Napisane przez: torlin | 16/01/2020

Jedenastka stulecia

Reprezentacja Polski 100-lecia:

Józef Młynarczyk – Łukasz Piszczek, Władysław Żmuda, Jerzy Gorgoń, Antoni Szymanowski – Henryk Kasperczak, Kazimierz Deyna, Zbigniew Boniek – Grzegorz Lato, Robert Lewandowski, Włodzimierz Lubański.

Powiem szczerze, że bardzo mi się podoba ta reprezentacja, ale zdaję sobie sprawę, że jest ona uzależniona od wieku głosującego. Nie można po pierwsze w ogóle porównywać różnych okresów, a po drugie porównywać z ludźmi, których w ogóle się nie widziało. Ja np. pamiętam dla przykładu Pola i Brychczego, a mój Ojciec pieje do dziś nad Wilimowskim. Ten ostatni miał tak olbrzymie osiągnięcia, jak cztery bramki wbite Brazylii. No ale kto pamięta przedwojennych piłkarzy.

Tak że ta reprezentacja jest dla ludzi pamiętających medale mistrzostw świata. Najbardziej kuriozalne było obrażenie się tego bufona Tomaszewskiego o niewprowadzenie go na listę. Młynarczyk był lepszym piłkarzem, ale mimo wszystko nie wiem, czy nie postawiłbym jednak na któregoś współczesnego bramkarza.

Pawle i Telemachu – wiem, że nie lubicie rankingów. TEN RANKING JEST BEZ SENSU. Piszę to po to, abyście nie musieli pisać tego sami, zrobiłem to za Was 😀 . Pamiętajcie, to jest zabawa, a nie rozprawa sądowa.

Napisane przez: torlin | 13/01/2020

Józef K. w restauracji

Jestem jak wiecie liberałem, każdy odpowiada za siebie i za swoje czyny, a granicą liberalizmu jest wolność i niezależność drugiego człowieka. Ale czasami, Moi Mili zastanawiam się, czy w niektórych przypadkach w ogóle można rozpatrywać jakąś sprawę pod kątem liberalizmu. Czyli co dany człowiek może zrobić, do czego ma prawo, a do czego nie. Dla mnie – fascynujące.

Na pewno każdy słyszał, że istnieje coś takiego jak restauracyjny przewodnik Michelin. Bracia Andre i Edouard Michelin  postanowili wydać w 1900 roku przewodnik zachęcający kierowców do podróżowania, zawierał on informacje, gdzie można przenocować, gdzie zmienić oponę, gdzie zatankować i właśnie gdzie dobrze zjeść. I ta część przewodnika zrobiła międzynarodową furorę, poszczególnym restauracjom przyznawane są gwiazdki, a one przyciągają klientów, wszyscy chcą chodzić do restauracji wyróżnionych przez Michelina. Gwiazdki wydawane są na podstawie oceny dania przez tajemniczego klienta z ramienia firmy. I tutaj zaczynają się schody, sytuacja z 2019 roku i wyrok z 2020 wręcz wymusza na mnie zastanawianie się nad granicami liberalizmu.

A otóż i ona. Ta sytuacja. W styczniu 2019 roku francuska restauracja „La Maison des Bois” w Manigod w Alpach (powyżej) będąca własnością Marca Veyrata, straciła jedną z trzech swoich gwiazdek  w przewodniku Michelin. Właściciel restauracji nie mógł zrozumieć, co się stało, wg jego wersji wpadł w depresję i podał redakcję przewodnika do sądu domagając się przyznania zawrotnej sumy jednego euro zadośćuczynienia za straty niematerialne oraz aby sąd umożliwił mu zajrzenie do notatek osoby odpowiedzialnej za zbyt niską – jego zdaniem – ocenę jego restauracji w tym prestiżowym Czerwonym Przewodniku. Zaraz po otrzymaniu pozwu z kolei redakcja pozwała Marca Veyrata do sądu o zadośćuczynienie w wysokości 30 tysięcy euro za szkody, jakie wyrządził jej pozew skarżącego się właściciela restauracji. Ponieważ obydwa pozwy sąd odrzucił (argumentując chociażby, że strata jednej gwiazdki spowodowała wzrost obrotów restauracji o 7%, a nie ich spadek) Marc Veyrat zażądał wycofania jego restauracji z przewodnika, jednak firma Michelin odmówiła.

W związku z tym zaczyna się nasuwać kardynalny, pryncypialny i fundamentalny problem, co wolno w zakresie prowadzenia interesów, w ramach wolności gospodarowania danej firmie, a co nie wolno. Bo czy są właściwie prawidłowe odpowiedzi na poniższe pytania:

  1. Czy firma Michelin ma prawo oceniać jakąkolwiek restaurację bez zgody właściciela?
  2. Czy firma Michelin ma prawo ukrywać ocenę oraz metodę jej powstania przed właścicielem restauracji?
  3. Czy właściciel restauracji ma prawo żądać dodania jednej gwiazdki do jego opisu w przewodniku, skoro Czerwony Przewodnik nie jest jego własnością?
  4. Czy Marc Veyrat miał prawo podać redakcję Michelin do sądu? (błagam nie bądźcie świętsi…, ja wiem, że każdy ma prawo kogokolwiek o cokolwiek podać do sądu).
  5. Czy redakcja Michelin ma prawo odmówić „wypisania” danej restauracji ze swojego katalogu?

Na czarno Marc Veyrat.

To są bardzo skomplikowane sprawy, szczególnie w czasach Internetu. Czy lekarz obsmarowany w portalu „Dobry lekarz” ma prawo wycofania swojego nazwiska? Takich przykładów można dawać tysiące. Tutaj różnica jest jedna, w Internecie mamy świadomość istnienia hejtu, do wszystkich tych informacji podchodzimy z dystansem i z pewną niewiarą. Tymczasem Czerwony Przewodnik jest słynny z obiektywizmu. Tu hejtu nie ma. I co z tym zrobimy?

Ps. Ten wpis napisałem 2 dni temu, doszedłem do wniosku, że jednak może być on niezrozumiały, lub opacznie pojęty, więc postanowiłem zrobić małe résumé:
W tym momencie Michelin ma wszystkie prawa i wszystko może, tymczasem restaurator nie ma żadnych praw i nic nie może. Ma prawo się czuć jak Józef K., z jednej strony jest oskarżony i nie wie dlaczego, a do sądu musi się udać (czyli być dalej w przewodniku), tymczasem firma Michelin jest jak oskarżający sędzia niemuszący się tłumaczyć z zarzutów i trzymać oskarżonego pod kluczem (czyli w przewodniku). Moim zdaniem albo-albo, albo udostępniają zarzuty i trzymają go w przewodniku, albo nie pokazują ocen, ale za to pozwalają zniknąć z katalogu.

Napisane przez: torlin | 10/01/2020

Panna Promyczek

Uwielbiam tenis. W młodości trochę go uprawiałem, należałem do Spójni Warszawa, a teraz siedzę przed telewizorem lub laptopem i sobie oglądam.

Jedną z moich ulubionych tenisistek, nie tylko z powodu urody, ale i umiejętności jest Dunka Caroline Wozniacki. Jak grom z jasnego nieba doszły do mnie dwie straszne informacje, Caroline kończy karierę w tym roku w Melbourne, w mieście będącym świadkiem jej jedynego zwycięstwa w Wielkim Szlemie w 2018 roku, i stwierdzono u niej nieuleczalną chorobę – reumatoidalne zapalenie stawów. Muszę koniecznie napisać o jeszcze jednym bardzo ważnym zwycięstwie, w 2017 roku w  turnieju WTA Finals w Singapurze Wozniacki  zwyciężyła Venus Williams 6:4, 6:4 i po raz pierwszy w karierze zatriumfowała w tych rozgrywkach.

Jest cudownie grającą zawodniczką, uwielbiałem ją oglądać, a jej defensywa budziła podziw. Tak jak w tytule: „Panna Promyczek” nazwał ją John McEnroe, jeden z gigantów dawnego tenisa. Z Wozniacki było jeszcze pod jednym względem inaczej, nie dawała się spędzić z kortu, nikt jej nie przymuszał. Jej ojciec, sportowiec, zauważył że tenis nie jest popularnym sportem Duńczyków i korty stoją puste, więc na prośbę swojej żony Anny zaczął ją (żonę) uczyć gry w tenisa. Mała Caroline sadzana była przy stoliku sędziowskim, żeby nie przeszkadzała, ale ona kłóciła się: „I ja też chcę”. Trochę ojciec ją uczył, a jak się nudził trenowaniem, to mała waliła o ścianę* bezustannie i nie dawała się spędzić z kortu. Nikt jej nie pilnował pod względem treningów i dopiero, gdy Caroline w wieku lat 11 pokonywała wszystkie zawodniczki w klubie i dzieciaki z sąsiedztwa rodzice zainteresowali się bardziej córką. To samo zrobiła telewizja duńska opowiadając o niej w reportażu o złotej młodzieży w sporcie. Program ten obejrzał książę Frederick, jak Caroline miała 12 lat, zaprosił ją do pałacu i oczarowany nią dał jej stypendium na wyjazdy zagraniczne. Wcale się księciu nie dziwię, jakbym miał, to sam bym dał 😀

Ponieważ wszyscy chyba zauważyli, że ominąłem określenie „Karolina Woźniacka”, bo mam dość polonocentryzmu po dziurki w nosie, ale jednak muszę powiedzieć o specyficznej sytuacji w mistrzostwach Polski juniorek w tenisie, otóż w finale wygrała Kerber z Woźniacką. Żeby było śmiesznie, Kerber miała obok niemieckiego również polskie obywatelstwo i mieszkała w Puszczykowie. Na żądanie rodziców polskich dzieci, które przegrały rywalizację Polski Związek Tenisowy wprowadził zapis o zakazie występowania w naszych barwach dzieci emigrantów. Polskie piekiełko.

Martwię się o nią, wielki sportowiec, cudowny człowiek, Panna Promyczek i taka tragedia. Smutno mi. jak przestanie występować to pozostaną jedynie nagrania tych cudownych spotkań. Jeszcze póki co mamy ją w grze, startuje w tym momencie w turnieju WTA w Auckland. Pierwotnie miała wystąpić tylko w deblu ze swoją najserdeczniejszą przyjaciółką od serca Sereną Williams, ale widzę, że w singlu pokonała już trzy zawodniczki, i w półfinale spotka się z Jessicą Pegulą, powinna zjeść ją na śniadanie, Pegula w ogóle nie jest znana. W drugim półfinale spotka się właśnie Serena z Amandą Anisimovą, dobrą amerykańską tenisistką. Później pojedynek pokazowy z Szarapową (nie znoszą się), następnie Australian Open i na już całkowite zakończenie 18 maja pokazówka w Royal Arena w Kopenhadze znowu z Sereną. 

Wszystko się kończy.

* dawniej młodzieży nie pozwalano na wyjście na kort – zdaniem trenerów – za wcześnie, czyli w początkowej nauce. Ja w Spójni dwa lata grałem ze ścianą, zanim pozwolono mi wyjść na kort

 

 

Napisane przez: torlin | 07/01/2020

Łatwa zagadka Torlina, historyczna, ale jakże aktualna

Znalazłem stary flesz z moimi dawnymi zapiskami, notatkami, informacjami, i pewien tekst przypomniał mi się po latach. Postanowiłem dać Wam prostą zagadkę, nie sprawdzam, czy tekst jest w Internecie, bo przecież naprawdę to nie na tym polega, to nie o to chodzi. Napiszcie mi, kto w styczniu 1859 roku napisał do Józefa Ignacego Kraszewskiego tak mądre i aktualne do dziś słowa:

„Wprawdzie (nie wyjmując Malczewskiego nawet) w każdym z poetów, w Adamie np. Improwizacja, w innych inne karty, zupełnie są nie zrozumiane, ale publiczność czyta lat kilkadziesiąt i nie czuje nawet potrzeby komentarza – tak jest dziesiąta część Mickiewicza rzeczy – piąta Słowackiego – trzecia Zygmunta. Ale to nic nikogo nie obchodzi – Dant by miał już sto komentatorów i stał się światłym, i stał się strawionym – a to wszystko tak – sobie – jakoś. Aż – zaleniwiały taki umysł, co nigdy nie zapocił się wespół z autorem, wyciągnie się na sofie i będzie wołać, jak pod koniec rzymskiego państwa wołała szlachta na fletnistów i klientów: „X. to jest tęgi pisarz! – lubię go – tamten mi jakoś nie tłumaczy się jasno – u mnie, mój pisarz, to jak mi się podoba!” Po takiej krytyce zostanie jedynie spiritus-rector* – humor”.

Inne opinie tego człowieka o Polakach też porażają aktualnością:

„Jak żyję, mimo najkrwawszych przejść, nie zdarzyło mi się nigdy spotkać trzech Polaków, którzy by przez trzy godziny mogli serio o czymkolwiek mówić”.

„Oto jest społeczność polska! – społeczność narodu, który, nie zaprzeczam, iż o tyle jako patriotyzm wielki jest, o ile jako społeczeństwo jest żaden”.

„Cały mózg Polski od wieku przeszło nie jest umieszczony na tej wyżynie formy człowieka zbiorowego, gdzie mózg bywa, ale w pośladkowych nizinach i czaszce wręcz przeciwnych. Nic więc logicznego być nie może – a że historia nie cierpi próżni, więc zapełnia ten rozstęp przypadkami, trafami, akcydensami, nieszczęściami co piętnaście lat”.

„Jestem z narodu, w którym od lat blisko stu każda książka wychodzi za późno, a każdy czyn za wcześnie”.

* – W tradycyjnej alchemii spiritus rector był nazwą duchowej zasady łączącej wszystkie rzeczy razem, duch rządzący, przewodni.

 

Napisane przez: torlin | 04/01/2020

Znowu bronię Jagiellona

Marcello Bacciarelli, „Hołd pruski” 1796 rok.

Kiedyś broniłem Władysława Jagiełły, udowadniałem, że nie miał w ogóle politycznych szans na zajęcie Państwa Krzyżackiego tuż po Bitwie pod Grunwaldem. Teraz zapragnąłem bronić następnego Jagiellona, który mimo że żył i królował w okresie największego apogeum potęgi Polski, ma nie tylko złą prasę dzisiaj czy w XIX wieku, ale od samego początku był krytykowany za Hołd Pruski, a dokładniej za niezajęcie i nieinkorporowanie Zakonu do Państwa Polskiego. Przeciwnicy Króla powtarzają, że został wychowany w uwielbieniu pokoju, jako człowiek dyskusji, a nie walki, że był ósmym w kolejce do tronu i nikt nie przewidywał, że nim zostanie. Nawet w dzisiejszych tekstach można przeczytać o zależności od Bony, od kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego, który w jednych źródłach jest agentem Albrechta, w innych Habsburgów, a niektóre pretensje są wprost kuriozalne: gdy Król zdołał przeforsować małżeństwo syna z Elżbietą Habsburżanką w 1543 r. nie umiał obronić 17-letniej Rakuszanki przed piekłem Bony na Wawelu. Nawet król duński makiawelicznie się dziwił, że nie włączył. Zygmunt Stary był wychowany w duchu chrześcijańskiej miłości bliźniego, i nauk Erazma piszącego, że idealny władca „powinien też przewyższać wszystkich mądrością, wielkością ducha, umiarkowaniem, nieskazitelnością i dobrocią”.

No to spójrzmy, co się w tych czasach działo. Na początku XVI wieku trwały prawie non-stop wojny polsko-moskiewskie, ich IV odsłona (1512–1522) przyniosła  niebezpieczne precedensy, zawarto szereg porozumień antypolskich, zazwyczaj umawiali się ze sobą Wielki Książę Moskiewski Wasyl III, cesarz najpierw Maksymilian I Habsburg, później Karol V Habsburg z wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego Albrechtem Hohenzollernem. Nie chcę rozpisywać się, bo to nie jest dysertacja historyczna, ale Polska musiała walczyć z Moskwą tracąc w 1514 roku Smoleńsk, z Zakonem Krzyżackim, i jednocześnie pilnować Czech i Węgier, na które to chrapkę mieli Habsburgowie i Sułtan. Zygmunt próbował innych sojuszów,  z chanem krymskim Mengli I Girejem, i z Sulejmanem Wspaniałym, ale ten miał inne plany. A oprócz tego taki sojusz przeciw chrześcijańskiej Europie? W czasach, gdy nawet reformacja jeszcze się nie rozwinęła? Niemożliwe.

Zygmunt planował jeszcze jeden sojusz i jedna bitwa, kompletnie nieznana w Polsce, plany te unicestwiła, Bez bicia się przyznać, kto zna Bitwę pod Pawią? 24 lutego 1525 roku wojska Karola Habsburga rozbiły w pył wojska francuskie i wzięły do niewoli samego króla Francji Franciszka I z rodu Walezjuszów. Daleki sojusznik nie istniał.  Czy Zygmunt był w stanie inkorporować ziemie Zakonu do Polski?

Otóż twierdzę, jak to czyniłem przy rozważaniach o niezajęciu Malborka i niewłączeniu tego samego Zakonu do Polski (czy Litwy) przez Jagiełłę w 1410 roku, że Zygmunt miał wyjątkowo niedobrą sytuację międzynarodową. Habsburg bije Franciszka, a sam uważa się za roszczącego sobie prawa zwierzchnictwa nad Zakonem, Sulejman zdobywa Belgrad i pustoszy Siedmiogród (atak na Węgry nastąpi rok później), papież jest niechętny Polakom, tak jak i król duński. Próba całkowitej likwidacji Zakonu mogłaby wciągnąć Polskę w bardzo niebezpieczną wojnę ze wszystkimi sąsiadami, a sekularyzacja zakonu i warunki Traktatu Krakowskiego zawartego dn. 8 kwietnia 1525 r. zdawały się trwale wiązać Prusy Książęce z Polską. To państwo świeckie miało być lennem polskim, miało obowiązek udzielać pomocy wojskowej i finansowej Polsce, przewidywano utworzenie specjalnego trybunału rozsadzającego spory między księciem i jego poddanymi z udziałem strony polskiej, zarezerwowano również miejsce dla księcia w Senacie Rzeczpospolitej. Sprzyjały temu również tendencje osadnicze, na terenie księstwa zaczęło osadzać się coraz więcej Mazurów. Oprócz tego Albrecht przeszedł na luteranizm, więc był izolowany od cesarza. Zresztą pokazał to Zjazd Wiedeński w lipcu 1525 roku, siłę Karola.

Jak zlikwidować Zakon, którego opiekunem był cesarz? Imperium Habsburgów obejmowało za Karola „pół Europy”: Hiszpanię, dzisiejszy Benelux, Włochy, Austrię, a z Hiszpanią „pół świata” za Oceanem. Rzucenie mu wyzwania wymagało potężnej mobilizacji z niewiadomym skutkiem. A przede wszystkim nie było zgody na to społeczeństwa, Król wiedział, że Polacy nie chcą konfliktu zbrojnego z połową Europy. Krytycy Zygmunta, jak Bobrzyński czy Stańczycy to są kawiarniani historycy, sobie wyobrażający podczas picia kawy. Jeżeli już mielibyśmy kogoś oskarżać, to Zygmunta Augusta, który zezwolił, aby po wygaśnięciu rodu Albrechta w Prusach objęli władzę Hohenzollerni brandenburscy. Na co nie chciał w Traktacie zgodzić się Zygmunt.

 

Napisane przez: torlin | 02/01/2020

Ciemność zwycięża

Latarnia morska St Abb’s Head w Berwickshire (wschodnia Szkocja). Piękno nocy i banał dnia.


Aneks dla Juli

kopia-St_Abb's_head_lighthouse

Zdjęcie czarno-białe nie jest ani tajemnicze, ani groźne. Jest po prostu brzydkie.

Napisane przez: torlin | 30/12/2019

Życzenia Noworoczne + aneks

Najserdeczniejsze Życzenia Sylwestrowe i Noworoczne wszystkim Czytelnikom i Komentatorom przesyła Torlin


Aneks – wyjaśnienie

Miałem już nic nie pisać, tak sobie postanowiłem. Ale jak dostałem czwarty prywatny e-mail, co się dzieje, to nie mogę milczeć.

Mój tekst „mam już dość” jest jak najbardziej aktualny. Straciłem serce i ochotę do prowadzenia blogu. I ten raz jest całkowicie inny do dotychczasowych jego porzucań. Musicie zrozumieć, że mam odczucie, że zostałem zaszczuty we własnym blogu. Doszło do tego, że boję się dawać jakiekolwiek wpisy, bo oczekuję ciosu. W Internecie spotkało mnie trzykrotnie, w blogu Telemacha, TesTeqa i a-capelli, ale to było w obcych blogach. Tam właśnie spostrzegłem się, że cokolwiek bym nie napisał, to jest głupie, idiotyczne, bez sensu, w ogóle nic nie wiem. Po pewnym czasie miałem dosyć i odchodziłem. Trochę nie spodziewałem się, że będę musiał to zrobić we własnym blogu.

Wiem doskonale, jaką będą odpowiedzi, że jestem przewrażliwiony, że przecież to jest dyskusja, że przecież każdy ma prawo do własnego zdania. Tylko, że za każdym razem chodzi o jedno, w jaki sposób ta „mońsza prawda” jest przekazywana. Już przy notce o konkursie fotograficznym było mi przykro, zostałem dobity Focke-Wulfami, już miałem dość, ale to, co się stało z Lolą to niestety przekroczyło moje możliwości absorpcji.

Przez cały czas, przez tyle lat chciałem, aby ten blog był nie tylko rozwijający i interesujący, ale przede wszystkim dowcipny. Chciałem wydobywać ciekawostki, fajne opowiastki, informacje, zdjęcia. Za każdym razem myślałem, że to widać na pierwszy rzut oka, kiedy mrugam okiem, kiedy sobie rozważam rzeczy nieprawdopodobne. Mój blog naprawdę nie jest odpowiednikiem „The New England Journal of Medicine” w zakresie medycyny. Żeby nie było pomyłki, to staram się chociaż jednym słowem zaznaczyć, że to mają być fajne rozważania, tak jak z Lolą: „Lola była śliczna, jeżeli oczywiście rekonstrukcja jest prawidłowa”. Spodobał mi się rysunek i oczekiwałem wpisów w stylu: „jakby byłaby to prawda, to śliczne były te dziewczyny z kamieniem łupanym w ręku. Ale niestety ślady genetyczne nie dają takiej możliwości”. Za to przeczytałem, że Lola się tak nie nazywała, tak jakby  Ötzi miał imię z chrztu.

Przykro mi bardzo, ale czuję wstręt do własnego blogu. Sorry w kierunku wszystkich, których zawiodłem.

Napisane przez: torlin | 24/12/2019

Najserdeczniejsze życzenia świąteczne

Wszystkim Swoim Czytelnikom i Komentatorom składam najserdeczniejsze życzenia spokojnych i Wesołych Świąt.

Napisane przez: torlin | 20/12/2019

Lola była śliczna

jeżeli oczywiście rekonstrukcja jest prawidłowa. Ciemna karnacja, brązowe włosy i niebieskie oczy dają cudowną mieszankę.

Po raz pierwszy w historii naukowcy DNA wyodrębnili pełny genom człowieka żyjącego w czasach, gdy rolnictwo przybyło do obszaru, który dziś nazywamy Danią, i którego przodkami byli łowcy-zbieracze mieszkający tam tysiące lat. W epoce kamienia łupanego Lola siedziała na plaży i żuła bryłę brzozy, a było to 5700 lat wstecz – datowanie węglem określa czas na od 3850 do 3650 r. p.n.e.

Brzoza musiała mieć bardzo ważne znaczenie dla dawnych ludów, bo przypominam, że Ötzi miał przy sobie hubę-grzyba o nazwie białoporek brzozowy mającego wszechstronne zastosowanie: owocniki białoporka brzozowego od dawna były wykorzystywane w medycynie ludowej. Miękki, gąbczasty i łatwy w obróbce idealnie nadawał się na różnego rodzaju okłady, plastry, rany i oparzenia, ma silne działanie bakteriobójcze, przeciwzapalne i antynowotworowe, może służyć jako tampon. Ale również jako ołówek i huba do rozpalania. Identycznie było ze smołą brzozową (dziegciem), przeżuta guma miała trzy podstawowe zastosowania: myśliwi mocowali przy jej pomocy groty strzał, gdyż żuta była cały czas miękka i plastyczna, po zamontowaniu zastygała i twardniała; ma właściwości antyseptyczne, a więc służyła jako prehistoryczny środek leczniczy na choroby przyzębia. I jako zwykła guma do żucia.

Wyspa Lolland okazała się szczęśliwa dla archeologów, podczas wykopalisk w trakcie budowy tunelu kolejowego łączącego Danię z Niemcami natrafiono na to cudowne znalezisko. Dziewczyna siedziała na brzegu i w pewnym momencie wypluła gumę, zachował się na niej kompletny genom. Wiadomo, co jadła w tym czasie: orzechy laskowe i kaczkę, mamy również komplet wirusów i bakterii gnębiących dziewczynę.

Jak to zwykle jest w nauce, im dalej w las, tym więcej pytań (drzew). Dlaczego dziewczyna ma ciemną karnację, jak Ötzi jest biały? Skąd u niej tak zastanawiający melanż – brązowa skóra i niebieskie oczy? Ja tam się tak doskonale nie znam na tym, ale piszą, że była dziwnym przedstawicielem grupy zbieracko-łowieckiej wśród pierwszych rolników na terenie dzisiejszej Danii. Co ciekawe antropologowie stwierdzają, że Lola miała karnację subsaharyjską, za to układ twarzy, kościec – typowo europejski.

Ciemna karnacja. Ciemny kolor skóry. Czy tylko mniejsze słońce spowodowało wybielenie? Otóż moim zdaniem nie. Wszystko co białe jest wśród czarnego cudownym zjawiskiem i objawieniem. Nawet dzisiaj to działa. W jednym z filmików „Gruziński po polsku” Maja i Nini mówią, że strasznie podobają im się polscy chłopcy – blondyni, i mówią, że nie dziwią się fascynacjom chłopców gruzińskich na widok blondynek i bardzo jasnoskórych dziewcząt, bo wszędzie mają tylko czarne włosy, czarne oczy i ciemniejszą karnację. To działa do dziś.

Genetyka odkrywa nowy, cudowny świat. Ja jest zafascynowany

Napisane przez: torlin | 17/12/2019

Polak w Focke-Wulfie

Nasi piloci w Bitwie o Anglię latali przede wszystkim na Spitfire’ach, a ich walki z Focke-Wulfami 190 przechodziły do legendy. Wszyscy uważali ten niemiecki myśliwiec za najlepszy na świecie. Głęboko zastanawiano się, w jaki sposób dostać nieuszkodzony egzemplarz. (z wyjątkiem ostatniego zdania tekst nieprawdziwy – patrz komentarz Pawła).
Oberleutnant Armin Faber był pierwszym niemieckim pilotem Luftwaffe podczas II Wojny Światowej, który pomylił Kanał Bristolski z Kanałem La Manche i wylądował nietkniętym Focke-Wulfem 190 w bazie w RAF Pembrey w Południowej Walii. Zdezorientowany Faber wziął Kanał Bristolski za Kanał La Manche i poleciał na północ zamiast na południe. Myśląc, że południowa Walia to jest Francja, poleciał na najbliższe lotnisko – RAF Pembrey i radośnie machał skrzydłami na cześć zwycięstwa. (Kwestię północ – południe staramy się rozsądzić w komentarzach). Obserwatorzy na ziemi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Kapitan grupy Hugh Wilson, pilot odpowiedzialny za latanie próbne przechwyconych samolotów wroga, został poproszony o przelot tym samolotem z bazy RAF Pembrey do RAF Farnborough, ale tylko pod warunkiem, że się nie rozbije. Ponieważ taka gwarancja nie była możliwa, samolot został zdemontowany i przetransportowany ciężarówką. Samolot ten zaczął latać z angielskimi pilotami, ale dopiero sporo później, w lipcu 1943 r.

Nas bardziej interesuje drugi taki przypadek, w nocy z 16 na 17 kwietnia 1943 r. cztery Fw 190 próbujące zaatakować Londyn zgubiły się nad Kentem. Trzy z nich próbowały wylądować w bazie RAF-u West Malling: pierwszy, pilotowany przez Feldfebla Otto Bechtolda wylądował i został schwytany nienaruszony; drugi,  pilotowany przez por. Fritza Seztera wylądował kilka minut później. Kiedy pilot zdał sobie sprawę ze swojego błędu próbował wystartować, ale jego samolot został zniszczony przez samochód pancerny. Trzeci Fw rozbił się.

I w tym miejscu rozpoczyna się bardzo mało znany polonik, otóż Polak był przez moment oblatywaczem Focke-Wulfa 190 w angielskich barwach. Mówimy w tym przypadku o Zbigniewie Oleńskim, człowieku, który zrobił karierę w lotnictwie Jej Królewskiej Mości. Na początku był najnormalniejszym pilotem latającym na Spitfirze, w służył w 609 Dywizjonie Myśliwskim RAF, ale będąc członkiem Polskiej Grupy Ekspertów zaproponował takie zmiany konstrukcyjne Spitfire’a, że Anglicy awansowali go na stopień porucznika, a 23 marca 1941 roku został przez nich przeniesiony do Działu Aerodynamiki Stosowanej Królewskiego Instytutu Lotnictwa w Farnborough. I oto on, jako pierwszy polski pilot siadł za sterami Fw 190 o RAF-owskim numerze identyfikacyjnym PE882 (ex-W.Nr. 7155), jego zadaniem było sprawdzenie osiągów zdobycznego samolotu.

Ciekawym przyczynkiem do tematu był również fakt, że Oleński miał wcześniej kontakt z tym konkretnym Fw 190 w barwach brytyjskich, gdyż pilotował Spitfiere’a eskortującego PE882, za którego sterami siedział Lt. K.J. Robertson. To była absolutna reguła – eskortowanie zdobycznych Focke-Wulfów, gdyż nadgorliwych brytyjskich pilotów bardziej zapatrzonych w sylwetkę samolotu a nie w oznaczenia przynależności państwowej było bez liku.

Tym samym egzemplarzem samolotu Fw 190 PE882 dwa miesiące później, w dn. 27 sierpnia 1943 r., leciał następny polski orzeł techniki z Instytutu w Farnborough – Tadeusz Ciastula. Jego 20-minutowy lot został zakwalifikowany w ewidencji lotów jako „własności pilotażowe”.

Older Posts »

Kategorie