spójrzmy, co się w tych czasach działo. Na początku XVI wieku trwały prawie non-stop wojny polsko-moskiewskie, ich IV odsłona (1512–1522) przyniosła  niebezpieczne precedensy, zawarto szereg porozumień antypolskich, zazwyczaj umawiali się ze sobą Wielki Książę Moskiewski Wasyl III, cesarz najpierw Maksymilian I Habsburg, później Karol V Habsburg z wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego Albrechtem Hohenzollernem. Nie chcę rozpisywać się, bo to nie jest dysertacja historyczna, ale Polska musiała walczyć z Moskwą tracąc w 1514 roku Smoleńsk, z Zakonem Krzyżackim, i jednocześnie pilnować Czech i Węgier, na które to chrapkę mieli Habsburgowie i Sułtan. Zygmunt próbował innych sojuszów,  z chanem krymskim Mengli I Girejem, i z Sulejmanem Wspaniałym, ale ten miał inne plany. A oprócz tego taki sojusz przeciw chrześcijańskiej Europie? W czasach, gdy nawet reformacja jeszcze się nie rozwinęła? Niemożliwe.

Zygmunt planował jeszcze jeden sojusz i jedna bitwa, kompletnie nieznana w Polsce, plany te unicestwiła, Bez bicia się przyznać, kto zna Bitwę pod Pawią? 24 lutego 1525 roku wojska Karola Habsburga rozbiły w pył wojska francuskie i wzięły do niewoli samego króla Francji Franciszka I z rodu Walezjuszów. Daleki sojusznik nie istniał.  Czy Zygmunt był w stanie inkorporować ziemie Zakonu do Polski?

Otóż twierdzę, jak to czyniłem przy rozważaniach o niezajęciu Malborka i niewłączeniu tego samego Zakonu do Polski (czy Litwy) przez Jagiełłę w 1410 roku, że Zygmunt miał wyjątkowo niedobrą sytuację międzynarodową. Habsburg bije Franciszka, a sam uważa się za roszczącego sobie prawa zwierzchnictwa nad Zakonem, Sulejman zdobywa Belgrad i pustoszy Siedmiogród (atak na Węgry nastąpi rok później), papież jest niechętny Polakom, tak jak i król duński. Próba całkowitej likwidacji Zakonu mogłaby wciągnąć Polskę w bardzo niebezpieczną wojnę ze wszystkimi sąsiadami, a sekularyzacja zakonu i warunki Traktatu Krakowskiego zawartego dn. 8 kwietnia 1525 r. zdawały się trwale wiązać Prusy Książęce z Polską. To państwo świeckie miało być lennem polskim, miało obowiązek udzielać pomocy wojskowej i finansowej Polsce, przewidywano utworzenie specjalnego trybunału rozsadzającego spory między księciem i jego poddanymi z udziałem strony polskiej, zarezerwowano również miejsce dla księcia w Senacie Rzeczpospolitej. Sprzyjały temu również tendencje osadnicze, na terenie księstwa zaczęło osadzać się coraz więcej Mazurów. Oprócz tego Albrecht przeszedł na luteranizm, więc był izolowany od cesarza. Zresztą pokazał to Zjazd Wiedeński w lipcu 1525 roku, siłę Karola.

Jak zlikwidować Zakon, którego opiekunem był cesarz? Imperium Habsburgów obejmowało za Karola „pół Europy”: Hiszpanię, dzisiejszy Benelux, Włochy, Austrię, a z Hiszpanią „pół świata” za Oceanem. Rzucenie mu wyzwania wymagało potężnej mobilizacji z niewiadomym skutkiem. A przede wszystkim nie było zgody na to społeczeństwa, Król wiedział, że Polacy nie chcą konfliktu zbrojnego z połową Europy. Krytycy Zygmunta, jak Bobrzyński czy Stańczycy to są kawiarniani historycy, sobie wyobrażający podczas picia kawy. Jeżeli już mielibyśmy kogoś oskarżać, to Zygmunta Augusta, który zezwolił, aby po wygaśnięciu rodu Albrechta w Prusach objęli władzę Hohenzollerni brandenburscy. Na co nie chciał w Traktacie zgodzić się Zygmunt.

 

Napisane przez: torlin | 02/01/2020

Ciemność zwycięża

Latarnia morska St Abb’s Head w Berwickshire (wschodnia Szkocja). Piękno nocy i banał dnia.


Aneks dla Juli

kopia-St_Abb's_head_lighthouse

Zdjęcie czarno-białe nie jest ani tajemnicze, ani groźne. Jest po prostu brzydkie.

Napisane przez: torlin | 30/12/2019

Życzenia Noworoczne + aneks

Najserdeczniejsze Życzenia Sylwestrowe i Noworoczne wszystkim Czytelnikom i Komentatorom przesyła Torlin


Aneks – wyjaśnienie

Miałem już nic nie pisać, tak sobie postanowiłem. Ale jak dostałem czwarty prywatny e-mail, co się dzieje, to nie mogę milczeć.

Mój tekst „mam już dość” jest jak najbardziej aktualny. Straciłem serce i ochotę do prowadzenia blogu. I ten raz jest całkowicie inny do dotychczasowych jego porzucań. Musicie zrozumieć, że mam odczucie, że zostałem zaszczuty we własnym blogu. Doszło do tego, że boję się dawać jakiekolwiek wpisy, bo oczekuję ciosu. W Internecie spotkało mnie trzykrotnie, w blogu Telemacha, TesTeqa i a-capelli, ale to było w obcych blogach. Tam właśnie spostrzegłem się, że cokolwiek bym nie napisał, to jest głupie, idiotyczne, bez sensu, w ogóle nic nie wiem. Po pewnym czasie miałem dosyć i odchodziłem. Trochę nie spodziewałem się, że będę musiał to zrobić we własnym blogu.

Wiem doskonale, jaką będą odpowiedzi, że jestem przewrażliwiony, że przecież to jest dyskusja, że przecież każdy ma prawo do własnego zdania. Tylko, że za każdym razem chodzi o jedno, w jaki sposób ta „mońsza prawda” jest przekazywana. Już przy notce o konkursie fotograficznym było mi przykro, zostałem dobity Focke-Wulfami, już miałem dość, ale to, co się stało z Lolą to niestety przekroczyło moje możliwości absorpcji.

Przez cały czas, przez tyle lat chciałem, aby ten blog był nie tylko rozwijający i interesujący, ale przede wszystkim dowcipny. Chciałem wydobywać ciekawostki, fajne opowiastki, informacje, zdjęcia. Za każdym razem myślałem, że to widać na pierwszy rzut oka, kiedy mrugam okiem, kiedy sobie rozważam rzeczy nieprawdopodobne. Mój blog naprawdę nie jest odpowiednikiem „The New England Journal of Medicine” w zakresie medycyny. Żeby nie było pomyłki, to staram się chociaż jednym słowem zaznaczyć, że to mają być fajne rozważania, tak jak z Lolą: „Lola była śliczna, jeżeli oczywiście rekonstrukcja jest prawidłowa”. Spodobał mi się rysunek i oczekiwałem wpisów w stylu: „jakby byłaby to prawda, to śliczne były te dziewczyny z kamieniem łupanym w ręku. Ale niestety ślady genetyczne nie dają takiej możliwości”. Za to przeczytałem, że Lola się tak nie nazywała, tak jakby  Ötzi miał imię z chrztu.

Przykro mi bardzo, ale czuję wstręt do własnego blogu. Sorry w kierunku wszystkich, których zawiodłem.

Napisane przez: torlin | 24/12/2019

Najserdeczniejsze życzenia świąteczne

Wszystkim Swoim Czytelnikom i Komentatorom składam najserdeczniejsze życzenia spokojnych i Wesołych Świąt.

Napisane przez: torlin | 20/12/2019

Lola była śliczna

jeżeli oczywiście rekonstrukcja jest prawidłowa. Ciemna karnacja, brązowe włosy i niebieskie oczy dają cudowną mieszankę.

