Napisane przez: torlin | 04/07/2020

Nowa niemiecka wunderwaffe

Czyżby nowa niemiecka wunderwaffe? Der Wasserstoff po niemiecku to jest wodór. Fascynujemy się walką Amerykanów z Nord Streamem II, dziwimy się uporowi Niemiec, który chce z Ruskimi i koniec, a Schröder został do Bundestagu poproszony przez partię lewicową. Amerykanie są tacy kochani? A Niemcy tacy wstrętni? Nie – Kochani – to chodzi o olbrzymie pieniądze, władzę nad innymi, bardzo niskie koszty wytwórcze, podparte prawdziwodemagogicznymi (sic!) argumentami o oszczędzaniu naszej planety. Co to jest i czym to się je?

Zacznijmy ab ovo. Od dawna wiadomo, że wodór jest znakomitym źródłem energii, ale niestety, gdy podczas elektrolizy rozdzielimy wodę na dwa gazy, powstanie mieszanka wybuchowa. Jeśli wodór ma być wykorzystywany jako źródło energii i transportowany w inne miejsca,  musi być całkowicie odizolowany, a następnie spalony w kontrolowany sposób. Co sprawia, że ​​wodór jest tak przyjazny dla środowiska? Ponieważ podczas spalania, na przykład w silniku lub w systemie grzewczym, jedynym produktem odpadowym jest woda: H2O, dwie cząsteczki wodoru łączą się ponownie z tlenem. Dlaczego dotąd nikt tego nie próbował? Ponieważ dzielenie wody zużywa dużo energii, trzeba nawet włożyć jej więcej niż się odbiera. Nie jest to system ani ekonomicznie wydajny, ani ekologiczny, ponadto wodór szybko odparowuje i nie jest łatwy do przechowywania i transportu.

Teraz będziemy dzielić wodór na dwa (w porywach trzy czy cztery) kolory. Pierwszy, najważniejszy to zielony wodór, ekologiczny, wytworzony przy pomocy słońca i wiatru. Brzmi to niewiarygodnie, ale Niemcy przygotowują się do zasilania energią wielkich hut i stalowni przy pomocy zielonego wodoru. Niemcy tego nie robią u siebie, chcą namówić Niger, Ghanę czy Maroko na budowę olbrzymich parków słonecznych. Do 2050 roku to państwo chce przestawić obok ciężarówek, autobusów i pociągów na napędzanie wodorem cały przemysł ciężki.

No dobra, ale co z tymi Ruskimi? Co oni mają do tego? Otóż jest drugi kolor wodoru – szary. I tu jest pies pogrzebany –  „szary wodór” jest uważany za najbrudniejszy, gdyż pochodzi z rozszczepiania gazu ziemnego, a więc procesu uwalniającego CO2. Cała rzecz w tym, że pyroliza metanu wydobywająca wodór jest najtańsza, a cena tego surowca zależna jest od kosztu gazu. I Uroboros połknął własny ogon. Zagraża to łupkom, więc Amerykanie są wściekli. Jest jeszcze wodór niebieski i turkusowy, ale darujmy sobie. Niemcom krajowa strategia wodorowa da „podwójne przyspieszenie” – w celu ochrony klimatu i trwałego ożywienia gospodarczego po kryzysie koronawirusowym. Rząd niemiecki w swojej strategii ustalił sektory, które powinny być w pierwszej kolejności „uwodorowione”: przemysł stalowy, chemiczny oraz cementowy, szeroko rozumiany rynek ciepła oraz cały transport ciężarowy, morski i lotniczy.

Rzecz idzie nie tylko o grube miliardy, ale wręcz o dominację gospodarczą w Europie, a co za tym idzie, i polityczną. Z taniego gazu rosyjskiego można będzie wytworzyć wodór jako tanie źródło energii, co spowoduje, że produkty niemieckie będą miały ceny nieosiągalne dla innych państw. A Polska? U nas zawsze to samo, jesteśmy spóźnieni, a zawsze nas doczepią do ostatniego wagonu. Bo okazało się, że jesteśmy już jednym z wiodących producentów wodoru, a Niemcy już przewidują, że będą go mieli za mało.

