Napisane przez: torlin | 04/04/2020

Salieri – Mozart 2:0, a może i 3:0 na początek

Intermezzo „Prima la musica e poi le parole” („Najpierw muzyka, a potem słowa”), a właściwie divertimento Antonia Salieriego, wystawione w Bayreuth w 2007 w roku w Operze Margrabiów („Markgräfliches Opernhaus”). W jednym z rękopisów znaleziono odręczną notatkę Salieriego z innym tytułem: „Prima la musica, dopo le parole” („Najpierw muzyka, za słowami (po słowach)”), jest to odbicie namiętnych dyskusji pomiędzy kompozytorami, co jest ważniejsze w operze: muzyka czy słowa libretta. Mozart twierdził, że muzyka, Salieri zaś przyłączył się do reformy operowej Christopha Willibalda Glucka głoszącej prymat słowa nad muzyką. Tytuł czteroosobowej sztuki Salieriego stał się „skrzydlatym słowem”.

Wszyscy znają cudowny film „Amadeusz„. Przepełniony najcudowniejszą muzyką świata opowiada o konflikcie pomiędzy Mozartem a Salierim, przy czym w filmie Salieri jest nieprawdopodobnie ośmieszony jako kompletne beztalencie, jako drobina kurzu przy geniuszu. Co do geniusza – zgoda, trudno było pod tym względem rywalizować z Wolfgangiem Amadeuszem, był tak nieprawdopodobnie zdolny, że swoje cudowne kompozycje układał sobie w głowie, i nie przeszkadzały mu śmiechy dzieci czy narzekająca Konstancja, od razu kompozycje przepisywał na czysto na papier. Bez żadnych poprawek. Mało jest i było kompozytorów mogących się z nim równać. Jedynie, jak Mozart spotkał Beethovena, to powiedział o swoim pierwszym wrażeniu: „spotkałem chłopca, który zadziwi świat”. Ale Salieri nie był taką beznadzieją. Przy Mozarcie był malutki, ale w końcu większość kompozytorów jest nieduża.

Do pierwszego spotkania obydwu kompozytorów doszło jesienią 1781 r., gdy książę wirtemberski Fryderyk szukał nauczyciela gry na instrumentach klawiszowych dla księżniczki Elżbiety Wilhelminy von Württemberg. Wówczas posadę tę otrzymał Salieri. Ale o wiele ważniejsza była druga przegrana Mozarta. Ponieważ krążyło wiele plotek na temat sporu między W. A. Mozartem a kompozytorem dworskim Antoniem Salieri w Wiedniu cesarz Józef II zaprosił dwóch rywali na konkurs operowy, który się odbył w dn. 7 lutego 1786 r. W oranżerii, w jedynej ogrzanej sali zimą w letnim pałacu Schönbrunn cesarz zorganizował festiwal jako publiczny dowód miłości do swojej siostry arcyksiężnej Marii Krystyny wracającej z Brukseli do siebie, była żoną królewicza polskiego, syna Augusta III, Alberta Cieszyńskiego. Dwóm kompozytorom powierzono zadanie napisania krótkich jednoaktowych oper, które zostały wykonane po dwóch przeciwległych stronach sali.

Pierwsza zabrzmiała muzyka Mozarta, była to śpiewogra (Singspiel) „Dyrektor teatru” opowiadająca o perypetiach dyrektora Franka chcącego otworzyć teatr i skompletować zespół aktorów. Utwór Salieriego wykonywany jako drugi „Prima la musica e poi le parole” okazał się wielkim sukcesem i cesarz ogłosił zwycięstwo Saleriego i dał mu dwa razy większą nagrodę pieniężną. Właściwie w tytule mogłoby być 3:0, bo skutkiem przegranego pojedynku było wyniesienie Salieriego przez cesarza po śmierci Christopha Willibalda Glucka w 1787 r. na stanowisko cesarskiego kapelmistrza dworskiej orkiestry.  Mozart musiał zadowolić się pozycją cesarsko-królewskiego kompozytora.
Mozart mścił się za to na Salierim do końca swojego życia. Muszę jednak przyznać, że ubóstwiam muzykę Mozarta, zaś Salieri mnie nudzi. Ale chciałem go trochę pobronić, szczególnie po  filmie. Dla zorientowania się, że Salieri pisał też fajne kawałki, dam Wam TU dwuminutową uwerturę do „Prima la musica e poi le parole”.

Napisane przez: torlin | 01/04/2020

Młodzież niezdefiniowana

Art. 68 pkt. 5 Konstytucji mówi, że „Władze publiczne popierają rozwój kultury fizycznej, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży”. Wszystko piękne, tylko nigdzie nie jest wyjaśnione, co to jest młodzież (czyli kogo zaliczamy do młodzieży). Nie interesują mnie zapisy Wikipedii, encyklopedyczne czy internetowe, zajmuję się tylko prawem. Nie mogę tego zrozumieć, ponieważ każdy akt prawny zazwyczaj rozpoczyna się od słów formuły: „Ilekroć w dalszych przepisach jest mowa bez bliższego określenia o…”, tymczasem nawet w tak podstawowych aktach jak ustawa o systemie oświaty  z dn. 7 września 1991 r. (Dz.U.91.95.425) i rozporządzenie MEN z dn. 30 marca 2016 r. w sprawie wypoczynku dzieci i młodzieży (Dz.U. 16.452) termin „młodzież” nie jest zdefiniowana. Może zajrzyjmy do komuny, ona to prowadziła w miarę sprawnie: w ustawie o zasadach udziału młodzieży w życiu państwowym, społecznym, gospodarczym i kulturalnym kraju (Ustawa z dnia 22 maja 1986 r.  (Dz.U.86.21.108, uchylony 10.07.90)) – nie ma definicji słowa „młodzież”, mimo że to słowo przewija się chyba z tysiąc razy. Ale w innym mamy, co za sukces, ale jak z kabaretu. Oto nieważny już akt prawny –  Uchwała RM w sprawie okresowych ocen stanu zdrowia młodzieży z dnia 5 stycznia 1987 r. (M.P.87.2.9, uchylona 30.03.01)), gdzie w paragrafie 1 można znaleźć stwierdzenie : „Okresowe oceny stanu zdrowia młodzieży są dokonywane co 5 lat i obejmują młodzież od 14 do 30 roku życia”. Definicji młodzieży nie znajdziemy też w żadnej konwencji międzynarodowej, której Polska jest stroną.

Sprawą zajmowałem się zawodowo i poświęciłem dużo czasu na znalezienie jakiejkolwiek oficjalnej definicji prawnej. Nie wiem, nie jestem prawnikiem, ale zastanawiam się, czy w aktach prawnych można używać słowa niezdefiniowanego, a więc podlegającego indywidualnej interpretacji. Dla swoich potrzeb sformułowałem definicję ze słabo określonymi granicami, dla mnie młodzież to są osoby, których wiek zawiera się pomiędzy dojrzałością płciową a dojrzałością społeczną. Z tym, że w żadnym akcie prawnym nie można jej użyć.

W prawie niemieckim jest to jasno (wcale nie!) sformułowane. najważniejszymi dwoma dokumentami są: Księgi Kodeksu Socjalnego i Ustawa o ochronie pracy młodzieży. Pierwsza, Sozialgesetzbuch (SGB) – Księga VIII określa ten termin tak:  

  1. dziecko – które nie ma jeszcze 14 lat,
  2. nastolatek – który ma 14 lat, ale nie ma jeszcze 18 lat,
  3. młody dorosły – który ma 18 lat, ale jeszcze nie ma 27 lat.

Jugendarbeitsschutzgesetz – Ustawa o ochronie pracy młodzieży –  – JArbSchG) w § 2 stwierdza:
(1) Dziecko w rozumieniu tego prawa to osoba, która nie ma jeszcze 15 lat.
(2) Młodzież w rozumieniu tego prawa to każdy, kto ma 15, ale jeszcze nie 18 lat.

Spróbowałem się zorientować w prawie brytyjskim i co zdołałem sam znaleźć, to u nich wiek graniczny zależy od sprawy, inny jest wiek przy sprawie karnej, inny przy piciu alkoholu.

Nie zmienia to dla mnie faktu, że używanie powszechnie w przepisach prawa (łącznie z Konstytucją) terminu nigdzie niezdefiniowanego, jest błędem. Błędem zarówno w braku definicji, jak i umieszczaniu go w normach prawnych.

Napisane przez: torlin | 29/03/2020

Iluzja całkowita

Trudno pisać teraz o czymkolwiek co nie jest koroną itd., szczegolnie gdy ma się chorego apodyktycznego Ojca mieszkającego 13 km dalej. Ale chociaż spróbujmy.

Iluzja. Marzenia. Życie chwilą odległą od codzienności. A raczej dokładniej – życie przez pewien czas w ułudzie, chociażby byłoby one fałszem. Czy to zasługuje na potępienie? Dla mnie jest to kwestia wyrozumiałości – ludzie nie są idealni. I nigdy nie będą. Cała sprawa przypomina trochę snobizm, z jednej strony wyśmiewany i pogardzany, z drugiej zaś wyrzucający danego człowieka w kosmos pod względem kultury, obycia, nauki, szerokości poglądów. Jak dobry szampon – dwa w jednym.

Każdy wakacyjny wyjazd do eleganckiego hotelu jest taką iluzją. Raptem z czterech ścian mieszkania i komunikacji miejskiej przenosimy się w świat baśni, jedzenie za darmo, picie za darmo, luksusy jakich człowiek nie ma na co dzień. I to jest niezmiernie ciekawe, wielu ludzi oddaje się tej bajce wiedząc, że za kilka dni wrócą do normalnego życia.

Bardzo ciekawym przykładem są panie wyjeżdżające na wakacje randkowo-seksualne, spotykałem takie w Tunezji. Ponieważ mam łatwość w nawiązywaniu kontaktów rozmawiałem z nimi na ten temat. W wieku lat 50-60 kobiety w Polsce zaczynają być przezroczyste, mężczyźni ich nie widzą, a one chcą być adorowane, uwielbiane, dostawać komplementy. Nie traktują tego jak płatny seks, dla nich to – mimo że jest to iluzja – jest to adorowanie kończące się miłością i datkiem dla miłośnika będącego zawsze albo zadłużonym, albo mającym chorą matkę. Z punktu widzenia Europejczyka widok korpulentnej pani w wieku ok. 60 lat idącej ulicą objętą z dwudziestokilkulatkiem jest z lekka szokujący, ale działają tutaj również różnice kulturowe. Dla wielu młodych Arabów, Hindusów czy Tajów te kobiety są niesłychanie ponętne, i co ważne – łatwe. I raptem, ku konsternacji prawomyślnych, obie strony są przeszczęśliwe z zaistniałej sytuacji. Iluzja? I to pełna. Pozwól sobie na odrobinę luksusu.

Identyczną sytuację, i też w Tunezji, miałem z młodą dziewczyną. Nieatrakcyjna, to jest mało powiedziane, w okularach o spodkach do musztardówek, twarz jak po ospie, niezgrabna, ale inteligencji jej nie można było odmówić. „Torlin, przyjeżdżam tutaj dwa razy do roku, tylko dla niego. Mówi, że jestem najpiękniejszą kobietą na świecie. I kocha się ze mną, adoruje, chce się ze mną na okrągło całować. Mówi też, że kocha. Jeżeli się nie oświadczy, to będzie jak dotąd, a jak poprosi mnie o rękę, to pojadę do niego nie zwracając uwagi na przestrogi”. Iluzja? A może nie!

Inna iluzja mnie cokolwiek śmieszy, ale to z tego powodu, że nie jestem wielbicielem czterech kółek, samochód mi jest obojętny. I nie mogę zrozumieć fascynacji mężczyzn, pytam się ich, czy kształt czajnika czy żelazka też was tak fascynuje. Bo dla mnie czajnik służy do zagotowania wody, żelazko do wyprasowania, pralka do wyprania, a samochód do przewiezienia moich osób oraz towarów z miejsca na miejsce. Ale ilu jest mężczyzn kupujących sobie ekskluzywne samochody, dla przykładu kabriolety, szczególnie dwuosobowe. A to, że ma on 20 lat lub więcej i ciągle w nim coś szwankuje, to nieważne. Najważniejsze jest to, że każda kobitka będzie mdlała na widok tego samochodu. Iluzja? Pełna.

Miałem w mojej okolicy pijaczka, ale facet był w porzo, sympatyczny, choć trunkowy. Na co dzień nieogolony, zaniedbany, z lekka pachnący. Ale raz w miesiącu Waldek się kąpał, mył, golił, zakładał koszulę z krawatem, marynarkę, białe spodnie, piękne buty i wyjeżdżał do Ogrodu Saskiego, gdzie przechodził się alejkami konwersując z przygodnymi paniami. A następnego dnia zamykał się w swoim dotychczasowym świecie.

To tak jak ze snobizmem. Czy to wszystko zasługuje na potępienie? Mnie się wydaje, że nie.

 

 

Napisane przez: torlin | 25/03/2020

Zaraza literacka!

Masakra Żydów w 1349  oskarżanych o wybuch epidemii Czarnej Śmierci (manuskrypt „Antiquitates Flandriae” przechowywany w Bibliotece Królewskiej Belgii w Brukseli)

Powiem Wam szczerze, nie mam jakoś chęci do zajmowania się innymi tematami niż zaraza. Jak dotąd podchodząc lekko do sprawy, zacząłem się niepokoić. I co już pisałem, bardziej chodzi mi o rodzinę niż o mnie. Mam konflikt z moim 99-letnim Ojcem (i siostrą), bo ja nie chcę siedzieć w centrum, tylko chcę go zabrać do siebie właściwie na wieś. Tu natrafiam na specyfikę tej części rodziny, on nie pojedzie i koniec. Ma być tak jak było i żadnych zmian. To, że u mnie będzie miał wygodniej, dostanie pokój z telewizorem, łazienkę na tym samym piętrze, żadne argumenty nie działają – nie bo nie.

Powiedzmy sobie szczerze, teraz to trochę rozbestwiliśmy się, zarazy bywały w Europie co roku. Jeszcze w 1959 roku wybuchło małe ognisko zarazy dżumy w Stanach Zjednoczonych. Że nie wspomnę o hiszpance. Z drugiej jednak strony ciągle wiele osób twierdzi, że to co wprowadzają wszystkie rządy na całym świecie doprowadzi naszą cywilizację do upadku. Grypa – ich zdaniem – jest co roku na całym świecie i zabija o wiele więcej osób niż koronawirus, i nikt nie robi z tym cyrków. Myślałem, że może powtórzy się sytuacja z połowy XIV wieku, kiedy to straszna zaraza dżumy opanowała całą Europę z wyjątkiem Polski. Do dzisiaj nie wiadomo, dlaczego ziemie polskie zostały oszczędzone.

Zaraza zabijała, ale była jednocześnie motywem powstania wielkich dzieł sztuki. Moje wyciągnięcie Ojca do mnie przypomina trochę ucieczkę dziesięciorga wysoko urodzonych Florentczyków z miasta na wieś przed zarazą, tylko boję się, że nasza ucieczka nie będzie skutkowała „Dekameronem” (Dziesięć dni). Jakie to wspaniałe dzieło, do dzisiaj czyta się to z przyjemnością, mnie się kojarzy z Szeherezadą. Może to dziwnie zabrzmi, ale dla mnie największym utworem literackim poświęconym zarazie jest „Msza za miasto Arras” Andrzeja Szczypiorskiego, a po prostu porażające wrażenie zrobił monodram na podstawie tego utworu o tym samym tytule w Teatrze Powszechnym w latach 90., w sztuce tej główną (i jedyną) rolę grał Janusz Gajos. „Janusz Gajos w monodramie Msza za miasto Arras jest starym człowiekiem. Strąki rzadkich, siwych włosów opadają mu na plecy, twarz pokrywa siatką zmarszczek, głos mamrotliwy, początkowo niewyraźny. (…) w pozornie beznamiętnej relacji wspaniale wydobywa grozę sytuacji, konflikt rozumu i sumienia z głupotą i podszytą strachem podłością. Świetna rola! – pisze Ewa Zielińska w zapomnianym już „Kurierze Polskim  w dn. 8.09.1994 r. Był to pierwszy monogram w historii Gajosa, a ja pamiętam ten spektakl do dzisiaj.  Wstrząsająca jest ta relacja Jana, opowiadającego mieszkańcom Brugii, co go spotkało w mieście Arras. Ale powiem szczerze, że mam refleksje również po przeczytaniu „Dżumy” Camusa, i tutaj jest kłopot. To, że „Dżuma” ma przede wszystkim refleksje wojenne (powojenne), i dotyczące jednostek (tu wspaniale koresponduje z „Mszą…”), to rzecz powszechnie wiadoma, ale czy Albert miał do czynienia kiedykolwiek z epidemią – to nie wiem. U niego w powieści wszystkie bary, restauracje, i najrozmaitsze inne miejsca są stale otwarte, tłum przechadza się non-stop po ulicach Oranu.

Pozostałe dwa dzieła, które zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie (a pierwsze do tego stopnia, że nie moglem dokończyć książki) , było „Miasto ślepców” Jose Saramago. To jest jakaś prawda, co podkreślają właściwie wszyscy (Boccaccio, Szczypiorski, Camus, Saramago, Marquez – „Miłość w czasach zarazy”), że zaraza pokazuje prawdziwe oblicze człowieka, jest to odpowiednik postępowania (i stosunku) wobec człowieka w obliczu Holokaustu. Pokazuje prawdziwą twarz ludzkości. I nie ma tu zwycięzców, tak samo są beznadziejni ludzie władzy, kościoła, bogactwa czy pospólstwa.

 

Napisane przez: torlin | 22/03/2020

Piękno arcydzieła muzyki

Najpierw posłuchajcie TEGO (wykonanie w Kościele Św. Filipa w Lipsku w styczniu tego roku).

Koncert w Kościele Św. Piotra w Lipsku.

Sześć dziewcząt z Lipska w 2005 roku, mając około 10-13 lat, postanowiło zacząć śpiewać a-cappella, w związku z tym założyły zespół. Ich pierwszy koncert w Lipsku w der Peterskirche Leipzig był wielkim sukcesem i od tego czasu szóstka dziewcząt jeździ po całym świecie z koncertami (od marca 2019 r. jest ich siódemka, bo jak Felicitas Erben musiała skończyć studia, to dokooptowano siódmą, a jak Felicitas wróciła, to nie umiano się pozbyć  Luisy Klose).

Najładniejsza z nich Viola Blache.

Dziewczyny są niesłychanie wszechstronne, trochę w doborze repertuaru podobne do Gregorian (pochodzących zresztą również z Niemiec), ich repertuar obejmuje utwory od chóralnej muzyki klasycznej po standardy jazzowe oraz utwory popowe i rockowe, takie jak Beatles czy Sting, a także oryginalne kompozycje i utwory skomponowane specjalnie dla nich. Ten utwór dany przeze mnie na początku jest dla mnie arydziełem muzyki, jednym z tych wykonań, które zapadły mi właściwie na zawsze w pamięci. Muzyka doskonała.

Nie daję więcej przykładów, bo można sobie, jeżeli kogoś to interesuje, wbić w YT nazwę zespołu „Sjaella” (nazwa Sjaella to sztuczne słowo pochodzące od szwedzkiego słowa „själ” oznaczające „duszę”). A ja jeszcze strasznie lubię TO.

Napisane przez: torlin | 19/03/2020

Pompa z miliardem dolarów

Dzieją się rzeczy straszne. I nie mówię tylko o sprawach zdrowotnych, obawy o najbliższych, strachu przed bólem i śmiercią, dzisiaj zajmę się – będąc z wykształcenia ekonomistą – sprawami stricte ekonomicznymi. To, co się dzieje wśród ludzi prowadzących własną działalność, zatrudnionych w prywatnych małych firmach, pracujących na szaro lub otrzymujących część swoich pensji w formie prowizji lub pod stołem, studentów dorabiających do czynszu czy czesnego – to jest niewyobrażalna tragedia. Tak jakby życie udowadniało, że własna inicjatywa ma się nijak do bezpiecznego zatrudnienia w firmach państwowych. Opowiem Wam tylko o przypadkach z bezpośredniego mojego otoczenia, zaistniałych wśród szeroko rozumianej rodziny, przyjaciół i znajomych, znajomych przyjaciół, w każdym razie wszystkich ich znam osobiście i sam słuchałem ich opowieści. Oto bilans pierwszych dni kryzysu:

  • właściciel kilkunastu wielkich ciężarówek, płacący 30 tys. kredytu miesięcznie, specjalizujący się w dowozie towarów do Włoch – będzie musiał zamknąć firmę,
  • kobieta podpisawszy umowę z dużą firmą hiszpańską wzięła kredyt na poczet przyszłych zysków, towar leży wyprodukowany i nie może zostać wysłany, bo strona hiszpańska mówi: „póki co proszę nie wysyłać”,
  • właściciel restauracji specjalizującej się w sushi, przeszedł niby na dowóz do klienta, tylko że nie miał jak dotąd ani jednego zamówienia (ma kilku pracowników),
  • prywatny biznes najmniejszy z najmniejszych – moja fryzjerka z mojej ulicy, nie miała dotąd ani jednego klienta i siedzi w domu,
  • student dorabiający w promocjach – podziękowano mu „póki co” we wszystkich firmach,
  • kobieta samodzielnie wychowująca dwie małe córeczki i opiekująca się 86-letnią schorowaną babcią prowadzi małą przychodnię lekarską pierwszego kontaktu. Mówi do mnie: „Torlin, ja nie wiem, co ja mam robić”,
  • chłopak prowadzący rehabilitację, nieliczni klienci, zaczął przyjmować w domu.

I tak można ciągnąć. Z punktu widzenia makroekonomicznego jest to tragedia gospodarcza.  Wśród spółek prowadzących działalność w Polsce aż 99 proc. stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa. Podmioty te wytwarzają ponad 60 proc. krajowego PKB i zatrudniają 70 proc. spośród ogólnej liczby pracujących. Przecież jeżeli to się zawali, to runie gospodarka, i wtedy nie będzie bezpiecznych azylów w postaci państwowego zatrudnienia czy emerytury. Niestety ta refleksja dotyczy całego świata.

Będziemy mieli niedługo znakomity przykład solidaryzmu narodowego, pierwszy etap przeszliśmy z godnością, ludzie się pilnują, pomagają sobie wzajemnie, myją ręce, witają się łokciami, trzymają dystans. Teraz etap drugi, ludzie muszą zrezygnować dobrowolnie ze zbyt wysokich pensji, 500+ dla bogatszych, ze wszelkich ulg, zwolnień. Trump poszedł jedyną drogą ratującą gospodarkę – „The New York Times”:  „WASZYNGTON – Administracja Trumpa w środę poszerzyła reakcję rządu na pandemię koronawirusa i przedstawiła pierwsze szczegóły pakietu gospodarczego o wartości 1 bln USD, prosząc Kongres o przekazanie 500 miliardów dolarów na bezpośrednie płatności na rzecz podatników i 500 miliardów dolarów na pożyczki dla przedsiębiorstw”. Nasze państwo nie ma pieniędzy, ale przy PKB 520 mld USD jeden miliard należy natychmiast wpompować w gospodarkę, bo inaczej, to nie wirus będzie naszym największym problemem.


Aneks dla Pawła!

Ciężarówki wojskowe wywożące ciała umarłych z Bergamo, bo tutejsze krematoria nie nadążają.

 

 

Napisane przez: torlin | 16/03/2020

Lektura Torlina w czasie zarazy

Czytam rzecz wspaniałą. Nie będę pisał co, bo widać u góry. Dzieło ma 800 stron, czytania od cholery, i do tego jest to tak ciekawe, że zupełnie jak nie ja czytam każdą linijkę osobno. Rzecz jest o geostrategii, o Chinach, Rosji, USA i o Polsce. O historii sprzed tysiąca lat, pięciuset, dwustu, i o aktualiach. Najciekawsze fragmenty dotyczą zmian w XXI wieku, wzrostu potęgi Chin i powolnej utraty znaczenia dotychczasowego hegemona, czyli Stanów Zjednoczonych. I wszystko to w kontekście przyszłych losów i metod postępowania Rzeczpospolitej. Wiem, Bartosiak jest PiS-owcem, na temat jego twórczości entuzjastycznie wypowiadają się takie przerażające typy jak Ziemkiewicz.

Zdjęcie na okładce udowadnia tezę Bartosiaka o ważności pomostu bałtycko-czarnomorskiego dla bezpieczeństwa Europy, a więc i Polski. Największe potęgi mój imiennik dzieli (moje określenia) na lądowe i morskie. Rosja jest typowym krajem lądowym, bez dostępu do Oceanu Światowego: na północny zachód muszą przejść przez kontrolowane Morze Norweskie, na południowy zachód nie dość, że są Bosfor i Dardanele, ale zaraz potem Kanał Sueski i Gibraltar. Na wschód są dwa tereny, jeden związany z Oceanem Wszechświatowym, Morze Ochockie, ale z niedużym portem Magadanem, albo Władywostok, ale leżący nad Morzem Japońskim, z bardzo wąskimi cieśninami. Przeciwieństwem kontynentalnej Rosji są morskie potęgi: USA i Wlk Brytania. One z kolei pilnują Oceanu Światowego, ale nie mają dostępu do wnętrza kontynentu. To jest właśnie kłopot ze Stanami, gdy chciałyby pomóc Polsce w kłopotach; u nich najsilniejsza jest piechota morska i marynarka. V flota pilnuje rejonu Bliskiego Wschodu, VI Europy z Morza Śródziemnego i północnego Atlantyku, a VII północnego Pacyfiku.

Chińczycy postanowili ominąć kontrolę flot oraz takie punkty jak Cieśnina Malakka i Bab al-Mandab z Kanałem Sueskim. Temu służy osławiony Nowy Jedwabny Szlak, a tak naprawdę będzie to pięć szlaków:

  1. CPEC – China–Pakistan Economic Corridor, olbrzymie inwestycje przeobrażające Pakistan, potencjalny wpływ CPEC na ten kraj porównano z planem Marshalla, koleje wielkich prędkości, autostrady, linie przesyłowe energii, ropy i gazu, metra w miastach, a wszystko to połączone zostanie z Gwadarem, miastem położonym strategicznie nad Zatoką Omańską, z bezpośrednim dostępem do Zatoki Arabskiej,
  2. BCIMEC – Bangladesh-China-India-Myanmar Economic Corridor, właściwie to samo co z Pakistanem, ale zostaną uruchomione takie kraje Birma i wschodnie stany Indii, najbiedniejsze i najbardziej zacofane, zwane dawniej „Siedem Sióstr”, ale ich jest teraz osiem: Arunachal Pradesh, Assam, Manipur, Meghalaya, Mizoram, Nagaland, Sikkim i Tripura, bo doszedł Sikkim,
  3. CICPEC – The China-Indochina Peninsula economic corridor, aż do Indonezji,
  4. CCWAEC – China-Pakistan Economic Corridor, bardzo groźny dla Rosji, bo korytarz prowadzący przez Kazachstan i inne dawne radzieckie republiki azjatyckie, Iran i Turcję, z możliwością pójścia na północ w kierunku Niemiec,
  5. i najbardziej nas interesujący NELB – New Eurasian Land Bridge, dodam tylko inicjatywę prezydenta Kazachstanu (bohater – za pieniądze chińskie) budowę kolei wielkich szybkości Pekin – Astana – Moskwa – Warszawa – Berlin.

To jest fantastyczne, jak to miesza, jak to się zmieniło. Np. wspólnym interesem polsko-rosyjskim jest pomniejszać znaczenie CCWAEC , a powiększać NELB. Chińczycy wszędzie pchają się ze swoimi pieniędzmi uważając, że dadzą sobie radę z problemami Afganistanu, Górnego Karabachu itp., ale te pieniądze mogą być również niebezpieczne. Fachowcy już dawno powiedzieli Stanom Zjednoczonym, że dla wielu państw świata potrzebny jest nowy Plan Marshalla, bo inaczej to Chińczycy załatwią to swoimi pieniędzmi.

I tak o wszystkim, Oceanie Lodowatym, flocie, zielonych ludzikach, A2/AD (Bartosiak nazywa to AIIAD). Jestem na 494 stronie na 792 i wolno mi to idzie.

Napisane przez: torlin | 12/03/2020

Kwarantanna domowa

Dostałem polecenie bycia w domu. Mogę być w swojej chałupie, jeździć samochodem i chodzić po Lesie Kabackim – taka jest decyzja Rady Rodziny. Oczywiście żartuję, to jest tylko prośba, ale mam zamiar się podporządkować. Szczególnie, że chodzi mi o bezpieczeństwo nie moje, tylko moich najbliższych, a poza tym niesie to ze sobą pewne udogodnienia, np. dzisiaj syn mi zrobił całe zakupy. I tak mam poodwoływane wszystkie zajęcia, filharmonię, teatry, to mogę siedzieć w domu, chociaż się bardziej blogiem zajmę. Życzę wszystkim zdrowia.

Napisane przez: torlin | 09/03/2020

Skomplikowana odbudowa stolicy

Widok na róg Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej w 1946 roku. Teraz stoi tu rotunda.

Popełniłem już kilka notek na temat notabli komunistycznych i ich „dobrych” cech. Wiem, że są o ludzie godni potępienia, ale można znaleźć w ich życiu fragmenty dobre. A u Bieruta była to Warszawa. Jeden z najgorszych parszywców komunistycznych był przed wojną członkiem Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i marzyła mu się Warszawa z szerokimi ulicami, pięknymi mieszkaniami i zielona. Przed wojną Warszawa była przerażająca, piszę na ten temat od lat, nie był to żaden Paryż Wschodu (ten przypominały jedynie 2 ciągi uliczne: Marszałkowska i Aleje Ujazdowskie-Nowy Świat-Krakowskie Przedmieście). Mówi na ten temat Bogdan Wyporek w wywiadzie: „Przed wojną po Warszawie jeździło trzy tysiące samochodów i 65 autobusów, a mimo to już wtedy ulice się korkowały. Miasto było nieprzejezdne i dramatycznie przeludnione. Ponad 40% mieszkań składało się z jednej izby, która pełniła funkcję kuchni, sypialni i łazienki. W lokalach jednoizbowych mieszkały średnio cztery osoby”.

W tym momencie następuje dramat konfliktu pomiędzy potrzebami miasta i prawami własności. Na logikę miasto należało zburzyć i wybudować nowe (Niemcy już to zrobili), bo gdyby utrzymano własność prywatną gruntów, szanując prawo własności prywatnej, należałoby zachować przedwojenny układ przestrzenny. Teraz to byłby prawdziwy dramat. Ale z drugiej strony prawo własności jest rzeczą świętą, a trzeba pamiętać, że przy tym samych Żydów w Warszawie było 360 tysięcy, czyli jedna trzecia. Warszawa była dla nich mitycznym miastem, pełnym żydowskich muzyków, inteligencji, pisarzy, aktorów, artystów, wydawców książek i gazet. To u nas ukazywały się dwie największe gazety publikowane w jidysz, czyli „Der Moment” i „Hajnt”, a Warszawa w świecie uważana była za drugie najważniejsze miasto żydowskie po Nowym Jorku. Ale jednocześnie Warszawa od początku XIX w. do wybuchu II wojny światowej była miastem biednym, żydowska nędza była być może bardziej widoczna, ale w biedzie żyli też Polacy.

Bierut podejmuje decyzję o komunalizacji gruntów, on – morderca AK-owców, oprawca, zgadza się na udział AK-owców w Biurze Odbudowy Stolicy. Tych wszystkich młodych ludzi symbolizuje Agaton, z Anglii wysłał w 1946 roku list do BOS z prośbą o zatrudnienie i dostał zgodę. On – adiutant Bora-Komorowskiego, a BOS nie podejmowało samodzielnie takich decyzji. Nazwę BOS można było znaleźć na tysiącach tablic ostrzegawczych: „Biuro Odbudowy Stolicy, obiekt zabytkowy, naruszenie istniejącego stanu będzie karane”, bo w ruinach leżały fragmenty gzymsów, kolumn ułatwiające odbudowę zabytku.

W 2006 r. manifestanci zebrani przed kamienicą, w której mieściło się Biuro Odbudowy Stolicy, oskarżali pracowników BOS, szczególnie pionu urbanistycznego, o celowe burzenie miasta, domagali się ich rozliczenia. Niedługo potem z kamienicy zniknęła tablica pamiątkowa poświęcona BOS. Do tej pory jej nie przywrócono… Zaczyna być wydawanych coraz więcej książek na temat morderstwa dawnej Warszawy przez BOS, specjalizują się w tym młodzi historycy. To jest już jakaś plaga rozpatrywania wszystkich spraw historycznych z dzisiejszego punktu widzenia.

Napisane przez: torlin | 08/03/2020

Najserdeczniejsze życzenia

Hop hop! Hej, hej! Jest tam jeszcze ktoś?

Przez ostatnie kilka dni nie istniałem. Nadmiar obowiązków i tragedia z Internetem spowodowały moje milczenie.

Najserdeczniejsze życzenia dla wszystkich Pań. Spełnienia wszystkich marzeń, uśmiechów i radości z dnia powszedniego. Do życzeń dołączam kwiaty, dzisiaj to jest Jan Davidszoon de Heem, mało znany XVII-wieczny malarz holenderski, jego cechą charakterystyczną było to, że malował tylko kwiaty i inną martwą naturę, nie malował zaś ludzi.

Chciałem zwrócić uwagę wszystkich obecnych na bardzo miły wpis Izabeli w notce: „O sztuce trochę inaczej” 03/03/2020 – 13:05 . Bardzo dziękuję i oczekuję, że będziesz stałym Gościem w Kamiennej Wiosce.

Older Posts »

Kategorie