Napisane przez: torlin | 01/12/2020

Kamieńczyk jako antidotum

Dzisiaj notka będzie spokojna jak Bug pod Kamieńczykiem. Nie wytrzymałem nerwowo w domu, mam już tak dość, że po prostu nie daję sobie rady z własnymi nerwami. Rozumiem, że moja sytuacja jest i tak dobra, mam syna z synową i wnuczkami piętro wyżej, niedaleko Las Kabacki, a zajęty jestem, bo gotuję dla nich co drugi dzień (są oboje strasznie zapracowani). Pod pretekstem ładowania akumulatora postanowiłem wyjechać gdzieś samochodem. Mój wóz krąży non-stop na trasie dom-Lidl, co daje gdzieś półtora kilometra na cykl, więc akumulator zaczął mi mówić: „sprawdzam”. Moje dzieci pozwalają mi być w Lidlu, w Lesie Kabackim i u córki, tak że z przyjemnością wybrałem się na wycieczkę. Obiecałem, że nigdzie nie będziemy wchodzić, pojedziemy jedynie na łono przyrody.

Wziąłem I. i pojechaliśmy na zasadzie „palec trafia w punkt na mapie”, miał być Bug (I. mieszka na Tarchominie Mieszkaniowym), to był Bug, i Liwiec na dodatek (u góry na moim zdjęciu Liwiec wpływa do Bugu – zdjęcia do dowolnego wykorzystania).

Pojechaliśmy do Kamieńczyka koło Wyszkowa, 70 kilometrów w jedną stronę. Przepiękna wycieczka, około 0 st., kaczki, wierzby, powykrzywiane drzewa, wspaniałe powietrze i kompletna pustka (spotkaliśmy jedną młodą parę i faceta z psem). Postawiliśmy samochód niedaleko rynku i przeszliśmy wzdłuż Bugu i Liwca wałami przeciwpowodziowymi aż prawie do mostu (czyli ulicy Mostowej na mapie – mostu nad Liwcem).

Bardzo dużo dał mi ten wyjazd. Zauważyłem, że ludzie coraz ciężej radzą sobie z konsekwencjami psychicznymi w trakcie epidemii. Ja osobiście próbuję nie zwariować. I tylko ten widok płynącego Bugu, uspokajający, kojący. Niech ta rzeka zostanie taka, jaka jest.

Napisane przez: torlin | 28/11/2020

Koncert fortepianowy amazonki burzy

TU NACIŚNIJ

A ja znowu o muzyce. Pamiętacie, jak dawałem u siebie wspaniały filmik związany z przebojem Bitelsów „While My Guitar Gently Weeps” (kompozycja Harrisona) z cudownym rysunkiem – dzisiaj wielki przebój Doorsów „Riders on the Storm”. Grupa twierdzi, że była to kompozycja zespołowa, ale widać tutaj i czuć rękę Ray Manzarka, założyciela i klawiszowca grupy „The Doors”.

Oszalałem przy tym wykonaniu. Dopiero ten pokaz w stylu koncertu fortepianowego pokazuje niewyobrażalne piękno tego utworu. Dziewczyna przyjęła nick Gamazda, jest śliczna i miała pomysł na wykonanie tego utworu. Uwielbiam tę młodzież, która porywa się na rzeczy trudne, ale piękne, pokazując to w sposób często kontrowersyjny.

Ale należy zdradzić – kto zacz! Ta wspaniała dziewczyna jest Rosjanką, nazywa się Aleksandra Kuźniecowa, ma 32 lata, ukończyła Konserwatorium Moskiewskie Czajkowskiego w klasie fortepianu, gra od 3 roku życia i widać po coverach, jaką radość stanowi dla niej granie.

Dzisiaj poważna muzyka rozrywkowa zagląda do filharmonii, utwory Bitelsów mają w tym wielki udział. Ale pamiętajmy o tym, że już od lat 60. wielkie zespoły nagrywały swoje piosenki z prawdziwymi orkiestrami – to nie jest o rocku symfonicznym, bo ten tylko nawiązywał w swoich kompozycjach do muzyki poważnej, ale nagrywane były najczęściej samodzielnie. 24 września 1969 r. Deep Purple wystąpił wspólnie z Royal Philharmonic Orchestra w Royal Albert Hall.

A amazonka burzy? Bardzo ciekawe zestawienie muzyki moich czasów wraz z ciekawym pomysłem zaprezentowała strona ultimateclassicrock.com pisząc:

„Niewiele rzeczy, jeśli w ogóle, walczy z pochmurnym bluesem lepiej niż dobre piosenki na deszczowe dni. Niezależnie od tego, czy wolisz odpocząć w domu, czy pójść na spacer w deszczu, świetna playlista pomoże Ci przetrwać burzę. Zamknij więc okna, trzymaj parasolkę pod ręką i wybierz się w mokrą i dziką podróż z listą 10 najlepszych utworów na deszczowe dni Ultimate Classic Rock” (przepraszam, tłumaczenie Googla).

  1. „Fool in the Rain” – Led Zeppelin
  2. „Have You Ever Seen the Rain?” – Creedence Clearwater Revival
  3. „Rain” – The Beatles
  4. „November Rain” – Guns N’ Roses
  5. „Rock You Like a Hurricane” – Scorpions
  6. „Thunderstruck” – AC/DC
  7. „Riders on the Storm” – The Doors
  8. „Rainy Day Women #12 & 35” – Bob Dylan
  9. „Let it rain” – Eric Clapton
  10. „Rainy Day, Dream Away” – The Jimi Hendrix Experience

Lista TA jest z 2011 roku. A mnie bez przerwy chodzi po głowie „Deszczowa piosenka„.

————————

NACIŚNIJ TU

A ponieważ jestem wielbicielem Joana Chamorro, postanowiłem dać Wam do posłuchania nowe dwie dziewiętnastoletnie gwiazdki z jego stajni, nazywają się Joana Casanova (ta to ma nazwisko) (ta z lewej) i Alba Armengou (ta po prawej – a ta z kolei ma imię, jak pralnia). Przypominam, że Joan jest katalońskim odkrywcą zdolnej młodzieży, jego największym odkryciem jest Andrea Motis – z brytyjskiej Wiki: „Joan Chamorro to hiszpański muzyk jazzowy i nauczyciel muzyki. Gra na saksofonie, klarnecie, flecie, kornecie i kontrabasie. Jest założycielem i dyrektorem zespołu Sant Andreu Jazz Band. Opracował własną metodę nauczania”.

A w ogóle to Motis jest w ciąży.

Ps. Tak sobie pomyślałem, że nie wszyscy rozpoznali utwór śpiewany przez Katalonki, jest to chyba najsłynniejszy utwór bossa novy Elis Reginy, z cudownym tekstem – udało mi się znaleźć tłumaczenie TU oraz oryginalne wykonanie. A czym się różni bossa nova od samby? Bossa nova to najbardziej wyrafinowana odmiana samby, miód i balsam dla ucha, ukojenie nerwów, a jednocześnie rytm i swing,

Napisane przez: torlin | 25/11/2020

Czynność ciągła – zamawianie mebli

Powiem szczerze, że przeczytałem artykuł w GW i nic z niego nie zrozumiałem. Postanowiłem poszukać innych artykułów na ten temat, ale okazuje się, że ten skrót ludzie z branży zupełnie inaczej widzą niż Sara López Letón z „El País” 22 listopada 2020 roku. Wikipedia angielska przekierowała mnie z XaaS na „Cloud computing” i mówi o chmurze. W jej kontekście jest oczywiście mowa o bezpośrednim dostępie do usług, ale nigdzie nie mogę znaleźć potwierdzenia słów Pani Letón:

„Przemysł rozrywkowy był pionierem w tej dziedzinie, ale teraz subskrypcje są już wszędzie: zestawy kosmetyczne, maszynki do golenia, pieluchy, prezerwatywy, media, moda, biżuteria, transport, jedzenie, hotele, fitness…”.

Subskrypcja jako model płatności w Wikipedii opisana jest jako:

„model płatności za produkty i usługi będący formą pośrednią pomiędzy abonentem a modelem przedpłaconym. Subskrypcje od abonamentu odróżnia brak konsekwencji formalno–prawnych po zaprzestaniu w dowolnej chwili korzystania z usługi lub zakupu produktu, a od modelu przedpłaconego cykliczna opłata automatycznie pobierana z konta użytkownika na którą wyraża on jednorazowo zgodę. Wśród sklepów subskrypcyjnych można wyróżnić dwie formy: model discovery (odkrycie) oraz model convenience (udogodnienie). Forma discovery jest modelem odkrywczym. Klient decyduje się na zamówienie regularnej oferty danego usługodawcy znając jedynie jego ogólny profil usług i nie wiedząc dokładnie, jakie produkty zawierać będzie pojedyncze zamówienie. Model convenience opiera się na cyklicznym zamówieniu tego samego produktu lub usługi”.

Jeżeli mógłby mi ktoś wytłumaczyć, na czym może polegać subskrypcja maszynek do golenia, biżuterii czy prezerwatyw? Rozumiem, że kluby fitness to prowadzą, centra medyczne jak mój Luxmed, i że to różni się od kart lojalnościowych. Ale jak można „netflixować” meble? Inaczej mówiąc dociera do mnie, że można kupić sobie stały dostęp do towarów i usług, które są niezbędne non-stop, poprzez zapłacenie stałej kwoty abonamentu. Ale w zestawach kosmetycznych? Rozumiem też abonament na np. samochody, rowery, hulajnogi w związku z tym, że powstały „nowe nawyki pokolenia konsumentów, które woli formę abonamentową od posiadania produktu”. Ale to tylko w sytuacji „ciągłej” – ale meble?

Ktoś to potrafi mi wytłumaczyć?

Napisane przez: torlin | 22/11/2020

Piękno Poland z surową ekonomią w tle

Może zacznijmy od wiadomości encyklopedycznych, państwo Kiribati, olbrzymie państwo leżące na 4 półkulach, ma również swoją największą wyspę, a jednocześnie największą wyspę koralową świata – Kiritimati. Na wyspie tej jest pięć wiosek, z których trzy noszą wdzięczne nazwy Poland, London i Paris. „Nasza” ma 350 mieszkańców, kościół katolicki i szkołę podstawową. Ludność wysp boi się przede wszystkim dwóch niebezpieczeństw: zalaniu wysp przez wody Oceanu Spokojnego po ociepleniu się klimatu i „zalaniu” przez plastikowe śmieci. W okolicy Poland brak również drogi dojazdowej, wody pitnej, a palmy kokosowe ostatnio rodzą mniej owoców.

I raptem wioska Poland stała się bardzo ważna dla jej dużej imienniczki. Rozpoczęło się to od filmu dokumentalnego „I care for Poland” o wiosce z przeznaczeniem na konferencję klimatyczną w Polsce. Naprawdę, obejrzenie tego filmu sprawiło mi wielką radość. Ale powiem, że jeszcze większą frajdę miałem oglądając film z kręcenia powyższego dokumentu, pod nazwą „Making-of filmu „I care for Poland„”. Zastanawiam się tylko, czy pod względem ekonomicznym warto było na drugi koniec świata wysyłać olbrzymią ekipę z wielką ilością sprzętu, drogimi kamerami. Ja rozumiem – prestiż, Konferencja Klimatyczna ONZ, ale nakręcenie 20 godzin filmu, z którego montażysta ma wyciąć i sklecić 8 minut – jest dla mnie jednak przesadą. Zdaje się, że ekipa zrobiła sobie piękne wakacje na koszt podatnika – co nie zmienia faktów, że film jest przepiękny. Ale dokładnie takie same filmy kręci grupa polskich podróżników, sami, z małym dronem i małymi pieniędzmi.

A to wszystko to przyszło mi na myśl, gdy przeczytałem o pracy dyplomowej Agnieszki Witkowskiej, bronionej w Akademii Sztuk Pięknych, w Pracowni Przestrzeni Publicznych u prof. ASP dr hab. Jana Sikory. Jej „Poland for Poland” jako pomost między kulturami jest ciekawą propozycją, szczególnie że było to wszystko uzgadniane ze społecznością Poland i Ministerstwem Spraw Zagranicznych Kiribati.

Uważam, że tak duże państwo może bardziej zaangażować się w małą pomoc rodakom (i nie tylko) rozrzuconym po świecie. Nasz „ambasador” w Naddniestrzu Roman pokazywał np. zaniedbany cmentarz polski w Raszkowie, miejscowości tak bliskiej Polakowi. Tutejsi Polacy jak mogą tak starają się go porządkować, pielić, ale to jest ponad ich siły. Sądzę, że wynajęcie w Raszkowie dwóch ludzi ze sprzętem kosztowałoby mniej niż wysłanie 1 osoby na Kiribati.

Napisane przez: torlin | 19/11/2020

137 885 348 „D.ü.A.”

137 885 348 odsłon teledysku, 2,6 mln łapek w dół, 92 tys. pollice verso, zamieszanie w Niemczech, oburzenie w Izraelu, a do tego ten nieszczęsny wirus.

Niemiecka grupa Rammstein nagrała 28 marca 2019 roku utwór i teledysk pod nazwą „Deutschland” i natychmiast świat podzielił się na dwie grupy: zakochanych i nienawidzących. Ten teledysk (moim zdaniem) jest tak potwornie antyniemiecki, że zażartowałem w tytule: „137 885 348 „Deutschland über alles”” (zauważyliście, że D.ü.A. jest w cudzysłowie?). Chciałbym zobaczyć, jakby w Polsce ktoś nagrał taki utwór o historii Polski. Czego tu nie ma: Bitwa w Lesie Teutoburskim w 9 roku n.e., NRD, Sigmund Jähn, Oświęcim, rakiety V-2, sterowiec „Hindenburg”, palenie książek, kler i hiperinflacja. Tekst utworu nazwałbym minimalistycznym:

Wy (macie, macie, macie, macie)
Wiele razy płakałyście (płakałyście, płakałyście, płakałyście, płakałyście)
W duszy podzielone (dzielone, dzielone, dzielone, dzielone)
Zespolone w sercu (zespolone, zespolone, zespolone, zespolone)
My (jesteśmy, jesteśmy, jesteśmy, jesteśmy)
Jesteśmy razem już bardzo długo (jesteście, jesteście, jesteście, jesteście)
Wasz oddech zimny ( tak zimny, tak zimny, tak zimny, tak zimny)
Płonące serce (tak gorące, tak gorące, tak gorące, tak gorące)
Wy (możecie, możecie, możecie, możecie)
Ja (wiem, wiem, wiem, wiem)
My (jesteśmy, jesteśmy, jesteśmy, jesteśmy)
Oni (zostaną, zostaną, zostaną, zostaną)


Niemcy – moje płonące serce
Chce Was kochać i potępić
Niemcy – wasz oddech zimny
Tak młode – a jednak tak stare
Niemcy!


Ja (masz, masz, masz, masz) lub (musisz, musisz, musisz)
Nie chcę Was opuszczać (płaczecie, płaczecie, płaczecie, płaczecie)
Można Was kochać (kochasz, kochasz, kochasz, kochasz)
A chce się nienawidzić (nienawidzisz, nienawidzisz, nienawidzisz, nienawidzisz)
Aroganckie, wyniosłe
Przejąć, narzucić
Zaskoczyć, najechać
Niemcy, Niemcy ponad wszystkimi


Niemcy – moje płonące serce
Chce Was kochać i potępić
Niemcy – Wasz oddech tak zimny
Tak młode – a jednak tak stare
Niemcy – wasza miłość
Jest przekleństwem i błogosławieństwem
Niemcy – mojej miłości
Nie mogę Wam ofiarować
Niemcy!
Niemcy!


Wy
Ja
My
Oni
Wy (przytłaczające, zbyteczne)
Ja (nadludzki, obrzydzony)
My (kto wysoko sięga, ten nisko upada)
Oni (Niemcy, Niemcy ponad wszystkimi)


Niemcy – moje płonące serce
Chce Was kochać i przekląć
Niemcy – Wasz oddech zimny
Tak młode – a jednak tak stare
Niemcy – wasza miłość
Jest przekleństwem i błogosławieństwem
Niemcy – mojej miłości
Nie mogę Wam ofiarować
Niemcy!

Zespół wystąpił w Chorzowie w 2019 roku i miał wystąpić na Stadionie Narodowym w tym roku, ale wirusik… Zespół był tak oczarowany podjęciem przez polskich fanów, że obiecał, że w następnym tournee zahaczy koniecznie o Polskę (jest mowa o 2021). Nie wiem, czy zauważyliście, że jeżeli mówię o muzyce której nie lubię, to wymieniam disco, rap, techno, ale nigdy nie wymieniłem metalu. Black Sabbath, protoplastę heavy metalu wprost uwielbiałem.

Napisane przez: torlin | 16/11/2020

To jego kłopot, czy kobiet

Ostatnio coś bardzo często zahaczam o Woody Allena. Po pierwsze wyszły jego wspomnienia pt: „A propos niczego. Autobiografia”, po drugie obejrzałem jego ostatni film: „W deszczowy dzień w Nowym Jorku” („A Rainy Day in New York”).

Jakie przepotworne kompleksy muszą mieć ci mali żydowscy intelektualiści/artyści jak Polański czy właśnie Allen, że 1. mają skłonności do bardzo młodych dziewcząt; 2. pokazują kobiety z najgorszej strony pod względem seksu. Dawniej tego nie było, ale Allen jako starzec zaczyna mieć obsesje na punkcie kobiet, ostatnie jego produkcje zaczynają być porażające pod tym względem (chociaż pod względem artystycznym stawiam je o wiele wyżej niż dawne).

Podsumowaniem mojej opinii o Woody Allenie było przedstawienie kobiet w ostatnim filmie, prostytutki, bardzo łatwe kobiety (jedna jest normalna). Szczególnie zaskoczyła mnie scena… – ponieważ jest to spoiler, to daję to na samym końcu, aby nie czytali tej informacji ci, którzy mają chęć ten film obejrzeć. Przecież jak na spokojnie spojrzymy na rzecz genialną, za jaką uważam: „O północy w Paryżu”, to główna bohaterka żyje na granicy sponsoringu, prostytucji i rozpasania seksualnego. Od razu mówię, że nie wszystkie kobiety takie są w jego filmach, mamy przykład Gabrielle w Paryżu i Chan Tyrell w Nowym Jorku, przedstawione jako najnormalniejsze osoby płci piękniejszej.

Zastanawiam się nad przeczytaniem tej autobiografii, nie chcę czytać o robieniu nagich zdjęć własnej córce (wiem, że zaadoptowanej). Cytat z książki: „Tak, lubiłem dziewczęta. Co mam lubić, tabliczkę mnożenia?” Proszę kobiety, żeby się na mnie nie obraziły, ale ja za długo żyję i za dużo widziałem (w sensie nie – „widziałem”, ale byłem „świadkiem okoliczności”), żebym nie wiedział, do czego zdolne są dziewczyny. Ale naprawdę pokazywanie tylko takich kobiet świadczy o jakichś kompleksach.

Ps. „Nieracjonalnego mężczyzny”, „Śmietanki towarzyskiej” i „Na karuzeli życia” (z ostatnich filmów) nie widziałem.

Ps. 2 A „W deszczowy dzień w Nowym Jorku” bardzo mi się podobał. To jest jednak dla mnie wielki reżyser.


Szczególnie zaskoczyła mnie scena, w której bohaterka znajduje się raptem w mieszkaniu wielkiego i uwielbianego gwiazdora. Mówi do siebie (cytuję z pamięci): „on chce się kochać ze mną, będę miała co opowiadać wnukom”, zaprowadzona do sypialni zaczyna się od razu sama rozbierać. Ona, córka właściciela banków, chcąca zostać dziennikarką i mająca szansę na bycia sławną i poważaną, bo mającą do tego zawodu inklinację, za życiowy sukces uważa zerż…..e przez słynnego aktora.

Napisane przez: torlin | 13/11/2020

Dwa lektoraty

Jakiś rok temu rozpocząłem szaleństwo, zacząłem się uczyć dwóch języków obcych naraz. Cała sprawa wybuchła muszę powiedzieć trochę dziwnie, zapragnąłem się uczyć włoskiego, uwielbiam ten kraj, ludzi, jedzenie, język. Poszedłem na swoją uczelnię (SGH) we wrześniu 2019 roku i dowiedziałem się, że na Uniwersytecie III Wieku jest kurs włoskiego od zera, ale tak naprawdę go nie ma, bo nie ma chętnych. Ale za to jest kurs angielskiego. Włoski to serce, a angielski to rozum, więc się zapisałem. Minęły trzy miesiące i skompletowała się zerowa grupa chętna uczyć się języka włoskiego.

Co robić? Postanowiłem ciągnąć póki co dwa języki, zostawiając na później podjęcie decyzji wyboru. I tak dotrwałem do pierwszego lockdownu. Uczelnia pozamykała wszystko i ku mojemu zdziwieniu od października tego roku kursy zaczęły być prowadzone w systemie on-line. Nie napisałem, że terminy kursów się tak ułożyły, że włoski mam w czwartki od 13 do 15, a angielski tego samego dnia od 15.20 do 17. I teraz w domu mam to samo.

Na zajęciach off-line na uczelni na włoskim ze mną było 5 osób, a na angielskim 22, teraz na włoskim ze mną są trzy osoby, a na angielskim cztery (dzisiaj – piszę w czwartek wieczorem – też były trzy). Zmusza to nas – ta sytuacja (nie ukrywam – korzystna) do wielkiej koncentracji, co chwila musimy coś mówić, czytać, uzupełniać. Już się nauczyłem, że włoskiego uczę się i odrabiam lekcje we wtorek, a angielski jest środowy. W czwartek przed spotkaniami idę do lasu połapać trochę endorfin.

Po każdym spotkaniu czuję olbrzymie zadowolenie, czuję się wręcz szczęśliwy. I nie musiałem wybierać, podejmować decyzji. Te języki pewnie już mi się nie przydadzą, ale wewnętrzna euforia zostaje. Szczególnie, że zostałem domowym kucharzem mojego syna, co drugi dzień nie wychodzę z kuchni i gotuję dla 4 osób + Torlin.

Pewnie Was zainteresuje, że spotkania mam w różnych programach, włoski mam w Google Meets, a angielski w MS Teams. I na starość postanowiłem zostać poliglotą, nie mając zdolności do nauki języków obcych.

Napisane przez: torlin | 09/11/2020

Annuszka

Coś cudownego pod względem intelektualnym spotkało mnie podczas Marszu Kobiet. Otóż w reportażach z tego Marszu obok innych wspaniałości dostrzegłem napis „Annuszka wylała olej”. Proszę mi powiedzieć, ilu Polaków zorientowało się, o co chodzi tej Annuszce i kto zacz! Widać, że to demonstrowała inteligencja. To może ja pomogę. Rzecz jest z „Mistrza i Małgorzaty” Mistrza Bułhakowa. Jak się to arcydzieło rozpoczyna?

„Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Płudach zjawiło się dwu obywateli”.

Szatan podczas wizyty w Związku Radzieckim przedstawia się imieniem Woland. Na Patriarszych Płudach w Moskwie Szatan (Woland) spotyka dwóch pisarzy – Michaiła Berlioza i Iwana Bezdomnego i ostrzega tego pierwszego:

„Annuszka już kupiła olej słonecznikowy, i nie dość, że kupiła, ale już go nawet rozlała. Tak więc zebranie się nie odbędzie”.

Annuszka zwana popularnie Gangreną rozlała olej słonecznikowy na torach tramwajowych, Berlioz poślizgnął się, upadł i tramwaj obciął mu głowę. I zebranie nie odbyło się. A świadek zdarzenia poeta Bezdomny trafia do szpitala psychiatrycznego. Proroctwo, od którego nie ma odwrotu.

Ale tego rodzaju metafory, pomijając fakt, że dla 99% społeczeństwa są nieczytelne, bywają niebezpieczne. W zrozumieniu osoby piszącej/niosącej ten transparent to oni są tą Annuszką rozlewającą olej, na którym PiS się poślizgnie i społeczeństwo utnie mu głowę. A co będzie, jak to PiS jest tą Annuszką?

Napisane przez: torlin | 06/11/2020

Squad

„Drużyna” to rzecz najpiękniejsza w Stanach Zjednoczonych. Tak nazywają ludzie cztery kongresmenki będące solą w oku Republikanów. Wszystkie cztery bez trudu zdobyły powtórne nominacje. Pierwsza z lewej to Rashida Tlaib, Palestynka urodzona w Detroit w stanie Michigan. Druga to Ilhan Omar pochodzenia somalijsko-jemeńskiego, urodzona w Mogadiszu, reprezentantka stanu Minnesota,, trzecia to największa gwiazda, o której już pisałem – Alexandria Ocasio-Cortez z pochodzenia Portorykanka, członkini Izby Reprezentantów z 14. okręgu stanu Nowy Jork. Czwarta i pierwsza z prawej to czarnoskóra Ayanna Pressley, przedstawicielka Bostonu (Massachusetts).

To o tych dziewczętach urzędujący (mam nadzieję, że już niedługo) niejaki T. wypowiadał się ze swoim wdziękiem: „To bardzo ciekawe, jak te niby-postępowe, demokratyczne kongresmenki pochodzące z krajów, których rządy to całkowita, totalna katastrofa, najgorsze, najbardziej skorumpowane i nieudolne rządy na świecie, dziś głośno i złośliwie mówią mieszkańcom Stanów Zjednoczonych, przedstawicielom najwspanialszego i najpotężniejszego narodu świata, jak rządzić naszym krajem. Może niech lepiej wrócą do siebie i naprawią te totalnie dysfunkcyjne i przesiąknięte przemocą miejsca, z których pochodzą. A potem niech przyjadą i pokażą nam, jak to się robi”.

Ale wszyscy przypuszczają, że niedługo będzie ich piątka, do Senatu dostała się bowiem transpłciowa polityczka ze stanu Delaware – Sarah McBride. Są to dziewuchy niedające sobie w kaszę dmuchać, i ku przerażeniu Republikanów wygrywające z dużą przewagą nad swoimi przeciwnikami.

Napisane przez: torlin | 03/11/2020

Na wiełosipedzie poręczniej

A może sobie pojeździmy na rowerze? W Belgii, w prowincji Limburgia we Flandrii, w rezerwacie De Wijers, w Park Bokrijk otwarto ścieżkę rowerową w poprzek jeziora, poniżej lustra wody. Ścieżka ma 212 metrów długości i 3 metry szerokości. Można sobie o niej poczytać TU, ale zastanawiający jest jedyny komentarz do artykułu: „Ciekawe czy podczas intensywnych opadów deszczu także można korzystać z tej ścieżki?”

Jestem wielbicielem ciekawych rozwiązań architektonicznych. A może tak pojechalibyśmy do Eindhoven, do Holandii?

Spotkamy tam okrągłą trasę rowerową. Trzeba przyznać, że robi wrażenie.

A czy może być coś piękniejszego, niż jazda autostradą rowerową w Kopenhadze?

Wróćmy na nasze podwórko – a my po swojemu, po polskiemu. Ścieżka rowerowa pod Wrocławiem.

Older Posts »

Kategorie