Napisane przez: torlin | 21/04/2017

Isia

Jest jedną z moich najukochańszych sportsmenek. Jednocześnie uwielbiana i lżona, nikogo właściwie nie pozostawia obojętnym. Dlatego może zadziwi wszystkich moja propozycja – „Isiu, skończ karierę”.

Isia ma wiele twarzy, jedną z ich jest twarz PiS-u, wypowiadała się wielokrotnie na ten temat. Jedną z nich jest twarz Polki – nigdy nie odmawiała udziału w różnego rodzaju meczach reprezentacji Polski. Oponenci od razu podniosą sprawę olimpiad, w których Isia się nie tylko skompromitowała jako sportowiec, ale i jako człowiek. Isia dzieli również Polaków pod względem urody, część jest zachwycona, część wzrusza ramionami, i mówi, że jest „taka sobie”.

Trzeba przyznać, że mało jest sportowców o tak diametralnych, i ich poglądach, i opiniach o nich. Ale zawsze dotyczy to sportowców wielkich, jak Małysz, Kubica, Boruc. Takich ludzi albo się kocha, albo nienawidzi.

Ja Isię kocham. Za wspaniałe mecze, za cudowne zagrania, za chwile wzruszeń, za bojowość wobec kobiet-młotów po drugiej stronie siatki. Ona, nieduża (173 cm), ze słabym serwem, którą na logikę dziewczyny walące w piłkę z całej siły powinny zmieść z kortu, potrafiła im się tak odgryźć, że większość z tych nowego sortu (sic 😉 ) zawodniczek nie wiedziała, co zrobić, bo miały za małe umiejętności techniczne. Nauczone były walić z całej siły i to wszystko, wystarczy, że trafiły w kort.

Ona należy do zawodniczek dawnego tenisa, cudownych zagrań, skrótów, lobów, pasingszotów czy dropszotów. Ona należy do tej grupy co Martinez, Steffi Graf, Monica Seles, Jana Novotna, Arantxa Sanchez Vicario, Mary Pierce, Lindsay Davenport, Martina Hingis. Do tego tenisa, który kocham, i którym się zachwycam. Będąc chłopięciem (11-12 lat) trenowałem na Spójni Warszawa ten przepiękny sport (co to były za czasy, przez rok obijałem ścianę i nie wolno mi było wyjść na kort – bo „za wcześnie”) i graliśmy niekiedy z chłopakami w tzw. „kulturę”. Nie chodziło o to, żeby zdobyć większą ilość punktów, ale oceniający koledzy liczyli punkty li tylko za piękne zagrania. Gralo się wtedy blisko siatki i człowiek starał się, żeby to zagranie było najpiękniejsze i aby przez „jury” zostało wysoko ocenione. Stąd mój podziw dla Agnieszki za niektóre zagrania.

Isia jest teraz zakochana, nie ma głowy do tenisa, moim zdaniem powinna zakończyć karierę w pełni sławy. Powinna wziąć przykład Szewińskiej (Kirszenstein), która zakończyła karierę w odpowiednim momencie. Nie ma nic przykrzejszego, jak przegrywający ze słabeuszami dawny mistrz. Bardzo Ci jestem wdzięczny Agnieszko za te wszystkie prześwietne chwile podczas oglądania Twoich meczy. A oprócz tego zawsze mi się podobałaś jako kobieta.

Napisane przez: torlin | 17/04/2017

1 prawda + 1 prawda = 2 prawdy

Na początku chciałem dać ten tekst bez żadnego mojego komentarza, ale nie mogę się powstrzymać. Jest to cudowny przykład na to wszystko, o czym rozmawialiśmy dwie notki temu. Co jest prawdą? Czy o wszystkim wiemy? Czy to nie jest tak, że chcemy, żeby coś jakoś tam wyglądało, jak nam się wydaje? Jest to doskonały przykład na niesłychane skomplikowanie rzeczywistości, wzajemnych relacji indywidualnych, zbiorowych i biznesowych.

Pierwsza prawda

Ma metr trzydzieści wzrostu, kucyk i powiewającą sukienkę. Wygląda na dziarską dziewczynkę, niebojącą się stanąć oko w oko z rozjuszonym bykiem na Wall Street. Postawiona  w przeddzień Międzynarodowego Dnia Kobiet i niewiele ponad miesiąc po wielkim Marszu Kobiet (o olbrzymiej frekwencji), okrzyknięta została  natychmiast symbolem wolności i niezależności kobiet. Obok byka najbardziej rozjuszony był jego autor, 78-letni rzeźbiarz Arturo Di Modica. Autor zagroził jej twórcom procesem w przypadku nieusunięcia pięknej figurki dziewczynki wykonanej z tego samego brązu co byk, lub jeżeli ktoś będzie dziewczynkę fotografował razem z bykiem.

Druga prawda

Nieustraszoną Dziewczynkę na Wall Street ustawił tak naprawdę fundusz inwestycyjny SSGA*, finansowy gigant obracający miliardami dolarów, promujący w ten sposób różnorodność płciową. Arturo Di Modica zaś ustawił swoją rzeźbę byka bez koniecznych pozwoleń, i kiedy już miał zostać wywieziony ten piękny symbol hossy, uratowali go mieszkańcy Nowego Jorku (jak Warszawiacy swoją palmę).

1 + 1 = 2

A może jest trzecia prawda!

Śliczne są te rzeźby (opinia własna Torlina). Warszawiacy palmę uratowali, ale takiego samego byka już nie. Warszawska Giełda Papierów Wartościowych chciała postawić na placu Trzech Krzyży rzeźby przedstawiające byka i niedźwiedzia przedstawiające hossę i bessę na giełdzie. Pomysłowi sprzeciwili się parafianie z kościoła św. Aleksandra. Zdaniem rady duszpasterskiej parafii św. Aleksandra ustawienie rzeźb byłoby profanacją świątyni: „ustawienie rzeźb niedaleko kościoła będzie sprawiać wrażenie, że rzeźby są integralnie złączone z budynkiem kościoła, co może budzić mylne przekonanie, iż są symbolem biblijnego cielca spod góry Synaj, symbolu pogańskiego kultu. Powyższe może wzbudzić kontrowersje zwłaszcza wśród ludzi wierzących” – witamy w Polsce TU.

Pomysł wzięty z artykułu GW TU.

* State Street, istniejąca również w Polsce, specjalizuje się w usługach z zakresu obsługi inwestycji finansowych, a przede wszystkim księgowością funduszy inwestycyjnych, obsługą instrumentów pochodnych, wyceną papierów wartościowych, sporządzaniem sprawozdań finansowych, jak również administracją funduszami wysokiego ryzyka (hedgingowymi ).

Napisane przez: torlin | 15/04/2017

Wielkanoc 2017

Wszystkim swoim Gościom, Komentatorom i Odwiedzającym (Wpadającym) składam najserdeczniejsze życzenia Zdrowych i Wesołych Świąt. Niech Wam się darzy.

Napisane przez: torlin | 13/04/2017

Rozmamłanie i rozchwianie

Józef Piłsudski na dworcu kolejowym w Bukareszcie 14 kwietnia 1932 roku. Dzisiaj mija 85 rocznica przyjazdu Dziadka do Konstancy, w drodze powrotnej z Egiptu Marszałek Józef Piłsudski odwiedził Rumunię, a w Bukareszcie przeprowadził rozmowy z królem Karolem II i premierem Nicolae Iorgą.

Można oczywiście rozgrzebywać sprawy polsko-rumuńskie, pakty z bolszewikami czy niechęć Francji. Mnie zastanowiło i zasmuciło coś innego, komentarze w Interii pod tym artykułem. Wiem, co mi zaraz powiecie, abym nie czytał i nie komentował komentarzy, bo one rządzą się swoimi prawami. A ja je nie tylko przeczytałem, ale powchodziłem na linki dotyczące poszczególnych wpisowiczów. I ukazało mi się potworne bezhołowie, rozmamłanie i rozchwianie.

