Napisane przez: torlin | 20/09/2020

No i wróciłem

Jestem. Z wyjazdu mogłem wyciągnąć kilka pouczających wniosków:

  1. dziwnie się człowiek czuje w pustym hotelu. Przyjechałem w sobotę, to było kilka pokoi zajętych, od poniedziałku była pustka. Na 140 pokoi były zajęte 2-3, jedynym wyjątkiem w drugiej części hotelu była 50-osobowa grupa Serbów, ale oni mieli tylko noclegi, bez wyżywienia. Wychodzisz na korytarz – pustka, śniadanie jesz sam, ewentualnie z jedną młodą parą. Surrealizm.
  2. ludzie wypracowali sobie – dla mnie śmieszną – reakcję na koronawirusa. Zakładają maseczki w sklepie, tymczasem w Bielsku przy wyjeździe kolejką na Szyndzielnię stał olbrzymi tłum bez żadnych maseczek. W hotelu w ogóle nie obowiązywały.
  3. relatywnie bardzo dużo ludzi na trasach, nawet w dni powszednie. Wszędzie spotykałem ludzi – turystów.
  4. olbrzymie inwestycje drogowe w południowej i zachodniej części Śląska, a więc przede wszystkim S1 remontowana prawie na całej długości, bardzo ciężko przejeżdża się przez Ustroń i Wisłę, gdyż tam z kolei robią DK941. Jest ruch wahadłowy, jedzie się jak przez piekło.
  5. dla mnie fatalnie jest rozwiązana sprawa autostrady Piotrków – Częstochowa. Do mnie dociera, że jest budowa autostrady, ale nie można dopuszczać do sytuacji, w której przez 70 kilometrów jedziesz w pachołkach. Ludzie muszą się zatrzymać, żeby odpocząć, zrobić siusiu, uspokoić dzieci. Ja od tych biało-czerwonych pachołków dostawałem oczopląsu, więc ustawiłem się za ciężarówką i w nią się wpatrywałem. Jakieś 15 km przed Częstochową raptem pojawiła się stacja benzynowa Orlenu, i cały ten łańcuch samochodów hurmem na nią zjeżdżał. Co tam się działo!!! Jako dowód napiszę tylko to, że nawet do męskiej była kolejka.
  6. ponieważ jeszcze w kierunku Katowic były naprzemiennie jeden i dwa pasy, to widziałem, że w kierunku W-wy jest tylko cały czas jeden. Postanowiłem więc pojechać z Częstochowy do Piotrkowa dawną jedynką, dzisiaj noszącą numer 91. Rzeczywiście, pełno miejsc, na których można było się zatrzymać, ale mnóstwo ludzi wpadło na ten sam pomysł i ruch był gigantyczny.
  7. w Ustroniu jest Park Dzikich Zwierząt, sporo tego chodzi po terenie. Jedno ze zdjęć publikuję u góry.
  8. jechałem trzema kolejkami, ze Szczyrku na Skrzyczne, z Bielska- Białej na Szyndzielnię i z Ustronia na Czantorię. Powiem jedno, nie mamy się czego wstydzić. bardzo przyzwoite.
  9. miałem tak piękna pogodę, że sobie trudno wyobrazić. Upał 27 stopni w cieniu, a człowiek w Beskidach to głównie chodzi odsłoniętymi grzbietami,
  10. w drodze powrotnej zajrzałem na Jasną Górę, i odwiedziłem na szybko Częstochowę. Bazylika przepiękna, Częstochowa w tej części wokół Alei NMP śliczna, z odnowionym ratuszem.
Napisane przez: torlin | 11/09/2020

Wyjeżdżam

Informuję Was z przyjemnością, że wyjeżdżam na urlop do Szczyrku, do „Orlego Gniazda” (na zdjęciu). Prognozy mówią o ładnej pogodzie, tak że sobie pochodzę trochę po górkach. jadę na tydzień.

