Napisane przez: torlin | 09/08/2020

Chwila w saloniku Pani Salomei

Pisałem po wielokroć na temat salonów krakowskich, warszawskich, czas na Wilno. Pani Salomea Słowacka po śmierci swojego męża Euzebiusza wyszła powtórnie za mąż za profesora uniwersytetu wileńskiego, wybitnego chirurga Augusta Bécu, i mogła w ten sposób dalej prowadzić swój salonik. Ponieważ coraz gorętszy spór rozgorzał (wolałbym słowo „rozgarzał”) między ludźmi Oświecenia a romantykami, postanowiła zapraszać obie grupy do siebie. Spór ten dotyczył przede wszystkim stosunku do ludności wiejskiej i ubogiej, Śniadecki i Bécu uważali wierzenia i obyczaje tych ludzi za godne wytępienia, pokazując przy tym swoją wyższość umysłową, tymczasem romantycy doszukiwali się w nich walorów i obowiązujących norm moralnych. W saloniku z osób nas interesujących bywali obok gospodarzy Mickiewicz, obaj bracia Śniadeccy oraz 13-letni Słowacki.

Szczerze mówiąc konflikt zaczął Mickiewicz, w swoim debiutanckim tomiku „Ballady i romanse” z 1822 roku, a dokładniej mówiąc w wierszu „Romantyczność”, w którym opisuje rozpacz dziewczyny po spotkaniu z upiorem zmarłego kochanka umieszczając fragment:

„Mówcie pacierze! — krzyczy prostota
Tu jego dusza być musi.
Jasio być musi przy swej Karusi,
On ją kochał za żywota!”

I ja to słyszę, i ja tak wierzę,
Płaczę i mówię pacierze.
„Słuchaj dzieweczko!” — krzyknie śród zgiełku
Starzec, i na lud zawoła:
„Ufajcie memu oku i szkiełku,
Nic tu nie widzę dokoła.

— Duchy karczemnej tworem gawiedzi,
W głupstwa wywarzone kuźni
Dziewczyna duby smalone bredzi,
A gmin rozumowi bluźni”.

„Dziewczyna czuje, — odpowiadam skromnie —
A gawiedź wierzy głęboko:
Czucie i wiara silniej mówi do mnie,
Niż mędrca szkiełko i oko.

Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce;
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce i patrzaj w serce!”

Żeby jeszcze bardziej zabolało Adam Mickiewicz daje przy tym fragmencie odnośnik „Ob. Rosp. w Dzien. Wileń.”, miał tutaj na myśli rozprawę Jana Śniadeckiego przeciwko romantyczności, wydrukowaną w zeszycie „Dziennika Wileńskiego” ze stycznia 1819 r. Pewnego dnia wieczorem w domu doktora zebrało się liczne towarzystwo, w tym również Jan Śniadecki. Razem z gospodarzem zaczęli komentować wiersz Mickiewicza nie szczędząc przy tym złośliwości, wykazując niedorzeczności w mickiewiczowskiej „Romantyczności”. Świadkowie spotkania relacjonowali, że obaj panowie zachowywali się żenująco, a upokorzony Mickiewicz milczał. Zakłopotana Pani Salomea próbowała zmienić temat rozmowy, z kąta salonu trzynastoletni Słowacki obserwował bacznie tę scenę.
Mickiewicz na obu panach zemścił się strasznie pisząc trzecią część „Dziadów”, bez trudu można znaleźć podobieństwa Jana Śniadeckiego i Augusta Becu do pożałowania godnych i pozbawionych honoru postaci zawartych w dziele. Chociażby ten fragment:

SENATOR

Nasz Doktor?

PELIKAN

Zabity
Od pioruna. Fenomen ten godzien rozbiorów:
Około domu stało dziesięć konduktorów.
A piorun go w ostatnim pokoju wytropił,
Nic nie zepsuł i tylko ruble srebrne stopił,
Srebro leżało w biurku, tuż u głów Doktora,
I zapewne służyło dziś za konduktora.

STAROSTA

Ruble rosyjskie, widzę, bardzo niebezpieczne.

Musimy pamiętać, że dla współczesnych kontekst był jednoznaczny, ojczym Słowackiego był wielkim zwolennikiem senatora Nikołaja Nowosilcowa, i zginął we własnym mieszkaniu zabity piorunem kulistym. Słowacki na spotkaniu całym sercem był za Mickiewiczem, tak jak i Ludwika Śniadecka oraz córki z pierwszego małżeństwa Bécu. Miło jest przeczytać, że nie tylko Aleksandra i Hersylia słynęły w stolicy Litwy z urody (Ludwika Śniadecka też), ale też uwielbiały się z Juliuszem i były jego powiernikami. Ale dla Juliusza „Dziady” to już było za dużo, obraził się na Mickiewicza i chciał się z nim pojedynkować. Skończyło się to wzajemną niechęcią poetów, ale trzeba pamiętać, że naszemu Juliuszowi nie chodziło tylko o ojczyma, ale również o Śniadeckiego, gdyż kochał się w córce Jana – Ludwice.

Nie ukrywam, że z chęcią posiedziałbym w salonie Pani Salomei i posłuchał tego wszystkiego.

Najważniejsza informacja, wkraczam z impetem w XXI wiek, zakładana jest u nas supernowoczesna rzecz, wynalazek godny naszego wieku, absolutnie rzecz wielka, będę dumny chodził po okolicy – otóż zakładają u nas kanalizację. W XXI wieku w dwumilionowym mieście centralnej Europy. No po prostu siok. Patrz moje zdjęcie u góry.
—————–
Pożyczyłem sobie z biblioteki opowiadania Jacka Londona: „Samuel i inne opowiadania” Wydawnictwa  „Da Capo” Warszawa z 1997 roku, chcąc przeczytać nie tylko opowiadania, ale również wstęp Ronnie D. Cartera, emerytowanego profesora literatury angielskiej z Indiana University East, nie wiadomo dlaczego fascynującego się odbiorem literatury amerykańskiej w Polsce. Na tyle książki jest podane, że zawarte w tomiku opowiadania są jego wyborem, jest też fragment wstępu amerykańskiego profesora specjalnie do Polaków. Na stronie tytułowej wewnętrznej stoi jak byk: „Wstęp i redakcja – Ronnie D. Carter”. Tylko że w samej książce … nie ma żadnego wstępu. Przekartkowałem całą i … nie ma.
——————

Wysłuchałem pewnego razu WYWIADU Yvonne Strahovski, jak mi się ta aktorka podoba. Mógłbym oczywiście dać zdjęcie wyszykowane, z jakiejś gali czy ściance, ale ja ją wolę rozczochraną, z błyskiem i gniewem w oczach. Australijski magazyn „Maxim” opublikował listę najpiękniejszych Australijek na świecie, na 10. miejscu znalazła nasza Yvonne Strahovski. To jest piękne, dziewczyna urodziła się z rodziców Polaków, mieszka w Los Angeles, a Australijczycy uważają ją za swoją. I to mi się podoba.
———————

Polacy postanowili kupić cztery okręty typu „Littoral combat ship„, male jednostki do działań przybrzeżnych. Powstały one po ataku terrorystycznym w Jemenie na niszczyciel USS Cole w październiku 2000 roku. Dowództwo marynarki doszło do słusznego skądinąd wniosku, że wielkie jednostki nie mogą pilnować bliskiej okolicy, są do działania na wielkich przestrzeniach, a nie w portach. Tam powinny być małe jednostki. Tylko że te małe okręty są właściwie bezbronne, a wzajemna zależność okrętów jest jak bąkojada i nosorożca, jeden nie może bez drugiego żyć. Tylko że … w Polsce nie będą one miały ochrony wielkich jednostek. Dla znających język angielski – czytać mi TU.
———————-
Następna rzecz jest o próbie stworzenia Parku Kulturowego, jeżeli nie można Parku Krajobrazowego w Kruszynianach. Ta tatarska wieś z cudownym meczetem i mizarem powinna być chroniona za wszelką cenę – wielka firma zwróciła się z podaniem o zezwolenie wybudowania dwóch ferm przemysłowych drobiu z przeznaczeniem na 240 tysięcy kur. Tymczasem burmistrz gminy Krynki zachowuje się dwuznacznie, z jednej strony popiera utworzenie Parku Kulturowego, co uniemożliwiałoby budowę, z drugiej wydaje tego rodzaju zezwolenie. Jeden już sukces był – by chronić Bohoniki, gdy cementownia wchodziła pod mizar – tam stworzono bez awantury park kulturowy. Uporządkujmy wiedzę – stworzenie parku kulturowego ogłasza burmistrz gminy (no niech będzie – rada gminy), tymczasem park krajobrazowy (a naprawdę „Obszar chronionego krajobrazu”) tworzy sejmik województwa.
————–

Jestem od dawna zakochany w australijskim serialu „Zagadki kryminalne panny Fisher„, tak pełnego humoru, strojów, Australii lat 20. ubiegłego wieku, jazzu, a  przede wszystkim Essie Davis w roli Phryne Fisher. Ten film jest cudowny. Po tym spróbowałem obejrzeć jakąś panienkę w roli siostrzenicy panny Fisher, absolutnie źle dobrana osóbka. Ucieszyłem się wreszcie, że panna Fisher znajdzie się na wielkim ekranie w filmie „Panna Fisher i Krypta Łez”. Tak bzdurnego i infantylnego filmu nie oglądałem od wieków. Aż żal aktorów. Na górze zdjęcie „naturalne”, a nie w charakteryzacji panny Fisher. Zobaczcie, jak wyglądają 50-letnie kobiety – BRAWO, bravissimo.

Napisane przez: torlin | 01/08/2020

Wróciłem

Wróciłem. Wprawdzie dzień wcześniej, bo dziewczyny źle zamówiły pobyt i okazało się, że mamy zapłacone do soboty, a nie do niedzieli. Pogoda była bardzo dobra, tylko jak na lato relatywnie było zimno. Rano 10-14, w dzień najczęściej 20. Kąpałem się raz, ale za to byliśmy na wielu bardzo interesujących wycieczkach.

Mieszkaliśmy w domku kempingowym w miejscowości o nazwie Charzykowy nad jeziorem o tej samej nazwie, bardziej znana jest wieś z przeciwnego końca jeziora – Swornegacie, wszystko to bardzo blisko Chojnic.

Wiadomość dla Gszczepy, w czwartek wypożyczyliśmy kajaki i popłynęliśmy Brdą z Płaszczycy do Małych Swornychgaci (nawet eksperci językowi nie wiedzą, jak odmieniać tę nazwę). Facet zawożący nas i przywożący (kierownik tej bazy PTTK, w której mieszkaliśmy) twierdził, że przepłynęliśmy 23 kilometry. Dziewczyny były pierwszy raz na takim spływie, więc na drugi dzień umierały. Szczerze mówiąc najgorsze było przepłyniecie przez samo jezioro Charzykowy, była fala, silny wiatr w twarz, i jeszcze do tego wypływały motorówki. Ale piękna wyprawa, Torlin postanowił ujawnić się i zaprezentować w rzecznym niszczycielu bojowym. A sam dlatego, że była nas piątka, jedna para, a dziewczyny chciały koniecznie popłynąć same.

Po drodze zwiedziliśmy Toruń i Bydgoszcz, o Toruniu to wiem, że jest piękny, ale olbrzymie wrażenie zrobiły na mnie nabrzeża Brdy w Bydgoszczy, stare miasto, wykonali kawal wspanialej roboty.

Napisane przez: torlin | 25/07/2020

Bory Tucholskie witają mnie (mam nadzieję)

Informuję Was niesłychanie uprzejmie, że wyjeżdżam z przyjaciółmi na tydzień w Bory Tucholskie. Rzecz się stanie o 6 rano jutro, zaplanowany powrót odbędzie się 2 sierpnia. Jak może pamiętacie u mnie urlop jest odpoczynkiem również od blogu, Fb i Wyborczej. Tak że rozstajemy się na tydzień, mam nadzieję, że pogoda dopisze. W sumie prognozy nie są takie złe. I może nie będzie takiej ilości komarów.

Napisane przez: torlin | 23/07/2020

Mrzonka czy uderzenie husarii

Chciałbym , aby mój wpis był apolityczny. Nie interesuje mnie tutaj, że propozycja wyszła od PiS-u i który z polityków jest „za”, a który „przeciw”. Spróbujmy spojrzeć na Centralny Port Komunikacyjny chłodnym okiem. Chyba najważniejsze dwa pytania, które należałoby sobie zadać, to czy ten port nie będzie za duży i czy w ogóle jest on Polsce potrzebny. Największe kontrowersje budzi brak solidnych założeń wstępnych niezależnych ekspertów i gigantomania. Założenie, że Europa Wschodnia (niech będzie – Środkowa) jest pustynią hubową jest po prostu kłamstwem. Nie ma żadnych prognoz przewidujących przyszły ruch lotniczy, ilości pasażerów.

Bardzo duże kontrowersje wywołuje temat kolei dużych prędkości. Jeżeli spojrzymy na to chłodnym okiem, to przez te lata III RP wybudowaliśmy chyba 50 km nowych torów, likwidując ich około 1/3. Przez tyle lat wszystkie inwestycje kolejowe się ślimaczą w sposób absolutnie karygodny, a my teraz w siedem lat zbudujemy 1.800 km nowych linii?

Sprawa tanich linii lotniczych – Wild mówi: „Wysokie koszty utrzymania przekładają się na poziom opłat lotniskowych. Centralny Port Komunikacyjny nie będzie więc raczej ofertą dla tanich linii”. Nie wiem, ale boję się, że CPK przejedzie się na takim rozumowaniu. Rozwiązaniem tego problemu jest zdaniem rządu tylko nakaz administracyjny stworzenia duopolu Okęcie-Modlin i przeniesieniem do Modlina ruchu czarterowego i  tanich linii. Patrząc na rozwijanie się ruchu lotniczego sprzed pandemii to CPK mocno ucierpi od tego pomysłu. Ale to nakazywanie i zabranianie administracyjne jest sprzeczne z wolnością gospodarczą.

Sprawa LOT-u. Zakłada się, że nasz lokalny Orzeł Biały będzie wspaniale funkcjonował, ale wiemy wszyscy, że będzie … pod warunkiem podłączenia go pod budżetową kroplówkę. A co będzie, jak Unia zabroni tego rodzaju praktyk?

Przykłady na świecie innych gigantów, nie chce mi się szukać w Internecie, tyle razy pisałem na ten temat: Berlin, dwa lotniska hiszpańskie, Montreal, na wielu z nich kozy się teraz pasą. Unia miała tyle nietrafionych inwestycji (niepotrzebne lotniska, autostrady, stadiony, szczególnie to widać w Portugalii), że teraz ogląda każde Euro.

Zmiany prezesów, był Bartosiak, później Wild, teraz Horała, teraz ci dwaj ostatni są naraz i prezesem, i pełnomocnikiem.

Ale chyba największy grzech to jest grzech pychy. Opowiadanie ludziom bajeczek, od których drżą ekonomiści. Horała w czerwcu 2020 roku (popatrzcie na datę) mówi dla przykładu: „budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego przyczyni się do powstania 150 tysięcy miejsc pracy w rejonie północnego Mazowsza”. Naprawdę, staram się oddzielić swoje poglądy polityczne od tego całego projektu, jako olaboga historyk Międzywojnia świetnie zdaję sobie sprawę, co pisano przy budowie Gdyni. Były te same argumenty.

Piszę na ten temat dopiero teraz, bo wydawało mi się, że pandemia cokolwiek zmieni w argumentach, decyzjach, poglądach. Okazało się, że nic, jakby jej w ogóle nie było.

Napisane przez: torlin | 20/07/2020

Zastanawiający kraj czarnego człowieka (cytat)

Czytam właśnie zarekomendowaną mi przez Gszczepę książkę pt.  „Zabójcy w Afryce. Prawda o czatujących dzikich zwierzętach i myśliwych wypisujących o nich niestworzone historie” Alexandra Lake’a, bardzo ciekawa, ale doszedłem do pewnego akapitu mnie zastanawiającego. Alexander Lake musiał się urodzić w 1893 roku, bo we wstępie Mike’a Resnicka czytamy: „w 1911, gdy Lake skończył 18 lat”, a książkę opublikował w 1953 (ale tak naprawdę jest to melanż kilkunastu artykułów napisanych wcześniej). I na stronie 81-82 czytamy:

„Uganda należy do czarnego człowieka i biali, którzy nią rządzą, mają zamiar dopilnować, żeby tak pozostało. To jedyne miejsce na ziemi, gdzie krajowcy są chronieni przed wyzyskiem ze strony chciwych kolonizatorów. Żadem biały człowiek w Ugandzie nie ma prawa przedsięwziąć niczego, co mogłoby naruszyć prawa tubylców. W Ugandzie nie poniewiera się czarnymi, co my, Amerykanie, czynimy z Indianami, albo, jak postępowali, czy też postępują Burowie w Afryce Południowej, albo jak biali i Hindusi w Kenii obchodzą się z Masajami i z innymi plemionami. Jeżeli jesteś typem białego, który nie potrafi pogodzić się z równością czarnego człowieka, trzymaj się z dala od Ugandy”.

O Liberii to słyszałem. Jeżeli jest mowa o Burach, to musi być to okres co najmniej przedwojenny. To prawda z tą Ugandą? Pierwszy raz słyszę!

Napisane przez: torlin | 17/07/2020

Nieprawdopodobna skuteczność kardynała

Richelieu ma fatalną prasę w Europie z powodu „Trzech Muszkieterów”, ale każde państwo powinno marzyć o takim propaństwowcu. Oto historia działań Kardynała i jego całkowite zwycięstwo nad Polską. Nie chodzi tutaj oczywiście o żadne zbrojne potyczki, bardziej o politykę polską, aby była zgodna z jego życzeniem. Majstersztyk. Całkowite zwycięstwo.

Najpierw trochę ogólnego tła, trwa wojna trzydziestoletnia, po jednej stronie jest Francja i Szwecja, po drugiej Habsburgowie czyli Austria, Hiszpania i Bawaria. Polska Władysława IV była neutralna, ale bardzo silnie związana z Habsburgami. Francja od samego początku usiłowała rozbić ten sojusz, zaproponowano więc Władysławowi rękę Ludwiki Marii Gonzaga, jednej z najświetniejszych partii Francji. Władysław IV zdecydował się jednak na ślub z Cecylią Renatą, córką cesarza Ferdynanda II Habsburga. Do Wiednia pojechał przyrodni brat króla Polski Jan Kazimierz, aby wziąć ślub w imieniu króla per procura. Nasz Jan Kazimierz jedzie następnie do Alzacji walczyć z Francuzami, a po powrocie dostaje nominację  na admirała floty i wicekróla Portugalii, będącej ówcześnie częścią Hiszpanii Habsburgów. I teraz najważniejsze, Richelieu cały czas usiłuje rozbić sojusz polsko-habsburski, tajemne spotkanie Ferdynanda III z Janem Kazimierzem bardzo go zaniepokoiło. Tymczasem sam Jan Kazimierz podał mu rozwiązanie sprawy na tacy.

Nasz beztroski królewicz w drodze do Hiszpanii wylądował we Francji  w Tour de Bouc niedaleko Marsylii, aby pooglądać sobie zamki. W związku z tym został zaaresztowany przez namiestnika Prowansji hrabiego d’ Alais na zlecenie kardynała pod zarzutem szpiegostwa na rzecz hiszpańskich Habsburgów. Osadzony został w pałacu arcybiskupim w Salon.  Władysław IV zareagował natychmiast, wysłał ostre w formie listy do Ludwika XIII, ale nie odniosły one żadnego skutku. Potężny kardynał obawiał się, że umocnienie obozu Habsburgów siłą Rzeczpospolitej może przechylić szalę wojny trzydziestoletniej. W związku z tym postawił sprawę jasno, zwolnienie Jana Kazimierza w zamian za reorientację polityki Polski z habsburskiej na francuską.

Ponieważ Władysław IV nie zgodził się, Jan Kazimierz został przeniesiony do cytadeli Sisteron z bardzo ciężkimi warunkami więziennymi. Wywołało to oburzenie dworów europejskich, i po osobistej interwencji Bogusława Radziwiłła królewicz został uroczyście przewieziony do zamku Vincennes. I co z tego, skoro warunki przetrzymywania były jeszcze gorsze niż w Sisteron. Po dwóch latach bezbronny Władysław IV poddaje się i podpisuje dokument o treści: „w czasie obecnej wojny nie dojdzie do skutku w żadnej formie braterstwo broni z tymi monarchami, którzy teraz prowadzą wojnę z Francją i jej sprzymierzeńcami”. Po zwolnieniu z więzienia Jan Kazimierz został przyjęty z honorami przez  króla Ludwika XIII i kardynała Richelieu.

I myślicie, że to koniec? Nie, Polska naprawdę zmieniła orientację polityczną, Ludwika Maria Gonzaga została żoną Władysława IV, a po jego śmierci żoną Jana Kazimierza. A nasz bohater umarł we Francji. Kardynał osiągnął wszystko, co chciał.

Napisane przez: torlin | 14/07/2020

Antychrześcijański Bóg Spinozy ;)

Spinoza. Powiedzmy sobie szczerze, ilu Polaków słyszało o Spinozie? O Kancie, Hobbesie, Rousseau, Arystotelesie czy Tomaszu inteligencja coś tam słyszała, ale o Spinozie? Kto to taki?

Powiem szczerze, prawica ma genialną zdolność odnajdywania wrogów tam, gdzie się nikt tego nie spodziewał. Farmy wiatrowe, Owsiak, Niemcy, Mirosław Garlicki, Armia Krajowa, za każdym razem człowiek zachodzi w głowę, dlaczego właśnie on (oni). Źródło problemu jest oczywiście jasne, po deklaracji Trzaskowskiego, że będzie kandydował na urząd prezydenta Polski ruszyła machina sprawdzania wszystkich wypowiedzi kontrkandydata Dudy, znaleźć coś, czym można go obrzygać.. Dokopali się do wypowiedzi Rafała z 2018 roku, że „wierzy w Boga Spinozy”. Ja sam mało wiem na temat i samego Spinozy, i jego poglądów, właściwie jedyne, co mogę powiedzieć po obudzeniu, że nieprawdą jest, że Bóg jest wszędzie, to właśnie to „wszystko” jest Bogiem. Spinoza, Żyd hiszpański, stał się obiektem nienawiści PiS-u, a już najładniejsze, absurdalne teksty padają z telewizji publicznej. „Trzaskowski odrzuca Chrystusa, bo wierzy w Boga Spinozy”, „ekspert” w TVP tłumaczy widzom, że poglądy Barucha Spinozy  są „absurdalne” i dlatego są powszechnie potępiane do dziś, a deklaracja Trzaskowskiego umieszcza go poza Kościołem.

Warto posłuchać osoby znającej się na temacie, Karoliny Wigury, adiunkta w Instytucie Socjologii UW, która TUTAJ nareszcie tłumaczy, o co chodzi w tym „Bogu Spinozy”. Raptem okazuje się, że Trzaskowski rzeczywiście podważa religię, nie tylko chrześcijańską, ale właściwie każdą. Bóg jest wszystkim, i nie jest (nie może być) nazwany, spersonalizowany. Bóg jest ludźmi, drzewkiem, zwierzątkiem, powietrzem. Nie chcę wchodzić w poglądy Spinozy, bo jestem początkującym wielbicielem niektórych poglądów filozoficznych i nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że rozpoczynając tę histerię większość PiS-owców w ogóle nic nie wiedziała na ten temat. Ale awantura ładnie się rozwijała, może nazwisko? Takie dziwne? Brzmiące drażniąco? Ty spinozo brzmi tak jak ty makolągwo, chociaż to jest cudowny PTASZEK.

Ps premium Starsi Panowie Dwaj.

Ps2 Pani Karolina Wigura – WERSJA PAPIEROWA, gdyby nie chodził Fb.

Ps3 – TEŻ ciekawe tłumaczenie Spinozy – dla zainteresowanych.

Napisane przez: torlin | 11/07/2020

Piękno powątpiewalne

Kiedy poinformowano Ernesta Hemingwaya, że otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie literatury w 1954 roku pisarz powiedział: „Powinien ją dostać Isak Dinesen” („to that beautiful writer Isak Dinesen”). Plotka krąży, że te słowa wypowiedział w trakcie odbioru Nagrody. Któż to taki, ten „Isak Dinesen”? Otóż to jest Karen Blixen, pseudonim nie za bardzo sobie skomplikowała, gdyż jej panieńskie nazwisko brzmiało właśnie Dinesen. 1 listopada 1954 r. Karen Blixen odpowiedziała Hemingwayowi: „zaszczytem było dla mnie wspomnienie o mnie jako jednym z autorów, którzy mogliby na to zasłużyć. W nadziei, że to jest prawda, wiele razy dziękuję za miłe słowa. Sądzę, że w tej chwili dają one mi tyle niebiańskiej przyjemności – nawet jeśli nie tyle ziemskiej korzyści – co sama Nagroda Nobla”.

Ernest Hemingway i Karen Blixen (Isak Dinesen) nigdy się nie spotkali, ale czytali się nawzajem i oboje byli zafascynowani Afryką, poruszali się tam w tych samych kręgach. Krajobraz i mieszkańców tych ziem umiejscowili w swoich wyobrażeniach literackich, książki swe nasycili malarskimi wizjami jakby pobranymi z własnych wyidealizowanych wspomnień. Kontynent afrykański zapewnił obu autorom przestrzeń do wyobraźni, działań, relacji i inspiracji, pozwalające na ponowne odkrycie własnej tożsamości, jakby uniezależniając od historii rodzinnych, konwencjonalnej seksualności, burżuazyjnych ograniczeń i granic kulturowych. Ernest Hemingway powiedział zdanie będące kwintesencją prozy Dinesen: „Karen Blixen osiągnęła to, co daje twórcy prawdziwe natchnienie, zespoliła się z ziemią i światem, o którym pisała”.

Nie wiem, czy zauważyliście, że dałem „Zielone Wzgórza Afryki” (zdjęcie książek z mojej biblioteki), a nie „Śniegi Kilimandżaro”, bo dla mnie ta druga książka i ten film są  mało afrykańskie, mogłyby się dziać wszędzie. Do obydwu książek pasuje zdanie ściągnięte z Merlina.pl: „Egzotyka opisywanych pejzaży i oszałamiające bogactwo flory i fauny afrykańskiej tworzą tu tak sugestywne i zapadające w pamięci obrazy, że opowieść uznawana jest za jeden z najpiękniejszych opisów przyrody afrykańskiej w całym piśmiennictwie naszego wieku”. To jest o „Zielonych…”, ale pasują jak ulał i do „Pożegnania…”.

Nie bez powodu piszę na temat tych książek. Nie podoba mi się współczesna narracja dopasowywania dawnych elementów kultury do dzisiejszych czasów i aktualnej wrażliwości. Kiedyś świat był inny i jeżeli będziemy wspomnienie o nim na siłę zmieniać, to powinniśmy zlikwidować owe wspomnienie całkowicie. Bo cóż robiła Blixen? Nie miała niewolników, płaciła za pracę, kochała tych ludzi, godziła ich, ale była „wyzyskiwaczką”. Cóż z tego, że „Zielone Wzgórza Afryki” są wprost fenomenalną prozą, jak to jest w gruncie rzeczy reportaż z masakry zwierząt afrykańskich dokonywanej jedynie dla przyjemności.

Martwię się, bo nowi robespierre’owie nie biorą jeńców. Ponieważ poziom kultury wysokiej w szerokich masach jest równa zeru możemy oczekiwać ataków w rodzaju zamalowywania pomnika Kościuszki jako  zwolennika kolonializmu, jak tak naprawdę było dokładnie na odwrót. Ale dla nowego jakobina co to za różnica: „jemu ukradli rower, on ukradł rower, nikt nie wie dokładnie, jak było, ale w każdym razie był zamieszany w kradzież roweru”. Nie podoba mi się ten nowy ruch abolicjonistyczny, gdyż naruszy (narusza) on naszą kulturę.

Cały czas powtarzam, że nie można dawnych dzieł porównywać z dzisiejszą wrażliwością, kiedyś napisałem BARDZO WAŻNĄ NOTKĘ na ten temat. Mógłbym ją całą wkleić do dzisiejszej, tylko po co? Z Moich Kochanych Dzisiejszych Komentatorów ówcześnie wpisali się PAK i Paweł. Tylko że w tej notce było na temat jednego obrazu, który będąc dziełem sztuki, jednocześnie jest obrzydlistwem, teraz taka groźba zawisła właściwie nad całą kulturą europejską. Mamy wszystko zlikwidować?

Ps z ostatniej chwili – „la Repubblica”: „Spróbujcie sobie wyobrazić „Imagine” Johna Lennona jako element prosowieckiej propagandy… Nie, jednak nie, lepiej tego nie róbcie. To myśl zbyt odpychająca, by ją w ogóle do siebie dopuszczać. Bierzcie tę pieśń za to, czym ona jest: trochę przesłodzoną, rewolucyjną mantrą słusznie uważaną za część dziedzictwa całej ludzkości, jak Wielki Kanion, kaplica Sykstyńska czy wariacje goldbergowskie Bacha. O tym powinna pomyśleć posłanka Ligi Salviniego Susanna Ceccardi, kiedy sugeruje, że światem przywoływanym w pieśni Lennona jest Związek Radziecki”.

Ps.2 Mieszko I był w końcu handlarzem niewolników


Aneks Vandermerwe

vdm1

Na Twoim głównym zdjęciu 4 “mrówki” na rozleglej przestrzeni. Z całą pewnością nie taką Afrykę widział Hemingway czy Blixen.

vdm2

Bardziej jak pokazują zdjęcia 1 i 2.

vdm3

Zdjęcie 3 trochę w atmosferze czasów pobytu Blixen w Afryce.

vdm4

Zaś ostatnie moja córka zatytułowała “I had a farm in Africa”, właśnie w nawiązaniu do książki, choć w przypadku zdjęcia  winien być czas teraźniejszy.

Bardzo Ci Vandermerwe dziękuję.

 

Napisane przez: torlin | 08/07/2020

Grypa uwarunkowana politycznie

Dzisiaj będzie notka osobisto-polityczna, wymagająca od Moich czytelników umiejętność wzniesienia się ponad podziałami politycznymi. Chodzi o grypę, a dokładniej mówiąc o słowa Prezydenta o szczepieniach. Spróbujcie (co nie jest łatwe) pominąć swój stosunek do aktualnego Prezydenta. Co on takiego powiedział?

„Powiem państwu otwarcie. Osobiście nigdy się nie zaszczepiłem na grypę. Bo uważam, że nie. Absolutnie nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych”. Na Twitterze dodał: „Uważam, że ewentualne szczepienie przeciw koronawirusowi nie powinno być obowiązkowe. Tak jak nie są obowiązkowe szczepienia przeciw grypie. Co do innych chorób (polio, gruźlica, szkarlatyna itp.), to zupełnie co innego. Inna rozmowa”. A co powiedział Trzaskowski? „Nikt nie powinien dorosłej osoby zmuszać do tego, żeby taką szczepionkę musiała przyjąć, ale poczekajmy, czy te szczepionki [na COVID-19] będą, czy nie, jak będzie wyglądała sytuacja epidemiologiczna w następnych miesiącach i latach. Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, żeby rząd przymuszał osoby dorosłe, żeby się szczepiły”.

Pomijając fakt, że szczepionka na szkarlatynę nie istnieje, i jeżeli na chwilę zapomnimy o waśniach politycznych, to Duda ma rację. Absolutnie do mnie dociera, że niedopowiedzenie Prezydenta wykorzystywane jest przez rywala i opozycję, jest to jej święte prawo, że króluje demagogia na zasadzie; „prezydent popiera ruchy antyszczepionkowe”. Ale reakcja ważnych osób ze środowiska medycznego mną wstrząsnęła, szczególnie wirusologów: „Te słowa są nieodpowiedzialne, niebezpieczne, jestem nimi wstrząśnięty”, „Czy nadchodzący sezon grypowo-covidowy to dobry moment na podważanie szczepień, w tym przeciw grypie? To groźne dla zdrowia!”, „(Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie) „Tocząca się kampania wyborcza nie może usprawiedliwiać promowania postaw antyzdrowotnych i szkodliwych dla zdrowia społeczeństwa”.

Pomińmy kampanię wyborczą i demagogiczne wykorzystywanie słów, jak pisałem – jest to święte prawo opozycji. Ale bardzo mnie martwią tendencje środowiska medycznego zmuszania ludzi do szczepień. I znalazłem się z własnej woli w sytuacji Prezydenta, muszę się tłumaczyć ze swoich słów. Otóż szczepienia dziecięce są obowiązkowe i takie powinny zostać. Co innego osoby dorosłe. Ale jest jeszcze sprawa choroby, na którą ludzie się szczepią. Dziecięce szczepienia dotyczą chorób niemutujących się, odra jest odrą cały czas bez zmian, tymczasem grypa mutuje i nie ma stałej szczepionki.

Mnie to dotyczy osobiście, bo ja nigdy nie chorowałem na grypę. Pamiętam, jak w latach 50. i 60. zamykano całe szkoły z powodu grypy, gdy z całej szkoły nie chorowało pięcioro dzieci i jeden nauczyciel, to Torlin chodził do chorych, siadał na brzegu łóżka i grał z nimi w szachy. Miałem raz taką sytuację, gdy dyrektor zakładu, w którym pracowałem, wykupił dla wszystkich pracowników szczepienie przeciw grypie. A jak protestowałem, to mówił: „Torlin, tchórz cię obleciał?” Wziąłem więc lekarza dokonującego szczepień na stronę, opowiedziałem o sobie i on zgodził się ze mną.

Nie powinno być obowiązkowych szczepień przeciw grypie.

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie