Napisane przez: torlin | 23/03/2017

Czas na Rodos

Z Tajwanem znowu nie wypaliło. Z Tymkiem umówiliśmy się, że przyjadę w kwietniu przyszłego roku. A ponieważ mam urlop w maju, to chciałem sobie to zrekompensować i zacząłem szukać jakichś interesujących wyjazdów. Moja pierwsza myśl to była pojechać do schroniska „Szwajcarka” koło Jeleniej Góry w Rudawach Janowickich, ale zacząłem wpisywać interesujące mnie parametry do Wezyra i wyszła fajna sprawa.

Może pamiętacie, że bylem już w Turcji na tej zasadzie, że odpoczywałem w Bodrum, ale największą atrakcją był pobyt na wyspie Kos. Identycznie jest tym razem, zacząłem szukać noclegu w Marmaris, który leży „naprzeciw” wyspy Rodos.

A wyspa Rodos jest jednym z moich marzeń podróżniczych, mam zamiar tam pojechać na dosłownie cały dzień, pochodzić, pozwiedzać, nawet sobie kupię na ten jeden dzień specjalnie przewodnik po Rodos. Oprócz tego zapragnąłem słońca, odpoczynku, basenu, leżaka, mnóstwa żarcia, drinków.

Mam jeszcze jeden urlop w tym roku, we wrześniu, ale wtedy z jednym z moich młodych kumpli jedziemy w Alpy Włoskie pochodzić od schroniska do schroniska. Może to spowodowała moja zbytnia aktywność fizyczna, może przesilenie wiosenne, może mój starczy wiek, ale zamarzyłem o urlopie w słońcu i bezruchu. Tylko że ja siebie znam, ten mój „bezruch” już mnie rozśmiesza. Wyjeżdżam 15 maja, a wracam 22.

Napisane przez: torlin | 20/03/2017

Nóż bez sensu wrzucony do wody

Filmy mają prawo być takie, jak je stworzą twórcy, w gruncie rzeczy nie powinniśmy się wtrącać. Ale przecież robią je dla nas, i mamy prawo je oceniać. Od zawsze zastanawiało mnie ich prawdopodobieństwo w odniesieniu do rzeczywistości. Nie dyskutuję nad poprawnością polityczną, historyczną (nie te guziki), czy terytorialną (np. „Nie lubię poniedziałku”, z którego to filmu każdy Warszawiak się śmieje, jak reżyser pogmatwał Warszawę), tylko nad psychologicznym prawdopodobieństwem postępowania danego czlowieka.

Przede wszystkim chodzi mi o bzdury psychologiczne. I znowu wybaczam filmom z serii komedii romantycznych czy dla dzieci, w których to zakończenie musi być piękne i szczęśliwe. W filmie „Nie wierzcie bliźniaczkom” On przyjeżdża do Londynu, mając wielkie winnice w Kalifornii i tam mieszkającą córkę, do Londynu, w którym mieszka Ona z ich drugą córką – bliźniaczką, projektując suknie ślubne. Film kończy się przysłowiowym happy endem, ale co to oznacza w praktyce? Tego nie wie nikt. To niby gdzie zamieszkają?

Ostatnio postanowiłem obejrzeć „Nóż w wodzie”, tego filmu nigdy nie lubiłem, i chciałem zobaczyć, czy ta niechęć pozostała we mnie. Nie tylko pozostała, ale została spotęgowana. Dla mnie całe założenie filmu jest bez sensu, ale podyskutować sobie możemy. Z jednej strony Andrzej, kabotyn, pełen pychy, pewności siebie, zarozumialstwa, takich ludzi spotykałem na swojej drodze życiowej po wielokroć, więc znam doskonale ich sposób postępowania, są zarozumiali po czubek głowy. Ten człowiek nigdy w życiu nie dopuściłby do takiej sytuacji na jachcie, w przypadku zorientowania się, że przegrywa z młodym człowiekiem natychmiast zacumowałby w byle jakiej zatoczce i kazał mu spier..ć, nawet nie zastanawiając się, czy młodziak będzie miał daleko do szosy. I do tego Andrzej to powie tonem dawnych arystokratów rozmawiających z ludźmi niżej od nich urodzonymi.

Chłopak – jemu w samym filmie nic nie mam do zarzucenia. Można jedynie by napisać, że jest on alter ego Andrzeja, będzie dokładnie taki sam, będzie tak samo się zachowywać w przyszłości.

Ale najbardziej nieprawdopodobna psychologicznie jest rola Krystyny. Na jej temat mało wiemy, ale to, co wiemy, już o niej dużo mówi. Jest żoną człowieka bogatego, na stanowisku, posiadającego luksusowy zachodni samochód, jacht kabinowy i właśnie ją – młodą i piękną żonę. Jeżeli wyszła za takiego bufona, to jej motywacje mogły być dwutorowe:

  1. wyszła dla pieniędzy, bogactwa i luksusowego życia. Jeżeli całe swoje dotychczasowe życie poprowadziła z wyrachowaniem, nigdy w życiu nie zdradziłaby Andrzeja z tym chłopakiem, boby jej się to po prostu nie opłacało,
  2. wyszła za Andrzeja z miłości, to tym bardziej to jest niemożliwe,
  3. pozostała sytuacja najbardziej absurdalna, że wyszła za Andrzeja z miłości i znudziło się jej takie życie. To wtedy tak.

Tak mam zresztą z wieloma filmami Polańskiego, miałem to samo wrażenie na „Wenus z futrem”. Ponieważ większość z Was tego filmu nie widziała, to opis fabuły skopiowany z Wiki: „Thomas ma wyreżyserować w teatrze przedstawienie na podstawie XIX-wiecznej powieści „Wenus w futrze” o perwersyjnym związku. Od dłuższego czasu bezskutecznie szuka odpowiedniej aktorki. Kiedy pewnego wieczora castingi się kończą, do teatru przychodzi spóźniona Vanda. Pewna siebie, przebojowa i nieco wulgarna aktorka usiłuje przekonać reżysera, by pozwolił jej przeczytać fragment sztuki. Mężczyzna się zgadza, sam wcielając się w rolę jej uległego partnera. Para rozpoczyna grę, w której zacierają się granice między teatralną fikcją a rzeczywistością”. Tylko że ja oglądając ten film czułem, że na miejscu Thomasa już po dwóch minutach wyrzuciłbym Vandę na zbity pysk ze studia. I nie byłoby filmu.

Dlaczego Polański robi z mężczyzn masochistów? Podejrzewam, że nasz reżyser jest jednym wielkim kompleksem niższości, że nigdy w życiu nie wyszedł z roli małego (165 cm) zalęknionego Żydka cudem uratowanego z Holocaustu. te jego pożądanie bardzo młodych dziewcząt, że musi się cały czas dowartościowywać. Tylko proszę nie czepiajcie się określenia, bardzo szanuję naród żydowski, oni sami tak o sobie mówią. I ta Emmanuelle Seigner, która ma 173 centymetry wzrostu i jest od niego młodsza o 33 lata, a miała 23 lata, jak wychodziła za 56-letniego faceta. W samym filmie „Nóż w wodzie” oczywiście nie ma podanego wieku bohaterów, można to jedynie przenieść na wiek aktorów: w filmie Niemczyk miał 39 lat, wieku Umeckiej mimo przekopania Internetu nie znalazłem, ale wyglądała na jakieś 22 lata, czyli była o 17 lat młodsza od „męża”. No – nietragiczna różnica.

Zabrzmi to dla Was pewnie strasznie, ale Polański mnie w ogóle nie porywa, jakbym miał inną wrażliwość. Przypominam, że blog wyraża prywatne poglądy autora.

Napisane przez: torlin | 17/03/2017

Konstytucja a prawo a siła a uchwała Sejmu

96 lat temu, w dn. 17 marca 1921 Sejm przyjął Konstytucję Marcową, pierwszą prawdziwie nowoczesną konstytucję w Polsce. Moje myśli pobiegły od razu do naszej współczesnej Konstytucji i „wspaniałego” Trybunału Konstytucyjnego, który zatwierdza ustawy i akty normatywne jako zgodne z Konstytucją, gdy na pierwszy rzut oka widać z nią sprzeczność. Cóż to właściwie jest konstytucja? Może to zabrzmiałoby śmiesznie, ale należałoby powrócić do rozważań przyjaciela i jednocześnie wielkiego antagonisty Karola Marksa – Ferdynanda Lassallego. Ten lewicowy niemiecki Żyd zawarł w swoich rozważaniach na temat konstytucji wszelakich bardzo mądre myśli, i ku mojemu zaskoczeniu i przerażeniu – niesłychanie aktualne.

Ferdynand Lassalle pyta słusznie, czym jest konstytucja, i czym ona się różni od prawa. Zadaje pytania fundamentalne: „Na czym polega istota konstytucji, co jej treść i istotę pojęcia stanowi?”. Zdaniem FL „definicja prawnicza mogłaby być ogólniejszą i brzmieć np. tak:„konstytucja jest podstawowym prawem danego kraju, warunku­jącym inne prawa narodu”. Te i tym podobne formalne definicje (określenia) prawne nie odpowiadają na moje pytanie, mó­wią bowiem one tylko o pochodzeniu pewnej konstytucji, o tym, jak się ona przejawia na zewnątrz, nie określają jednak wcale jej istoty”. A przecież wszyscy wiemy, że konstytucja jest czymś nadrzędnym nad prawem.

Lassalle mówi: „Banalna definicja brzmi tak: konstytucja nie jest zwyczajnym prawem, lecz prawem podstawowym danego narodu”, ale zaraz po tym rodzi się następne pytanie; „Czym się różni prawo od prawa zasadni­czego?” Według naszej Konstytucji jej art. 8 ust. 1 stanowi, że Konstytucja jest „najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”, a prawo konstytucyjne (zwane także: „prawem politycznym” i „prawem państwowym”) jest to zespół norm prawnych regulujących ustrój polityczny, społeczny i gospodarczy państwa albo zespół norm zawartych w konstytucji („prawo konstytucji”). jak podaje Wiki nazwa „prawo polityczne” pochodzi z tytułu książki J.J. Rousseau „Umowa społeczna. Zasady prawa politycznego”, a definicja „prawa politycznego” była identyczna z zaprezentowaną wyżej definicją prawa konstytucyjnego.

Lassalle przeprowadza wspaniały wywód na temat praw konstytucyjnych, załóżmy – mówi – że w wyniku jakiegoś nieprawdopodobnego kataklizmu zniknęły wszystkie zapisane prawa. „Wiecie, panowie, że w Prusiech obowiązującym jest to tylko, co bywa ogłaszanym w zbiorze praw. Zbiór praw drukuje się w berlińskiej nadwornej drukarni Decker’”, w związku z tym należałoby stworzyć od nowa owe prawa, i jak to się robi – pyta Lassalle? Grą sił. Ktoś chce wprowadzić system republikański, a król na to: „tak: „rzeczywiście, prawa zginęły, ale faktycznie wojsko słucha moich rozkazów, faktycznie ko­mendanci twierdz i koszar na mój rozkaz wyprowadzą armaty i wojsko na ulice, a opierając się na tej istotnej potędze, nie pozwolę na żadne ograniczenie prawne swej władzy”, ktoś inny chce odebrać znaczenie Izby Panów mówiąc, że jest ich za mało na 18 milionów Prusaków. „Widzicie więc, panowie, że szlach­ta, wywierająca wpływ na króla i jego dwór, jest również częścią konstytucji”. I tak dalej o bankierach, wprowadzaniu ustroju cechowego do wielkich manufaktur, podaje zresztą dużo więcej przykładów, a na koniec stwierdza: „Widzieliśmy zatym panowie, czym jest konstytucja pewnego kraju, przekonaliśmy się mianowicie, że jest ona wyrazem sił faktycznie działających w pewnym kraju”.

I na koniec naszego wywodu refleksja Lassallego: „mniej liczna, lecz zorganizowana potęga przeważyć może, częstokroć przez czas dłuższy, znaczniejszą może, lecz nie ujętą w karby, siłę narodową. Skończy się to jednak, dodać należy, z chwilą, gdy naród, sprzykrzywszy sobie kierownictwo, sprzeczne z jego interesami, przeciwstawi sile zorganizowanej niezorganizowane, lecz potężniejsze tłumy. Przekonaliśmy się zatym, panowie, że istnieją dwie konsty­tucje w danym kraju: prawdziwa konstytucja, t j. faktyczne ustosunkowanie sił, w społeczeństwie działających, i konstytucja pisana, którą możemy śmiało nazwać świstkiem papieru”. I dalej: „Kwestje konstytucyjne są to w zasadzie nie kwestje prawa, ale kwestje siły. Rzeczywistą konstytucją danego kraju stanowi rze­czywiste, faktyczne ustosunkowanie sił, w nim działających, a konstytucje pisane wtedy jedynie pewną wartość i trwałość przedstawiają, gdy są dokładnym wyrazem tych stosunków—oto zasady, które sobie przyswoić powinniście, panowie”.

Ferdynand Lassalle, „O istocie konstytucji (2 odczyty) z dodatkiem pt. Siła a prawo” TU. I na to wszystko nakłada się postępowanie polskiego Sejmu, ich zdaniem jedynie Piłsudski, Dmowski, Witos, Paderewski i Korfanty – są”ojcami niepodległości”, których wymienia ustawa przyjęta przez Sejm z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości. O lewicowych posłowie nie wspomnieli, dla nich takie osoby jak  Daszyński i Moraczewski – nie istniały. Wstyd.

 

 

xxxx

Napisane przez: torlin | 11/03/2017

100 lat od zdobycia pewnego miasta

To nie tajemnica, chodzi o Bagdad, i wejście 11 marca 1917 roku Brytyjczyków do tego miasta. 100 lat nieszczęścia tego miasta, oszustw, kombinacji, Imperium, W Którym Nie Zachodziło Słońce nie bardzo się popisało. Zaczęło się oczywiście I Wojną Światową i przystąpieniem Turcji do koalicji Państw Centralnych. Brytyjczycy za wszelką cenę chcieli chronić szlaki naftowe (chociaż ropa wtedy nie stanowiła tak ważnego czynnika jak dzisiaj) oraz zaprzyjaźnione państwa tego regionu, w związku z tym wysłali swoje hinduskie wojska do Szat al-Arab (jest to rzeka powstała z połączenia Eufratu i Tygrysu, dzisiaj jest to granica iracko-irańska). Basrę, która była tuż za miedzą, Brytyjczycy zdobyli bez większego trudu, ale ten sukces, który był całkowicie przewidywalny, bo miasto to było odległe od Bagdadu o ponad 500 kilometrów, oddzielone pustyniami i bagnami pełnymi komarów i malarii, za bardzo ich rozochocił.

Hinduska kawaleria w drodze na Bagdad.

I rozentuzjazmowani Brytyjczycy postanowili zdobyć Bagdad, doszli nawet na 50 kilometrów od tego miasta, ale musieli się cofnąć i zabarykadować w Kut al-Amara. Zdobycie tego obozu przez Turków po czteromiesięcznym oblężeniu w dn. 26 kwietnia 1916 r., obok nieszczęsnego Gallipoli, trzeba nazwać drugą potworną klęską Albionu. Anglicy stracili w sumie 33 tys. żołnierzy, a jeńców Turcy traktowali jak Japończycy Amerykanów na Filipinach.

Dopiero 11 marca 1917 roku Brytyjczycy zdobyli Bagdad. Brytyjski rząd już wcześniej obiecał arabskim przywódcom, że ich ludzie otrzymają niezależność pod warunkiem, że zbuntują się przeciw panowaniu tureckiemu; późniejsze powstanie w czerwcu 1916 było zaprojektowane częściowo częściowo przez płk T.E. Lawrence (znanego jako Lawrence z Arabii).

Po zakończeniu I wojny światowej, w listopadzie 1918 roku, traktat wersalski oraz nowo utworzona Liga Narodów dała Wielkiej Brytanii mandat do rządzenia w Mezopotamii, a rządy brytyjskie i francuskie wydały wspólne oświadczenie o zamiarze działania na rzecz ustanowienia niezależnego rządów w krajach byłego imperium osmańskiego. To nie wystarczyło jednak Arabom w Mezopotamii, rozpoczęli oni zbrojne powstanie w 1920 roku przeciw brytyjskim siłom okupacyjnym w Bagdadzie i innych obszarach.

I walki o Bagdad znów wybuchły. Nieszczęsne miasto.

Napisane przez: torlin | 08/03/2017

Wszystkiego najlepszego

czerwona róża

Wszystkim swoim Czytelniczkom, Komentatorkom życzę jak najsłodszego życia, spokojnego, pełnego hedonizmu i uśmiechu, i nie zapominajcie proszę o starym Torlinie, bo bez Was uświerknę. 😀

Napisane przez: torlin | 05/03/2017

Kobieto, ratuj się

kobieta

Moje przerażenie budzi współczesny świat, procesy zachodzące w państwach, które miały mieć przed sobą już tylko rozwój duchowy, intelektualny, wolnościowy. Na naszych oczach nasze marzenia zamieniają się w gruzy. Ale za tym całym antyliberalizmem kryje się działanie przerażające, jest to dokonywanie powtórnego kolonizacji kobiety.

Nie miały one łatwego życia w całej historii ludzkości, znienawidzone przez wszystkich kapłanów najróżniejszych religii jako osoby nieczyste, gwałcone podczas wszystkich wojen na całym świecie, niemające wielokrotnie praw obywatelskich aż do XX wieku. I wydawało się, że teraz to już tylko może być lepiej. Tylko nam się wydawało.

Nastąpił kontratak konserwatystów, i to w najróżniejszych krajach. W Polsce Kościół i PiS nienawidzi kobiet wyzwolonych, robi co może, aby podporządkować sobie ich seksualność i uzależnić je moralnie. W Turkmenistanie (ale i w Kazachstanie i w innych byłych republikach również) kobiety są porywane jako przyszłe żony i zmuszane do ślubu. W Turcji i w całym świecie muzułmańskim nastąpił odwrót od liberalnych przepisów.

Moja notka spowodowana została kretynizmami wypowiadanymi przez JK-M, ale cała rzecz w tym, że mnóstwo mężczyzn wypowiada się w tym duchu. Błąd robi kierowca, świadek tej sceny zagląda do samochodu i wypowiada na cały głos: „Aaaa – kobieta. To wiadomo, że kretynka”.

Czyżby następnym krokiem miałoby być zabranie praw wyborczych kobietom?

Napisane przez: torlin | 02/03/2017

Chwila – odkrycie Grupy

laokoon1

Adaś poprawiał mi laptopa, mam teraz dziesiątkę, i stąd moje milczenie. Mam w kategoriach bardzo ważną dla mnie pozycję pod nazwą „Chwile”. Są to momenty w historii powszechnej, w których chciałbym być w danym miejscu i w danym czasie, i być świadkiem wydarzenia.

14 stycznia 1506 roku robotnicy pracujący w Rzymie natrafili na przecudownej urody rzeźbę, którą nazwano „Grupa Laokoona”. Nie znam Rzymu, nie chcę się mądrzyć, w jednych źródłach podają wzgórze Oppio, inni Eskwilin, jeszcze inni piszą, że Oppio jest jednym ze wzgórz Eskwilinu. Jedne źródła podają, że rzeźba została odkryta podczas prac w należącej do Felice Fredi winnicy, położonej koło Sette Saie, inni, że Grupę Laokoona odkrył 13 lub 14 stycznia 1505 roku Felice de Fredi w przypadkowym wykopalisku koło ruin Złotego Domu Nerona, Term Tytusa i kościoła Santa Maria Maggiore na rzymskim wzgórzu Eskwilinie. Odkrycie było sensacją sezonu, na wzgórze pośpieszyli m.in. papież Juliusz II, który rzeźbę zakupił, a także Michał Anioł.

I przeczytałem ostatnio, że dokładne badania wykazały, że rzeźba powstała w czasach Odrodzenia, i jest to genialne fałszerstwo Michelangelo Buonarrotiego TU. Nawet, jak sfałszował, żeby wszyscy fałszerze mieli taki talent. Nie byłem w Watykanie, ale moim marzeniem jest zobaczyć tę rzeźbę.

pauljane

Największym przebojem świata w 1964 roku była piosenka „A World Without Love” zespołu Peter and Gordon. Dzisiaj jej związek z Paulem i Beatlesami jest nieczytelny, ale kiedyś!!! Każdy nastolatek wiedział, o co chodzi – o najpiękniejszą parę świata – Jane i Paula. Jane Asher była młodszą siostrą Petera Ashera i dziewczyną Paula. Mając 17 lat poszła na koncert Bitelsów w Royal Albert Hall, tak jej się spodobali, że poszła za kulisy. Zespół dyskretnie mrugając oczkiem zostawili Jane (17 lat) i Paula (21) w pokoju nie spodziewając się, że para siedząc na łóżku będzie sobie opowiadać o swoich sukcesach kucharskich. Ale zaraz po tym Paul przeniósł się do Asherów, była to elita kulturalna Londynu, ojciec – lekarz, matka – wykładowczyni w konserwatorium. Paul był synem pielęgniarki w Liverpoolu i pobyt w domu Asherów był niesłychanie go rozwijający. Sam prawie wychowywał się bez matki, umarła jak miał 14 lat, i całe brzemię wychowania wziął na siebie ojciec.

W domu Asherów raptem – oddajmy głos Paulowi – zmienił się jego świat: „„Ludzie, jedzenie, atmosfera, zabawa gry słowne po kolacji i wszystko inne to było wszystko dla mnie idealne. Ten dom przy numerze 57 w Wimpole … Wcześniej się z takim stylem życia nie spotkałem i dokładnie wszystko mi tam wtedy imponowało”. W przeciwieństwie do Jane, której nie odpowiadała rola jedynie „dziewczyny Paula”: „To takie typowe dla Paula. Chciał bym siedziała w hotelu George V z zespołem, zamiast wyjścia, spacerowania i poznawania Paryża. Dla mnie to było bardzo głupie i nie do wytrzymania. Dlatego, że on jest taki niepewny. Na przykład, ciągle mówi, że wcale nie interesuje go przyszłość, ale to nieprawda, skoro ciągle o tym mówi. Problem w tym, że on potrzebuje i mnie i uwielbienia fanów. Jest bardzo samolubny i to jest jego największa wada. Nie widzi tego, że moje uczucia do niego są prawdziwe oraz tego, że miłość fanów to tylko ich fantazja”.

I wtedy brat Jane poprosił Jane, aby ona poprosiła swojego chłopaka o piosenkę, bo z kolegą założyli zespół i nie mają przebojów. Paul obiecał napisać coś specjalnie dla nich, ale z lenistwa dał im jeden z utworów odrzuconych jako piosenka The Beatles.

I co ciekawe, nie tylko ta piosenka stała się największym utworem roku, ale i późniejsze wykonanie jej przez Bitelsów jest – moim zdaniem – o wiele gorsze niż zespołu „Peter und Gordon”.

na-samym-dnie

Jane zostawiła Paula w 1968 roku – jak mówi – z trzech powodów: McCartney zaczął brać LSD, miał przedziwne związku duchowe z Johnem i jawnie ją zdradzał. Polacy mogą ją kojarzyć jedynie z główną rolą „Na samym dnie” Skolimowskiego.

Czyli „Nie ma to jak szwagier”.

 

Napisane przez: torlin | 23/02/2017

Czy Wolne Miasto Gdańsk nadal istnieje?

freie-stadt-danzig

Człowiek się całe życie uczy. Nigdy mi do głowy by nie przyszło, że są wątpliwości co do polskości Gdańska. I co najciekawsze, w Wikipedii pewnikiem to stoi od lat, a ja biedny nic o ty nie wiedziałem, dopóki nie przeczytałem artykułu w Rzepie: „Czego Rada chce od Gdańska?” o interpelacji posła Tomasza Jaskóły z Kukiz’15 w tej sprawie. Przypomina to trochę pretensje Niemców wysuwane pod adresem Polaków, że Szczecin powinien być niemiecki, bo skoro granica jest na Odrze i Nysie…

Zaczęło się to wszystko od Konferencji w Poczdamie, zwanej również Berlińską, uczestniczył w niej Stalin, Truman, na początku Churchill, a później Attlee. Komunikat wydany po spotkaniu nie pozostawia wątpliwości, co myślą na ten temat mocarze światowi:

Die Häupter der drei Regierungen stimmen darin überein, daß bis zur endgültigen Festlegung der Westgrenze Polens, die früher deutschen Gebiete östlich der Linie, die von der Ostsee unmittelbar westlich von Swinemünde und von dort die Oder entlang bis zur Einmündung der westlichen Neiße und die westliche Neiße entlang bis zur tschechoslowakischen Grenze verläuft, einschließlich des Teiles Ostpreußens, der nicht unter die Verwaltung der Union der Sozialistischen Sowjetrepubliken in Übereinstimmung mit den auf dieser Konferenz erzielten Vereinbarungen gestellt wird und einschließlich des Gebietes der früheren Freien Stadt Danzig, unter die Verwaltung des polnischen Staates kommen und in dieser Hinsicht nicht als Teil der sowjetischen Besatzungszone in Deutschland betrachtet werden sollen.

Najważniejsze jest pogrubione, czyli w oczekiwaniu na konferencję pokojową, na której powinny zapaść ostateczne rozstrzygnięcia szefowie trzech rządów zgadzają się, aby m.in. teren Wolnego Miasta Gdańska został oddany pod administrację (zarząd) państwa polskiego. Tylko że… ten komunikat nie ma żadnej mocy prawnej. Układ przestał obowiązywać w 1995 roku, bo został zawarty na 50 lat, traktaty zawarte z Niemcami obejmowały tereny niemieckie, a nie innych krajów. Tłumaczenie Skubiszewskiego zawarte w Wikipedii jest porażające swą bezradną argumentacją: „że WMG nie było suwerennym państwem oraz że wcielenie go do Polski w 1945 i 1949 nie było aneksją, a przyłączeniem opuszczonych ziem, z których suwerenności – o ile o takiej po 1939 r. wolno mówić – gdańskie państwo czy społeczeństwo zrezygnowało”.

Moim zdaniem argumentacja powinna być dwutorowa:

  1. Wolne Miasto Gdańsk nie istniało już 1 września 1939 roku, tego dnia Reichstag dokonał aneksji do Rzeszy Wolnego Miasta Gdańska, a Adolf Hitler dekretem z 8 października 1939 roku powołał do życia nową jednostkę administracyjną: Okręg Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie (Reichsgau Danzig-Westpreußen). Skoro to była w tym czasie część Rzeszy, to traktaty powinny teren Gdańska traktować jako ziemie niemieckie,
  2. A może poprzez zasiedzenie?

Older Posts »

Kategorie