Napisane przez: torlin | 09/09/2020

Mayflower lub Jamestown

Polityka historyczna jak dotąd dzieliła Amerykanów tak jak Polaków, szczegolnie podział na Północ i Południe. Teraz wybuchła sprawa niewolnictwa, prześladowań ludzi o ciemnej lub czarnej karnacji. To są rzeczy karygodne, ale tak jak z większością pomysłów lewicowych wahadło przesuwają za bardzo w drugą stronę. Otóż w Kalifornii i w innych stanach zaczęto w szkołach prowadzić nowy typ wykładów pod nazwą „Projekt 1619„, z którym to walczy Trump. Treść dam zaraz poniżej, w wielkim skrócie napiszę jedynie , że twórcy Projektu postanowili dzień przybycia pierwszych niewolników na ziemię amerykańską uznać za dzień powstania nowego państwa.

I to jest sposób myślenia, z którym się absolutnie nie zgadzam. Z dwóch powodów:

  1. Jest to fałszowanie historii, Stany nie powstały w 1619 roku
  2. Następne pokolenia nie odpowiadają za grzechy ojców i dziadów.

Oto treść „Projektu 1619”, przetłumaczona przez Googla i w ogóle niepoprawiana przez mnie:

1619 nie jest rokiem, który większość Amerykanów zna jako znaczącą datę w historii naszego kraju. Ci, którzy to robią, stanowią co najwyżej niewielki ułamek tych, którzy mogą ci powiedzieć, że 1776 to rok narodzin naszego narodu. A co by było, gdybyśmy ci powiedzieli, że moment, w którym definiujące kraj sprzeczności po raz pierwszy pojawiły się na świecie, nastąpił pod koniec sierpnia 1619 roku? Wtedy to do Point Comfort w brytyjskiej kolonii Wirginii dotarł statek, na którym znajdowało się od 20 do 30 zniewolonych Afrykanów. Ich przybycie zainaugurowało barbarzyński system niewolnictwa, który miał trwać przez następne 250 lat. Nazywa się to czasem grzechem pierworodnym kraju, ale to coś więcej: jest to samo pochodzenie kraju.

Z niewolnictwa – i anty-czarnego rasizmu, którego wymagał – wyrosło prawie wszystko, co naprawdę uczyniło Amerykę wyjątkową: jej potęgę gospodarczą, potęgę przemysłową, system wyborczy, dietę i muzykę popularną, nierówności w zdrowiu publicznym i edukacji, jego zdumiewająca skłonność do przemocy, nierówność dochodów, przykład, jaki daje światu jako kraj wolności i równości, jego slang, system prawny oraz endemiczne lęki i nienawiść rasowe, które nękają go do dziś. Nasiona wszystkiego, co zostało zasiane na długo przed naszą oficjalną datą narodzin, w 1776 roku, kiedy ludzie znani jako nasi założyciele formalnie ogłosili niepodległość od Wielkiej Brytanii.

Celem Projektu 1619 jest przeformułowanie historii Ameryki poprzez rozważenie, co oznaczałoby traktowanie 1619 roku jako roku narodzin naszego narodu. Takie postępowanie wymaga od nas umieszczenia konsekwencji niewolnictwa i wkładu czarnych Amerykanów w samym centrum historii, którą opowiadamy sobie o tym, kim jesteśmy jako kraj.

Projekt 1619 rozpoczął się publikacją w sierpniu 2019 r. Specjalnego numeru magazynu The New York Times, zawierającego eseje na temat różnych aspektów współczesnego życia w Ameryce, od masowych więzień po ruch uliczny w godzinach szczytu, które mają swoje korzenie w niewolnictwie i jego następstwach. . Każdy esej podejmuje znane wszystkim zjawisko współczesne i odsłania jego historię. Pierwsza, autorstwa autora zespołu Nikole Hannah-Jones (z którego umysłu zrodził się ten projekt), dostarcza intelektualnych ram projektu i może być odczytana jako wprowadzenie.

Otóż nie, Stany Zjednoczone nie powstały w 1619 roku. Jeżeli już tak strasznie nie podoba się wszystkim data 1776 roku, to proponowałbym albo lądowanie „Mayflower” 21 listopada 1620, albo (ze wskazaniem właśnie na tę datę) 14 maja 1607 – założenie Jamestown.

Napisane przez: torlin | 04/09/2020

Z lektur Torlina – Ney

Czytam biografię Marszałka Neya. Muszę przyznać, że Napoleon w tej książce nie wychodzi najlepiej. Wiedziałem, że cesarz jest zazdrosny o sławę, ale nie wiedziałem, że do tego stopnia. Książka ta potwierdziła wiele faktów i ocen, szczególnie dotyczących odwrotu Wielkiej Armii, a dla mnie je jeszcze bardziej spotęgowała. I zaraz wraca porównanie z Hitlerem.

Bardzo ciekawe są opisy zachowania się polskich jeźdźców: „dobra postawa polskich żołnierzy była także wynikiem odpowiedniego przygotowania do warunków zimowej kampanii. Wielu jeszcze w Moskwie zaopatrzyło się w kozuchy i futra. Konie były podkute ostro hacelami (wtedy nazywane ocelami – dop. Torlin), przez co nie ślizgały się na gołoledzi. Polacy nie bali się też kozaków (w książce małą literą – dop. mój) i na postojach odchodzili daleko na boki, znajdując zazwyczaj dobre kwatery i żywność”. Francuzi tak nie byli przygotowani, że ich wojsko podczas odwrotu przypominało obraz nędzy i rozpaczy, ubrani często w damskie kiecki, ze szmatami zamiast obuwia, z chciwością w oczach. Od przejścia Dniepru poprzez Berezynę, a nawet i Wilno z Kownem dezorganizacja Wielkiej Armii była wstrząsająca, niedobitki bez koni, wozów, broni, usiłowała jak najszybciej znaleźć się na zachodzie.

Piszą na ten temat historycy, że mrozy podczas kampanii napoleońskiej wcale nie były tak straszne, spadały maksymalnie do -20. To nie 1941, gdy temperatura spadała do -40. Napoleona pokonały raczej błota i przymrozki (o rasputicy pisałem w tym roku), ciągła mieszanina roztopów i przymrozków. Nie mogę uwierzyć, że Napoleon nie wiedział o sytuacji klimatycznej Rosji, i z kolei nie dociera do mnie, że Hitler o tym nie wiedział. Napoleon sam przegrał, a nie Rosjanie wygrali, i tak samo było z Hitlerem. Na tych terenach potrafili walczyć jedynie Polacy z Litwinami. Z 600-tysięcznej Wielkiej Armii wróciło 40.000. Coś niesamowitego.

Pisałem kiedyś w swoim blogu o podwójnej Bitwie pod Jeną – Auerstedt, po której Napoleon kazał wymazać z pamięci wielki triumf Davouta. To samo było z wielką Armią Renu, jej zwycięstwa były solą w oku Bonapartego. W związku z tym rozprawił się z ich dowódcą Moreau nazywając go zdrajcą, a te bitne oddziały wysłał na Haiti.

Napisane przez: torlin | 28/08/2020

Mish-Mix T.

Wikipedia prawdę ci powie: „RMF Maxxx – komercyjna stacja radiowa, z siedzibą w Krakowie, należąca do Grupy RMF wchodzącej w skład koncernu medialnego Bauer. (…) Grupą docelową sieci są głównie ludzie młodzi w wieku 18–34 lat. Radio kształtuje swój nowoczesny, aktywny i modny wizerunek”. I oto ta nowoczesna 🙂  audycja tak PISZE w tytule artykułu o wspaniałej pianistce gruzińskiej Khatii Buniatishvili: „Pianistka z wielkim… talentem!”, a w tekście: „Można się rozmarzyć, przymknąć oczy i dać porwać niesamowitemu koncertowi fortepianowemu a – moll Roberta Schumanna op. 54. Można, tylko szkoda zamykać oczu. Nawet, jeśli nie jesteś miłośnikiem muzyki klasycznej, to znajdziesz z pewnością w tym koncercie coś dla siebie. Chociaż z przyjemnością można przyznać, że to kawał wielkiego TALENTU”. Obrzydliwość. Tak to sobie mogą oceniać kobiety chłopcy ze szkoły podstawowej. Ponieważ przepadam za Griegiem proponuję posłuchania jej w koncercie fortepianowym a-moll tego kompozytora (a a-moll panowie redaktorzy pisze się bez spacji).
———————-

Przestrzeń uliczna w Londynie – Streetspace for London – wspaniały projekt w stolicy GB. „Gdy nasze miasto wyłania się z blokady koronawirusa my tworzymy ścieżki rowerowe i szersze chodniki, aby zachować dystans społeczny”. W Warszawie już zaczynają zwężać ulice nadmiernie rozbudowane, nie uwierzycie, ale są w naszej stolicy wielkie ulice (trójpasmówki) , po których jeżdżą pojedyncze samochody.

