Napisane przez: torlin | 06/12/2016

Nieżyjący już niestety moi mistrzowie

keith-emerson

Ta notka powinna się była ukazać 1 listopada. Nie wiem dlaczego, ale zrobiło mi się smutno, i to teraz, w grudniu, a nie w Dniu Zmarłych. Runęły we mnie trzy wiadomości/fakty, i to spowodowało nostalgię. Wpadł mi w ręce dodatek GW: „Którzy odeszli”, dowiedziałem się o śmierci Tadeusza Chmielewskiego, i sprzątałem/układałem swoje płyty i w rękę wpadły mi nagrania Emerson, Lake & Palmer.

Dodatek papierowy do GW robi na inteligencji mającej sporą płaszczyznę zainteresowań piorunujące wrażenie: reżyserzy i aktorzy: Andrzej Wajda, teraz Chmielewski, Żuławski, Kopiczyński, Kondratiuk, Kociniak, Dziki; politycy: Peres, Genscher, Schmidt, Gilowska, Kiszczak; pisarze: Umberto Eco, Dario Fo, Peter Scaffer, Karl Dedecius, Kertesz, Czubaszek; mistrzowie muzyki: Keith Emerson, Bowie, Glen Frey (z The Eagles), Loranc, Muniak, Natalie Cole, Prince, Ekiert, Kaczyński; świat sportu: Cruyff, Ali, Niemczyk,Średnicki, Zagórski Andrzej Kowalczyk (słynny trener koszykówki), Maldini, Kempny, Edmund Piątkowski, Torres, i dziennikarze, szczególnie „Polityki”, których znałem osobiście, Pani Janina Paradowska i Pan Piotr Adamczewski. Muszę dodać tutaj Prof. Tazbira i Szackiego, Krzysztofa Millera, Michała Jagiełłę oraz ludzi Kościoła: Macharskiego i Gocłowskiego.

umberto-eco

Powiedzmy sobie szczerze, na temat 70% tych nazwisk można by zrobić osobną notkę, to są nazwiska monumentalne. Ale ja wybrałem dwa, które miały – moim zdaniem – największy wpływ na moją osobowość. Moje fascynacje muzyczne, gust, powiedziałbym wręcz nieskromnie – wyrafinowanie – zawdzięczam Keithowi Emersonowi. Przyjęło się przy tym dodawać – z Emerson, Lake & Palmer, ale tak naprawdę ukształtowało mnie najpierw The Nice. U nich poznałem piękno muzyki, często trudnej, i jednocześnie absolutne wariactwo ogarnęło mnie na punkcie muzyki poważnej. W czasach EL&P to już było apogeum. Kiedyś napisałem piękną notkę na jego temat, ale zaginęła ona niestety wraz z likwidacją mojego blogu w Interii. Pamiętam, że duży komentarz dał na ten temat Zeen, jak czyta, to niech potwierdzi.

Drugą osobą, która miała duży wpływ na moje życie, w tym wypadku jako czytelnika i wielbiciela książek, był Umberto Eco. Zaczęło się oczywiście od „Imienia róży”, ale później zafascynowany czytałem wszystkie jego rozprawki, felietony, książki.

Muszę dwa słowa napisać na temat dziennikarzy „Polityki”. Jak większość z Was wie przez kilka lat uczestniczyłem aktywnie w blogach dziennikarzy tej redakcji, odszedłem stamtąd z powodu innych blogerów, z którymi nie mogłem się dogadać. Ale będąc zaproszony w 2007 roku na 50-lecie tygodnika „Polityka” miałem szczęście rozmawiać z obojgiem dziennikarzy, a także z red. Passentem (Szostkiewicz był niestety wtedy chory). W tych latach kilkakrotnie rozmawiałem z nimi bezpośrednio, i byłem zawsze szczęśliwy z tych spotkań.

Coś smutna wyszła ta notka. Ale obiecuję, że się poprawię.

Napisane przez: torlin | 03/12/2016

A gdzie kobieta z tandetnych nocnych barów?

the-rolling-stones-honky-tonk-women-london1

Moi Komentatorzy i Czytelnicy świetnie wiedzą, że uwielbiam wypełniać wszelkie ankiety, odpowiadać na pytania, brać udział w quizach, i opracowywać różnego rodzaju zestawienia, np. 10 największych gitarzystów wszechczasów (pisane świadomie razem). Jak przeczytałem w Gazecie Wyborczej (a tak à propos , kupiłem abonament, może trochę wzmocnię swoją ulubioną gazetę) o konkursie na najpiękniejszą piosenkę Stonesów pt. „„Czytelnicy „Wyborczej” wybrali kanon Stonesów. Oto siódemka najdroższych wam piosenek”, to rzuciłem się na wyniki jak Machabeusz na Idumeę, i …

Te wyniki są – moim skromnym zdaniem – takie sobie:

  1. „(I Can’t Get No) Satisfaction”,
  2. Sympathy For The Devil”,
  3. Gimme Shelter”,
  4. Paint It Black”,
  5. You Can’t Always Get What You Want”,
  6. Angie”,
  7. Anybody Seen My Baby”.

Oczywiście, nie mógłby być inny nr 1. Pozycje 1 i 4-7 są nienaruszalne, oczywiście można dyskutować na temat „wysokości” utworu (z wyjątkiem jedynki), ale z listy nigdy bym ich nie usunął. Co innego „Sympathy For The Devil”, utwór znakomicie oddziałujący na koncertach, jest kontrowersyjny i sławny, ale jako piosenka jest – powtarzam, moim skromnym zdaniem – taka sobie. Dokładnie to samo można powiedzieć o poz. nr 3: „Gimme Shelter”.

Tymczasem brak jednego z największych przebojów Stonesów, „Honky Tonk Woman„. Cudowna piosenka o prostytutce?, może raczej kurtyzanie?, damie do towarzystwa? A zamiast „Gimme Shelter” dałbym „Little Queenie”, TUTAJ daję Wam ją w cudownym wykonaniu Chucka Berry’ego. Zresztą „Honky” też pamiętam z dawnych lat, jak ją wykonywali Ike & Tina Turner. Lubiłem w dawnych czasach też „Get Off Of My Cloud”, ale jak teraz posłuchałem, to już mi się tak nie wydaje, że ją lubię.

Relacje pomiędzy Bitelsami a Stonsami były różnorakie, na początku kariery Kamieni spółka Lennon/McCartney pisała dla nich utwory. Później Rolling Stones za wszelką cenę chciało się odróżnić od przyjaciół i zostali tzw. „złymi chłopcami”, pozostawiając Bitelsom bycie tymi dobrymi. Dla mnie największą różnicą pomiędzy tymi zespołami są koncerty i wydania studyjne. The Beatles nagrywało dziesiątkami znakomite przeboje (po wprowadzeniu zespołu do Spotify postanowiłem zarejestrować swoje ulubione przeboje, w końcu okazało się, że jest ich 72), tymczasem Rolling Stonesów mam w Spotify tylko trzy. Za to odmiennie jest na koncertach, Mick Jagger jest nieporównywalny ze stabilnymi Bitelsami, nagrywającymi w formule lat 60., jak the Kings, Herman’s Hermits, Tremeloes czy Moody Blues. Jagger to jest zwierzę estradowe.

Napisane przez: torlin | 30/11/2016

Mój liberalizm jest czasami w stanie szoku

das_schloss_vaduz_thront_rund_120_meter_ueber_der_hauptstadt_vaduz-_vom_staedtle_aus_fuehrt_ein_gut__25864_582d62c385

Mój liberalizm jest czasami w stanie szoku. W centrum świata zachodniego, w XXI wieku istnieje monarchia, jak ze złego snu. Pisałem, że społeczeństwa zwariowały, z określeniem tym wielu z Was się nie zgadzało. A co powiedzieć o mieszkańcach Liechtensteinu, którzy w 1985 roku odmówili kobietom równouprawnienia? Fürst Liechtensteinu ma bezwzględne prawo weta w stosunku do ustaw i wyników referendum, czyli mieszkańcy mogą sobie organizować i glosować, a i tak wszystko zależy od woli księcia. Oznacza to tzw. weto absolutne, książę ma prawo również rozwiązywać parlament bez podania przyczyn.

I wyobraźcie sobie, że te wszystkie aż nadmierne przywileje dali mu … jego właśni mieszkańcy. W referendum w 2003 roku, pod wpływem szantażu księcia, że wyjeżdża do Wiednia na stałe, jeżeli głosowanie nie da mu władzy absolutnej, mieszkańcy Liechtensteinu zagłosowali za swoim władcą.

I w tym momencie władca może sobie robić co chce, np. obowiązkową religią jest katolicyzm, a katolicy nie mają prawa do rozwodu. Przygląda się temu bacznie Komisja Wenecka, która już w 2012 roku pisała, że w Europie demokracja jest jedyną akceptowaną formą rządu i jest warunkiem członkostwa w Radzie Europy i Unii Europejskiej, że istnieje silny i ścisły związek między ochroną praw człowieka a demokratycznym rządem, bo jeżeli on nie istnieje, to niektóre indywidualne prawa nie mają sensu. Tak samo w preambule do Statutu Rady Europy wolność osobista, wolność polityczna i praworządność są zdefiniowane jako wspólne dziedzictwo. i to wszystko à propos Liechtensteinu.

Należałoby w tym momencie dodać, że to właśnie z Liechtensteinu Niemcy wykradli tysiące kont obywateli swojego kraju niepłacących podatków. Nasza Pisowica oczywiście wyje ze szczęścia, że książę odrzucił możliwość aborcji i że rządzi tak jak mu wygodnie, bez oglądania się na demokrację i prawa człowieka.

I to wszystko z centrum Zachodniej Europy. W XXI wieku.

 

 

Napisane przez: torlin | 27/11/2016

Kmicic z piękną anegdotą

kmicic

Piękną anegdotę przeczytałem w książce Sławomira Kopera „Gwiazdy kina PRL”. To, że Olbrychski był prześladowany za chęć pozostania Kmicicem, gdy był w końcu Azją, wiedziałem od dawna, bo byłem tego świadkiem. Ludzie wysiadali z tramwaju, aby z nim nie jechać, podchmieleni osobnicy chcieli mu w knajpach przyłożyć za te myśli, a Olbrychski zawsze szybciej bił niż myślał. Dyskusja w prasie była olbrzymia, ludzie kłócili się przy stołach w rodzinie, jak nie przymierzając dzisiaj PiS z PO, obrażali się na siebie. W kręgach intelektualnych podobna zażartość była po emisji „Popiołów” czy „7 grzechów głównych”. I Olbrychski opowiada, że żalił się na ten temat znakomitemu aktorowi amerykańskiemu Kirkowi Douglasowi, a ten mu odpowiedział tak:

” Kochany, żyjesz w jakimś niebywale pięknym kraju dla aktora. Kiedy ja, jeden z kilku bardzo znanych aktorów Hollywood, gram w filmie pierwszym, drugim, trzecim, to napiszą w prasie: „Douglas był dobry”, albo „Douglas był zły”. I co? Nic, żyję dalej – i to całkiem nieźle… Ale żeby przed zagraniem jakiejkolwiek roli całe społeczeństwo dyskutowało, czy ma grać, czy nie, no to takiego zaszczytu – tak, zaszczytu – jeszcze nigdy nie dostąpiłem… Żeby z powodu filmu wybuchła niemal wojna secesyjna, to mogę ci tylko zazdrościć, że żyjesz w tak pięknym kraju. Jeżeli uważasz, że dasz radę – zagraj”.

pulkownik-matuszewski-wyladowal

Należy sobie zadać to pytanie – czy zwłoki jakiejkolwiek osoby są własnością państwa? Starsi Moi Komentatorzy doskonale wiedzą, że z pułkownikiem Ignacym Matuszewskim, synem Ignacego, jestem bardzo związany emocjonalnie, pisałem na jego temat pracę magisterską w Katedrze Historii Gospodarczej. Jest mi osobą bardzo bliską emocjonalnie, stosunkowo dużo wiem na jego temat , i to, co teraz wyprawia Macierewicz, przyprawia mnie o mdłości.

porazajacy-komitet-honorowy

Otóż pod wpływem Cenckiewicza powstał porażający komitet honorowy ds.  sprowadzenia do Polski prochów pułkownika, należy do niego minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, minister skarbu państwa Dawid Jackiewicz, wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak oraz wspomniany historyk Sławomir Cenckiewicz.

Przeciwko sprowadzaniu prochów pułkownika jest rodzina, m.in.  jego bratanica. Przypominam, że pułkownik Matuszewski ze swą pierwszą żoną miał Ewę, która tak tragicznie skończyła w Powstaniu (pisałem o tym TU), z drugą, Konopacką, nie miał dzieci. Pytam, czy jakiekolwiek państwo ma prawo decydować o przerzucaniu zwłok z jednego grobu do drugiego.

Drugą sprawą jest wyciąganie cytatów z publicystyki Matuszewskiego. Prawica oczywiście podaje fragmenty potwornie antykomunistyczne, pisane głównie pod koniec swojego życia w Ameryce, i wyciąga z nich wspaniałe alegorie: Niezależna: „Nie ukrywajmy, czytając te słowa w 2016 r. nie myślimy tylko o rozprawie komunistów z polskością w latach 40. i 50. W nieunikniony sposób myślimy o tuszowaniu Smoleńska i parkosyzmach nienawiści wobec domagających się prawdy o nim ze strony środowisk „Gazety Wyborczej” czy tygodnika „Polityka”. Myślimy też o braku skrupułów targowiczan z KOD-u, by szkalować własne państwo na całym świecie, skoro władzę przejął w nim znienawidzony obóz niepodległościowy” (tych parkosyzmów świadomie nie poprawiam, chociaż wiem, że jest to literówka, ale symptomatyczna). Matuszewski miał głębokie przemyślenia i sprowadzanie go jedynie do agitatora antykomunistycznego jest niesłychanie upraszczające.

Na koniec – może nie czepianie się, bo to jest zrozumiały skrót myślowy, a jedynie podanie prawdy, Ignacy Matuszewski nigdy nie był w 5 kolejnych rządach Ministrem Skarbu, a jedynie był pełniący obowiązki. Ale to szczegół wobec wszechświata cynizmu ekipy rządzącej.

To jest właśnie kłopot jakiegokolwiek inteligenta wobec prawd objawionych. Im jest łatwo rzucać hasełkami, a tacy jak ja mają kłopot, bo za każdym razem muszą przez co najmniej 10 minut udowadniać, że to nie w pełni było tak. Ale tego już nikt nie chce słuchać. Ważniejszą publicystyką od amerykańskiej, czym się tak strasznie podniecają Cenckiewicze, jest pisanina zamieszczana głównie w „Gazecie Polskiej” za czasów Miedzińskiego. Był twardym sanacyjnym oficerem, jednocześnie bardzo wyraźnie widział błędy ekipy rządzącej, więcej, widział, jak II Rzeczpospolita jest państwem niesprawiedliwym. Jego ojciec, znakomity krytyk literacki, był socjalistą, jego córka Ewa pisała w konspiracyjnym pisemku socjalistów „Płomienie”. Nie mogę również zaprzeczyć, że był zaangażowanym antykomunistą. Bardzo się zmienił po odmowie Sikorskiego, ja go w żaden sposób nie apologizuję, bo jego krytyka układu Sikorski-Majski z punktu widzenia Polski była bez sensu.

To jest za bardzo złożona postać, aby Macierewicz mógł to zrozumieć. Ale w końcu – czy państwo ma prawo zwozić prochy różnych ludzi do Polski, nie pytając rodziny?

Napisane przez: torlin | 21/11/2016

W malinowym chróśniaku bez Leśmiana

lesmian
W malinowym chróśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Senat postanowił.
Senat Rzeczypospolitej postanowił.
Kiedyś słowo senator brzmiało dumnie. „Jestem senatorem Rzeczypospolitej” – mówił Kisiel, i brzmiało to jak żona pastora czy Cezara.

Nasz kochany (niekochany) Senat postanowił ogłosić rok 2017 Rokiem CzegośTam PoKolei:

  • Koronacji Matki Bożej Częstochowskiej, królowej Korony Polski, 300 lat od roku 1717,
  • Conrada-Korzeniowskiego,
  • Józefa Piłsudskiego,
  • Tadeusza Kościuszki,
  • brata Chmielowskiego,
  • bł. Honorata Koźmińskiego,
  • rzeki Wisły.

Jedyny, który odpadł, to Bolesław Leśmian.

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.

Wszystkie moje kulturalne fascynacje legły w gruzach, 30 senatorów było za Leśmianem, 42 przeciw. Jak pisze Magda Umer: ” był kruchy, maleńki, nieładny (ale za to miał śliczną żonę i śliczną długoletnią kochankę – dop. Torlina), niezaradny, chorowity. Mógł i chciał tylko pisać. I nic mu się w życiu (oprócz wierszy) nie udawało”.

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu,
A chróśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

Będę brutalny i bezwzględny. Ja pier……. takie państwo, które przed wojną nie pozwala pochować w Alei Zasłużonych człowieka będącego członkiem Polskiej Akademii Literatury i odznaczonego orderem Polonia Restituta, chociaż taki pogrzeb należał mu się jak psu buda, a ziemia chłopu. A teraz dopuszcza do powrotu najstraszniejszych form nietolerancji. Nie ma na to mojej zgody.

Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady
I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem,
A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady,
Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem.

I można tym kretynom powtarzać po wielokroć, że Matka Boska była również Żydówką. Ten sam proces  dotyczy jego brata stryjecznego, czyli Brzechwy. Moje wnuczki zaczytują się (dokładnie mówiąc mają Czytanie na Żądanie) w wierszach Tuwima i Brzechwy.

Gdy twój warkocz, jak w słońcu wybujałe ziele,
Tchem rozwartych ogrodów mą duszę owionie,
Głowę twą, niby puchar, ujmuję w swe dłonie
I wargami w ślad dreszczu prowadzę po ciele.

Ależ czy były piękniejsze erotyki od leśmianowych? Trzeba być nieprawdopodobnym sk….., aby powiedzieć: „mam w d….. piękno erotyków, jak to pisał żyd”.

Powtarzam, nie ma na to mojej zgody.

(Przepraszam wszystkich za język, wulgaryzmy i emocjonalny wpis).

(W oryginale przedwojennym było „chróśniaku”).

Napisane przez: torlin | 18/11/2016

Właśnie czytam – bardzo lubię Lewandowskiego

konrad-t-lewandowski

Bardzo lubię Lewandowskiego, akurat nie piszę o piłkarzu, tylko o pisarzu. Aktualnie na tapecie nie mam „Śląskiego dziękczynienia”, tylko „Elektryczne perły”, ale chciałem napisać dwa słowa na temat tego pisarza. Uwielbiam kryminałki retro, dziejące się w polskich miastach, jak wszyscy wiecie rozpoczął Marek Krajewski ze swoją serią o wrocławskim Eberhardzie Mocku, Lewandowski skacze po przedwojennych polskich miastach jak konik szachowy: Warszawa, Katowice, Łódź, Poznań. Bardzo przyzwoicie napisane kryminałki, ale mają jedną cechę różniącą je od innych tego typu pozycji. Otóż tym ewenementem jest przyjaźń nadkomisarza Jerzego Drwęckiego z Ziemiańską.

Sama akcja kryminalna po wielokroć jest taka sobie, ale spotkania Drwęckiego z Wieniawą, Fiszerem czy Słonimskim są po prostu przepyszne. W czytanym właśnie tomiku Drwęcki wybrał się salonką Prezydenta RP do Poznania na Targi z grupą przyjaciół, w wagonie siedzieli: Wieniawa, Słonimski, Fiszer, Przybyszewska, Boy, Lechoń, Tuwim, Broniewski, Makuszyński i młody Gombrowicz. W jednym z tomików jest wytłumaczenie, skąd nadkomisarz policji znalazł się w tym gronie, ale już nie pamiętam w którym. Wszystkie rozmowy są tak naturalne, normalne, że wtrącenie nadkomisarza do tego kompletu nie jest żadnym zgrzytem.

Pamięć pozostawia najsłynniejsze nazwiska, ludzi z boku pomija. Widzimy to doskonale po zdjęciach, gdzie na spotkaniach w lokalach czy mieszkaniach prywatnych siedzą wielkie osobowości, ale obok siedzą ludzie, z nazwiskami których podpisujący fotografię mają wielokrotnie kłopot. Sam miałem w swoim życiu taki okres, kiedy znałem słynnych aktorów-imprezowiczów, z którymi spotykałem się. Teraz ten okres jest kultowy, pisze się na temat książki, ale kto tam by pisał o człowieku, którego nikt nie zna. Oprócz tego mnie absolutnie na tym nie zależy.

Dla osób chcących więcej wiedzieć, jak skomplikowane jest pisanie powieści o przedwojennej Polsce – LINK WSPANIAŁY.

Nieokreœlony fotograf Kapucyni warszawscy na cmentarzyku przy ul. Miodwej przy grobowcu gen. Józefa Rautenstraucha (1773-1842), ok. 1855 r.

Podczas przeglądania albumu warszawskiego rzuciło mi się w oczy powyższe zdjęcie z 1855 roku nieznanego fotografa, przedstawiające kapucynów warszawskich na cmentarzyku przy ul. Miodowej przy grobowcu gen. Józefa Rautenstraucha. Józef Rautenstrauch, zaraz zaraz, skąd ja znam to nazwisko. Czy to nie był przypadkiem adiutant Poniatowskiego? I nazwisko kojarzy mi się z jakąś zapomnianą pisarką związaną z Czartoryską w Puławach. I od słowa do słowa zaczęła się rozmowa.

O tempora, o mores! Co to były za czasy, to właściwie tylko przełom XIX i XX wieku mógłby się z nimi równać. Całą notkę powinienem podzielić na trzy osoby, każda jest fascynująca pod innym względem. Jeżeli chodzi o bohatera podstawowego znowu należy zadać kardynalne pytanie, czy to był bohater czy zdrajca:

Józef Rautenstrauch był:

  • synem znaturalizowanego kupca bławatnego,
  • sekretarzem Stanisława Augusta Poniatowskiego,
  • król go nobilitował jako 17-letniego chłopaka,
  • i mianował go porucznikiem, gdy on miał 20 lat,
  • w powstaniu kościuszkowskim, uczestniczył w obronie Warszawy m. in.  pod Powązkami, w 1794 roku został mianowany sztabskapitanem jako adiutant przyboczny Naczelnika Tadeusza Kościuszki,
  • został adiutantem księcia Józefa Poniatowskiego, przechodząc razem z nim te same koleje losu, od bawidamka w Pałacu pod Blachą po bohatera kampanii 1807 roku, odznaczony za nią Krzyżem Kawalerskim Virtuti Militari, był razem z Księciem aż do Lipska,
  • a jednocześnie później służący wiernie carom, służalczo wypełniając ich politykę, łącznie z tłumieniem ruchów rewolucyjnych i niepodległościowych, odznaczony najwyższymi orderami Imperium Rosyjskiego, generał z dostępem do carskich uszu,
  • a jednocześnie pomagający Polakom – uczestnikom powstań, w ich ciężkiej sytuacji życiowej,
  • i realizujący swoją pasję, czy rozwój teatrów na ziemiach polskich.

Jego pierwsza żona, Helena z Dzierżanowskich Rautenstrauchowa, była kochanką Aleksandra I. I carowi urodziła syna, Gustawa Ehrenberga, Aleksander I przez lata łożył na utrzymanie syna i wychował sobie członka tajnego Stowarzyszenia Ludu Polskiego, skazanego na śmierć przez Mikołaja I, a po ułaskawieniu wysłanego na 20 lat na Syberię.

Jego druga żona, Łucja z Giedroyciów Rautenstrauchowa nie chciała mieć nic wspólnego z mężem, zajęła się pisarstwem, podróżami i ich opisywaniem. Ale lista osób, których znała i z którymi się przyjaźniła, robi wrażenie nawet na przeciętnie zorientowanej osobie: 

  • w Wilnie poznała Napoleona, który ją wysłał na dwór Józefiny (miała wtedy 14 lat),
  • w Paryżu poznała Tadeusza Kościuszkę,
  • przyjaźniła się z Odyńcem, Domeyką i Mickiewiczem,
  • była uczennicą paryskiego malarza Julesa Coigneta,
  • Norwid zadedykował jej wiersz:
  • DO KTÓREJ Z TYCH TRZECH RZECZY…

    Do której z tych trzech rzeczy wracać pozwolono?
    Do ojczyzny, do kraju, czy do społeczeństwa?
    Do pierwszej równie trudno którąkolwiek stroną —
    Drugi jest ziemią, i to bez błogosławieństwa.
    Pozostaje społeczność… Ta w trzy karnawały
    Tem prędzej zapomina, im kto więcej stały…
    1857.

    A w końcu swojego życia osiadła w Puławach, gdzie zrobiła tyle dobrego, że pamiętają ją do dziś.

    I spróbujmy ocenić całą trójkę, to byli dobrzy Polacy, czy źli?

 

modlin

Planowanie biznesowe to jest ciężki kawałek chleba. Leży przede mną wycinek z „Gazety Wyborczej” noszący tytuł „Drugie lotnisko w Modlinie”. „Modlin mój widzę ogromny” – mówi prezes lotniska w Modlinie Leszek Chorzewski i przedstawia palny swojej potęgi:

  • wydłużenie dotychczasowego pasa,
  • zbudowanie drugiego na północ od obecnego, na terenach 300-hektarowej działki Agencji Nieruchomości Rolnych,
  • budowa nowego terminalu pasażerskiego (98 tys. m kw.),
  • piętrowy parking,
  • odnogę drogi szybkiego ruchu S7,
  • podziemną stację nowej linii PKP Warszawa-Płock.

Bardzo mi się to podoba, ja jestem prorozwojowy. Tylko że… Modlin ma tylko jedną linię, Ryanaira. Irlandczyk zrobił sobie z Modlina własny port, hub, linii jest rzeczywiście dużo, bo 42 wraz z sezonowymi. Ale co będzie, jak Ryanair się obrazi? Albo zbankrutuje? Nie chciałbym być w skórze decydenta, bo to może przynieść zarówno olbrzymi rozwój i wielkie zyski (również cywilizacyjne dla okolicy), jak i kompletną klęskę.

Szczególnie, że niektórzy PiS-owcy lansują tezę o zaoraniu Okęcia i wybudowania nowego lotniska pomiędzy Warszawą a Łodzią. Prezes LOT-u jest wyjątkowym kretynem, kiedy mówi, że trzeba wybudować kolej z nowego lotniska do Warszawy, która będzie dowozić pasażerów w 15 minut. Wszystkie państwa decydujące się o umieszczeniu lotnika daleko od miasta przegrały, z Mirabel 55 kilometrów od Montrealu włącznie. I to właśnie ten port został zaorany.

Lotnisko Okęcie ma jeszcze duże rezerwy rozwojowe, korzysta z niego 12 mln podróżnych, a przepustowość ma 23 mln. Ale co robić z Modlinem? Wsadzać tam pieniądze myśląc, że Ryanair jest wieczny?

 

Napisane przez: torlin | 06/11/2016

Nie lubię łamania reguł

roger-moore

Obiecałem, że napiszę na temat nowego Bonda. Nie lubię go. Wydaje mi się, że wpis będzie dla wielu z Was ciężki do zrozumienia, ale spróbować trzeba. Możemy zacząć od Bonda, ale najpierw ogólnie.

Każdy film, a szczególnie serial, ma pewien schemat akcji, jest jak dla mnie poświęcony pewnej tematyce. Są filmy/seriale, które bardzo lubię oglądać, gdyż w danym filmie jest pewien schemat, który mi odpowiada.  Dlatego siadając przed ekranem oczekuję czegoś konkretnego, przypisanego do danego filmu. jeżeli to jest komedia, to nie oczekuję filmu społecznego, jak siadam oglądając MASH-a nie oczekuję dramatu jeńców amerykańskich w obozach Korei Północnej.

Schemat filmu. Tak było zawsze z Bondem, były to wielkie filmy na pograniczu groteski, z łobuzerskim uśmiechem, sytuacjami absolutnie niemożliwymi do przeprowadzenia w życiu, i mi to odpowiadało. Dałem na górze Rogera Moore’a specjalizującego się w takich filmach, że dodam dla ochłody „Świętego” i „Partnerów” z rewelacyjnym Tony Curtisem. Cała ta trójka filmów była zagrana z przymrużeniem oka, ale nie były to normalne filmy sensacyjne, takich to mamy na pęczki gdzie indziej. To był Bond. Niepowtarzalny. I raptem cudowny dżentelmen zamienił się w ponurą maszynę do załatwiania wszystkich spraw, bez żadnej finezji, uśmiechu, lekkości, dowcipu. Powtarzam, to są znakomite filmy sensacyjne, ale to nie są Bondy. To zupełnie to samo, jakby Franka Martina z „Transportera” wysłano, aby zbadał sprawę zabójstwa pielęgniarki. Nie po to się ten film ogląda, w takim wypadku należałoby obejrzeć CSI.

I następnym przykładem jest właśnie CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas, Miami i Nowego Jorku. Cała zasada tych filmów polega na tym, że przeprowadzane jest w danym odcinku śledztwo, mniej lub bardziej prawdopodobne, analiza śladów. I twórcy, mając dosyć serialu, zaczynają kombinować, co mnie doprowadza do szału. A to któryś z bohaterów jest porwany, a to mafia napada i zabija żonę szefa CSI. Do jasnej ciasnej, jak będę chciał obejrzeć film o gangsterach, to sobie obejrzę „Nietykalnych”. W CSI mają być tylko przeprowadzane śledztwa, i nic innego.

Ostatnio zacząłem oglądać po raz pierwszy w życiu „Sherocka”, i po pierwszych dwóch odcinkach byłem zachwycony. Ale już w dalszych nie ma śledztw, jest tylko walka z Moriartym. Czuję, że więcej nie dam rady obejrzeć, bo dla mnie złamane zostały reguły gry.

Wydaje mi się, że jest to związane ze zmęczeniem materiału, twórcy mają dość, a może i młodzież nie tęskni za czymś takim.

Older Posts »

Kategorie