Józef Piłsudski i tamte czasy są zbyt skomplikowane na typowo współczesne biało-czarne barwy, wszystkie te komentarze pełne są nieprawd, półprawd, zwykłych przekłamań i plotek, ale to wszystko jest podane w takim sosie, że zwolennik będzie na pewno „za”. No bo czy Piłsudski nie mordował zwykłych Rosjan? Zabijał. Ale czy okupant jest „normalnym Rosjaninem”? To Rozwadowski wygrał wojnę w 1920 roku? Nieprawda, chociaż pewne elementy tego rozumowania są prawidłowe. Z kolei pani – zwolenniczka Piłsudskiego – pisze: „Nikt przed wojną nie cierpiał nędzy. Jeśli chciał pracować to pracę miał”. Większej bzdury nie słyszałem. I tak można rozważać kolejne zdania.

Chciałbym teraz bardzo wyraźnie coś podkreślić, moja notka opiera się na Piłsudskim i na dyskusji o jego osobie, ale nie jest jej treścią. Nią są moje refleksje na temat prawdy historycznej. Czy to w ogóle jest możliwe? Czy w ogóle taka istnieje? Jak mogło dojść do takiego rozmamłania i rozchwiania informacji, ocen, jak mogło dojść do sytuacji, w której zwolenników jakiejś postaci należy szukać w obozie nam obcym? I co najgorsze, w dzisiejszych czasach nawet najbardziej rzetelna i prawdziwa analiza utonie w tym ścieku pomówień i insynuacji.

Czy jesteśmy już na tym etapie, że każdy będzie miał swoją prawdę, szczególnie dotyczącą postaci historycznych? Z Józefem Piłsudskim jest ten kłopot, że Dziadek był postacią wieloformatową, był i socjalistą, i anarchistą, i nacjonalistą, i zwolennikiem Konstytucji kwietniowej zrywającej faktycznie z demokracją i trójpodziałem władzy.

Widzicie jakiekolwiek światełko w tunelu, czy będzie tylko gorzej?

Napisane przez: torlin | 10/04/2017

Ratujmy Stańczyki

Na północno-wschodnim krańcu Polski, na brzegu Puszczy Rominckiej, obok niewielkiej miejscowości Stańczyki (gmina Dubeninki, powiat gołdapski, województwo warmińsko-mazurskie), na północny zachód od Suwałk, na terenie Suwalszczyzny* mamy niesłychanie ciekawą atrakcję turystyczną, jaką są wiadukty w Stańczykach. Są one  jednymi z najwyższych w Polsce, a ich pięcioprzęsłowa konstrukcja, o równych 15-metrowych  łukach, rozciąga się na długości 180 m i wysokości do 36,5 m, liczonej od powierzchni przepływającej pod nimi rzeki Błędzianki.

Poetyckie określenia wiaduktów jako „Wiadukty Północy” lub „Akwedukty Puszczy Rominckiej”, na pewno są Wam znane, a obydwa majestatyczne mosty łudząco przypominają rzymskie akwedukty w Pont du Gard. Niemcy budowali tę linię z zapałem lepszej sprawy, choć wielu było takich, którzy zastanawiali się nas sensem jej budowy:

  1. Po co budowano tak wysoki wiadukt, skoro 200 metrów dalej byłby on niski,
  2. Cała Puszcza Romincka była zajęta przez dworaków NSDAP, a przede wszystkim przez marszałka Hermanna Göringa,
  3. Teren był słabo zaludniony, więc miał małe znaczenie gospodarcze,
  4. Po co budowano Doppelbrucke, skoro nigdy nie miał powstać drugi tor.