W Warszawie poprawia się sytuacja, jest coraz więcej ścieżek rowerowych, chodników. Mnie najbardziej cieszą dwie moje szkoły podstawowe na Zielonym Ursynowie (2×2 moje wnuczki), parking pełen rowerów, hulajnóg i rolek. Ale… do żadnej z tych wymienionych szkół nie prowadzi ścieżka rowerowa. O to mi chodzi.
——————-
I trochę poważniej, sprawa Margot i liberałowie. Mnie ta sytuacja uwierała od początku, pamiętam pretensje do Trzaskowskiego, że nie reaguje. I wreszcie trafiłem na wspaniały artykuł w GW Agaty Bielik-Robson: „Liberałów stawia się przed wyborem: albo jesteście z nami do końca, albo jesteście przeciw nam. To niemądre”. Ponieważ boję się, że tylko ja mogę czytać artykuł jako prenumerator, zacytuję więc podstawowy passus: „Dla lewicowego aktywisty stawką jest akcja afirmatywna, która wybiera i otacza daną grupę, w tym przypadku LGBT+, specjalną ochroną – dla liberała natomiast stawką jest tolerancja, która broni praw jednostki przed autorytarnymi zakusami większości”.  Jest to żądanie, aby liberałowie przyjęli metody lewicy jako swoje i dołączyli się. Bo inaczej są przeciw. Co za nieporozumienie.
——————
Chyba wykupię sobie wczasy dla seniora. Znalazłem ofertę „Orlego Gniazda” w Szczyrku dla seniorów – 6 noclegów za 780 zł za jedynkę, śniadania i obiadokolacje oraz po 2 masaże dziennie. Byłem tam już kiedyś. Pojechałbym w terminie 13-19 września.
————————
Moje ostatnie lektury:

  1. Jan Gebethner – Młodość wydawcy, PIW 1977,
  2. Jack London – Samuel i inne opowiadania, Da Capo 1997,
  3. Nigel Barley – Niewinny antropolog, Prószyński i Spółka, 1997,
  4. Stefania Podhorska – Okołów – Warszawa mego dzieciństwa, Czytelnik 1955,
  5. Gerard Labuda – Mieszko I, Ossolineum 2002.
Napisane przez: torlin | 25/08/2020

Przecudowne zdjęcie

Przez przypadek tworzy mi się nowa kategoria: „przecudowne zdjęcie”. Uwielbiam wprost piękną fotografię, ale są czasami zdjęcia chwytające mnie za serce. Może pamiętacie zdjęcie dwóch hokeistek kanadyjskich w notce o tym samym tytule. A teraz ta Białorusinka, z dzieciakiem, uśmiechnięta, pięknie ubrana, wspaniale uchwycona przez fotografa nazywającego się Дмитрий Ловецкий (Dymitr Łowiecki – dla nieznających języka rosyjskiego – łowiecki w sensie polowania to po rosyjsku охотничий (achotniczyj), chyba że od łowienia ryb 😀 ), pracownika Associated Press.

Białorusini, jestem z Wami całym sercem.

 

Napisane przez: torlin | 22/08/2020

Historia Torlina

Postanowiłem zaprezentować Wam w swoich notkach najważniejsze fotografie, mówiące o czymś ważnym dla mnie. Na powyższym zdjęciu jestem na przełęczy Arsha na Kaukazie w samotnej wędrówce na wysokości 2940 metrów przy kapliczce Sabertse Shrine. Do tej kapliczki musiałem przedzierać się przez śniegi, a cała trasa jest tylko „na mapę” (nie jest oznakowana). Strasznie kusiło mnie pójść dalej w kierunku Kazbeku, szczególnie że trasa była płaska jak deska. Ale przestraszyłem się śnieżnej pustyni bez żadnych znaków charakterystycznych i pełnej mgieł. Zresztą wszyscy przy tej „kapliczce” zawracali. Zdjęcie zostało zrobione 29 września 2013 roku o godz. 12 przez pewnego młodego Litwina, który najpierw zdecydował, że idzie dalej, a po 20 minutach mnie dogonił schodząc. Powiedział, że za przełęczą zaczął sypać śnieg, wzmógł się wiatr zasypując ślady.

Na stronie idealbonieide znalazłem to samo zdjęcie, ale przy ładnej pogodzie – o – wtedy to bym poszedł.

Na tym zdjęciu jest jeszcze jedna rzecz charakterystyczna dla – nie obrażając nikogo – mniej cywilizowanych gór. To są psy. Idą wraz z wędrowcami całymi godzinami, czasami napiją się wody (nie miałem z czego mu dać, to pił z dłoni). czasami to dziwnie wyglądało, że szedłem z psem w dół, spotykałem grupkę idącą w górę, to psiak mnie porzucał i odprowadzał tamtych.

Napisane przez: torlin | 19/08/2020

Jestem „za”, ale nawet „przeciw”

Rzecz działa się w 2014 roku, czyli 6 lat temu. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że dopiero wczoraj o tym się dowiedziałem. Notka będzie podobna do niedawnej o katapulcie, i znowu francuska (to przypadek, a nie moje świadome działanie – chociaż, jak się tak głębiej zastanowić…, duży udział przedsiębiorstw państwowych (pp) w gospodarce, jak w Polsce).

Francuski państwowy przewoźnik kolejowy SNCF zamówił 182 TER Regiolis w Alstomie oraz 158 Regio 2N u Bombardiera, nowoczesne składy dla pociągów regionalnych. Dowcip polegał na tym, że SNCF kupił pociągi zbyt szerokie (o kilka centymetrów) dla ponad półtora tysiąca dworców. Przeróbki peronów kosztowały 50 milionów euro i polskie media piszą: „dyrekcja kolei zamawiająca nie skonsultowała szerokości wjazdu na perony z przedsiębiorstwem państwowym, które zajmuje się kolejową infrastrukturą”.

Obejrzałem sobie wczoraj przez przypadek francuski film dokumentalny poświęcony temu wydarzeniu, i okazało się, że jest to rzecz o wiele bardziej skomplikowana. Otóż istniejący od lat we Francji system podziału obowiązków, że jedni odpowiadają za tabor kolejowy, a inni za stan dworców i infrastruktury, rzeczywiście doprowadza do takiej sytuacji. Ale SNCF ukazało się rzecz całą skonsultował, tylko że pp odpowiadające za infrastrukturę miało wymiary peronów wybudowanych w ostatnich 30 latach, a wcześniejszych nie. A wtedy każdy sobie budował tak jak chciał. Inna rzecz, że Francuzi płakali ze wstydu przed sobą, jak peron po peronie chodzili robotnicy ze szlifierką.

Jestem „za” – powinno być wszystko sprywatyzowane, pp to jest źródło nieszczęść wszelakiego formatu. W przedsiębiorstwie prywatnym właściwie nigdy nie dochodzi do takiej sytuacji

Jestem „przeciw” – bo dotychczasowe próby w Europie sprywatyzowania kolei i jej otoczenia kończyło się na wprowadzeniu surowych oszczędności, co zagrażało bezpieczeństwu pasażerów. Inna rzecz, dlaczego w samolotach to się udaje, a w kolei nie?

Ale te dwa pytania pozostają również w kontekście Polski: 1. kolej państwowa czy prywatna; 2. kolej razem z infrastrukturą, czy osobno

Napisane przez: torlin | 16/08/2020

Dla mnie to jest brudne

Potrafię zrozumieć argumenty, słucham zawsze zainteresowanych, chociaż wielokrotnie się z nimi nie zgadzam. Ale uważam powszechne głosowanie opozycji za podwyżkami ich uposażeń za olbrzymi błąd. Wszystkie argumenty „za”, tłumaczące podjęcie tej decyzji są TU (mam nadzieję, że artykuł jest dostępny, napiszcie, gdyby było inaczej). Najbardziej rozbawił mnie fragment: „Drugi powód nazywa się Szymon Hołownia. „My będziemy mieli więcej pieniędzy, a on trzy lata przed sobą. To dużo czasu””. To się nazywa brak wyczucia politycznego, przecież to haniebne głosowanie jest wodą na młyn Hołowni, Konfederacji, Razem i Zielonych. Może to jest przesada, ale uważam, że będzie to zwrotny punkt w spoglądaniu na politykę, szczególnie ludzi młodych.

I w tłumaczeniu, że jestem liberałem, i nie głosuję na Platformę znalazłem się jak z ręką w nocniku, bo Lubnauer głosowała również „za”. Wstyd mi za nich.

Nasze lotnictwo wojskowe ma przez ostatnie lata złą prasę, że nie trzyma się procedur, że panuje powszechne bezhołowie, każdy robi co chce. Więc aby poprawić trochę humor przedstawię autentyczną historię, która wydarzyła się w Armée de l’air. Dassault Rafale B jest dwumiejscowym, dwusilnikowym wielozadaniowym samolotem myśliwskim ze skrzydłami typu delta. Otóż pewnego dnia na początku marca 2019 roku czwórka przyjaciół (wśród nich był były pilot francuskich Sił Powietrznych) zorganizowała dla 64-letniego pracownika francuskiego producenta sprzętu dla wojska lot myśliwcem Dassault Rafale B jako niespodziankę. Takie rzeczy się zdarzają, ale należy przestrzegać procedur  obejmujących wizytę lekarską w Centrum ekspertyzy medycznej personelu lotniczego (CEMPN) oraz zgodę Ministerstwa. Gość jest przeszkalany również w sprawie prawidłowego zachowania w kabinie i postępowania w przypadku niebezpieczeństwa. Rzecz się działa w  bazie lotniczej Saint-Dizier 113 we wschodniej Francji.

Tymczasem niespodzianka była zorganizowana w ostatniej chwili, sam zainteresowany dowiedział się o locie zaledwie 4 godziny wcześniej. Co najlepsze, wcale nie był ani uradowany, ani zainteresowany pomysłem kolegów, ale głupio mu było się wycofać. Jak napisałem, lekarz zbadał 64-letniego pacjenta i zgodził się na lot pod warunkiem, że pilot nie doprowadzi do przeciążeń ponad 3G oraz że nie zostanie poddany ujemnemu współczynnikowi obciążenia. Tyle że zainteresowany nie został poddany żadnemu szkoleniu.

20 marca 2019 roku 4 godziny po badaniu faceta wsadzono do kabiny, a pilot zostawił go samego myśląc, że klient jest przeszkolony w zakresie pasów, przyłbicy i całej reszty. Nikt oczywiście nie raczył przekazać pilotowi o warunkach lekarskich. Pilot gwałtownie wystartował, zrobił na sam początek przeciążenie 4,5G, a facio miał źle przypięte pasy (za luźno), otwartą przyłbicę, więc w momencie gwałtownego obniżenia samolotu facet zaczął się unosić w samolocie (-0,6G), więc z rozpaczy złapał się za uchwyt wyrzutnika siedzenia i go uruchomił.

Jak to brzmi w jednym z największych przysłów polskich: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” – w wyniku paniki 64-latka wyszło mnóstwo błędów samolotu. Facet wyleciał w powietrze gubiąc przyłbicę i gaśnicę, nie otworzył się natomiast ponton (wypadek na szczęście był nad lądem). Ale najważniejszy błąd był w przypadku oddziaływania samolotu na pilota, powinien on zostać natychmiast  wykatapultowany w powietrze zaraz po kliencie, tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Pilot postanowił ratować nowy samolot (dopiero 29 godzin lotu) i mimo że wszystkie wskaźniki pokładowe biły na alarm postanowił wylądować. Ściśle przestrzegając procedur bezpieczeństwa ustawił swój transponder na 7700, unikając przelotów nad obszarami zamieszkanymi, zrzucał paliwo i pomyślnie wylądował z powrotem w bazie lotniczej. Następnie sam ewakuował się z kokpitu, obawiając się, że fotel wyrzutowy może się aktywować w dowolnym momencie. Wokół Rafale utworzono obwód bezpieczeństwa na 24 godziny, po czym fotel katapultowy został rozbrojony. Pilot opowiadał później, że najbardziej bał się na ziemi zejść z fotela, czy przypadkiem nie uruchomi wyrzutni.  „Następnie zachował spokój, pilotując swój samolot, pomimo wielu komunikatów o awariach wyświetlanych przez komputer pokładowy oraz nietypowego wyśrodkowania samolotu po utracie tylnego siedzenia i czaszy” – to fragment dochodzenia.

Wszystko dobrze się skończyło, ale Francuzi dostali poza nauczką, jak należy ekspediować gości, również informację o dwóch usterkach w samolocie.

Older Posts »

Kategorie