Po raz pierwszy w historii naukowcy DNA wyodrębnili pełny genom człowieka żyjącego w czasach, gdy rolnictwo przybyło do obszaru, który dziś nazywamy Danią, i którego przodkami byli łowcy-zbieracze mieszkający tam tysiące lat. W epoce kamienia łupanego Lola siedziała na plaży i żuła bryłę brzozy, a było to 5700 lat wstecz – datowanie węglem określa czas na od 3850 do 3650 r. p.n.e.

Brzoza musiała mieć bardzo ważne znaczenie dla dawnych ludów, bo przypominam, że Ötzi miał przy sobie hubę-grzyba o nazwie białoporek brzozowy mającego wszechstronne zastosowanie: owocniki białoporka brzozowego od dawna były wykorzystywane w medycynie ludowej. Miękki, gąbczasty i łatwy w obróbce idealnie nadawał się na różnego rodzaju okłady, plastry, rany i oparzenia, ma silne działanie bakteriobójcze, przeciwzapalne i antynowotworowe, może służyć jako tampon. Ale również jako ołówek i huba do rozpalania. Identycznie było ze smołą brzozową (dziegciem), przeżuta guma miała trzy podstawowe zastosowania: myśliwi mocowali przy jej pomocy groty strzał, gdyż żuta była cały czas miękka i plastyczna, po zamontowaniu zastygała i twardniała; ma właściwości antyseptyczne, a więc służyła jako prehistoryczny środek leczniczy na choroby przyzębia. I jako zwykła guma do żucia.

Wyspa Lolland okazała się szczęśliwa dla archeologów, podczas wykopalisk w trakcie budowy tunelu kolejowego łączącego Danię z Niemcami natrafiono na to cudowne znalezisko. Dziewczyna siedziała na brzegu i w pewnym momencie wypluła gumę, zachował się na niej kompletny genom. Wiadomo, co jadła w tym czasie: orzechy laskowe i kaczkę, mamy również komplet wirusów i bakterii gnębiących dziewczynę.

Jak to zwykle jest w nauce, im dalej w las, tym więcej pytań (drzew). Dlaczego dziewczyna ma ciemną karnację, jak Ötzi jest biały? Skąd u niej tak zastanawiający melanż – brązowa skóra i niebieskie oczy? Ja tam się tak doskonale nie znam na tym, ale piszą, że była dziwnym przedstawicielem grupy zbieracko-łowieckiej wśród pierwszych rolników na terenie dzisiejszej Danii. Co ciekawe antropologowie stwierdzają, że Lola miała karnację subsaharyjską, za to układ twarzy, kościec – typowo europejski.

Ciemna karnacja. Ciemny kolor skóry. Czy tylko mniejsze słońce spowodowało wybielenie? Otóż moim zdaniem nie. Wszystko co białe jest wśród czarnego cudownym zjawiskiem i objawieniem. Nawet dzisiaj to działa. W jednym z filmików „Gruziński po polsku” Maja i Nini mówią, że strasznie podobają im się polscy chłopcy – blondyni, i mówią, że nie dziwią się fascynacjom chłopców gruzińskich na widok blondynek i bardzo jasnoskórych dziewcząt, bo wszędzie mają tylko czarne włosy, czarne oczy i ciemniejszą karnację. To działa do dziś.

