Napisane przez: torlin | 21/02/2018

Macedonia Słowiańska

Znowu zaiskrzyło w Macedonii. Bałkany to Bałkany. Wprawdzie wyleczyłem się ze strachu przed tą częścią kontynentu wędrując po Czarnogórze w grupie trekkingowej, a przez pół dnia samotnie, ale nie zmienia to faktów, że jest to miejsce Europy na okrągło generujące nowe konflikty. I wszędzie, tak jak w Polsce, największą szkodę wyrządzają narodom nacjonaliści, ich generalnym hasłem jest „nie ustąpimy nawet milimetra”, „wszystko albo nic”, co uniemożliwia jakikolwiek kompromis.

Na górze zdjęcie z Salonik ukazujące protestujących nacjonalistów greckich przeciwko  w jakiejkolwiek formie umieszczeniu słowa „Macedonia” w nazwie sąsiedniego kraju. Nacjonalistyczny odpowiednik macedoński, partia VMRO-DPMNE, miała swojego premiera w latach 2006-16 Nikoła Grujewskiego, i ten narobił takich szkód, że trudno jest to odwrócić. Przebudował Skopje na wzór antyczny, lotnisko i autostradę nazwał imieniem Aleksandra Wielkiego, czym oczywiście do szału doprowadził Greków. W Grecji sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo rządzi tym krajem koalicji SYRIZ-y Aleksisa Tsiprasa i nacjonalistów z ANEL Panosa Kammenosa, i dyskusja, jak powinna nazywać się Macedonia, trwa nawet w łonie rządzącej koalicji. I w ten sposób koncyliacyjny premier ma związane ręce, chociaż specjaliści podkreślają, że demonstracje aktualne są bardzo małe w porównaniu z tymi sprzed 26 lat.

Trochę to jest biedny naród. Bułgarzy cały czas twierdzą, że Macedończycy to są zbuntowani Bułgarzy, i że ten kraj powinien być częścią Bułgarii. Ale Bułgarzy zapominają, że ich pretensje terytorialne opierają li tylko na postanowieniach wstępnego traktatu pokojowego w San Stefano z 1878 roku (powyżej mapa przedstawiająca postanowienia traktatu i Wielką Bułgarię), który faktycznie nigdy nie wszedł w życie. Jak tylko Macedończycy wyzwolili się od Turków, to wpadli w łapy Serbom, później atakowała ich Bułgaria, najpierw jako sojusznik Hitlera, a później Stalina.

I nowy premier Zoran Zaew najpierw pozmieniał wszystkie nazwy drażniące Greków, a później zdał się na pośrednictwo Unii i ONZ. Obydwaj premierzy już dawno porozumieliby się, gdyby nie nacjonaliści. Grecy muszą zrozumieć, że tak siebie nazywa ludność. Przeciętny Macedończyk mówi na co dzień, że jest Macedończykiem i mówi językiem macedońskim. To trzeba brać pod uwagę, gdyż tak postępują już przez wiele pokoleń. A może „Macedonia Słowiańska”?

Na domiar złego Macedończycy mają też kłopot z mniejszością albańską, która stanowi 1/4 państwa. Oczywiście rząd Macedonii nie ma najmniejszej ochoty uznać chociażby język albański za oficjalny. Jaki mają do tego stosunek nacjonaliści macedońscy – widać na powyższym zdjęciu.

Reklamy
Napisane przez: torlin | 18/02/2018

Moje ukochane muzy

Pałacyk Pareńskich na Wielopolu 4, – dziś serce hotelu Holiday Inn Kraków. To jest moje zdjęcie, pozostawiam je jako domenę publiczną – do dowolnego wykorzystania.

Są sceny, rodziny, sytuacje, osoby przechodzące do historii kultury. Raptem, z jakiegoś tam powodu, cały kulturalny świat zastanawia się nad spotkaniem malarza znajomego na drodze, weselem czy – kim była Lisa Gherardini. Do takich kontaktów przeciętnej kulturalnej polskiej rodziny z okresem młodopolskim najbardziej nadaje się „Wesele” Wyspiańskiego, szczególnie po zekranizowaniu go przez Wajdę. Sam dramat jest kopalnią cytatów, „Złotych Myśli”, a po opublikowaniu „Plotki o „Weselu” Wyspiańskiego zaciekawiły wszystkich realne osoby występujące w sztuce. Dla wielu szokiem było to, że Radczyni to Antonina Domańska, słynna po dzień dzisiejszy autorka poczytnych powieści dla  młodzieży, Gospodarz to Włodzimierz Tetmajer, mąż siostry panny młodej (a więc został szwagrem Rydla), a Dziennikarzem słynny ówcześnie Rudolf Starzewski.

Ale chyba najbardziej porywające są młode dziewczyny będące po raz pierwszy w życiu na „Weselu”, więc potrafią czasami odzywać się w sposób szokujący dla rodziców i opiekunów:
Zosia – Z nikim z panów tańczyć nie chcę.
Radczyni -Potańcujcie trochę same.
Zosia -My byśmy chciały z drużbami,
z tymi, co pawimi piórami
zamiatają pułap izby.
Radczyni -Poszłybyście tam do ciżby?
Haneczka -To tak miło, miło w ścisku”.

Kim była Zosia, kim była Haneczka? Musimy się przenieść do Krakowa  na koniec XIX wieku, królowały wtedy tam salony, na których się „bywało”. Do najważniejszych należały trzy: Elizy Pareńskiej, Antoniny Domańskiej i Heleny Rydlowej, panie miały ambiwalentne uczucia wobec siebie, bo z jednej strony niesłychanie się przyjaźniły, bywały właściwie codziennie u siebie, a z drugiej rywalizowały ze sobą. Za każdym razem swoje dzieciaki brały ze sobą,  można właściwie powiedzieć, że te cztery dziewczynki: dwie Marie (Domańska i Pareńska), Zosia Pareńska i Haneczka Rydlówna prawie wychowywały się razem. Na weselu był również Stasio Domański, i on ostatecznie pogrzebał przyjaźń matki, pierwsze niesnaski wystąpiły, gdy Eliza Pareńska postanowiła pomóc młodemu twórcy Stasiowi Wyspiańskiemu, kupowała jego obrazy, dawała mu pieniądze, tymczasem Domańska miała bardzo złe zdanie na temat Wyspiańskiego: „spotykam dzisiaj na Rynku profesorową Pareńską i mówię jej tak: może i nie znam się na malarstwie, może mam wprost zły gust, ale jak można do Sukiennic, pod jeden dach z Matejką, Siemiradzkim, Wyczółkowskim, że tylko tych wymienię – pchać te niewydarzone malowidła tego Wyspiańskiego”. Ten kryzys udało się bez trudu okiełznać, gorzej poszło, gdy Stasio się oświadczył Annie Rydlównej, nazywanej Haneczką i … Domańska się nie zgodziła, mimo że była jej matką chrzestną. Helena Rydel w odwecie zerwała z nią wszystkie kontakty. Ciekawostką było to, że mężowie owych dam byli znakomitymi lekarzami, ludźmi dobrze sytuowanymi, nie mogącymi się odnaleźć we własnych domach z powodu codziennego najazdu gości. Ale salon Pareńskiej to było coś: Jacek Malczewski, Asnyk, Wyczółkowski, Stanisławski, Feliks Jasieński, Władysław Żeleński,  Przybyszewski, Artur Górski, Reymont, Rydel, Starzewski, Wyspiański, Mieczysław Trzciński, Karol Frycz, Kazimierz Sichulski, Witold Wojtkiewicz, Edzio Leszczyński.

Na weselu były dwie siostry Pareńskie, bo trzecia Eliza (zwana Lizką celem odróżnienia od matki) była jeszcze za malutka. Wszystkie trzy zapisały się w historii sztuki jako trzy muzy okresu findesieclowego Krakowa, wolę jednak pisać o nich jedynie do Pierwszej Wojny Światowej, gdyż późniejsze losy dziewcząt są bardzo smutne. To były kobiety wychowane w sposób niepojętny na owe czasy. Krakowska konserw zgorszona była swobodą, z jaką wychowywane były jako dzieci, a później – jako dorastające panienki. Rodzice wychowali je na kobiety idące przez życie z podniesioną głową, były śliczne, bogate, dobrze wykształcone i miały własne osądy wraz z niezależnym myśleniem. Takie problemy ówczesnych kobiet, jak wykluczenie z życia publicznego, dyskryminacja płciowa czy walka o godność kobiety, zostały im dzięki rodzicom zaoszczędzone.

Najstarsza Maria, otoczona wielbicielami, bardzo mądra, widać to po flirtowaniu z Poetą. Chciałem dać cytat z „Wesela”, ale musiałbym zapełnić półtorej kartki. Najpiękniejsza była jednak Zosia, późniejsza żona Boya. Wyspiański malował wszystkie trzy siostry, ale jego trzy największe i najsłynniejsze obrazy to dwa Zosi i jeden Lizki. Na tym powyżej, o nazwie „Macierzyństwo” Zosia karmi małego Stasia, na tym poniżej jest smutna i pełna refleksji.

Późniejsze stosunki Zosi z Boyem były przedziwne, byli mężem i żoną, zdradzali się na potęgę, w końcu romanse Zosi i Witkacego oraz Boya z Krzywicką uważane były za najsłynniejsze w epoce. A pamiętacie słynną scenę podrywania Zosi przez Dziennikarza:
Dziennikarz -To sprawka
pani wdzięku, pani jest bardzo miła,
pani tak główkę schyliła…

Zosia – Prawda? Tak jakbym się dziwiła,
że mnie tyle honoru spotyka;
pan redaktor dużego dziennika
przypatruje się i oczy przymyka
na mnie, jako na obrazek.

Dziennikarz – A obrazek malowny, bez skazek,
farby świeże, naturalne,
rysunek ogromnie prawdziwy,
wszystko aż do ram idealne”.

Zosia miała wtedy 15 lat, Starzewski zaś 31, to Wajda zrobił z niego prawie starca. I wyobraźcie sobie, że zdobył w końcu swoją miłość. Jak Zosia zobaczyła swojego męża całującego się z jej siostrą Lizką, zwróciła się do Rudolfa. A jego z kolei rzuciła dla Witkacego. Co najciekawsze, do końca była związana z Boyem, robiła korektę jego książek, dbała o dobre imię.

Najmłodsza Lizka to jest trzeci z najsłynniejszych portretów Wyspiańskiego, tzw. portret podwójny Lizki, podczas malowania zobaczył, że jego modelka się zmieniła pod wpływem zmęczenia i namalował ją powtórnie. Genialna rzecz.

Napisane przez: torlin | 13/02/2018

Jakieś to dziwne

Zawsze zastanawiałem się, dlaczego ludzie ułożyli sobie jakieś zwyczaje tak, a nie inaczej. Niektóre rzeczy są dla mnie niezrozumiałe. Trwają teraz Zimowe Igrzyska Olimpijskie, ale skojarzyły mi się z Letnimi i mam pytanie – dlaczego biegacze: sprinterzy, średnio- i długodystansowcy biegają w kierunku przeciwnym ruchowi zegara? Właściwie dlaczego? Łyżwiarze mają to samo na zawodach, na szczęście dla „zwykłych ludzi” łyżwiarze-amatorzy jeżdżący na ślizgawce w formie toru (nieśmiertelne przez tyle lat „Stegny”) co pewien czas mają zamianę kierunków.

Niezrozumiała jest też sekwencja liczb w kalkulatorze i w komputerze. Teraz już na szczęście kalkulator się rzadko używa, a jeżeli komputerowy, to ma ten sam układ co w klawiaturze. Ale właściwie dlaczego jest inny? I ile w tym prawdy, że twórcy chcieli ominąć patent IBM?

Po co jest tzw. klawiatura niemiecka? Miałem na szczęście zawsze świetnych kolegów w informatyce, i od razu nauczyli mnie, co zrobić, jak po naciśnięciu „z” pojawiało mi się „y” i na odwrót. I co to jest polski 214 i po co jest on instalowany?

Dlaczego na świecie popularniejszy jest ruch prawostronny? Z punktu widzenia logiki ruch lewostronny jest rozsądniejszy, rycerz trzymał miecz w prawej ręce. Czechom i Słowakom to musieli Niemcy zmienić organizację ruchu. W związku z tym tematem przypomniał mi się dowcip szwedzki z roku 1967, ponieważ w niedzielę 3 września 1967 w Szwecji miał nastąpić  „Dagen H”, czyli zamiana ruchu lewostronnego na prawostronny.  Dowcip: „Rozporządzenie rządu szwedzkiego – z dniem 3 września 1967 roku wprowadza się na terenie Szwecji ruch prawostronny. Na próbę ruch prawostronny wprowadza się dla ciężarówek z dniem 1 stycznia 1967 r.”

Dlaczego ruch pionowy głową na całym świecie jest potwierdzeniem, a w Bułgarii zaprzeczeniem? Byłem w tym kraju wielokrotnie, i zawsze miałem kłopoty, bo nigdy nie wiedziałem, czy Bułgar kiwa mi głową „po bułgarsku”, czy dopasowuje się do turysty.

Napisane przez: torlin | 10/02/2018

To jaki będzie teraz czas? Bo ja się już zgubiłem

PSL zaproponowała, aby nie zmieniać już czasu letniego na zimowy, i podpisały się pod tym właściwie wszystkie kluby. A ja uważam, że to jest kretynizm, i mam dwa argumenty, jeden wagi superciężkiej, a jeden taki sobie, depresyjny.

Pierwszy i podstawowy, to że cała Unia zmienia. To, że PiS uważa, że wszystko powinniśmy robić przeciw Unii, nawet gdyby to miał być największy kretynizm, ale pozostałe partie? Tak, to mamy kłopot przez dwa dni w roku, po zmianie jakiekolwiek wyjazdy turystyczne czy wysyłanie ładunku (np. pomiędzy Polską i Niemcami) będą zatrważające w uzgodnieniach.

Drugie, to dla największej liczby ludzi będzie związane z mniejszą ilością słońca. Podstawowym czasem w Polsce jest czas zimowy, tako rzecze Wikipedia: „Dlatego zimą wraca się do czasu podstawowego – w Polsce czasu środkowoeuropejskiego, zwanego również zimowym”. Jeżeli zostaniemy przy czasie zimowym, to nawet 22 czerwca już będzie ciemno o 21, jeżeli zostawimy czas letni, to w najgorszych dniach końca grudnia i początku stycznia nawet o 9 będzie ciemno.

Ja bym nie zmieniał.

I w końcu nie wiem, czy ma zostać czas zimowy, czy czas letni?

Napisane przez: torlin | 07/02/2018

No i wylano dziewczyny razem z kąpielą

Tak na krótko, bo temat był już omawiany, a ja nie mam teraz czasu napisać porządnej notki. Chcę wrócić do poruszanego już tematu uprzedmiotowiania kobiet. Decyzja F1 o zwolnieniu wszystkich dziewcząt z tablicami (grid girl) w nowym sezonie zaskoczyła wszystkich. Dziewczyny znalazły się na bruku, a ich miejsce zajmą dzieci. Wiele dziewcząt nie chce się z tym zgodzić: „- Trzeba mieć bardziej otwartą mentalność. Przecież normy społeczne nie uległy zmianie. Gdyby tak było, to nagie kobiety przestałyby się pokazywać w niektórych czasopismach” – mówi Marga Bernalte, była „grid girl” i Miss Barcelony. „Czasem ktoś poprosił mnie o mój numer telefonu, ale takie same sytuacje zdarzają się na ulicy. W niektórych filmach, które oglądają miliony ludzi, jest więcej negatywnych zjawisk związanych zachowaniem w stylu „macho”. Tak zwane feministki bronią nas, a nawet nie zapytają jak się czujemy. Tym bardziej, że w pewnym sensie właśnie przez nie straciłyśmy pracę”. Straciłam pracę przez feministki. Kochałam ją. Byłam szanowana, dobrze zarabiałam i z dumą reprezentowałam swój zespół. Nigdy nie czułam się niekomfortowo i nigdy nikt nie czuł się tak przeze mnie”. Motocykliści i bokserzy już zapowiedzieli, że z dziewcząt nie zrezygnują.

Ale to wiąże się również ze sprawą Catherine Deneuve, dla której istnieje wielka różnica między gwałtem, przemocą seksualną a podrywaniem, nawet jeśli czynione jest ono „nieporadnie lub w sposób ordynarny”. Według niej obecnie wszystkie zachowania mężczyzn wobec kobiet zostały ze sobą zrównane i napiętnowane, co jest przejawem purytanizmu, na który się nie godzi. Cała akcja likwiduje flirt i podrywanie, rzeczy, które istnieją od początku ludzkości. To jest wg niej polowanie na czarownice. Kobiety, które podpisały razem z Catherine Deneuve list uważają za słuszne potrzebę karania gwałcicieli i obnażania przypadków takich jak trwające latami molestowanie kobiet przez Harveya Weinsteina. Żal im jednak mężczyzn, którzy zostali „ukarani zbyt szybko i zbyt dotkliwie za narzucanie się kobietom, które ich nie chciały”. „Uzasadniony protest przeciwko przemocy seksualnej, której ofiarami są kobiety, przerodził się w polowanie na czarownice” – zauważają. I dodają: „Jako kobiety nie godzimy się na feminizm, który poza potępieniem nadużyć zyskuje twarz nienawiści do mężczyzn i seksualności”. Zdaniem Catherine Deneuve akcja #MeToo wcale nie pomaga kobietom, a „służy interesom wrogów seksualnej wolności i religijnym ekstremistom”. Autorki listu podkreślają, że ich głos to przejaw niezgody na próbę negowania „niezbędnego prawa do wolności seksualnej”. List wzbudził natychmiast gorący sprzeciw wśród czytelników „Le Monde”. We Francji przedrukowały go i skomentowały niemal wszystkie tytuły prasowe. Głos zabrała szybko popularna Włoszka Asia Argento – aktorka, scenarzystka, reżyserka – jedna z z kobiet, które oskarżyły Weinsteina o napaść na tle seksualnym i przyczyniły się do usunięcia hollywoodzkiego potentata z branży. „Deneuve i inne kobiety podpisane pod tym listem mówią światu, jak ich wewnętrzna mizoginia dokonała lobotomii, do punktu, z którego nie ma powrotu”- napisała Argento. Fajnie, nie?

Dla mnie jest to typowe wylanie dziecka z kąpielą. Za dużo piją? Zlikwidować alkohol. Wprowadzić prohibicję. Jakiś cyrk męczy zwierzęta? Zakazać. Ktoś zleciał z Rysów w zimie? Zakazać. Nikt nie zastanawia się nad skutkami, nie tylko społecznymi, ale również poszczególnych osób. Przecież mamy np. cheerleaderki, słynne przy wszystkich wielkich wydarzeniach pod koszem. Znałem jedną z Kanady, dla której była to wielka przygoda i frajda, potrafiła godzinami opowiadać o treningach, wyjazdach. Gdyby ówcześnie jej ktoś to zabrał jej zabawkę, to chyba byłaby zabiła. 

Napisane przez: torlin | 04/02/2018

Odpowiedzialność

Ostatnio wydarzyły się dwie sprawy, przy których mnie poniosło. A może nie powinno. Jestem jednak człowiekiem od dzieciństwa odpowiedzialnym, zawsze myślę, co by było, gdyby było, biorę wszystko pod uwagę. Dlatego do szalu doprowadza mnie lekkomyślność, całkowity brak odpowiedzialności. Oczywiście obydwie mają różny ciężar gatunkowy, zdaję sobie sprawę, że są nieporównywalne, ale co ja zrobię.

Pierwsza to jest dramat na górze zwanej Nanga Parbat. Pan Piotr Pustelnik, prezes Polskiego Związku Alpinizmu mówi sport.pl o Pakistańczykach: „Po jaką cholerę potrzebowali deklaracji pieniężnych? Na portalach crowdfundingowych środki znalazły się szybko, należy działać od razu. Mam do Pakistańczyków ogromny żal. Kim trzeba być, żeby przedkładać banknoty nad życie? Powinni pomóc, a temat rozliczeń podjąć później. Pakistańczycy i tak wydusiliby te pieniądze, takie mechanizmy nimi kierują. W 1992 roku poznałem je na własnej skórze. Nie zapłacono za „rachunek” (cudzysłów w oryginale – dop. Torlina), i gdy po raz kolejny pojawiłem się na tej ziemi, powiedziano mi, że mam długi i należy je uregulować przed wyprawą. Nie mają w sobie za grosz empatii”.

Właściwie nie wiem, czy jest sens cokolwiek pisać na ten temat. Świat to nie jest Polska, która się obraża na człowieka mówiącego, że trzeba było się ubezpieczyć. To, co napiszę, będzie przerażające, ale zarówno Mackiewicz, jak i Pustelnik dla mnie to są kretyni. Mackiewicz sobie poszedł na jedną z bardzo trudnych gór tylko z kobietą, bez żadnego zaplecza, i jak wiem, ominęli jedną z baz. Ale to, co wygaduje Pustelnik, to się w pale nie mieści. Niby dlaczego Pakistan ma być ze swoimi helikopterami na każde kichnięcie? Bo zagrożone jest życie ludzkie? Jakby tam nie polazł, nie byłoby zagrożone. A jak idziesz na taką wyprawę, to w grupie, z zapleczem, z ubezpieczeniem, albo jak idziesz sam lub samowtór – to ze złożonymi pieniędzmi nawet crowdfundingowymi  na wszelki wypadek „gdyby co”.

Nie zapomnę rozmowy z człowiekiem specjalizującym się w dzikich wyścigach na terenie Warszawy. „Ja bym to chciał, aby się nikt do nas nie wtrącał, żeby nie było policji. Nikogo, tylko my”. I karetki też? – pytam. „Karetki też. Nikogo. My sami sobie damy radę”. Po wypadku był wrzask, dlaczego karetka nie przyjeżdża. Rozmawialiśmy na temat ubezpieczeń górskich lata temu TU, Paweł był strasznie przeciwny moim pomysłom. Ale minęło prawie 11 lat, może zmienił zdanie. Po krytyce himalaistów nastąpiła oczywiście kontra z tamtej strony, Justyna Kowalczyk szlachetnie i demagogicznie porównała ten dramat z tragediami wewnątrz rodzin, że tego nie widzimy, a czepiamy się himalaistów. Cichy mówi, dajcie nam realizować naszą pasję. Ależ oczywiście, realizujcie swoje marzenia, ale tak patrzę ze swej strony, lezę na ponad 8.100 metrów, -40ºC, huraganowy wiatr, mam odmrożone ręce, nogi, obsuwam się w szczelinę, zawisam nad przepaścią, moja towarzyszka nie jest w stanie mi pomoc, a ja biorę telefon i dzwonię do kumpla z sąsiedniej wyprawy: „Wiesz Adam lub Denis, wpadlibyście tak do mnie na 7.250 na Nanga Parbat, bo se zawisłem i nie mogę wyjść. A i powiedzcie Pakistańczykom, niech dadzą helikopter, na pewno się ucieszą”. Warto zajrzeć do strony w Wikipedii o Nanga Parbat, tam są bardzo ciekawe wiadomości. Po pierwsze okazuje się, że spis polskich prób wejść na ten szczyt składa się przede wszystkim z nazwiska Mackiewicz, a po drugie – wg Wikipedii podczas 200 dotychczasowych prób zdobycia szczytu zginęło 61 himalaistów. Ja bym na miejscu Pakistanu nie wpuszczał ich bez zabezpieczonej kwoty przeznaczonej na ratunek.

Druga, sprawa o wiele mniejszym kalibrze, to jest ciąża Antoniny. Wiem, zachowuję się jak szalony, w przypadku Tomka Mackiewicza jestem liberałem, a u Antoniny jestem konserwatystą. Przecież Marek Kondrat jest starszy ode mnie więcej niż o rok. Są małżeństwem, kochają się, chcą mieć potomka, i wszystko wskazuje na to, że go będą mieli – co ja się czepiam. A w którym roku maleństwo straci swojego ojca? Ludzie w tym wieku nie powinni decydować się na ojcostwo, dla mnie to jest nieodpowiedzialność.


Dla Pawła

DSC01219

Napisane przez: torlin | 01/02/2018

Hefajstos zaprasza turystów

Proszę sobie wyobrazić, że poszczególne państwa zapraszają turystów i namawiają ich do przyjazdu takimi fotografiami. U góry wulkan Merapi na Bali w Indonezji podczas wybuchu w 2010 roku, jeden z aktualnie najbardziej niebezpiecznych na świecie. Osoby angielskojęzyczne zapraszam TU, pokazane jest, jak badane są wulkany. Trochę się pomęczyłem, ale przetłumaczyłem.

Ale aktualnie na tapecie jest inny wulkan indonezyjski, Agung, jest bardzo aktywny. Aż prosi się, aby go fotografować z bliska.

Filipiny też serdecznie zapraszają, mamy coś dla państwa, wulkan Mayon na wyspie Luzon na Filipinach. Prawda, jaki śliczny?

Jeden z nielicznych narodów, który nie zaprasza do oglądania coraz bardziej aktywnych wulkanów są Japończycy. Na ich szczęście aktualnie aktywny wulkan Shinmoedake w grupie wulkanicznej Kirishimayama na wyspie Kiusiu dopiero co wybuchł (w listopadzie 2017 r.) i na szczęście niegroźnie.

Już raz wulkan islandzki o pięknej nazwie Eyjafjallajökull wybuchł był bez ostrzeżenia w 2010 roku i zablokował specjalnie ruch lotniczy nad Europą, ażeby nikt nie przyleciał do Krakowa. Ten na zdjęciu to jest inny gagatek o równie pięknej nazwie Öræfajökull, też łobuz nie dymi, ale są ciągle małe trzęsienia ziemi w okolicy i raptem osunął się wielki lodowiec. Trzeba szybko polecieć, aby na niego wejść.

Zapraszamy do Meksyku, tutaj nie będziemy musieli daleko jeździć od stolicy, bo Popocatépetl odległa jest od Ciudad de México o 70 kilometrów. Też pięknie dymi.

Do Chile, do wulkanu Villarica trochę daleko, ale tyz piknie.

I na samym końcu wakacje marzeń każdego Obywatela Świata – Hawaje. Ale Hawajczycy przyzwyczajeni są do wypływów lawy, u nich ten spektakl trwa non stop. I to chyba jest najmądrzejsza decyzja, aby sfotografować wulkan.

Napisane przez: torlin | 29/01/2018

Chińczyki trzymają się mocno i straszą

Powiem szczerze, że za bardzo nie przejmowałem się niebezpieczeństwami sieci, wydawało mi się, że to wszystko jest za duże, nieprzeliczalne, trochę żyłem XX wiekiem, jak ci generałowie przygotowujący się zawsze do wojny poprzedniej. Zmieniłem zdanie na ten temat pod wpływem serialu telewizyjnego i artykułu. Serialem tym jest „Czarne słońce”, pod względem realizacyjnym i aktorskim dla mnie filmy bardzo słabe, ale za to z szokującą tematyką. Przyszłość wygląda przerażająco. Ale jeszcze bardziej zmartwił mnie artykuł wprawdzie w „Gazecie Wyborczej” pt. „Na chińskim poligonie permanentnej inwigilacji„, ale tak naprawdę w „The Wall Street Journal”. Autorami są Josh Chin i Clément Bürge.

Mniejszością chińską najbardziej buntującą się wobec okupacji chińskiej są Ujgurzy, niemający nic wspólnego z Chinami, ani pochodzeniem, ani religią (Ujgurzy są muzułmanami), ani językiem. Chiny uważają oczywiście te ziemie za odwiecznie chińskie i postanowili sobie dać radę z buntującymi się Ujgurami za pomocą nowoczesnej techniki.

„Miasto Urumczi przy granicy Chin w Azji Środkowej to zapewne jedno z najściślej kontrolowanych miejsc na Ziemi. Na stacjach kolejowych i przy drogach prowadzących do miasta czekają punkty kontrolne pozwalające zidentyfikować wjeżdżających i wyjeżdżających. Systemy rozpoznawania twarzy sprawdzają odwiedzających hotele, centra handlowe i banki. Policjanci noszą przy sobie podręczne urządzenia pozwalające przeszukać smartfona i wykryć szyfrujące wiadomości komunikatory, nagrania wideo o politycznym przesłaniu lub inną podejrzaną zawartość. By zatankować, kierowcy muszą najpierw przejechać dowodem przez czytnik i spojrzeć w kamerę. (…) Przemieszczanie się po regionie bez poczucia bycia nieustannie śledzonym jest praktycznie niemożliwe. Zarówno mieszkańcy, jak i przyjezdni codziennie zmuszeni są pokonywać ścieżkę zdrowia pomiędzy policyjnymi posterunkami, kamerami monitoringu i maszynami skanującymi ich dowody, twarze, gałki oczne, a niekiedy całe ciała’.

Teraz jeszcze możemy się przeciw temu bronić, ale mam nadzieję, że to najgorsze przyjdzie po mojej śmierci.

Napisane przez: torlin | 26/01/2018

Może nowy Arctowski, a kiedy stary Dobrowolski?

„Belgica” skuta lodem.

Wszystko opiera się na Traktacie Antarktycznym, podpisanym z powodu niebezpieczeństwa wojny o Antarktydę, przypuszczalnie pełną bogactw naturalnych. Ten południowy kontynent uznano za dobro całej ludzkości, Amerykanie wręcz nazwali go „ziemią niczyją”, znajduje się pod opieką ONZ i państw konsultacyjnych. Podział krajów na poszczególne grupy w Traktacie jest dość skomplikowany, ale dla nas najważniejsze jest to, aby należeć do państw konsultacyjnych. Aby nim się stać państwo musi podjąć istotne badania naukowe i ustanowić całoroczną stację naukową na Antarktydzie lub wysłać ekspedycję naukową, wtedy takie państwo konsultacyjne jest uprawnione do głosowania na posiedzeniach konsultacyjnych. Polska jest nie tylko członkiem-założycielem Traktatu, ale formalnie ma 2 stacje: „Arctowski” i „Dobrowolski”. Takie Spotkanie Konsultacyjne odbyło się w 2002 r. w Warszawie.

Dla ludzi kompletnie zielonych informacja, że Arctowski i Dobrowolski byli polarnikami, uczestnikami belgijskiej wyprawy na statku „Belgica” (u góry) w 1897 roku. W 1956 roku na wschodzie kontynentu Rosjanie założyli stację „Oasis”, którą następnie darowali w 1959 roku Bratniemu Narodowi Polskiemu. Uśmiecham się, jak czytam, że w pierwszej ekspedycji obok profesorów brali udział Alina i Czesław Centkiewiczowie. Polacy posiedzieli rok czy dwa, zakonserwowali stację i raz ją odwiedzili. Szkoda słów. Oficjalnie nazwana jest „inactiv” – to jest pytanie do znających język angielski, gdyż wg Tłumacza takiego słowa nie ma, jest ‚inactive” – nieaktywny – co mi się podoba, i „inactivity” – bezczynny – co mi się mniej podoba.

„Arctowski” to o wiele późniejsza sprawa, stacja została zbudowana w 1977 roku, a powstała dzięki sprytowi polarników. Gdy za Gierka zaczęło brakować mięsa późniejszy szef ekspedycji, kierownik Instytutu Ekologii PAN  prof. dr. Romuald Klekowski zaczął przekonywać rząd, że olbrzymią ilość białka ma kryl, a jego najwięcej jest w pobliżu brzegów Antarktydy. Ale aby mieć prawo go łowić, trzeba było być państwem konsultacyjnym, czyli posiadać całoroczną stację.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego my nie uruchamiamy „Dobrowolskiego”, czy naprawdę prawie 40-milionowego narodu nie stać na wysłanie 10-40 ludzi ze sprzętem, helikopterem, szczególnie, że 7,5 km od nas jest stacja australijska. Ona jest wprawdzie tylko letnia, a nasza taka nie może być? Przecież to nie są jakieś kolosalne koszty. Musimy też pamiętać, że Chiny, które wprawdzie podpisały Traktat, zakładają nowe stacje, pchają górę sprzętu, nikt nie wie, co oni tam robią.

Ponieważ morze zbliża się do stacji, i niedługo barak runie, należałoby wybudować nowy budynek stacji. I tu zaczynają się schody. W 2016 roku zaprojektowana została przez Pracownię Kuryłowicza bardzo ładna stacja TU, projektant podszedł do sprawy, że kapelusze z głów. Pojechał na stację, siedział tam miesiąc, rozmawiał z polarnikami. I jak już się wydawało, że jesteśmy w ogródku i witamy się się z gąską, to usłyszeliśmy z ust wicepremiera Gowina (jak z dowcipu żydowskiego) trochę wiadomości dobrych, trochę wiadomości złych. Zacznijmy od tych złych: „z uwagi na ograniczenia prawne i budżetowe nie jest możliwe obecnie sfinansowanie tej inwestycji w całości z budżetu resortu, zabezpieczeniem dla nowej stacji im. Arctowskiego powinien być wieloletni model finansowania oparty o gwarancje rządowe, a nie tylko te resortowe. Na tym etapie nie możemy sprecyzować dokładnego terminu wypracowania tego modelu oraz, czy i w jakim zakresie, gwarancje finansowania badań antarktycznych weszłyby w życie”. Czyli dupa.

Ciekawe, czy konsultował to z Polskim Konsorcjum Polarnym, należy do niego w końcu 12 uczelni wyższych, 6 instytutów naukowych i Komitet Badań Polarnych PAN. Ale jest i plus dodatni, że znowu zacytuję Gowina: „kierownictwo MNiSW jest zaangażowane w prace nad odpowiednim modelem finansowania dla nowej stacji oraz szeroką promocję badań polarnych realizowanych przez polskie stacje” (UWAGA – LICZBA MNOGA – czyżby Dobrowolski (dop. Torlina)). Ministerstwo dodało, że w celu zapewnienia bezpieczeństwa logistycznego stacji im. Arctowskiego w ostatnich latach, przy wsparciu MNiSW, Ministerstwo Spraw Zagranicznych negocjowało umowy ws. współpracy naukowej i logistycznej z Argentyną, Chile i Peru. Mają one docelowo zapewnić fracht i wsparcie logistyczne budowy nowej stacji. „Docelowo podobne porozumienia będą przedmiotem negocjacji z Australią i Chinami w kontekście pozostałych polskich stacji polarnych” – zapowiedział resort nauki. Dobrowolski?

Ps. z cyklu „prawdziwi Polacy” – rodzina Arctowskiego nazywała się Artzt i pochodziła z Wirtembergii.

Napisane przez: torlin | 23/01/2018

Wrak cieszący oko

„Maud”

Norwegowie robią wspaniałą rzecz. Za zgodą rządu Kanady wydobyli z dna statek Amundsena „Maud” i transportują go do ojczyzny. Pozazdrościli pewnie Szwedom, ponieważ „Vasa” po odkryciu w 1956 roku, wydobyciu i wystawieniu w specjalnym muzeum w Sztokholmie spowodowała, że ta placówka jest najczęściej odwiedzanym muzeum w Szwecji.

Gjøa” w Muzeum Fram

Chociaż trzeba przyznać, że Norwedzy wydobyli już dwa pozostałe statki tego polarnika „Fram” i „Gjøa” i aby je wystawić postawili wspaniałe Muzeum Fram (Frammuseet) opowiadające o norweskich eksploracjach polarnych. Znajduje się na półwyspie Bygdøy w Oslo w Norwegii (tam gdzie jest Muzeum Kon-Tiki i letnia rezydencja króla).

Obraz sonaru z bocznym skanem z Parks Canada pokazujący HMS Erebus na dnie morza w północnej Kanadzie

W kolejce czeka wydobycie „Erebusa”, wielkiego statku sir Johna Franklina, który wraz z HMS Terror zaginął w lodach Kanady w 1848 roku. I tu bardzo ciekawa informacja, bardzo pomogli w znalezieniu okrętu w 2016 roku Innuici. Miejsca zatonięcia statków były wśród nich przekazywane w rodzinnych legendach przez pokolenia.

I tutaj przechodzimy na teren Polski. My też mamy okręt, który powinniśmy wydobyć. Nie jest to może taka atrakcja jak „Maud” czy „Erebus”, ale zawsze. Bardzo niedaleko Dąbek, 5 metrów pod poziomem morza, leży angielski statek „General Carleton„. Wrak statku został odkryty przez Michała Woźniewskiego w 1989 dzięki relacjom rybaków o zaczepianiu ich sieci rybackich w miejscu spoczynku wraku i legendzie o zatopionym żaglowcu (zupełnie jak u Innuitów).

 

 

 

Older Posts »

Kategorie