Ale to jest dodatek. Te wiadukty robią olbrzymie wrażenie, jak się na nich stoi, to się kręci w głowie, są one tak wysokie. Często jeździłem do Stańczyków, wtedy było miejsce zapomniane przez Boga i ludzi, jakiś pseudoparking wysypany żwirem i to wszystko. W 1979 r. Wojewódzki Konserwator Zabytków w Olsztynie wpisał oba mosty do rejestru zabytków, a zaczęło się od tego, że Armia Czerwona zdemontowała wszystkie tory i wywiozła („celem poniklowania”), a wiadukty dostały się w spadku Polskim Kolejom Państwowym, oni zaś szybko je przekazali Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa.

2003 rok, GW: „Unikatowe w skali Europy – ze względu na swą konstrukcję – wiadukty są zniszczone i wymagają natychmiastowego remontu. Dlatego cena wywoławcza była bardzo niska – 7,6 tys. zł. Obiekt sprzedano, gdyż właścicieli – Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa i starostwa w Gołdapi – nie było stać na jego utrzymanie. – Próbowaliśmy przekazać ten zabytek samorządom, zwróciliśmy się do gminy Dubeninki, ale bez skutku – mówi Ludgierd Rogowski, dyrektor filii AWRSP w Suwałkach. – Sama ekspertyza i ocena techniczna obiektu kosztowałaby 250 tys. zł – mówi Jan Raźniak, wicestarosta gołdapski. – Koszt remontu jednego tylko przęsła mostu, jak wyliczono, wyniesie 650 tys. zł. To dla nas niewyobrażalne sumy”.

Wiadukt w Kiepojciach

W związku z tym sprzedano je za … 125 tys. zł., z tego połowę dano im na … odremontowanie obiektu. Przedsiębiorcy z Grajewa – Kazimierz Twarowski i jego synowie Grzegorz i Arkadiusz mówią: „Kupiliśmy mosty, bo nam się bardzo podobają – mówił Kazimierz Twarowski. – Na co dzień zajmujemy się agroturystyką, hotelarstwem, gastronomią i wiemy, co zrobić z wiaduktami. Co? Opowiem o tym za jakiś czas – uciął”.

I stan jest taki, że wiadukty się sypią, jest zakaz skoków na bungee, a niedługo zamkną w ogóle wejścia na wiadukt. TesTequ, nie rzuć mi się natychmiast do gardła, kapitalizm ma również swoje ciemne strony, a nie same jasne.

Wiadukt w Jurkiszkach

* Z Puszczą Romincką jest kłopot, z punktu widzenia geograficznego należy do Pojezierza Suwalskiego, czyli do Pojezierza Litewskiego, i to nie są Mazury, z punktu widzenia politycznego zawsze należały do Prus, a więc były częścią Mazur.

I czwarty na tej samej linii wiadukt, najtrudniejszy do znalezienia, bo zakopany w lasach – wiadukt w Botkunach.

Napisane przez: torlin | 07/04/2017

Tereska odnaleziona

Jest to jedno z najsłynniejszych zdjęć świata – dziewczynka o imieniu Tereska rysuje dom. Wszystkie inne dzieci rysowały prostokąt z dachem, oknami, drzwiami, drzewami, jedynie dla Tereski dom wyglądał jak na zdjęciu. Autorem zdjęcia jest David Seymour, a fotografia znajduje się obecnie w Brooklyn Museum.

W Niemczech jest fundacja charytatywna nazwana właśnie „Terezka”, założona przez Gregora Siebenkottena, niemieckiego biotechnologa, mająca na celu pomoc „dzieciom, które cierpią z powodu głębokich, psychicznych, fizycznych bądź materialnych trudności, w szczególności żyjącym na terenach dotkniętych wojną i głęboką biedą”, i to ona właśnie poszukiwała śladów swojej patronki. Razem z wolontariuszem Patrykiem Grażewiczem i Heleną Rembelską ze Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu najpierw przejrzeli inne zdjęcia  Davida, aby odtworzyć jego trasę w Otwocku i po zlokalizowaniu szkoły podstawowej wytypowano wszystkie Tereski. Szkołę poznano po 38-sekundowym fragmencie w Polskiej Kronice Filmowej.

Bohaterką zdjęcia (a właściwie sekwencji 37 zdjęć podpisanych „Children of Europe. Poland. Tereska.”) Davida Seymoura okazała się być Teresa Adwentowska, urodzona 9 czerwca 1940 roku, jej ojciec prowadził kiosk warzywny ze słodyczami na Pl. Narutowicza. Tereska miała niedowład prawej nogi i ręki, spowodowany odłamkiem, który trafił ją w głowę i uszkodził centralny system nerwowy. Do końca życia miała prawidłową prawą półkulę mózgu, druga zaś zatrzymała się na poziomie 4-letniego dziecka. Teresa jako czteroletnia dziewczynka przeszła piekło Powstania na Woli, gdzie Niemcy dokonali hekatomby ludności cywilnej, a jako dorosła już Teresa Adwentowska zmarła w Tworkach koło Pruszkowa w szpitalu psychiatrycznym w 1978 roku.

Jest to jedno z najsłynniejszych zdjęć świata, całe pokolenia budowały teorie na temat tego zdjęcia, szczególnie interesowali się nim psychiatrzy. Jak mylący jest Internet, to wszędzie znajdziecie wiadomości, że jest to zdjęcie Żydówki urodzonej w obozie koncentracyjnym i że była wychowana w sierocińcu. Wszystko to jest nieprawda, miała do końca swoich dni normalną rodzinę, a odłamek trafił ją podczas Powstania.

Jeżeli chcecie obejrzeć jeszcze kilka najsłynniejszych zdjęć świata – zapraszam TU – warto.

 

Napisane przez: torlin | 04/04/2017

Co z nowym otwarciem w Tatrach Słowackich?

Moja notka będzie się składała jedynie z pytań, na które nie znam odpowiedzi. Już od dawna Słowacja przygotowywała się do wielkiego otwarcia zamkniętych dla turystów fragmentów Tatr. Chodziło przede wszystkim o:

    1. Otwarcie dla turystyki Tatr Bielskich. Na początku chciano otworzyć tylko nieliczne ze ścieżek, przygotowano kierunkowskazy, założono łańcuchy. I nic. Czy w ogóle ktoś wie, dlaczego cały region górski został całkowicie  zamknięty?
    2. Miano otworzyć dla szerokiej turystyki indywidualnej poszczególne szczyty dotąd dostępne tylko z przewodnikiem, a umożliwić to miało wejście w życie nowelizacji słowackiej ustawy o ochronie przyrody od 1.I.2014 r., miano oznakować tak atrakcyjne trasy jak:

– Śląski Dom – Gerlach – Batyżowiecki Staw– Łomnicka Przełęcz – Łomnica
– Zielony Staw Kieżmarski – Baranie Rogi – Chata Teryego
– Schronisko Téryego– Lodowy Szczyt – Kopa Lodowa – Lodowa Przełęcz
– Dolina Batyżowiecka – Kończysta
– Przełęcz Waga – Wysoka

Miało być więcej tras narciarskich, i wejście do większej ilości jaskiń.

Słyszałem, że w pierwszym przypadku ogromną rolę odegrali obrońcy przyrody, którzy najchętniej wszystko by zamknęli, w drugim zaś zdaje się wygrało silne lobby przewodników górskich, którzy straciliby rację bytu. Słowacy mieli tyle znakomitych pomysłów, np. via ferrata z Czerwonej Ławki przez Mały Lodowy na Lodową Przełęcz.

„- Zdajemy sobie sprawę, iż niektóre zapisy regulaminu muszą zostać znowelizowane” – mówił Pavol Majko z Tatrzańskiego Parku Narodowego (TANAP) w 2013 roku. „W ostatnim czasie odbyła się dyskusja, w czasie której doszliśmy do porozumienia i obecnie otwarcie zamkniętych dróg wydaje się być kwestią czasu”.

No i co?

Napisane przez: torlin | 02/04/2017

Czerwony kwadrat – malarska prowokacja Torlina

To oczywiście żart, nawiązujący do Malewicza. Ale problem pozostaje. Przez lata nie wolno było stosować pewnych kolorów w określonych sytuacjach, inne zaś pasowały/niepasowały do siebie. Współczesny świat oczywiście wywrócił wszystkie kanony estetyki do góry nogami.

Jak już niektórzy z Was wiedzą, Wezyr odwołał wszystkie loty do Turcji do Marmaris, więc zostaję w kraju. Mam dwa tygodnie urlopu w maju, przedzielone Komunią Oleńki, więc pierwszy tydzień poświęcę na odmalowanie mojego pokoju, w drugim jadę do Krakowa, aby zdobyć najwyższy szczyt powiatu krakowskiego i wielickiego.

Ale wracając do pokoju, mam ochotę na bunt. Już w 2008 roku zdecydowałem się na ceglaną ścianę, co wywołało protest mojej żony, ale resztę mieszkania mam w bieli i beżach, delikatnych pastelach. Mam już ich po dziurki w nosie, ale muszę pamiętać, że moje mieszkanie jest ciemne, gdyż cały dom jest otoczony drzewami. Ciągle w głowie mam przestrogi projektantów i psychologów, które kolory są dobre, a które złe. Oranż z łososiowym pobudzają soki trawienne i zwiększa uczucie głodu, czerwony zwiększa ochotę na seks (coś w tym jest, a jaki był/jest kolor zamtuzów?), w sypialni najlepiej sprawdzają się błękity, zielenie i delikatne fiolety. Psychologia kolorów. Jaki odcień ścian wybrać, żeby nie zwariować.

Ale ostatnie zdanie jest przewrotne, mnie nie chodzi o to, że źle pomaluję ściany i zwariuję, tylko ja mam dosyć bieli, beżów i pasteli. Nie wytrzymuję nerwowo.W związku z tym postanowiłem obok czerwonej, a raczej ceglastej ściany wprowadzić intensywnie czerwone fragmenty. I zamówię do tego obrazy na płótnie. A następnie zwariuję.

Napisane przez: torlin | 30/03/2017

Łużyce – znikający punkt

Po zakończeniu I Wojny Światowej polityk serbski Arnošt Bart Brězynčanski i jego Serbski Komitet Narodowy postanowił wystosować do prezydenta USA Thomasa Woodrowa Wilsona memorandum w sprawie wydzielenia państwa łużyckiego z Rzeszy Niemieckiej . Zarówno wcześniej, jak i na samej konferencji w Wersalu, Arnošt Bart-Brezyncanski próbował zdobyć poparcie Czechosłowacji i wywalczyć niepodległość dla Łużyc. Było to 23 marca 1919 roku, czyli 98 lat temu. Sprzeciwiali się temu szczególnie Anglicy, ale nie tylko z powodów znanych od dawna, jak nieosłabianie Niemiec jako równowagi dla Francji, ale również z obaw o rozwinięcie się nacjonalizmów angielskich, np. Kornwalii (i nie tylko angielskich: Bretończycy, Baskowie).

Drugą próbę mieszkańcy Górnych i Dolnych Łużyc zaryzykowali po II Wojnie Światowej, to z kolei Stalin i NRD się nie zgodzili. Trzecia była niedawno, w 1990 roku, tu z kolei Kohl stanął okoniem. Nawet prośba o stworzenie jednego kraju związkowego pominięta została milczeniem (Górne Łużyce należą do Saksonii, a Dolne do Brandenburgii).

Szczerze mówiąc jestem pełen podziwu dla tego narodu. Tysiąc lat bezwzględnego wynaradawiania, władców niemieckich prześladujących Serbołużyczan można liczyć w dziesiątkach, ale obok Hitlera najgorzej zapisał się elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm, który poniszczył piśmiennictwo łużyckie i zakazał odprawiania nabożeństw w tym języku. Ale pierwsze prześladowania były o wiele wcześniej, już w 1327 pojawiły się pierwsze zakazy używania języka łużyckiego.

I pomyśleć, że ten naród jeszcze istnieje, ale jest z nim coraz gorzej, Serbołużyczan jest zaledwie 50 tysięcy (Górnołużyczan 30, a Dolno- 20). Naród ten rozpływa się w państwie niemieckim, i po raz kolejny potwierdza się fakt, że małe narody tężeją i i są silne kulturowo podczas eksterminacji i prześladowań. O wiele gorzej taki naród daje sobie radę w przypadku wolności i równości, gdzie nie ma konkretnie sprecyzowanego wroga.  Unia Europejska uznaje obydwa języki jako wymierające. I pomyśleć, że błędna decyzja podjęta tysiąc lat temu owocuje zatrutymi owocami po dzień dzisiejszy.

Napisane przez: torlin | 27/03/2017

Nowy metr polski

Muszę powiedzieć, że widocznie się starzeję, bo nie mogę przeboleć zaniku starych polskich wyrazów. Widziałem tę reklamę Żywca i przypomniały mi się rozmowy na Suwalszczyźnie, zwroty, powiedzenia, ale jedna uwaga – nie chodzi mi o regionalizmy. Dyspozycja Ciotki w stosunku do sąsiada-rolnika: „niech pan przywiezie mi metr ziemniaków”. Ilu młodych zrozumie tę dyspozycję (nawiasem mówiąc boję się, że słowo „dyspozycja” jako polecenie wydane komuś też zanika). Kto z młodych wie, że metr to jest kwintal, czyli 100 kilogramów. Torlin, jedziesz na targ do Suwałk, to kup 2 tuziny jajek, albo nie, od razu  kup kopę, i tak zużyjemy”. W powszechnym użyciu był też mendel. Moja babcia odpowiadała na moje pytanie: „Babciu, która godzina? Pięć na drugą” – pytałem w pracy młodzieży, nikt nie wiedział.

Pisałem już wielokrotnie o wyrazach, których jest mi bardzo żal. Na pierwszym miejscu jest stryj, nie bardzo wiem, dlaczego on zanika. Piękny wyraz, stary, rozumiem zanik poszczególnych określeń wewnątrzrodzinnych, nikt nie mieszka na kupie, i nie trzeba używać nazw typu: stryjenka, świekier czy jątrewka, ale stryja żal. Na naszych oczach upada również bratanek/bratanica i siostrzeniec/siostrzenica, króluje np. córka brata. Tak nawiasem mówiąc w dawnej Polsce bratanków nazwałaby „bratankami” tylko siostra brata, brat brata nazwał by ich synowcami lub synowicami.

Następuje też wiele zabawnych nieporozumień związanych z używaniem przeze mnie archaizmów, już kiedyś o tym pisałem, ale po zaprowadzeniu kosiarki do sąsiada, bo się zepsuła, na moje pytanie: „No i jak znalazłeś moją kosiarkę?” Mietek odpowiedział: „W ogóle jej nie szukałem, sam przecież ją przyprowadziłeś!”. Za moich młodych lat pytanie-powiedzenie: „No i jak znalazłeś ciotkę w szpitalu?” nie świadczyło o jej poszukiwaniu. Są stare wyrazy, które słusznie zanikły, do takich bym zaliczył: pasjonat (człowiek wpadający w pasję), oportunista (człowiek bez zasad), resentyment (niechęć odczuwana do kogoś przez dłuższy czas i ciągle przypominana we wspomnieniach) czy spolegliwy (człowiek, na którym można polegać) – te wyrazy dzisiaj są nieczytelne, i za bardzo podobne do innych, mających odrębne znaczenie, tak że – moim zdaniem – słusznie, że idą na emeryturę. Ale kwadrans? Czy go nie żal?

Powstaje mnóstwo nowych wyrazów, których dawniej nie było, cieszę się z każdego z nich. Ale jednak szkoda tych dawnych powiedzeń, zwrotów, odmian. Tak samo, jak szkoda mi dawnej gwary powiślańskiej, którą znałem i umiałem się ją posługiwać. Jejku, gdzie jest ten świat: „panie piszpan, powiedz pan  w krótkich abcugach, w które mańkie poleciał mój skowyr?”

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie