Napisane przez: torlin | 19/10/2021

Upadek wielkich autorytetów

Na naszych oczach giną wielkie autorytety światowe. Jeszcze niedawno najważniejszą organizacją światową był ONZ. Przez wiele dziesięcioleci posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego ONZ śledzone były przez cały świat, gromadziły czasami dużą ilość przywódców państw, a po uderzeniach Chruszczowa butem o pulpit drętwiał świat. Proszę mi powiedzieć, kogo teraz obchodzi, co powiedziało ONZ, i np. wymienić nazwisko aktualnego sekretarza generalnego ONZ (Portugalczyk António Guterres). Kiedyś było to niemożliwe, za mojej młodości nawet ludzie nieinteresujący się polityką wiedzieli, kto jest sekretarzem generalnym. Takie nazwiska jak Dag Hammarskjöld, U Thant czy Kurt Waldheim były słynne na cały świat.

Można powiedzieć, że ONZ miało swoje wojska, „Błękitne Hełmy” czyli Siły Pokojowe ONZ rozgraniczały zwaśnione narody i ich wojska i próbowały zaprowadzić spokój. Polacy wielokrotnie brały w nich udział. Kiedyś rozważaniami nad uczestnictwem Błękitnych Hełmów w secesji Katangi żył cały świat, słowa Wzgórze Golan znało każde dziecko. Dzisiaj albo żołnierze Sił Pokojowych oskarżani są o gwałty, albo siły pokojowe są parodią, jak rosyjskie wojska w Abchazji i Górskim Karabachu. Nikt z młodzieży nie wie, gdzie stacjonują polscy żołnierze.

OBWE, a po międzynarodowemu OSCE, w latach 70. ubiegłego wieku była niesłychanie sprawnie działającą i ważną instytucją europejską. Doszło do tego w latach właśnie 70., że zaczął się z nią liczyć Związek Radziecki. Mówiąc OBWE mam na myśli również wcześniejszą Konferencję Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Ile to umów zostało podpisanych, układów pokojowych, jak Polacy liczyli na te organizacje. Dzisiaj kojarzą się one jedynie z obserwatorami i ze sprawdzaniem prawidłowości wyborów.

Ruch państw niezaangażowanych, czyli III Świat. Nie ma, nie istnieje, nie ma już III świata. Kiedyś była to organizacja jak instytucja, słuchano jej we wszystkich stolicach. A dzisiaj?

Papież. Kiedyś instytucja, nie tylko osoba duchowna. Do dzisiaj nie milkną spory na temat zachowania się obydwu Piusów: XI i XII podczas II Wojny Światowej, ale też na wiele lat przed nią, i wiele lat po niej. Dla każdego inteligentnego człowieka takie imiona łacińskie jak Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II (Jan Paweł I był za krótko) nie tylko nie były obce, ale wszyscy zastanawiali się nad słowami i czynami papieża, i czekali na nie. Wszyscy! Nie tylko katolicy! A dzisiaj? Przepraszam, a kogo obchodzi, co ma papież Franciszek do powiedzenia? A nawet jak coś powie, to nasi katolicy stwierdzą, że gada bzdury.

Ja nie piszę, czy to dobrze, czy nie. Chciałem jedynie zasygnalizować procesy dziejące się w współcześnie.

To nawet nie wolno mnie wydoić?

Przez cały czas walczę z kretynizmami prawicowymi, są one mnie najbardziej dotykające, dla mnie osobiście wstrętne, obrzydliwe. Wszystkie te dyskusje o aborcji, eutanazji, prawach kobiet, in vitro, tabletkach „dzień po”, czy wręcz o zakazie stosowania metod antykoncepcyjnych z wyjątkiem kalendarzyka małżeńskiego wydawały mi się ważne, decydujące o wolności człowieka, o liberalizmie stosunków międzyludzkich. Ich metody zmuszania ludzi do postępowania tak jak oni uważają budzą mój wstręt i odruch sprzeciwu. Wszystkie zaś pomysły lewicy traktowałem jak dobry żart, wygłup młodej lewej strony, zafascynowanej ekologią, równością i miłością. Ja też tak do tego się odnosiłem, jak do śmiesznych impresji nawiedzonych panienek nową ideologią, aż do momentu przeczytania artykułu Sylwii Spurek pt. jak w tytule notki.

Żebyśmy się tylko dobrze zrozumieli, ja nie występuję przeciwko wszystkim pomysłom lewicy, co do mięsa już prawie całkowicie jestem zgodny, jestem fleksitarianinem. Jestem przeciwko wielkim ubojniom, warunkom, w jakich przetrzymywane są zwierzęta, metodom uśmiercania, dręczeniu zwierząt. Ale dojenie? Albo jeżdżenie konno? Przyjdzie moment, kiedy to samo usłyszę o roślinach, że cierpią, że też czują i nie wolno ich ściąć, przesadzić czy modyfikować. Nabiału nie wolno jeść?

Ja wiem doskonale, że cieniem na tę sprawę kładą się wielkie obory, w których krowy stoją i załatwiają się pod siebie, automatycznie są karmione, pojone i dojone. I że krówka stojąca na pastwisku to idylliczny obrazek z dzieciństwa. Ale tutaj nie ma takiego rozdzielenia, tutaj jest czysto o nabiale, a nie w jaki sposób został pozyskany.

I z przerażeniem patrzę, że i lewica ma pomysły, do których chce zmusić ludzi. Gdzie my się biedni przed tymi frustratami z lewa i z prawa ukryjemy?

Napisane przez: torlin | 13/10/2021

Obława

Pociągi czeskiego przewoźnika kolejowego RegioJet pojadą z Warszawy do Brukseli i Amsterdamu. Ale ze względu na to, żeby PKP nie miał konkurencji na polskim odcinku trasy aż do granicy możliwe będzie wyłącznie wsiadanie do pociągu, a w relacji powrotnej, od polskiej granicy do Warszawy, tylko wysiadanie.

Obława

Na zewnątrz dworca Poznań Główny widać widoczne  podenerwowanie. Obok stojących rzędem wozów policyjnych wyróżnia się charakterystyczna sylwetka samochodu jednostki Grom. Obok pojazdów stoją oficerowie rozmawiający przez true wireless, podróżni chcący wejść do pociągu są kierowani póki co w boczne rejony dworca. Następuje kulminacyjna chwila, na tor 8 przy peronie czwartym wjeżdża pociąg relacji Warszawa-Ostenda. Wszystkie wyjścia z dworca są zablokowane, na zewnątrz stoją agenci ubrani po cywilnemu, ale po wiecznemu rozmawianiu w rękaw widać jak na dłoni ich profesję. Raptem następuje alarm, jeden z pasażerów wyskoczył przez okno pociągu, zanim ten wtoczył się na dworzec. W pościgu za zbiegiem ruszyła natychmiast jednostka Grom z ostrą bronią, inni pozostali na miejscach podejrzewając prowokację.

I słusznie, gdyż była to zmyłka. Tak naprawdę tuż po otwarciu drzwi pociągu grupa 15 pasażerów wyskoczyła z pociągu i rozpierzchła się w różne strony. Grupy policyjne bez trudu złapały kobiety z ciężkim bagażem, rodziny z dziećmi i ludzi starszych i schorowanych, pozostałych pasażerów w pociągu na wszelki wypadek pracownicy kolei przykuli kajdankami do siedzeń.

Problemem dowódcy było to, że czterech mężczyzn uciekło obławie.  Po mieście zaczęły jeździć wozy policyjne z włączonymi kogutami i szczekaczki ostrzegające mieszkańców, że za ukrywanie zbiegów grozi kara więzienia i duża grzywna. Miejscowe drukarnie na chybcika wydrukowały podobizny uciekinierów oraz informację, że za ujawnienie miejsca pobytu zbiegów informator otrzyma dużą nagrodę pieniężną.

Trzech złapano w godzinę, pociąg nie mógł dłużej czekać. Za ostatnim wydano listy gończe, powiadomiono Interpol, jednak jak dotąd go nie złapano. Jeżeli sytuacja się zmieni, nie omieszkamy Państwa o tym powiadomić.

To jest ciekawy temat. Ja uważam wbrew wielu, że Unia nie miała żadnych celów. Rzeczywiście pierwotnym pomysłem było połączenie 6 państw (Francja, Niemcy, Włochy i Benelux) na takich zasadach jak dzisiaj UE, ale na to nie było zgody w społeczeństwie francuskim. W takim razie postanowiono współpracować gospodarczo i stworzono Europejską Wspólnotę Węgla i Stali. Cała reszta „sama” się przekształcała, pod wpływem chwili, aktualnych trendów, sil nacisku i elit.

To wszystko trochę przypominało polską demokrację I Rzeczpospolitej, też trudno powiedzieć, że charakter naszego ustroju nastąpił w wyniku jakiegoś pierwotnego zamysłu. Mnie w tym momencie fascynuje jedna rzecz, jak od wielu lat w najrozmaitszych państwach oddziaływają na siebie nurty postępowe i tradycyjne. Takim pierwszym zaczynem był koniec XVIII wieku, w Polsce powstanie Konstytucji, we Francji Deklaracja praw człowieka i obywatela, w Stanach Deklaracja Niepodległości. Postępowcy prą cały czas do przodu, za wszelką cenę chcą wszystko zmieniać, ich zdaniem na lepsze, a to budzi opór środowisk tradycyjnych, konserwatywnych. Oni nie chcą zmian. I to się nie zmieniło od lat i występuje właściwie we wszystkich państwach. Najczęściej pokrywa się to z środowiskiem miejskim i wiejskim. Jak tylko postępowcy pójdą za bardzo do przodu, to konserwatyści włączają hamulec; jak za długo królują republikanie zyskuje na znaczeniu nurt zmian.

I tak jest teraz z Unią, nie było na początku pragnienia tak wielkiej współpracy, później do głosu doszli postępowcy i poszli zdaniem konserwatystów za daleko. Już przyjęcie Polski z pozostałą dziewiątką nie wzbudzało entuzjazmu, Rumunia i Bułgaria już było przesadą, a teraz Albania i cała reszta budzi przerażenie. Dlatego tak mocno pokazują swoją obecność ruchy konserwatywne, niechętne zmianom. Gdyż te zmiany nie wynikają z potrzeb społeczności unijnych, a raczej budzą obawy.

Zawsze przypominam sobie w tym momencie wyjazd do Niemiec, Austrii i Włoch (Szwajcaria akurat nie ma tu nic do powiedzenia) w 1999 i 2000 roku i płatności dokonywanych w tych państwach. W Niemczech i Włoszech płaciłem szylingami oficjalnie, lirami w Austrii, a Szwajcarom było wszystko jedno. Euro wyrosło samoczynnie, nikt go nie narzucił z góry. Tymczasem im dalej, tym ludzie bardziej czują się zmuszani. Nie da się ukryć, że w Europie nastąpiła konserwatywna kontrofensywa, wiadomo że kiedyś się skończy, ale nie wiadomo kiedy. Dla ludzi to wszystko co było w latach 90. i zerowych odbywało się za szybko.

Napisane przez: torlin | 06/10/2021

Mały eseik o traceniu

Mój cały wywód wynika bezpośrednio ze wspaniałej dyskusji, a ona wynikła z poglądów Moich Interlokutorów. Ale te poglądy zaistniały w całym spektrum politycznym, od lewa do prawa. Mamy epokę „tracenia”. Zdaniem dużej ilości publicystów i komentatorów dotychczasowi beneficjenci czasów tracą, a powstają „nowe siły”, które nie dość, że nie tracą, ale zyskują na olbrzymim znaczeniu, kosztem oczywiście „starych sił”.

I pozwólcie, ze ja się z tym nie zgodzę.

Jak wiecie, czytam na przekór sobie „Wszystko co najważniejsze”, prawicowe (umiarkowanie) pismo Klubu Jagiellońskiego, z wieloma naprawdę dobrymi nazwiskami publikującymi. Nie jest to pismo typu „Gazeta Polska” (i pomyśleć, że GP była kiedyś pismem romantyków), publicystyka jest rzetelna, udokumentowana, z myślą przewodnią, z zaangażowaniem. Tylko że ja już nie mogę tego czytać. Składając to w punkty można powiedzieć, że tracą na znaczeniu ich zdaniem (kolejność dowolna, jak mi przyszło do głowy):

  1. Europa jako całość
  2. Unia Europejska
  3. a szczególnie Francja
  4. Wlk. Brytania po Brexicie
  5. NATO
  6. Siły obronne samej Unii Europejskiej
  7. USA
  8. Liberalizm
  9. Ateizm na Zachodzie
  10.  Inteligencja w Polsce
  11.  PO
  12.  Rządy demokratów i prawidłowe wybory w państwach III świata
  13.  Umiarkowana lewica
  14.  Wzmożona integracja państw w ramach UE (Stany Zjednoczone Europy)
  15.  przepływ towarów w ramach lądowo-morskiego łańcucha dostaw.

Jeżeli mówimy o tendencjach, to oczywiście wszyscy tak mówiący mają rację, dokładnie taką samą, jak ludzie piszący o zalewaniu miast nadbrzeżnych przez wody z topniejących lodowców, zamienianiu się Hiszpanii w Saharę, dominacji Chin na świecie czy rządach sztucznej inteligencji. Jako proces – tak, ale jako źródło faktów – nie.

Mam takie wrażenie, że mnóstwo osób chciałoby, aby te procesy przebiegały szybciej, i to najczęściej ze strony, której ja nie popieram. Właśnie artykuły we „WcN” świetnie oddają ten „trynd”. „Objawy upadku ateizmu we Francji są coraz wyraźniejsze”, „przyczyny upadku autorytetu polskiej inteligencji”, „kraje Europy Środkowej wzorem dla państw zachodnich”, „USA tracą kontrolę nad morskim łańcuchem dostaw”, „gospodarka amerykańska przestaje być innowacyjna”, „Francja traci na znaczeniu” – to tylko tematy z ostatnich numerów.

Powiem szczerze, ryczę ze śmiechu. Bo – powtarzam – jako trend – zgoda, ale jako rzeczywistość – absolutnie nie. I jeszcze dużo wody w Wiśle przepłynie, zanim się ziszczą te ich marzenia, a i nie ma żadnej pewności, że to nastąpi. To są tylko fantazje i złudzenia, a ludzie przestępują z nóżki na nóżkę ciesząc się, że to już, już, już za chwilę.

Druga strona ma dokładnie to samo za uszami, dla przykładu – upadek Kościoła Katolickiego – taka sama nieprawda.

Co łączy w takim razie te wszystkie fakty? Zdolność tych podmiotów, które mają zaraz upaść, do samonaprawy. Ja w to wierzę, a inni niech żyją ułudą i mrzonkami.

Napisane przez: torlin | 02/10/2021

To może lotniczy hub towarowy?

Cały czas martwię się kretyństwami produkowanymi przez PiSowców, jeszcze taki przekop jest do przetrzymania, będzie chociaż Ptasia Wyspa i może zrobią wspaniałe mariny w miejscowościach nadzalewowych. Ale już Polski Nieład jest czymś strasznym, zabierającym świadomie mnóstwo pieniędzy samorządowych z miast, niepokoił mnie od zawsze również kretynizm związany z CPK, takie lotnisko w Polsce jest niepotrzebne, wystarczą lokalne. Rządzący nie mogą zrozumieć, że wylatujący nie chcą jechać 50 km na lotnisko, a później kilometrami chodzić po galeriach w poszukiwaniu swojej bramki. Już nie będę przypominał nieczynnych wielkich lotnisk wybudowanych za ciężkie pieniądze w dużej odległości od miast macierzystych, po których hula wiatr, albo są sprzedawane za 1 Euro.

Od zawsze uwielbiałem Zahę Hadid , pisałem o niej kilka razy, Irakijka urodzona w Bagdadzie, szkoda że 5 lat temu umarła. Ale wizualnie CPK zostało stworzone w pracowni Zaha Hadid Architects, jest to piękna rzecz, ale kompletnie niefunkcjonalna. Byłem w końcu na wielkich lotniskach europejskich i tam nie trzeba kilometrami wędrować z bagażami. Cały ten pomysł jest po prostu bez sensu, jest to typowy upór PiS-u produkującego inwestycje niezależnie od opinii ekspertów.

Ale ukazało się światełko w tunelu, coraz większa liczba ekspertów optuje za zamienieniem CPK w lotniczy hub towarowy. Postanowiłem dać na przekór do śmiechu zdjęcie na samej górze z największego hubu świata Hongkongu. Michał Wichrowski pisze:

„Lotniska obsługujące najwięcej cargo charakteryzują się dobrym skomunikowaniem drogowym, dedykowaną infrastrukturą, wykonywaniem wielu operacji w godzinach nocnych i wczesnoporannych oraz dominującym przewoźnikiem lotniczym lub firmą kurierską, tworzącą swój hub cargo na danym lotnisku. Należałoby już rozpocząć starania, wzorem lotniska w Budapeszcie, ściągania nad Wisłę wielu przewoźników oferujących loty w formule all-cargo oraz zachęcać firmy, nie tylko kurierskie, do lokowania swoich magazynów i centrów logistycznych w centralnej Polsce”.

Ale zaraz po tym powiada, że jest tańsze rozwiązanie – lotniczy hub towarowy w Łodzi.

„Wzrost wielkości odprawianego cargo w Łodzi wpłynął zresztą na naszą decyzję dotyczącą rozwoju hubu logistycznego w Łodzi, którego elementem jest łódzkie lotnisko. Obecnie jesteśmy w procesie realizacji tego projektu” – mówi dr Anna Midera, prezes Portu Lotniczego Łódź im. Władysława Reymonta.

Szczególnie, że w lotnictwie nie mają znaczenia sukcesy innych portów będących daleko. Poniżej przedstawiam 20 największych hubów świata,

ważna jest również informacja, że 75 proc. ładunków przeładowywanych w europejskich portach lotniczych przypada na pięć krajów: Belgię, Francję, Niemcy, Holandię i Luksemburg. Ale gdy uwzględnimy w tym spisie Wielką Brytanię, obecnie już poza Unią Europejską, to na tych sześć państw przypada 92 proc. lotniczego cargo. No i co z tego? Ale w tej części świata nie ma dużego hubu, a jednocześnie Polska jest dużym krajem.

Słuchajcie, ja naprawdę nie zamierzam się mądrzyć, nie jestem ekspertem. Ale takie myśli przyszły mi do głowy.

Ps. A ten miliarder za nasze pieniądze Horała swoje: „chcę podkreślić, że Centralny Port Komunikacyjny nie będzie lotniskiem opartym o przewozy cargo”.

Napisane przez: torlin | 29/09/2021

Z lektur Torlina

Nie opisuję tutaj wszystkich swoich lektur, byłoby to nudne dla czytelników. Staram się tylko przy pomocy konkretnych książek poruszyć jakieś istotne dla mnie kwestie. Z ostatnio przeczytanych dwie zwróciły moją uwagę.

Pierwszą książką, którą chcę Wam przedstawić, są to „Rumuńskie kawony” Konrada Lewandowskiego. Jest to ostatnia pozycja tego autora z cyklu kryminalnego o komisarzu Jerzym Drwęckim. Dla mnie te książki są cudowne nie tylko z powodu intrygi kryminalnej, ale przede wszystkim na połączeniu komisarza Drwęckiego z Ziemiańską, we wszystkich pozycjach pojawiają się: Fiszer, Wieniawa, itd. Ale ja nie o tym, akcja książki dzieje się w Zaleszczykach, ale główna intryga dotyczy Czerwonogrodu. Muszę Wam powiedzieć, że pierwszy raz usłyszałem o tym mieście, a także o rzece Dżuryn. Wiem, że np. Paweł peregrynował po tych terenach – byłeś tam? Ktokolwiek może mi coś opowiedzieć? Znalazłem bardzo ciekawy artykuł z „Kuriera Galicyjskiego” dotyczący Czerwonogrodu, warto przeczytać.

Druga książka, która mnie zachwyciła, i jednocześnie zmusiła do myślenia, jest to przeczytana w 1/3 Mario Escobara „Bibliotekarka z Saint-Malo”. Historia Francuski w czasie II W.Św., w której zakochuje się oficer niemiecki. Ona jest strażniczką wspaniałej biblioteki pełnej fantastycznych tomów, on jest wysłany z Berlina po to, aby wyszukiwać te wspaniałości. Bez – na początku- żadnej jej inicjatywy Niemiec ratuje ją z opresji, likwiduje skierowane przeciw niej donosy, otacza ją opieką i jak dotąd nic od niej nie chce. Mówi, że ją kocha. Potrafił dla niej nawet znaleźć jej ciężko rannego męża w jednym ze stalagów jenieckich i zainteresować się jego losem. Ciekawie opisany jest stosunek miejscowej ludności do niej i jej relacji z kapitanem Hermannem von Choltiz. Poraziła mnie dwuznaczność sceny, w której bohaterka Jocelyn Ferrec jedzie z kapitanem samochodem po ulicach miasteczka, ścigana nienawistnymi oczami przechodniów, a ona tak naprawdę jedzie na rozmowę w sprawie męża. Wiem, że takie miłości były w czasie wojny, ale jak na to spojrzeć. Bo jednak zupełnie czymś innym były częste miłości pomiędzy samotnymi kobietami niemieckimi prowadzącymi same gospodarstwa rolne, gdyż mężowie byli wtedy na wojnie, a polskimi (i innymi) robotnikami przysłanymi na roboty przymusowe.

Napisane przez: torlin | 26/09/2021

Malutka Pustynia i malutka Dupka

Zrobiliśmy sobie po tej cholernej przerwie pandemicznej coroczne spotkanie blogerów. Tym razem wylądowaliśmy w miejscowości Siedlec (Jura), skąd poszliśmy zobaczyć dwie atrakcje w pobliżu.

Pierwszą była Jaskinia na Dupce, malutka jaskinia właściwie przy zachowaniu uwagi łatwo dostępna, ale o wiele większe wrażenie zrobiły skałki – ostańce, o fantastycznych kształtach. Też stojące na Dupce.

Drugą atrakcją była Pustynia Siedlecka, o której nic nie wiedziałem i o niej nie słyszałem. Malutka, ale małe jest śliczne. A może właśnie spacer, spokój, odprężenie spowodowało, że mi się to wszystko tak bardzo podobało. W drodze powrotnej całkiem świadomie postanowiliśmy się zgubić, więc spacer zamienił się w prawie półdniową wycieczkę.

Bardzo Wam dziękuję za dyskusję, to jest coś niesamowitego, jak z braku notki potrafiliście stworzyć taką perełkę, na podstawie jedynie dwóch słów: „Biedne Węgry”. Ale tak samo ciekawa dyskusja była w 2016 roku na pokrewny temat, w notce tej umieściłem zdjęcie uwierające mnie od lat: zwycięska defilada kawalerii Legionów Polskich w Sygiecie Marmaroskim w październiku 1914 roku.

Czytałem ostatnio wspomnienia Tadeusza Bierczyńskiego, który ukazuje straszne życie Legionistów w tym rejonie. I pomyśleć, że Legiony zostały stworzone po to, aby pomóc Polsce odzyskać niepodległość, a zostały wysłane do rumuńskiego miasta, w którym Polacy nie mieli żadnych interesów. Ależ oczywiście nikt nie musi mi tłumaczyć, że tak jest zawsze z armiami złożonymi z żołnierzy z krajów podbitych, tak walczyli Gurkhowie w armii brytyjskiej, tak Marokańczycy zdobywali Monte Cassino w armii francuskiej. Też cierpieli i ginęli nie w swojej sprawie.

Ale jakoś dziwnie teraz patrzę na to zdjęcie, wtedy (21 czerwca 2016 roku) dałem je na zasadzie: „zwycięska polska kawaleria”. Hmmm…

Napisane przez: torlin | 18/09/2021

„Biedne Węgry” czyli rzecz o niepowstałej notce

Był taki dowcip żydowski, jak pewien Żyd postanowił wysłać telegram do żony, że w interesach musi zostać jeszcze poza domem 3 dni. Napisał na kartce tekst: „Kochana żono, muszę zostać jeszcze w Drohiczynie 3 dni, bo zatrzymują mnie tutaj ważne interesy handlowe. Twój Josef”. A później zaczął się zastanawiać: „Po co kochana?” – przecież ona wie, że jest kochana. To samo z żoną, przecież wie, że jest moją żoną. A tak generalnie, jak nie przyjeżdżam, tzn., że mnie zatrzymują interesy, powinna sama o tym wiedzieć. I w ten sposób w ogóle nie wysłał depeszy.

Dokładnie to samo stało się z moją notką, chciałem napisać o 1919 roku na Węgrzech, o faktach, które doprowadziły do Układu w Trianon. Im więcej pisałem, tym więcej szczegółów okazywało się ważnych. W końcu zobaczywszy wielkość tekstu, jego drobiazgowość, dziesiątki postaci, zacząłem tekst skracać i uogólniać, tak że na końcu – jak ten Żyd – wykreśliłem wszystko.

Ale nie zmienia faktów, że to, co się działo w sprawie Węgrów i Węgier w 1919 roku, przechodzi ludzkie pojęcie. Umowy międzynarodowe ważne trzy dni, nierespektowanie porozumień, linii demarkacyjnych, decyzje o znaczeniu epokowym podejmowane przez pułkownika i generała, ambicje poszczególnych ludzi i państw – to cechy charakterystyczne ówczesnej sytuacji.

Ale skoro notka nie powstała…

Older Posts »

Kategorie