Napisane przez: torlin | 01/07/2020

Defilada przykrywająca

Jak mnie znacie, pomysł na notkę mogę znaleźć nawet w jednym niefortunnym zdaniu. W GW w artykule,  skądinąd bardzo ciekawym, o najstarszej warszawskiej tysiąclatce, czyli o XVII Liceum Ogólnokształcącym im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego przy Elektoralnej, autor Tomasz Urzykowski, znany przecież varsavianista i kumpel wspólnego pisania z Majewskim – napisał zdanie: „Hasło ich budowy rzucił w 1958 r. Władysław Gomułka. Stawiane w całym kraju szkoły-pomniki Tysiąclecia Państwa Polskiego miały przysłonić kościelne obchody milenium chrztu Polski”. Przecież to absolutna bzdura, jak budowy szkół mogły przesłonić ówcześnie obchody kościelne? Coś mi się wydaje, że Pan Urzykowski jest młodym człowiekiem i starymi ulicami okiem historyka potrafi się zająć, ale politykę w czasach komunistycznych powinien omijać dalekim łukiem. Gomułka miał o wiele lepszy pomysł na zneutralizowanie obchodów – zrobienie wielkiej defilady, największej w historii Polski.

Gomułka miał ówcześnie bardzo groźnego przeciwnika ze strony kościelnej – prymasa Stefana Wyszyńskiego. Prymas, obok swojej religijności, był wielkim propaństwowcem, ze świetnym zrozumieniem możliwości i potrzeb obydwu stron, widać to było w latach „Solidarności”. Dzisiejsi olaboga prawicowcy nigdy nie zrozumieją Wyszyńskiego, a później Glempa – obydwaj Prymasi nie występowali przeciw rządzącym, kierowali się zasadami swej stałej polityki: stabilizacji i opozycji. Wyszyński nigdy nie odmówił rządzącym wsparcia, szczególnie widoczne to było w sytuacjach kryzysowych.

Musimy tu „zaliczyć” daty, I sekretarzem KC PZPR Gomułka zostaje 21 października, a już 26 tego miesiąca 1956 roku do klasztoru Sióstr Nazaretanek jedzie wiceminister sprawiedliwości Zenon Kliszko i minister oświaty (? – niby dlaczego minister oświaty?) Władysław Bieńkowski, aby zwolnić Wyszyńskiego. Rozmowy znamy z zapisów prymasa, więc są one wiarygodne. Obydwaj panowie z PZPR powiedzieli Wyszyńskiemu, że Gomułka uważa uwięzienie (a raczej izolację) Wyszyńskiego za niesłuszne i I sekretarz oczekuje, „że prymas natychmiast wróci do Warszawy oraz niezwłocznie podejmie swoje obowiązki”. Prymas przyjął gałązkę oliwną, spotkanie trwało 2 godziny, na koniec powołano Komisję Mieszaną do rozstrzygania wszystkich sporów. Naprawdę, dzisiaj to może dziwnie wygląda, ale Gomułka i Wyszyński pisali do siebie listy w miarę tworzenia się jakichś antagonizmów.

To „przykrycie” defiladą było też dla ludzi rozsądnych śmieszne, bo niby jak komuniści liczyli te tysiąc lat? Niby od jakiego wydarzenia? Przecież od chrztu Polski. Polska po II Wojnie Światowej miała olbrzymią pracę do odrobienia, zaręczenie przez władze komunistyczne darmowej edukacji i ochrony zdrowia skutkowało brakiem szkół i przychodni zdrowia. Rzucenie hasła „Budujemy 1.000 szkół na tysiąclecie” uzyskało pozytywny odzew w społeczeństwie, ale śmiem wątpić, czy przykryło to kościelne obchody tysiąclecia chrztu Polski.

A Polacy, jak to Polacy, jak Jagiełło, Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Poszli do kościoła, a później na defiladę.

Napisane przez: torlin | 28/06/2020

Hallstatt

Notka poświęcona Celtowi.

Spełniam obietnicę daną Celtowi, że napiszę o austriackim Hallstatcie.

Od razu mówię, dwa pierwsze zdjęcia są z niemieckojęzycznej Wiki, reszta jest moja. W Hallstatt byłem w 1999 roku, czyli 21 lat temu. Dlaczego moje zdjęcia z punktu widzenia „piękna” nie są atrakcyjne? Musiałbym wytłumaczyć swój sposób fotografowania podczas wakacji. Otóż ja jestem wrażeniowcem, nie robię tysięcy zdjęć, nawet nie robię setek czy dziesiątek. Zdarza się, że podczas wakacji robię 15 zdjęć, tylko takie, które są dla mnie z różnych powodów atrakcyjne. Śmiesznie to wygląda, gdy np. Kasia podczas naszego pobytu w Gruzji i w Portugalii strzelała aparatem co chwilę, a Łukasz we Włoszech fotografował i nagrywał wszystko na dwa aparaty. Ja swój mam schowany w plecaku i wyjmuję go tylko z jakiegoś konkretnego powodu, dla jednego interesującego mnie zdjęcia.

Hallstatt jest bardzo starym miastem, powstało przy kopalni soli. Przypominam, że cały ten region w Austrii nazywa się Salzkammergut (das Salz – sól, die Kammer – komora, das Gut – majątek ziemski, posiadłość – patrz leżący niedaleko Salzburg – gród, zamek solny), wydobywano tam sól już 1000 lat p.n.e. W tym konkretnym miejscu wielki masyw górski Dachstein (dachówka, kamienny dach), przypinający odwrócony garnek (dwutysięczne pionowe stoki, a na górze płasko) dochodzi do samego jeziora Hallstätter See i nie było miejsca na wybudowanie miasta. W związku z tym starożytni górnicy wybudowali swoje miasto bez ulic, a komunikacja odbywała się tylko łodziami.

Oto, jak wygląda największa ulica Hallstatt, że nie ma tu ruchu samochodowego udowodnię przy swoim następnym zdjęciu. Miasteczko jest cudowne, pełne uroku.

Jak spojrzycie na zdjęcie zamieszczone na samej górze, to Austriacy wybudowali dwa równolegle tunele przez widoczną górę. I na tym zdjęciu to wszystko doskonale widać: wyloty dwóch tuneli samochodowych, i spojrzyjcie na znak drogowy po prawej stronie kierujący do Zentrum – zakaz wjazdu.

Rozczarowany byłem jedynie kopalnią soli – beznadziejna. A na zdjęciu Torlin sprzed 21 lat i Hallstätter See.  Nazwa miasta została również uhonorowana w archeologii, przełom okresu brązu i żelaza w historii Europy został nazwany okresem halsztackim od badań nad lokalnym cmentarzyskiem..

Napisane przez: torlin | 25/06/2020

Bohaterscy Europejczycy

Powiem szczerze, że wyniki tej ankiety mocno mnie zbulwersowały. Wprawdzie od zawsze zdawałem sobie sprawę, że cywilizacja niszczy męski testosteron, ale do tego stopnia? Wiem, że badania nie są najbardziej aktualne, z listopada 2015 roku, ale nie przypuszczam, aby jakoś diametralnie to wszystko zmieniło się do tej pory. Dwie instytucje współpracujące od 2010 do 2017 r.: Worldwide Independent Network i Gallup International Association (WIN / GIA)  zajmujące się badaniami rynku i ankietami, przeprowadziły sondaż na próbie tysiąca obywateli danego kraju z prośbą o odpowiedź na konkretne pytanie: „Would you be willing to fight for your country?” („Czy byłbyś gotowy walczyć o swój kraj?” – wiem, że to jest strona pakistańska). Wyniki w powyższej tabeli.

Kochani, popatrzcie, gdzie jest Europa Zachodnia? Gdzie jest Japonia, Hongkong, Australia, Kanada? Co się z nami dzieje? Ja mam swój pogląd na ten temat, i znam osoby mające to samo zdanie. I będzie to bardzo, ale to bardzo kontrowersyjne. Jestem liberałem, ale nasz współczesny świat dokonał postępującej likwidacji testosteronu u mężczyzn. Nic już nie wolno. Przez całe wieki toczyły się wojny, od małych pomiędzy plemionami, po międzykontynentalne, wojna była przygodą, mężczyźni stawali się mężczyznami. Nawet za moich młodych lat były wojny pomiędzy podwórkami, szkołami, a i w samej szkole rzeczą normalną były walki na korytarzach, wzajemne przepychanie się, bicie kułakami. A i kocówę ktoś dostał. Nemeczka Molnár wprawdzie uśmiercił, ale mnie chodzi bardziej o samą zasadę, były grupy młodzieżowe, walki, chłopcy mieli gdzie roznieść swoją energię. Tymczasem dzisiaj…

Tymczasem dzisiaj nic nie wolno. jeżeli dwaj chłopcy zaczną się tarzać na korytarzu, natychmiast przyleci 10 osób ich rozdzielających, po obejrzeniu filmów z kamer będą ukarani, rodzice będą proszeni do szkoły na rozmowę. Jeszcze zostali kibice (kibole) umawiający się na walki wręcz, ale jest to gonione, niszczone, śledzone. Współczesny mężczyzna pozbawiony został czynnika walki, agresji, metroseksualność jest pokazywana jako alternatywa najbardziej pożądana. Już widzę napady na mnie, co ja wypisuję. Ale jak to bardzo często na świecie bywa, dobre i prawidłowe idee prowadzą do złych skutków. Tak wiele lat życia w pokoju kończy się powyższą tabelą.

WIN / GIA w opisie pisze, że rzeczą charakterystyczną wynikającą z badań jest regionalizacja „chęci”. Jean-Marc Leger, prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia WIN / Gallup, powiedział: „Sto lat od początku pierwszej wielkiej wojny stwierdzamy, że 61% obywateli świata jest gotowych walczyć o swój kraj. Jednak prawdziwa historia znajduje się w porównaniu regionalnym, a w czasach takich zawirowań na Bliskim Wschodzie widać, że gotowość do walki jest najwyższa w regionie MENA„. Dla ludzi niewiedzących co to jest za skrót – Middle East and North Africa, i właściwie niczego więcej nie muszę pisać, wszyscy wiemy, co to jest za region, jaka rasa ją zamieszkuje i jaką wyznaje religię (globus powyżej).

Słuchajcie, mnie naprawdę nie chodzi o to, aby politechnika lala się teraz sztachetami z uniwersytetem, ale powinny być skanalizowane jakieś formy agresji, wyładowania się. Bardzo przyklaskiwałem wszelkim formom wojsk obrony terytorialnej, myślałem że Macierewicz, w końcu kiedyś harcmistrz legendarnej Czarnej Jedynki poprowadzi to w słusznym kierunku. Ale się pomyliłem. To skanalizowanie powinno moim zdaniem przebiegać w dwóch kierunkach: pierwsze to wszelkiego rodzaju skautingi, harcerstwo, grupy strzeleckie i paramilitarne dla młodych ludzi, drugie to pozostawienie miejsc bez nadzoru państwa. W końcu jeżeli są dopuszczalne takie walki jak brutalne walki bokserskie, to można by wpuszczać na taki plac w lesie ludzi pozbawionych maczet, noży, paralizatorów, kastetów, walka byłaby jedynie na gołe pięści.

Holendrzy są na przedostatnim miejscu, i to widać było w Srebrenicy. Ja wiem, że ich było czterystu, a Serbów 4.000, i że ich obóz był ostrzeliwany, aby doprowadzić do ich ucieczki, ale… Co się dzieje z Europą? Widać to po koronawirusie, wszyscy marzą o powrocie do sybarytyzmu. Mężczyźni również.

 

Napisane przez: torlin | 22/06/2020

Cudowna triada (a Boh trojcu ljubit)

Postanowiłem się nie rozpieszczać i wziąć się do roboty. Zacząłem mieć znowu straszne kłopoty zdrowotne (ja naprawdę nie wiem, co się dzieje), i to w sferach dotychczas mi niedokuczających. Czas na badania, muszę zwolnić tempo życia. Trudno.

Z jednej strony bardzo się cieszę, że piękna kompozycja Dymitra Szostakowicza doczekała się nowoczesnej wersji, ozdobionej dodatkowo przepięknymi youtubowymi filmami z epoki (stroje, piękne kobiety), z drugiej żal, że wnuk polskiego zesłańca syberyjskiego nie widnieje przy tym utworze w świadomości ludzi.

Piękna kompozycja Szostakowicza została ubogacona wspaniałymi filmami z epoki, dla przykładu spojrzyjcie TU. Dla bardzo wielu ludzi może to być dziwne, ale Dymitr Szostakowicz swoją kompozycję wmontował w suitę, którą nazwał (ludzie, trzymajcie mnie, mimo całej miłości do wnuka Bolesława Szostakowicza – nie wytrzymam) „Suita jazzowa nr 2”. Składa się ona z ośmiu części, z których trzy są walcami, czwarta część to jest Walc numer 1, a szósta to Walc nr 2, ten, o którym mówimy. Ten numer jeden jest bardzo podobny do tej najsłynniejszej dwójki, ale wygląda jak wprawka, szkic, możecie go posłuchać TU. I znowu piękne kobiety, salony, stroje.

Na podstawie Walca nr 2 Demis Roussos zaśpiewał jeden z najsłynniejszych swoich utworów: „Come Waltz With Me”. TA wersja filmowa jest też piękna, ale feministki będą miały używanie, i co najważniejsze, będą miały rację. Piękny przykład uwodzenia 15-letniej pannicy przez jakiegoś księcia.

Ale co Szostakowicz robił z tym jazzem? Zwariował? Nie, nie zwariował, jazz w tamtych latach był muzyką zgniłego Zachodu, nie był mile widziany u Stalina mówiącego: „dzisiaj gra jazz, a jutro zdradzi ojczyznę”. Przeprowadzane wtedy były takie przecudowne akcje jak „wyprostowywanie saksofonów” (powstawały w ten sposób słuszne ideologicznie klarnety, jak ktoś nie wie, jak brzmi klarnet, to posłuchajcie pierwszego instrumentu w „Błękitnej Rapsodii” Georga Gershwina TU). Ale w 1938 roku powstała rosyjska Państwowa Orkiestra Jazzowa Wiktora Knuszewickiego. Dyrygent Wiktor Knuszewicki (1906-1972) został wyznaczony na muzycznego dyrektora przez Komitet d/s Artystycznych ZSRR, a celem orkiestry było skanalizowanie muzyki popularnej w pożądanym przez władze reżimu kierunku. 27 listopada 1938 roku orkiestra zagrała pierwszy koncert, była to Katiusza wg „Mistrza i Małgorzaty” 😮 .

Cóż, Szostakowicz postępował tak, jak mnóstwo inteligentów – twórców w tamtych czasach, nie tylko w ZSRR, ale i w Polsce, Czechosłowacji czy na Węgrzech. Oficjalnie działali w ramach partii, byli zgodni z linią, ale gdzie mogli, tam wprowadzali własne przemyślenia. A cóż innego robił Wajda z „Niewinnymi czarodziejami”, „Pokoleniem”, „Popiołem i diamentem” czy z „Człowiekiem z marmuru”; Polański z „Nożem w wodzie”, Hrabal i Menzel z „Pociągami pod specjalnym nadzorem”; Andrzejewski ze „Skacząc po górach” czy z „Miazgą” – i tak można by ciągnąć. Szostakowicz z jednej strony miał wypakowaną walizkę pod łóżkiem „na wszelki wypadek”, z drugiej – jak już jest orkiestra jazzowa – to chciał przemycić trochę nowoczesnej muzyki. Stąd ta ekwilibrystyka – orkiestra jazzowa, a  utwór – suita.

Jak ta muzyka jest piękna. Tak jak malarstwo.

Napisane przez: torlin | 21/06/2020

Jeden moment

Strasznie Was chciałem przeprosić za markowanie pracy w blogu, nie jestem w stanie go prowadzić. Mam pewne zawirowania w swoim życiu uniemożliwiające mi aktywną działalność. Z drugiej strony tak strasznie zależy mi na utrzymaniu z Wami kontaktu. Za Waszą zgodą na JEDEN MOMENT się zatrzymam.

Napisane przez: torlin | 18/06/2020

Zmiany – przemiany

Pandemia, siedzenie w domu, mały zmysł orientacji, garstka wniosków, i coś tam można skrobnąć do blogu. U mnie w domu wielkich zmian nie ma, synowa jedynie chodzi normalnie do pracy, syn siedzi w komputerze i tak jest zajęty, zapracowany, że odezwać się nie można. Ale ja nie o tym.

Ciekawa jest reakcja dwóch moich młodszych wnuczek, tęsknią za szkołą, za koleżankami, coraz częściej gaszą laptopy i układają np. lego. Nie chcą już tego lenistwa.

Mamy też pierwsze przykłady negatywnego uzależnienia od informacji zawartych w Internecie, lub szeroko rozumianej technologii informatycznej. Nie mogę się dostać na stronę Urzędu Dzielnicy w sprawie harmonogramu wywozu śmieci, wpisuję adres i … przycisk nie działa. Telefon nie odpowiada. Jak technika nad nami zdobędzie władzę, to z windy nie wyjdziemy. Ranek w McDonaldzie, mało zatrudnionych, proszą o zamawianie w tablicach, ale we wszystkich nie działa przycisk „zatwierdź”. I ten dramat w oczach.

Z Internetem jest jeszcze jeden problem, nie można wychwycić wielokrotnie, czy dana informacja jest aktualna. Internet zaczyna być zaśmiecony jak przestrzeń kosmiczna, zbocza Mont Everestu czy powierzchnia Pacyfiku. Szukałem sklepów Gerdy i wierzcie mi, ciężko się zorientować, które są czynne, a które skasowane.

Może to wynika z mojego wieku, chociaż w wyszukiwaniach zazwyczaj byłem dobry.

Napisane przez: torlin | 14/06/2020

Polonik z LZ

Ja o tym wiem od wielu lat, ale w końcu nie wszyscy mają za obowiązek znać składy nawet najbardziej słynnych zespołów młodzieżowych. W połowie lat 60. ubiegłego wieku bardzo popularnym zespołem na świecie był The Yardbirds. Grał w nim Eric Clapton, jeszcze wtedy początkujący, oraz Jeff Beck. Nie pamiętam, czy to był „New Musical Express” czy „Billboard„, ale ogłosił on listę najlepszych muzyków świata grających na konkretnych instrumentach. Z zafascynowaniem patrzyłem na pierwsze miejsca, najlepiej na gitarze prowadzącej grał Eric Clapton, na gitarze basowej Jack Bruce, a na perkusji zdaniem redakcji Ginger Baker. I wyobraźcie sobie moją radość, jak zaraz po tym ogłoszono powstanie nowej supergrupy (tak to nazywano) – The Cream.

Ale wracając do naszych baranów, członkiem – założycielem The Yardbirds był basista Chris Dreja (naprawdę Christopher Walenty Dreja), urodzony pod Londynem z ojca Polaka. Jego ojciec Alojzy Dreja urodził się w Przyszowicach koło Gliwic, w 1939 roku przedostał się do Wlk. Brytanii i został lotnikiem w 300 Dywizjonie Bombowym im. „Ziemi Mazowieckiej. No.300 Polish Bomber Squadron była to pierwsza eskadra lotnictwa bombowego Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii.

Dreja w Yardbirds był do samego końca, lecz muzycy byli już zmęczeni ciągłym koncertowaniem. Nastąpiły zmiany personalnie, i w końcu The Yardbirds składał się z czterech muzyków: Robert Plant, Jimmy Page, John Paul Jones oraz John Bonham. Ależ tak, to jest skład Led Zeppelin, występujący wtedy ze względu na zobowiązania kontraktowe pod nazwą The New Yardbirds. To właśnie Page i Dreja (co śmieszne, obaj ówcześnie byli basistami) tworzyli nowy zespół, i kiedy wydawało się wszystkim, że będzie on 5-osobowy z Dreją na pokładzie – Chris niespodziewanie zrezygnował – postanowił zostać fotografem. Jego dziełem jest tylna okładka pierwszego albumu Led Zeppelin (powyżej).

Pytano się go po latach, czy żałuje ówczesnej decyzji – powiedział, że nie. Można powiedzieć, że Dreja miał olbrzymi wpływ na nazwę Led Zeppelin, bo prawa do nazwy The Yardbirds miał on i Page, i kiedy grupa The New Yardbirds zakończyła zobowiązania kontraktowe i występowała dalej pod tą nazwą – Dreja zaprotestował i wymusił na muzykach zmianę nazwy. Tak powstał LZ.

Napisane przez: torlin | 10/06/2020

Punkt W = (2,1). Ile wynosi X w punkcie W?

To jest jakaś paranoja. Tyle lat starano się o przywrócenie matmy na maturze, a teraz zastanawiam się, czy to było w ogóle sensowne. Mówimy – tak nam brakuje inżynierów, techników, ludzi z matematyczno-fizycznym wykształceniem, ale ci piszą matematykę rozszerzoną. Po co dawać takie zadania, które ja rozwiązuje w pamięci. Jak dotąd doszedłem do szesnastego i się załamałem. Równania tworzone w blogu mogą być nieczytelne, w związku tym TUTAJ jest arkusz zadań. Oto niektóre kwiatki, z których pierwsze jest najpiękniejsze:

  1. zad. nr 4. Cenę x pewnego towaru obniżono o 20% i otrzymano cenę y. Aby przywrócić cenę x, nową cenę y należy podnieść o: A. 25%, B. 20%, C. 15%, D. 12%. Bez rozwiązywania widać, że musi być większa od 20, czyli odpowiedź A.
  2. zad. nr 7-9. Funkcja kwadratowa f jest określona wzorem f(x)=a(x-1)(x-3). Na rysunku przedstawiono fragment paraboli będącej wykresem tej funkcji. Wierzchołkiem tej paraboli jest punkt W = (2,1).

3. Zadanie 7. Współczynnik a we wzorze funkcji f jest równy A. 1, B. 2, C. -2, D. -1. Jakiś obłęd, to się rozwiązuje w pamięci, wystarczy do wzoru podstawić dane punktu W i wychodzi D = -1.

4. Jeszcze lepsze jest zadanie 8 dot. tego samego już podanego rysunku – Największa wartość funkcji f w przedziale 1, 4 jest równa – jak myślicie – dlaczego 1, jak się ma wyrysowany już rysunek poglądowy?

5. Zadanie 9 jest wstrząsająco trudne – Osią symetrii paraboli będącej wykresem funkcji f jest prosta o równaniu: już nawet nie będę pisał, bo to jest żałosne.

6. Zadanie 10. Równanie x(x-2)=(x-2)² w zbiorze liczb rzeczywistych A. nie ma rozwiązań. B. ma dokładnie jedno rozwiązanie: x=2, C. ma dokładnie jedno rozwiązanie: x=0, D. ma dwa różne rozwiązania: x=1 i x=2. No to jest rzeczywiście tragiczne, można to rozwiązać na trzy sposoby, ale ten najbardziej łopatologiczny jest najlepszy. Wymnażamy – x²-2x=x²-4x+4 czyli 2x=4, to x=2. Skomplikowanie tego zadania jest wstrząsające.

7. Spodobało mi się zadanie nr 13 – Proste o równaniach y=(m-2)x oraz y=3/4x+7 są równoległe. Wtedy itd. Ludzie – m-2= 3/4 to m=11/4. Po co dawać takie zadania? Chyba, że liczą na to, że maturzyści nie wiedzą, że równoległe mają ten sam współczynnik a lub m jak w tym zadaniu.

8. A szesnaste? Cudowne. Punkt A=(1/3,-1) należy do wykresu funkcji liniowej f określonej wzorem f(x)=3x+b. Po wielogodzinnych przemyśleniach podstawiamy y pod y, a x pod x i wychodzi nam b=-2.

Dalej jeszcze nie rozwiązywałem. Ale jeżeli trudności na maturze mają być tak straszne, to ja proponuję zlikwidować tę matematykę na tym egzaminie. To jest taki banał, że egzaminy ósmoklasistów są trudniejsze. Z polskiego powinno być pytanie, jak się nazywa autor „Wesela” z informacją, że jego nazwisko można skojarzyć z wyrazem „wyspiarski”, a na imię ma tak samo jak Moniuszko.

Napisane przez: torlin | 08/06/2020

Czysta barwa i ruch

Chciałem Wam opowiedzieć o obrazie widniejącym na mojej tapecie, jest to dzieło Gino Severiniego „Le marchand d’oublies – Avenue Trudaine” z 1908 roku. Nie znam francuskiego, tłumacz mi nie pomaga, przypuszczam że to będzie „Handlarz starociami”, „…wspomnieniami, lub „…rzeczami zapomnianymi”. Czytelnicy orientujący się trochę w temacie są zapewne zdziwieni, skąd taki obraz u Severiniego, futurysty i wielbiciela kubizmu. Ale w końcu każdy człowiek był kiedyś młody i Severini zanim namalował swoje najsłynniejsze dzieła miał przygodę z neoimpresjonizmem i dywizjonizmem (pointylizmem).

Biedny jak mysz kościelna Gini Severini przybywa do Paryża, wynajmuje mieszkanie na Montmartrze, mając za sąsiadów Modiglianiego, Picassa czy Braque. Razem ze świeżo poznanym Umberto Boccionim odwiedził pracownię Giacomo Balli, gdzie zachwycił się nową techniką malarską – dywizjonizmem. Nie muszę dodawać, że cała trójka w przyszłości podpisze „Manifest futurystyczny” i będzie malowała wspaniale obrazy, ale wspomnienia dywizjonizmu będą widoczne na prawie każdym z nich.

No dobra Torlin, ale co to jest u diaska ten dywizjonizm? Był to nowy sposób malowania obrazów, rzeczywiście postimpresjonistyczny. Impresjoniści mieszali farby i tworzyli przepiękne obrazy w postaci wielobarwnych kropek, tymczasem dywizjoniści stawiali kropki lub leciutkie pasemka czystych, niewymieszanych kolorów, tak aby one oszukały ludzkie oko i utworzyły wielobarwną mieszankę. Było to związane z nowymi odkryciami dotyczącymi palety barw widma słonecznego, dywizjonizm jest to koncepcja, zaś pointylizm jest to metoda malarska.

Dla mnie ten powyższy obraz jest wstępem do późniejszych osiągnięć malarskich futurystów dotyczących ruchu, pokazujących pęd w obrazie. Na ten temat napisałem kiedyś notkę pod pięknym tytułem: „Koń ma nie 4 nogi, tylko 20, a rozpędzony samochód jest piękniejszy od Nike z Samotraki„, w którym zamieściłem dla mnie najpiękniejszy obraz futurystów włoskich, „Dynamizm psa na smyczy” Balla.

Dla mnie drzewa przy Avenue Trudaine się ruszają, liście migocą od słońca, a wiatr przekazuje do naszych zmysłów kalejdoskop kolorów.

 

 

 

Older Posts »

Kategorie