Genetyka odkrywa nowy, cudowny świat. Ja jest zafascynowany

Napisane przez: torlin | 17/12/2019

Polak w Focke-Wulfie

Nasi piloci w Bitwie o Anglię latali przede wszystkim na Spitfire’ach, a ich walki z Focke-Wulfami 190 przechodziły do legendy. Wszyscy uważali ten niemiecki myśliwiec za najlepszy na świecie. Głęboko zastanawiano się, w jaki sposób dostać nieuszkodzony egzemplarz. (z wyjątkiem ostatniego zdania tekst nieprawdziwy – patrz komentarz Pawła).
Oberleutnant Armin Faber był pierwszym niemieckim pilotem Luftwaffe podczas II Wojny Światowej, który pomylił Kanał Bristolski z Kanałem La Manche i wylądował nietkniętym Focke-Wulfem 190 w bazie w RAF Pembrey w Południowej Walii. Zdezorientowany Faber wziął Kanał Bristolski za Kanał La Manche i poleciał na północ zamiast na południe. Myśląc, że południowa Walia to jest Francja, poleciał na najbliższe lotnisko – RAF Pembrey i radośnie machał skrzydłami na cześć zwycięstwa. (Kwestię północ – południe staramy się rozsądzić w komentarzach). Obserwatorzy na ziemi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Kapitan grupy Hugh Wilson, pilot odpowiedzialny za latanie próbne przechwyconych samolotów wroga, został poproszony o przelot tym samolotem z bazy RAF Pembrey do RAF Farnborough, ale tylko pod warunkiem, że się nie rozbije. Ponieważ taka gwarancja nie była możliwa, samolot został zdemontowany i przetransportowany ciężarówką. Samolot ten zaczął latać z angielskimi pilotami, ale dopiero sporo później, w lipcu 1943 r.

Nas bardziej interesuje drugi taki przypadek, w nocy z 16 na 17 kwietnia 1943 r. cztery Fw 190 próbujące zaatakować Londyn zgubiły się nad Kentem. Trzy z nich próbowały wylądować w bazie RAF-u West Malling: pierwszy, pilotowany przez Feldfebla Otto Bechtolda wylądował i został schwytany nienaruszony; drugi,  pilotowany przez por. Fritza Seztera wylądował kilka minut później. Kiedy pilot zdał sobie sprawę ze swojego błędu próbował wystartować, ale jego samolot został zniszczony przez samochód pancerny. Trzeci Fw rozbił się.

I w tym miejscu rozpoczyna się bardzo mało znany polonik, otóż Polak był przez moment oblatywaczem Focke-Wulfa 190 w angielskich barwach. Mówimy w tym przypadku o Zbigniewie Oleńskim, człowieku, który zrobił karierę w lotnictwie Jej Królewskiej Mości. Na początku był najnormalniejszym pilotem latającym na Spitfirze, w służył w 609 Dywizjonie Myśliwskim RAF, ale będąc członkiem Polskiej Grupy Ekspertów zaproponował takie zmiany konstrukcyjne Spitfire’a, że Anglicy awansowali go na stopień porucznika, a 23 marca 1941 roku został przez nich przeniesiony do Działu Aerodynamiki Stosowanej Królewskiego Instytutu Lotnictwa w Farnborough. I oto on, jako pierwszy polski pilot siadł za sterami Fw 190 o RAF-owskim numerze identyfikacyjnym PE882 (ex-W.Nr. 7155), jego zadaniem było sprawdzenie osiągów zdobycznego samolotu.

Ciekawym przyczynkiem do tematu był również fakt, że Oleński miał wcześniej kontakt z tym konkretnym Fw 190 w barwach brytyjskich, gdyż pilotował Spitfiere’a eskortującego PE882, za którego sterami siedział Lt. K.J. Robertson. To była absolutna reguła – eskortowanie zdobycznych Focke-Wulfów, gdyż nadgorliwych brytyjskich pilotów bardziej zapatrzonych w sylwetkę samolotu a nie w oznaczenia przynależności państwowej było bez liku.

Tym samym egzemplarzem samolotu Fw 190 PE882 dwa miesiące później, w dn. 27 sierpnia 1943 r., leciał następny polski orzeł techniki z Instytutu w Farnborough – Tadeusz Ciastula. Jego 20-minutowy lot został zakwalifikowany w ewidencji lotów jako „własności pilotażowe”.

Napisane przez: torlin | 16/12/2019

Blokada ratunkowa

Jest to tzw. wpis wtrącony, pod wpływem chwili. Zastanawiałem się, czy napisać o swoich refleksjach, gdyż sprawa dotyczy w gruncie rzeczy ratowania zdrowia mojego Taty. Ale ja już taki jestem.

Zadzwoniła pani opiekująca się moim Ojcem, że tata się dusi, brakuje mu tlenu i żebym jak najszybciej przyjechał. Wezwała karetkę, ja przyjechałem 40 minut później, bo mam w końcu 13 km do Taty, podchodzę do budynku i widzę dziwną scenę. Muszę dodać, że brama, przez którą się przechodzi do naszego domu prowadzi do dość dużego parkingu jak na ścisłe centrum Warszawy, mniej więcej na 25-30 samochodów. Otóż przed bramą, w poprzek, stoi karetka pogotowia, blokując wjazd i wyjazd samochodom, po jej obu stronach czeka 5 pojazdów. Po wejściu do Taty, widząc, że tylko lekarka zajmuje się Ojcem, a pozostali dwaj panowie siedzą, dyskretnie wspomniałem o stojących samochodach, dostałem odpowiedź: „Dla nas zdrowie pacjenta jest najważniejsze”. Wspomnę, że obok bramy jest sporo wolnego miejsca i karetka mogła stanąć 2 metry dalej.

Boję się napisać, że jest to kolejny przyczynek do tezy: „Daj komukolwiek uprawnienia, zacznie je nadmiernie wykorzystywać” i „Daj komukolwiek nadmierną władzę, to wychowasz człowieka bezwzględnego”. Bo karetka w końcu przyjechała do mojego Taty.

A z Ojcem w porządku, niedługo go wypiszą.

Napisane przez: torlin | 14/12/2019

Torlinowe wątpliwości fotograficzne

Najpierw dokumentacja fotograficzna. The Architectural Photography Awards jest jednym z najsłynniejszych konkursów fotograficznych dotyczących architektury na świecie. W 2019 roku wybrano zwycięzców w sześciu kategoriach, pokazuję zwycięskie zdjęcia w czterech kategoriach. W dwóch: schronienie (nie wiem, czy dobrze tłumaczę słowo: „shelter”) i „Poczucie miejsca” – nie przedstawiam, powód wyjaśnię później, każdy może sobie zobaczyć zwycięskie prace w linku. U góry najlepsza praca nie tylko w kategorii: „zewnętrzne”, ale również uznana za najlepszą pracę w ogóle – „The Twist Museum, Kistefos Sculpture Park, Jevnaker, Norwegia”.

Zwycięzca w kategorii „domy socjalne” i portfolio – Bordeaux we Francji

Zwycięzca w kategorii: „wnętrze” – fabryka drewna w Chinach.

Najlepsza fotografia w kategorii: „Budynki użyteczności publicznej” – Plac Skanderbeg w Tiranie w Albanii.

Mam dwie wątpliwości, obydwie jednakowej miary, więc kolejność moich zarzutów jest dowolna. Pierwsza w takim razie jest taka, że taki konkurs jest dla mnie bez sensu. Gdyby to chodziło o piękno samych obiektów architektonicznych, to jeszcze bym rozumiał. A tak? Zdjęcie Muzeum Rzeźby w Norwegii, uznane za najlepsze w ogóle, zrobi każdy człowiek stojący w tym miejscu podczas pochmurnej pogody. W tym zdjęciu nie ma nic nadzwyczajnego, piękny jest tylko budynek. A pozostałe to wręcz banał doprowadzający mnie do kryzysu, to są najzwyczajniejsze fotografie, trzaskane w milionach sztuk przez ludzi zwiedzających świat. Co w nich jest nadzwyczajnego?

Drugą wątpliwością jest fakt, że autorem trzech prac (z wyjątkiem fabryki drewna”) jest ten sam człowiek – Laurian Ghinitoiu. Rumun, którego nie ma nawet w rumuńskiej Wiki. To akurat najmniejszy zarzut, zastanawiam się tylko po co nagradzać jednego człowieka w trzech kategoriach na sześć. Żeby te prace były rzeczywiście nadzwyczajne!

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie