Napisane przez: torlin | 19/12/2020

Zaczynam się martwić. Generalnie.

Dwa artykuły i jednakowe refleksje. Słynny komentator gospodarczy Martin Wolf pisze w „Financial Times”: „swoją wiarę w tezy Miltona Friedmana uważam za błąd”. Koniec świata. Pierwsze zdanie z artykułu brzmi”

„Jaki powinien być cel przedsiębiorstwa? Przez długi czas przeważającym poglądem w anglojęzycznym świecie, a w coraz większym stopniu i gdzie indziej, był ten przedstawiony przez ekonomistę Miltona Friedmana w artykule „New York Timesa” „Społeczną odpowiedzialnością biznesu jest zwiększanie zysku” opublikowanym we wrześniu 1970 r. Ja też w to wierzyłem. Byłem w błędzie”.

Argumentuje to tym, że powstały megakorporacje i nastąpiła erozja gospodarczej funkcji państwa. Te wielkie firmy stały się pozbawionymi odpowiedzialności kreatorami i dysponentami zasad politycznych. A później dodaje:

„Nieokiełznana władza korporacji była jednym z czynników stojących za wzrostem populizmu, szczególnie prawicowego. Rozważmy, jak ktoś miałby przekonać ludzi do przyjęcia libertariańskich poglądów Friedmana. W świecie powszechnego prawa głosu jest to trudne. By wygrać, libertarianie weszli w sojusze z marginalnymi grupami wojen kulturowych, rasizmu, mizoginii, ksenofobii i nacjonalizmu. Oczywiście robili to najczęściej po cichu, więc mogą teraz zaprzeczać”.

Ale dla mnie w dalszym ciągu jest to krok w tył, a potem nastąpią dwa w przód. Ale czy to będzie takie wspaniałe? Keynes nam zostanie?


Drugi artykuł, który mną wstrząsnął, to wiadomość o zamontowaniu nieprawdopodobnej ilości kamer w Rosji, w samej Moskwie jest ich oficjalnie 200.000, a specjaliści mówią, że pewnie jest ich co najmniej dwa razy więcej. Montowane są nawet na klatkach schodowych, aby wybić kod w domofonie musisz spojrzeć w ekran. Mer Moskwy Siergiej Sobianin bardzo jest z tego dumny: „wprowadzamy system podobny do chińskiego”, a od 1 lipca w Moskwie rozpoczęto pięcioletni eksperyment ze sztuczną inteligencją. Informacje biometryczne w połączeniu z funkcją rozpoznawania twarzy, analizą codziennych zachowań na podstawie danych z kamer i informacjami z sieci społecznościowych mają określać poglądy i zaangażowanie obywatela. To znaczy policja będzie wcześniej wiedziała, kto będzie na demonstracji, zanim zainteresowany sam o tym zdecyduje.

Strach się bać. A u góry aktywistka rosyjska w ochronnym makijażu oszukuje algorytm inteligentnych kamer.

Napisane przez: torlin | 15/12/2020

Skąd pochodzi Pan Antoni?

Ponieważ nie mam czasu napisać planowanej notki daję wpis w międzyczasie. Dom Aukcyjny Rempex oferuje obraz „W pracowni” artysty Antoniego Jezierskiego, malarza pochodzącego ze Lwowa. I tu się zacząłem zastanawiać, czy można nazwać Pana Antoniego malarzem pochodzącym ze Lwowa. Antoni Jezierski urodził się we wsi Ihrowice koło Tarnopola, do szkoły średniej chodził rzeczywiście we Lwowie, ale studiował w Krakowie i w Monachium, a po powrocie z Niemiec mieszkał w Zbarażu, Żerebkach, Sieniawie, Załużu pod Zbarażem i w Kołomyi. Zmarł rzeczywiście we Lwowie.

Ale patrząc na jego biografię, czy można napisać, że pochodził ze Lwowa?

Napisane przez: torlin | 12/12/2020

Historia lubi się powtarzać

Historię impresjonizmu znamy wszyscy, w 1863 roku na polecenie Napoleona III powstaje Salon Odrzuconych, miejsce, gdzie można było zaprezentować prace niezaakceptowane przez oficjalny, istniejący od 1667 roku, Salon Paryski. Po tym buncie następuje rozkwit chyba najbardziej kochanego przez nas kierunku malarstwa. Rok później powstaje Salon Niezależnych, miał nie mieć ani jury, ani nagród; dzieła miały być poddawane li tylko osądowi publicznemu.

W 1912 roku 25-letni  Marcel Duchamp postanawia wstawić do tegoż Salonu swoją pracę pt. „Akt schodzący po schodach nr 2” (powyżej – jeden z moich najukochańszych obrazów). Już po zawieszeniu, na kilka dni przed otwarciem, poproszono Duchampa o zdjęcie obrazu, gdyż „„Akt” nie zgadza się z linią, jaką sobie wytyczyli”. W odpowiedzi na to wydarzenie powstaje Section d’Or, ugrupowanie artystyczne, które jeszcze tego samego roku zorganizowało własną wystawę kubistyczną.

Przenieśmy się teraz półtora tysiąca kilometrów na wschód. Jest rok 1858, Warszawa, dwaj przedsiębiorcy: Jan Zamoyski i Włoch Tytus Tabachi, otwierają Wystawę Nieustającą Sztuk Pięknych. Obydwaj jednak wolą prezentować nawet mierne prace, byleby były one zagraniczne, a nie mają najmniejszej ochoty przedstawiać malarzy polskich, mimo wcześniejszych co do tego zapewnień. Co jest zrozumiale, wywołuje to wściekłość artystów. W odpowiedzi Wojciech Gerson ze swoimi kolegami powołuje komitet roboczy Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Królestwie Polskim., zgodę na utworzenie „Zachęty” wydaje sam car Aleksander II i w ten sposób dokładnie 160 lat temu powstaje ta instytucja czynna do dziś.

Ale historia się kołem toczy – jest rok 1930, młodzi artyści, najczęściej awangardowi, mają dość konserwatywnej „Zachęty”, która nie wystawia ich prac i tworzą nową instytucję – Instytut Propagandy Sztuki (IPS). W 1931 roku Instytut dostaje na własność działkę i nowo wybudowany pawilon przy Królewskiej 13.

Napisane przez: torlin | 09/12/2020

Antysemityzm. Czyżby?

Przeczytałem ostatnio wspaniały artykuł o lodzermenschach w „Ziemi Obiecanej”, w którym sporo było o antysemityzmie tych wielkich utworów. Stany Zjednoczone nie pozwoliły na puszczanie naszego filmu u siebie, a jeden z producentów wręcz wykupił prawa do tego filmu, aby go … nikt nie puścił w kinach.

Wcześniej spotkało to Reymonta, jemu również zarzucono antysemityzm. W odpowiedzi pisarz zmienił trochę wymowę swej powieści. Ale warto by pokusić się o maleńką analizę problemu, i to z dwóch kierunków.

Pierwszy, czy to rzeczywiście Żydzi są przedstawieni najgorzej w książce/filmie? Rzeczywiście Grünspan i Welt (bardziej w książce) są pokazani strasznie, ale czy tylko oni? Przecież najgorszym szubrawcem jest Niemiec Bucholz, a i Polacy: Borowiecki i Wilczek od niego nie odstają. Można przeprowadzić ten wywód również nie wprost, te nacje indywidualnie są również pokazane bardzo pozytywnie: Dawid Halpern jako Żyd, ojciec Maksa Bauma jako Niemiec i ojciec Borowieckiego jako Polak.

Drugi, czy to nie była prawda? Mamy ten kłopot z naszą współczesnością, że dawne oczywistości dzisiaj są nieoczywistością. Pamiętacie, jak pisałem o obrazie w Sandomierzu? I co teraz z tym zrobić? Pokazywać ugrzecznioną nieprawdę, czy omijać szlachetnym milczeniem? Należałoby w tym momencie poprawić nawet moje ukochane „Wesele”. Pamiętacie? „Przyszedł mosiek na wesele” i „pan się mną Żydem brzydzi”.

Dłuższy czas szukałem tego artykułu. Po wielu staraniach wreszcie go przeczytałem: Hieronim Grala (Wydział „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego): „Wygrać klęskę: pamięć „wielkiej bitwy” w oficjalnej narracji moskiewskiej (XVI w.)”. Rzecz dotyczy Bitwy pod Orszą, bardzo ważnego starcia pomiędzy Jagiellonami, a Państwem Moskiewskim. Koniec XV wieku i początek XVI jest to okres ciągłego cofania się Litwy pod naporem moskiewskim. Autor pisze:

„Oto pobity został  z kretesem potężny wróg, który od dziesięcioleci napierał  na ruskie rubieże ojcowizny Jagiellonów, wydzierając im prowincję za prowincją  . Wszak wciąż żywa była jeszcze na Litwie pamięć  druzgocącej klęski, zadanej jej wojskom nad Wiedroszą  (1500), gdzie do niewoli dostało się  niemal całe dowództwo armii jagiellońskiej, z obecnym tryumfatorem – kniaziem Ostrogskim – na czele. Co gorsza, niedawna utrata Smoleńska (czerwiec 1514), postrzeganego powszechnie jako „wrota do Litwy”, odbiła się  niemałym rezonansem w ówczesnej Europie, zachęcając wrogów Zygmunta I do zacieśnienia współpracy politycznej z Moskwą  . Groźba szerokiej ligi antyjagiellońskiej pod auspicjami imperatora Maksymiliana   I i jego moskiewskiego alianta – Wasyla   III – zaczynała przybierać  zgoła realne kształty. Zwycięstwo – zwłaszcza tak imponujące – zmieniał rachunek sił : uzyskawszy tak znakomity atut, dyplomacja jagiellońska bezzwłocznie przystąpiła do energicznej kontrakcji”.

Wielka bitwa pod Orszą miała z jednej strony olbrzymie znaczenie dla Rzeczpospolitej, z drugiej nie miała żadnego. Jej wielkie znaczenie zaprezentował nam autor, ale trzeba przyznać, że Polacy wyspecjalizowali się w nieumiejętności wykorzystywania zwycięstw, w wyniku tej bitwy Polska odzyskała trzy drobne zamki. Ale po bitwie rozpoczęła się propaganda. Polacy ogłosili triumf nad barbarzyńcami, ratującego świat łaciński przed inwazją „wrogów Najświętszego Kościoła Rzymskiego”, dzięki przychylności niebios stanowiąc przedmurze chrześcijaństwa i powstrzymującego „bluźniercę  i nieubłaganego wroga prawdziwej wiary – perfidnego Moskowitę”. Dzięki tej akcji Polacy odnieśli prawdziwy triumf propagandowy, utrwaliła ona na stałe w opinii europejskiej niepochlebny wizerunek barbarzyńskiego „Moskowity”. Zygmunt I wystosował nawet stosowne pisma do chanów – krymskiego Mehmed-Gireja i kazańskiego Mehmed-Emina – z satysfakcją informując ich, iż „z Bożą pomocą poraził wojska nieprzyjacielskie”. Po dworach europejskich Polacy obwozili jeńców rosyjskich, brodatych i cudacznie ubranych. Elementem propagandowym jest również znakomite dzieło malarskie o bitwie (patrz na samej górze), obraz, o którym nic nie wiemy. Ani, kto go namalował, kiedy, i jaka jest historia tego obrazu.

Polacy wprawdzie nie odzyskali straconych na przełomie XV i XVI wieku ziem, ale – co pokazał Zjazd Wiedeński w 1515 roku – sukces ten pogrzebał jakiekolwiek szanse prób rozbioru Polski przez koalicję Wiednia, Moskwy, Prus Hohenzollernów, Danii i Mołdawii . Ale tutaj wchodzi na arenę dziejów propaganda, jakiej nie powstydziłyby się Wiadomości TVP. Ci, którzy powstrzymali świat przed inwazją wrogów Najświętszego Kościoła Rzymskiego byli … wyznania prawosławnego, łącznie z ich dowódcą Konstantym Ostrogskim (na co dzień używającego języka staroruskiego). Z kolei Rosjanie ogłosili, że są zwycięzcami, gdyż Polacy nie zdołali … odbić Smoleńska.

Rosjanie mieli wielki kłopot z tą bitwą, w jaki sposób przedstawić to społeczeństwu. Otóż dodatkowo data tego starcia miała dla Rosjan charakter symboliczny, z którego nie zadawali sobie sprawy Polacy. Otóż data 8 września jest święta dla Rosjan, właśnie 8 września 1380 roku odbyła się Bitwa na Kulikowym Polu, w dzień święta Narodzenia Bogurodzicy, będąca kamieniem węgielnym całej ideologii narodowej Państwa Moskiewskiego. Jedyne, na co ich było stać, to tak opisywać XVI wiek, aby nie wspomnieć o bitwie.

Czy Wam to czegoś nie przypomina?

Napisane przez: torlin | 01/12/2020

Kamieńczyk jako antidotum

Dzisiaj notka będzie spokojna jak Bug pod Kamieńczykiem. Nie wytrzymałem nerwowo w domu, mam już tak dość, że po prostu nie daję sobie rady z własnymi nerwami. Rozumiem, że moja sytuacja jest i tak dobra, mam syna z synową i wnuczkami piętro wyżej, niedaleko Las Kabacki, a zajęty jestem, bo gotuję dla nich co drugi dzień (są oboje strasznie zapracowani). Pod pretekstem ładowania akumulatora postanowiłem wyjechać gdzieś samochodem. Mój wóz krąży non-stop na trasie dom-Lidl, co daje gdzieś półtora kilometra na cykl, więc akumulator zaczął mi mówić: „sprawdzam”. Moje dzieci pozwalają mi być w Lidlu, w Lesie Kabackim i u córki, tak że z przyjemnością wybrałem się na wycieczkę. Obiecałem, że nigdzie nie będziemy wchodzić, pojedziemy jedynie na łono przyrody.

Wziąłem I. i pojechaliśmy na zasadzie „palec trafia w punkt na mapie”, miał być Bug (I. mieszka na Tarchominie Mieszkaniowym), to był Bug, i Liwiec na dodatek (u góry na moim zdjęciu Liwiec wpływa do Bugu – zdjęcia do dowolnego wykorzystania).

Pojechaliśmy do Kamieńczyka koło Wyszkowa, 70 kilometrów w jedną stronę. Przepiękna wycieczka, około 0 st., kaczki, wierzby, powykrzywiane drzewa, wspaniałe powietrze i kompletna pustka (spotkaliśmy jedną młodą parę i faceta z psem). Postawiliśmy samochód niedaleko rynku i przeszliśmy wzdłuż Bugu i Liwca wałami przeciwpowodziowymi aż prawie do mostu (czyli ulicy Mostowej na mapie – mostu nad Liwcem).

Bardzo dużo dał mi ten wyjazd. Zauważyłem, że ludzie coraz ciężej radzą sobie z konsekwencjami psychicznymi w trakcie epidemii. Ja osobiście próbuję nie zwariować. I tylko ten widok płynącego Bugu, uspokajający, kojący. Niech ta rzeka zostanie taka, jaka jest.

Napisane przez: torlin | 28/11/2020

Koncert fortepianowy amazonki burzy

TU NACIŚNIJ

A ja znowu o muzyce. Pamiętacie, jak dawałem u siebie wspaniały filmik związany z przebojem Bitelsów „While My Guitar Gently Weeps” (kompozycja Harrisona) z cudownym rysunkiem – dzisiaj wielki przebój Doorsów „Riders on the Storm”. Grupa twierdzi, że była to kompozycja zespołowa, ale widać tutaj i czuć rękę Ray Manzarka, założyciela i klawiszowca grupy „The Doors”.

Oszalałem przy tym wykonaniu. Dopiero ten pokaz w stylu koncertu fortepianowego pokazuje niewyobrażalne piękno tego utworu. Dziewczyna przyjęła nick Gamazda, jest śliczna i miała pomysł na wykonanie tego utworu. Uwielbiam tę młodzież, która porywa się na rzeczy trudne, ale piękne, pokazując to w sposób często kontrowersyjny.

Ale należy zdradzić – kto zacz! Ta wspaniała dziewczyna jest Rosjanką, nazywa się Aleksandra Kuźniecowa, ma 32 lata, ukończyła Konserwatorium Moskiewskie Czajkowskiego w klasie fortepianu, gra od 3 roku życia i widać po coverach, jaką radość stanowi dla niej granie.

Dzisiaj poważna muzyka rozrywkowa zagląda do filharmonii, utwory Bitelsów mają w tym wielki udział. Ale pamiętajmy o tym, że już od lat 60. wielkie zespoły nagrywały swoje piosenki z prawdziwymi orkiestrami – to nie jest o rocku symfonicznym, bo ten tylko nawiązywał w swoich kompozycjach do muzyki poważnej, ale nagrywane były najczęściej samodzielnie. 24 września 1969 r. Deep Purple wystąpił wspólnie z Royal Philharmonic Orchestra w Royal Albert Hall.

A amazonka burzy? Bardzo ciekawe zestawienie muzyki moich czasów wraz z ciekawym pomysłem zaprezentowała strona ultimateclassicrock.com pisząc:

„Niewiele rzeczy, jeśli w ogóle, walczy z pochmurnym bluesem lepiej niż dobre piosenki na deszczowe dni. Niezależnie od tego, czy wolisz odpocząć w domu, czy pójść na spacer w deszczu, świetna playlista pomoże Ci przetrwać burzę. Zamknij więc okna, trzymaj parasolkę pod ręką i wybierz się w mokrą i dziką podróż z listą 10 najlepszych utworów na deszczowe dni Ultimate Classic Rock” (przepraszam, tłumaczenie Googla).

  1. „Fool in the Rain” – Led Zeppelin
  2. „Have You Ever Seen the Rain?” – Creedence Clearwater Revival
  3. „Rain” – The Beatles
  4. „November Rain” – Guns N’ Roses
  5. „Rock You Like a Hurricane” – Scorpions
  6. „Thunderstruck” – AC/DC
  7. „Riders on the Storm” – The Doors
  8. „Rainy Day Women #12 & 35” – Bob Dylan
  9. „Let it rain” – Eric Clapton
  10. „Rainy Day, Dream Away” – The Jimi Hendrix Experience

Lista TA jest z 2011 roku. A mnie bez przerwy chodzi po głowie „Deszczowa piosenka„.

————————

NACIŚNIJ TU

A ponieważ jestem wielbicielem Joana Chamorro, postanowiłem dać Wam do posłuchania nowe dwie dziewiętnastoletnie gwiazdki z jego stajni, nazywają się Joana Casanova (ta to ma nazwisko) (ta z lewej) i Alba Armengou (ta po prawej – a ta z kolei ma imię, jak pralnia). Przypominam, że Joan jest katalońskim odkrywcą zdolnej młodzieży, jego największym odkryciem jest Andrea Motis – z brytyjskiej Wiki: „Joan Chamorro to hiszpański muzyk jazzowy i nauczyciel muzyki. Gra na saksofonie, klarnecie, flecie, kornecie i kontrabasie. Jest założycielem i dyrektorem zespołu Sant Andreu Jazz Band. Opracował własną metodę nauczania”.

A w ogóle to Motis jest w ciąży.

Ps. Tak sobie pomyślałem, że nie wszyscy rozpoznali utwór śpiewany przez Katalonki, jest to chyba najsłynniejszy utwór bossa novy Elis Reginy, z cudownym tekstem – udało mi się znaleźć tłumaczenie TU oraz oryginalne wykonanie. A czym się różni bossa nova od samby? Bossa nova to najbardziej wyrafinowana odmiana samby, miód i balsam dla ucha, ukojenie nerwów, a jednocześnie rytm i swing,

Napisane przez: torlin | 25/11/2020

Czynność ciągła – zamawianie mebli

Powiem szczerze, że przeczytałem artykuł w GW i nic z niego nie zrozumiałem. Postanowiłem poszukać innych artykułów na ten temat, ale okazuje się, że ten skrót ludzie z branży zupełnie inaczej widzą niż Sara López Letón z „El País” 22 listopada 2020 roku. Wikipedia angielska przekierowała mnie z XaaS na „Cloud computing” i mówi o chmurze. W jej kontekście jest oczywiście mowa o bezpośrednim dostępie do usług, ale nigdzie nie mogę znaleźć potwierdzenia słów Pani Letón:

„Przemysł rozrywkowy był pionierem w tej dziedzinie, ale teraz subskrypcje są już wszędzie: zestawy kosmetyczne, maszynki do golenia, pieluchy, prezerwatywy, media, moda, biżuteria, transport, jedzenie, hotele, fitness…”.

Subskrypcja jako model płatności w Wikipedii opisana jest jako:

„model płatności za produkty i usługi będący formą pośrednią pomiędzy abonentem a modelem przedpłaconym. Subskrypcje od abonamentu odróżnia brak konsekwencji formalno–prawnych po zaprzestaniu w dowolnej chwili korzystania z usługi lub zakupu produktu, a od modelu przedpłaconego cykliczna opłata automatycznie pobierana z konta użytkownika na którą wyraża on jednorazowo zgodę. Wśród sklepów subskrypcyjnych można wyróżnić dwie formy: model discovery (odkrycie) oraz model convenience (udogodnienie). Forma discovery jest modelem odkrywczym. Klient decyduje się na zamówienie regularnej oferty danego usługodawcy znając jedynie jego ogólny profil usług i nie wiedząc dokładnie, jakie produkty zawierać będzie pojedyncze zamówienie. Model convenience opiera się na cyklicznym zamówieniu tego samego produktu lub usługi”.

Jeżeli mógłby mi ktoś wytłumaczyć, na czym może polegać subskrypcja maszynek do golenia, biżuterii czy prezerwatyw? Rozumiem, że kluby fitness to prowadzą, centra medyczne jak mój Luxmed, i że to różni się od kart lojalnościowych. Ale jak można „netflixować” meble? Inaczej mówiąc dociera do mnie, że można kupić sobie stały dostęp do towarów i usług, które są niezbędne non-stop, poprzez zapłacenie stałej kwoty abonamentu. Ale w zestawach kosmetycznych? Rozumiem też abonament na np. samochody, rowery, hulajnogi w związku z tym, że powstały „nowe nawyki pokolenia konsumentów, które woli formę abonamentową od posiadania produktu”. Ale to tylko w sytuacji „ciągłej” – ale meble?

Ktoś to potrafi mi wytłumaczyć?

Napisane przez: torlin | 22/11/2020

Piękno Poland z surową ekonomią w tle

Może zacznijmy od wiadomości encyklopedycznych, państwo Kiribati, olbrzymie państwo leżące na 4 półkulach, ma również swoją największą wyspę, a jednocześnie największą wyspę koralową świata – Kiritimati. Na wyspie tej jest pięć wiosek, z których trzy noszą wdzięczne nazwy Poland, London i Paris. „Nasza” ma 350 mieszkańców, kościół katolicki i szkołę podstawową. Ludność wysp boi się przede wszystkim dwóch niebezpieczeństw: zalaniu wysp przez wody Oceanu Spokojnego po ociepleniu się klimatu i „zalaniu” przez plastikowe śmieci. W okolicy Poland brak również drogi dojazdowej, wody pitnej, a palmy kokosowe ostatnio rodzą mniej owoców.

I raptem wioska Poland stała się bardzo ważna dla jej dużej imienniczki. Rozpoczęło się to od filmu dokumentalnego „I care for Poland” o wiosce z przeznaczeniem na konferencję klimatyczną w Polsce. Naprawdę, obejrzenie tego filmu sprawiło mi wielką radość. Ale powiem, że jeszcze większą frajdę miałem oglądając film z kręcenia powyższego dokumentu, pod nazwą „Making-of filmu „I care for Poland„”. Zastanawiam się tylko, czy pod względem ekonomicznym warto było na drugi koniec świata wysyłać olbrzymią ekipę z wielką ilością sprzętu, drogimi kamerami. Ja rozumiem – prestiż, Konferencja Klimatyczna ONZ, ale nakręcenie 20 godzin filmu, z którego montażysta ma wyciąć i sklecić 8 minut – jest dla mnie jednak przesadą. Zdaje się, że ekipa zrobiła sobie piękne wakacje na koszt podatnika – co nie zmienia faktów, że film jest przepiękny. Ale dokładnie takie same filmy kręci grupa polskich podróżników, sami, z małym dronem i małymi pieniędzmi.

A to wszystko to przyszło mi na myśl, gdy przeczytałem o pracy dyplomowej Agnieszki Witkowskiej, bronionej w Akademii Sztuk Pięknych, w Pracowni Przestrzeni Publicznych u prof. ASP dr hab. Jana Sikory. Jej „Poland for Poland” jako pomost między kulturami jest ciekawą propozycją, szczególnie że było to wszystko uzgadniane ze społecznością Poland i Ministerstwem Spraw Zagranicznych Kiribati.

Uważam, że tak duże państwo może bardziej zaangażować się w małą pomoc rodakom (i nie tylko) rozrzuconym po świecie. Nasz „ambasador” w Naddniestrzu Roman pokazywał np. zaniedbany cmentarz polski w Raszkowie, miejscowości tak bliskiej Polakowi. Tutejsi Polacy jak mogą tak starają się go porządkować, pielić, ale to jest ponad ich siły. Sądzę, że wynajęcie w Raszkowie dwóch ludzi ze sprzętem kosztowałoby mniej niż wysłanie 1 osoby na Kiribati.

Napisane przez: torlin | 19/11/2020

137 885 348 „D.ü.A.”

137 885 348 odsłon teledysku, 2,6 mln łapek w dół, 92 tys. pollice verso, zamieszanie w Niemczech, oburzenie w Izraelu, a do tego ten nieszczęsny wirus.

Niemiecka grupa Rammstein nagrała 28 marca 2019 roku utwór i teledysk pod nazwą „Deutschland” i natychmiast świat podzielił się na dwie grupy: zakochanych i nienawidzących. Ten teledysk (moim zdaniem) jest tak potwornie antyniemiecki, że zażartowałem w tytule: „137 885 348 „Deutschland über alles”” (zauważyliście, że D.ü.A. jest w cudzysłowie?). Chciałbym zobaczyć, jakby w Polsce ktoś nagrał taki utwór o historii Polski. Czego tu nie ma: Bitwa w Lesie Teutoburskim w 9 roku n.e., NRD, Sigmund Jähn, Oświęcim, rakiety V-2, sterowiec „Hindenburg”, palenie książek, kler i hiperinflacja. Tekst utworu nazwałbym minimalistycznym:

Wy (macie, macie, macie, macie)
Wiele razy płakałyście (płakałyście, płakałyście, płakałyście, płakałyście)
W duszy podzielone (dzielone, dzielone, dzielone, dzielone)
Zespolone w sercu (zespolone, zespolone, zespolone, zespolone)
My (jesteśmy, jesteśmy, jesteśmy, jesteśmy)
Jesteśmy razem już bardzo długo (jesteście, jesteście, jesteście, jesteście)
Wasz oddech zimny ( tak zimny, tak zimny, tak zimny, tak zimny)
Płonące serce (tak gorące, tak gorące, tak gorące, tak gorące)
Wy (możecie, możecie, możecie, możecie)
Ja (wiem, wiem, wiem, wiem)
My (jesteśmy, jesteśmy, jesteśmy, jesteśmy)
Oni (zostaną, zostaną, zostaną, zostaną)


Niemcy – moje płonące serce
Chce Was kochać i potępić
Niemcy – wasz oddech zimny
Tak młode – a jednak tak stare
Niemcy!


Ja (masz, masz, masz, masz) lub (musisz, musisz, musisz)
Nie chcę Was opuszczać (płaczecie, płaczecie, płaczecie, płaczecie)
Można Was kochać (kochasz, kochasz, kochasz, kochasz)
A chce się nienawidzić (nienawidzisz, nienawidzisz, nienawidzisz, nienawidzisz)
Aroganckie, wyniosłe
Przejąć, narzucić
Zaskoczyć, najechać
Niemcy, Niemcy ponad wszystkimi


Niemcy – moje płonące serce
Chce Was kochać i potępić
Niemcy – Wasz oddech tak zimny
Tak młode – a jednak tak stare
Niemcy – wasza miłość
Jest przekleństwem i błogosławieństwem
Niemcy – mojej miłości
Nie mogę Wam ofiarować
Niemcy!
Niemcy!


Wy
Ja
My
Oni
Wy (przytłaczające, zbyteczne)
Ja (nadludzki, obrzydzony)
My (kto wysoko sięga, ten nisko upada)
Oni (Niemcy, Niemcy ponad wszystkimi)


Niemcy – moje płonące serce
Chce Was kochać i przekląć
Niemcy – Wasz oddech zimny
Tak młode – a jednak tak stare
Niemcy – wasza miłość
Jest przekleństwem i błogosławieństwem
Niemcy – mojej miłości
Nie mogę Wam ofiarować
Niemcy!

Zespół wystąpił w Chorzowie w 2019 roku i miał wystąpić na Stadionie Narodowym w tym roku, ale wirusik… Zespół był tak oczarowany podjęciem przez polskich fanów, że obiecał, że w następnym tournee zahaczy koniecznie o Polskę (jest mowa o 2021). Nie wiem, czy zauważyliście, że jeżeli mówię o muzyce której nie lubię, to wymieniam disco, rap, techno, ale nigdy nie wymieniłem metalu. Black Sabbath, protoplastę heavy metalu wprost uwielbiałem.

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie