Posted by: torlin | maj 13, 2008

Olimpijska radość z ojcostwa

Rzeczą powszechnie znaną i w Polsce i w Europie – przyznaję – że to najczęściej mężczyźni pozostawiają kobiety same z dzieckiem. Nigdy tego nie mogłem zrozumieć, jak można nie chcieć być razem z własnym dzieckiem, patrzeć, jak rośnie, kształtować go, uczyć, zaciekawiać. Ja się wstydzę za takich mężczyzn.

Ale może być inaczej, to kobieta zostawia mężczyznę z dzieckiem, i do tego małym i ułomnym. W bibliotece przez przypadek wpadł mi w ręce wiersz Homera w tłumaczeniu z 1923 roku (na Tuwima to on raczej nie wygląda):

Hymn do Pana

Hermesa, niebian gońca, śpiewają chyżego,

którego nawet wichry w locie nie ubiegą.

Wywodzą, jako niegdyś owce pasł i skopy

i do córy Driopsa wzdychał Penelopy.

Wywodzą, jako zdobył jej serce czerwone

i szczęśliwy, szczęśliwą uczynił z niej żonę.

Obdarzyła go piękna Penelopa synem,

co trochę na mieszkańca niebieskich roztoczy:

przerażał, zaciekawiał i zachwycał oczy.

Dwa rogi miał na czole, kopytka u nogi,

na ustach uśmiech słońcu podobny i błogi.

Ujrzała dziecię matka, krzyknęła, pobladła,

uszła z domu i w lesie głębokim przepadła.

Podjął niemowlę Hermes, obejrzał przytomnie

i synem swym rogatym ucieszył ogromnie.

Posadził go na ręce, opatulił skórą

tchórzliwego zająca miękkuchną i burą

i w olimpijskie poniósł ochoczo świetlice.

Tam syna tuż przy Zeusie posadził, władyce,

i wszystkim nieśmiertelnym pokazywał z bliska.

Było też w niebie, było śmiechu z widowiska,

śmiał się Dzeus i Apollon, śmiały się boginie

i wielką rokowały potęgę chłopczynie.

A i że wszystkim z pańska narzucił wesołość

dało mu na imię Pana nieśmiertelnych koło.

Posted by: torlin | maj 10, 2008

Korytarz ekologiczny Bugu

Z wielką radością obserwuję wszelkie poczynania wspólne samorządowców i ekologów. Taką współpracę możemy zauważyć na terenach, gdzie stykają się 3 państwa: Polska, Białoruś i Ukraina. W Polsce najpierw w 1990 utworzono na terenach Polesia Poleski Park Narodowy, w 1995 roku Euroregion Bug obejmujący tereny przygraniczne tych 3 państw, w 2002 roku Rezerwat Biosfery “Polesie Zachodnie”, w który wszedł Poleski Park Narodowy wraz z otuliną. Ważnym krokiem było zorganizowanie przez Sekretariat UNESCO w Paryżu w dniach 17 - 18 czerwca 2004 r. spotkania przedstawicieli Białorusi, Polski i Ukrainy w sprawie utworzenia w ramach Międzynarodowego Programu UNESCO „Człowiek i Biosfera” trójstronnego Rezerwatu Biosfery (TBR) Polesie Zachodnie oraz Regionalnej Sieci Ekologicznej na Białorusi, w Polsce i na Ukrainie. Ze strony ukraińskiej do Rezerwatu Biosfery wszedłby Szacki Park Narodowy na Ukrainie, założony w 1983 roku, a białoruskiej Park Narodowy „Nadbużańskie Polesie”. Wszystkie trzy państwa chcą jednego: Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery „Polesie Zachodnie”, wraz ze współpracą w zakresie ochrony przyrody, nauki, turystyki, kultury, systemów planowania, oraz tworzeniem infrastruktury gospodarczej i komunalnej.

Jednak pierwszym trójstronnym porozumieniem był polsko – słowacko - ukraiński Międzynarodowy Rezerwat Biosfery “Karpaty Wschodnie”, zał. w 1992, w skład którego z największych wchodzą: Bieszczadzki Park Narodowy ze strony Polski, Park Narodowy Połoniny na Słowacji i Użański Park Narodowy na Ukrainie.

I wtedy stała się rzecz bez precedensu. W jednej sali, w jednym czasie, znaleźli się samorządowcy gmin nadbużańskich, ekologiczne organizacje pozarządowe i przedstawiciele administracji państwowej – całość w trójnarodowym, polsko – białorusko – ukraińskim sosie. Z woli samorządów lokalnych Bug ma zostać „Międzynarodowym Korytarzem Ekologicznym” i na całej swojej długości ma zostać objęty ochroną w stopniu uniemożliwiającym jakąkolwiek ingerencję w jego rytm i zmienność. Na spotkaniu stwierdzono, że pozostały do wyznaczenia granice trzech odcinków korytarza:

1. lwowski odcinek Bugu, od źródeł rzeki do granic Obwodu Wołyńskiego,

2. wołyński odcinek rzeki wzdłuż granicy z Polską,

3. brzeski odcinek Bugu też wzdłuż granicy z Polską.

W 1995 roku po konferencji ministrów środowiska w Sofii przyjęto Paneuropejską Strategię Różnorodności Biologicznej i Krajobrazowej, w której wymienia się systemy ośmiu rzek będących europejskimi korytarzami ekologicznymi. Są to rzeki Soca, Sawa, Loara, Dunaj, Cisa, Wisła, Bug i Ural. Korytarz ekologiczny może być również szansą na rozwój regionalny, bo przecież unikatowa dolina rzeczna Bugu stanowi magnes przyciągający turystów, przyrodników i naukowców. Korytarz ekologiczny może być również doskonałym czynnikiem wspomagającym rozwój agro- i ekoturystyki w regionie, a łagodne formy rolnictwa (rolnictwo ekologiczne, wypas) nie tylko nie stoją w sprzeczności z jego funkcjami, a często są wręcz pożądane. Ciekawią mnie projekty programów rolno - środowiskowych w korytarzach ekologicznych, zwłaszcza doliny rzecznej Bugu.

A mnie się to wszystko bardzo podoba.

Posted by: torlin | maj 6, 2008

Matura z polskiego 2008

Bardzo rzadko piszę na bieżące tematy. Troszeczkę ruszyła mnie dzisiejsza matura z polskiego. Dla mnie to jest jakieś olbrzymie nieporozumienie. Na samym początku jest tekst z „Rzeczpospolitej” Igora Jankego o blogach na przykładzie „Salonu 24”, a później praca pisemna „na minimum 2 stronice” czyli ok. 250 słów.

Temat 1. „Analizując fragment „Ody do młodości” Adama Mickiewicza i wiersz „Któż nam powróci” Kazimierza Przerwy – Tetmajera, porównaj przedstawione w nich obrazy młodego pokolenia oraz stosunek młodych do pokolenia ojców. Wykorzystaj konteksty historycznoliterackie”.

Temat 2. „Sen jako sposób prezentowania postaci literackiej. Analizując i interpretując podany fragment “Lalki” Bolesława Prusa, wyjaśnij, co marzenie senne mówi o bohaterce powieści i jej stosunku do ważnych w jej życiu osób - ojca i Wokulskiego”.

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale wszystkie powyższe tematy budzą mój wewnętrzny sprzeciw. Zacznijmy od „Salonu 24”. I na tym zakończmy punkt pierwszy spuszczając zasłonę milczenia. Moim zdaniem nie powinno być tekstów kontrowersyjnych dziennikarzy na maturze.

Jeżeli chodzi o tematy pisemne, to zbanalizowanie matury doprowadziło nasze szkolnictwo chyba do granic przyswajania. To ci biedni gimnazjaliści są karani za nieznajomość konkretnych dzieł literackich, a maturzystom nie dość, że się daje na talerzu konkretne teksty, to jeszcze do tego daje się – wiem, że się powtarzam – banalne tematy.

Temat pierwszy ratuje ostatnie zdanie „Wykorzystaj konteksty historycznoliterackie”, gdyby nie ono, to wystarczyłoby napisać, jak to młodość nad poziomy wylatuje, a jaka starość jest nikczemna. Bez znajomości właśnie kontekstów, kim był Kazimierz Przerwa – Tetmajer, jakie miał poglądy, w jakim obracał się środowisku, bez zaznajomienia się z tym wszystkim wiersz, który jest jednym z najpiękniejszych w polskiej poezji, brzmi rzeczywiście jak odwrócenie „Ody do młodości”. W tym temacie, jeżeli się pisało na temat, trudno było wycisnąć więcej niż 2 strony. Ja wiem, że ja się czepiam, ale skoro temat jest „porównaj (w obu wierszach) przedstawione w nich obrazy młodego pokolenia oraz stosunek młodych do pokolenia ojców”, to w obu powinno coś być „na temat”. Tymczasem w wierszu KPT o młodych jest jedynie jedno zdanie „Wołacie na nas: „Jesteśmy bez siły, dajcie nam słowa wiary i otuchy” – – a nam któż daje słowa pocieszenia?” KPT nic nie pisze o stosunku młodych do pokolenia ojców, ani nie przedstawia obrazu młodego pokolenia.

A drugi temat to dla mnie prawdziwy dramat. Wycięcie fragmentu „Lalki”, przedstawienie go maturzystom i zaproponowanie napisania tekstu na podstawie tego fragmentu? Czy układającym egzaminy nie pomyliły się szkoły? Czy ten temat nie powinien być do gimnazjum, a te do gimnazjum na maturze?

Dla mnie to wszystko jest dowodem na to, że polska oświata – że tak powiem – instytucjonalna, a więc ministerstwo, kuratorzy, ludzie odpowiedzialni z wierchuszki za edukację, nie nadają się na swoje stanowiska. Ja wcale się nie dziwię, że wyższe uczelnie protestują, aby matura była jednocześnie egzaminem na wyższe studia. Nikt biednym maturzystom nie powiedział, że idąc do dobrej uczelni banał niestety zostawić trzeba w domu.

Przeczytajcie sobie wiersz KPT, naprawdę warto. Piękny. Dekadencki.

Posted by: torlin | maj 3, 2008

Nagie miasto

Chciałem Wam wszystkim zaprezentować dzieła młodego austriackiego twórcy, Gregora Grafa. Graf jest artystą zajmującym się fotografią, ale nie jest sensu stricto artystą fotografikiem. On pokazuje miasta nagie. Takie, jakie są one w rzeczywistości. Muszę Wam powiedzieć, że spojrzałem na Warszawę zupełnie innym okiem.

Gregor przyjechał do Warszawy na kilka tygodni i jeździł po niej na rowerze, i fotografował, i fotografował. Jego zdjęcia są TU. A następnie przez cztery miesiące siedział przy komputerze i pieczołowicie usuwał z pejzażu wszystko, co nie jest czystą, naturalną architekturą: reklamy, znaki drogowe, szyldy, samochody, ludzi, autobusy, tramwaje. Czysta architektura.

Artysta mówi o swojej sztuce: „Chciałem rozebrać to miasto (Warszawę), pokazać je nagim. Interesowały mnie struktury kryjące się pod krzykliwą warstwą znaków – coś, co cały czas jest pod spodem, ale czego, pomimo wysiłku po prostu nie jesteśmy w stanie odłączyć od szumu (z wywiadu dla Kuby Dąbrowskiego).

Gregor Graf

Graf działał również winnych miastach, m.in. w Londynie – efekty jego prac są TU

Posted by: torlin | kwiecień 29, 2008

Spotkanie i nowa kategoria

Heisenberg i Bohr

Wielką frajdę zrobiła mi wczoraj Telewizja Polska, nadając w Programie I sztukę Michela Frayna „Kopenhaga”. Tyle czytałem na ten temat. Ale dla niezorientowanych kilka słów wyjaśnienia. Heisenberg był studentem Bohra w Getyndze, następnie blisko współpracowali przez wiele, wiele lat. Bohr traktował Heisenberga jak syna, toczył z nim długie dysputy. Wszystko zmieniło się w momencie wybuchu wojny. Bohr jako duński Żyd został internowany we własnym domu w Kopenhadze, a tymczasem Heisenberg został dyrektorem Kaiser – Wilhelm – Instytut für Physik w Berlinie. Ku zdziwieniu wszystkich ni stąd ni zowąd Heisenberg we wrześniu 1941 roku przyjeżdża do Kopenhagi spotkać się z Bohrem. Po wymianie uprzejmości obydwaj fizycy udają się na spacer po parku „na godzinę”, nie mija jednak kilkanaście minut, a Bohr wraca wzburzony do domu, a Heisenberg natychmiast wyjeżdża. Co się stało podczas tego spaceru? Co takiego Heisenberg powiedział Bohrowi? Tego się nigdy nie dowiemy.

Chciałbym od dzisiaj stworzyć nową kategorię. Chciałem ją nazwać pierwotnie „Momenty”, ta nazwa najbardziej oddaje moją myśl, ale niestety cywilizacja zniszczyła to słowo kojarząc je jedynie z seksem. Identycznie zostało zniszczone słowo „przyjaciółka”. Tak że muszę tę kategorię nazwać „Chwile”, będę w nich pisał o miejscach, w których chciałbym się znaleźć w historii – w konkretnym momencie.

Co takiego powiedział Heisenberg Bohrowi? To jest właśnie ta „chwila”, w której chciałbym znaleźć się obok nich w parku, niewidzialny, fantastycznie znający niemiecki. Właściwie rozwiązania są trzy, wszystkie prawdopodobne:

1. Heisenberg w młodości był strasznym pyszałkiem, mógł przyjechać do Bohra pochwalić się swoimi sukcesami,

2. Heisenberg przy obliczeniach niezbędnych do przeprowadzenia reakcji jądrowych popełnił błąd i nie umiał go rozwiązać. Wizyta była więc małym szpiegostwem gospodarczym,

3. Heisenberg był w ogóle przeciwny produkcji bomby atomowej i usiłował „podpisać” z Bohrem umowę, że fizycy dla obydwu stron nie będą przy tym pracować.

Obydwaj żyli dość długo po wojnie, ale ich relacje ze spotkania są całkowicie rozbieżne. Jak dotąd wszystko wskazywało na to, że to Heisenberg mówi prawdę, że on świadomie robił błędy i opóźniał prace, aby Niemcy nie mogli użyć bomby atomowej. Ostatnio ukazały się jednak niewysłane listy Bohra, w których prosi on Heisenberga, aby ten przestał kłamać. Kogo ciekawi ta tematyka – tu jest link. „Wielka Encyklopedia Powszechna”, dla mnie o wielkim autorytecie, pisze w haśle „Heisenberg”: „kierując pracami nad skonstruowaniem bomby jądrowej, celowo je opóźniał”. Nie przypuszczam, aby WEP w 1963 roku była proniemiecka.

Ja mam własną teorię na ten temat i wychodzę z zasady, że główną rolę w takich spotkaniach gra psychologia. Wysoki poziom adrenaliny powoduje, że adwersarze słyszą to, co chcieliby usłyszeć, a nie to, co naprawdę mówi interlokutor. Moim zdaniem Heisenberg przyjechał podpisać „umowę” z Bohrem, że fizycy jak korporacja, uniemożliwią obydwu stronom zbudowanie bomby atomowej. Tylko pewnie zaczął tak nieszczęśliwie, mówił pewnie o skutkach bomby, że Bohr to opatrznie zrozumiał i niesłuchając go więcej popędził do domu. Był tak przerażony wizją hitlerowskiej atomówki, że zaraz potem przedostał się do Szwecji, a stamtąd – via Londyn - do Stanów Zjednoczonych. Ale sam miał w dalszym ciągu wątpliwości i w Projekcie Manhattan brał skromny udział.

Jak ja bym chciał być świadkiem tej rozmowy!

Anegdota

W swojej książce “Teoria wszystkiego” Jeremi Bernstein opisuje, jak Pauli* tuż przed śmiercią puścił w obieg własnoręcznie narysowaną karykaturę, na której widniało czyste płótno i podpis, będący wypowiedzią Heisenberga: “Potrafię malować jak Tycjan, brakuje mi jeszcze tylko kilku szczegółów”.

* Wolfgang Pauli, szwajcarski teoretyk fizyki (1900 - 1958), nagroda Nobla w 1945 roku. Inna wersja tej samej anegdoty - tu.

Posted by: torlin | kwiecień 27, 2008

Zagadka nr 17 - architektoniczna

Defendo poprosiła, aby zagadka nie była ze Stanów Zjednoczonych. To nie jest. Mamy do czynienia ze słynną budowlą europejską. Jaką?

Posted by: torlin | kwiecień 25, 2008

Anegdota archeologiczna

Właściwy tytuł tej notki winien raczej brzmieć: „Nieznana rezydencja Sapiehów w Dubnie na Podlasiu”.

Podlasie w XIII i w XIV wieku było podzielone na 3 strefy wpływów: na zachodzie to było Mazowsze, na północnym wschodzie Litwa, a na południu Księstwo Włodzimiersko – Halickie, dopiero od XV wieku ukształtowała się granica polsko – litewska wzdłuż rzek: Ełk, Biebrza, Narew, Ślina i Bug. I na tym terenie Iwan Sapieha (po chrzcie Jan Sapieha) z nadania Króla Zygmunta Starego zaczął budować potęgę rodu Sapiehów linii kodeńskiej (przypominam, że jego brat Bohdan założył równie świetną linię Sapiehów linii różańskiej), otrzymał on od Króla 4 wsie z prawem lokowania miasta na prawie magdeburskim oraz budowy zamku. Miasto to istnieje do dzisiaj, jest siedzibą gminy i nazywa się Boćki, a mieści się to miasto w powiecie bielskim (Bielsk Podlaski) w województwie podlaskim. Już w 1577 r. Bohdan Sapieha (tych Bohdanów Sapieżyńskich było mnóstwo, ja mówię o synu Pawła, a wnuku ww. Iwana) miał według księgi poborów: miasto Boćki, 12 wsi (w tym Dubno) i 3 dwory (w tym dubieński).

I tu zaczyna się moja anegdota. Nasi historycy wiedzieli, że ten dwór istniał nawet za czasów Iwana, bo w tym to właśnie dworze zmarł. Był on wzmiankowany kilkakrotnie w XVII stuleciu, niestety brak było jakiejkolwiek wzmianki o jego lokalizacji. Ostatnią informacją była Mapa Prus Nowowschodnich w opracowaniu Textor – Sotzman z 1807 r., na którym dwór ten był zaznaczony, ale biorąc pod uwagę skalę nie było to zbyt dokładne.

W związku ze związkiem postanowili zacząć działać archeolodzy. Najpierw wpadli na genialną w swojej prostocie myśl, że dwór „Dubno” może leżeć koło wsi „Dubno” w powiecie boćkowskim, przyjechali więc tam w listopadzie 2005 r. i zaczęli próbne wykopki (nazywało się to ładnie „sondażowe badania archeologiczne”). Prace pięknie trwały, dopóki młodzież archeologiczna nie poszła na piwo. Tam zamiast naturalnego złomotania przyjezdnych miejscowi zaczęli się dopytywać, czego kopacze tak szukają:

- Czego wy tak szukacie pod ziemią?

- Dworu dubieńskiego Iwana Sapiehy.

- To dlaczego nas się najpierw nie spytaliście?

- A wy wiecie?

- No pewnie. Ruiny tego dworu stały jeszcze w 1915 roku, mój ojciec opowiadał mi, że furmanką gruz wywoził do Bielska Podlaskiego, bo z niego budowano ulicę Kleszczelowską. A budynki gospodarcze to rozebrano dopiero w 1950.

Nie wiem jak Was, ale mnie to śmieszy. Takich ludzi to naprawdę trzeba nazywać jajogłowymi.

A na samym końcu zagadka – dowcip: który z tych dwóch herbów jest herbem rodu Sapiehów (”Lis”), a który aktualnym herbem miasta Boćki?

Posted by: torlin | kwiecień 24, 2008

Zagadka nr 16 - malarska

A ja myślałem, że to będzie taki fajny temat… To z rozpaczy zadam Wam zagadkę malarską. Kto namalował i jaki nosi tytuł obraz, którego fragment przedstawiam poniżej?

Posted by: torlin | kwiecień 22, 2008

Nowe życie zabytków

Nowa siedziba koncernu Unilever na miejscu dawnych doków nad Tamizą.

Dawne obiekty zmieniają przeznaczenie. Ten proces trwa przez wieki, ale teraz dopiero możemy zobaczyć jego zintensyfikowanie. Jak o tym sobie pomyślę, od razu staje mi przed oczyma warszawski Teatr Stara Prochownia i moje młode lata.

Jak myśmy uwielbiali chodzić do tego teatru, nie było na nim wtedy sceny (a jak była wygospodarowana – to malutka), większość sztuk inscenizowana była w sposób jak na te lata nowatorski. Ławy w teatrze ustawione były rzędami prostopadle do wejścia, z wąskim przejściem pośrodku, te dwie połówki siedziały twarzą do siebie, a aktorzy grali w swoich normalnych, codziennych strojach chodząc tym wąskim przejściem pomiędzy widzami. Ale trzeba wytłumaczyć, skąd się wzięło to cudo, ten Teatr Stara Prochownia. Co to był za budynek?

A! To musimy cofnąć się do XVI wieku. Wielką przeprawę drewnianą przez rzekę zaczął budować Zygmunt August, ale nie zdążył się już po nim przejechać. Budowę skończyła Anna Jagiellonka i 5 kwietnia 1573 r. ten najdłuższy most w Europie otworzony został dla ruchu. (Co ciekawe, od razu ceny spadły na zachodnim, „wysokim” brzegu). Na brzegu warszawskim poleciła królowa Anna wystawić wielką basztę kamienną, ze strażnicami dla obserwacji mostu i sąsiednich budynków, celem ochrony przed pożarem. Most został zerwany na początku XVII wieku i nie został więcej odbudowany, ale do dzisiaj została ulica Mostowa i …. Baszta Mostowa. A sam budynek został “Depositorium Prochowe Koronne”, od czego jest dzisiejsza nazwa, na szczęście, jak został więzieniem, to nazwy nie zmienił. Teatr istnieje do dziś, unowocześnił jedynie nazwę i teraz nazywa się Stara ProchOFFnia. Ku mojemu zdziwieniu nie ma w Internecie zdjęcia tego budynku, nawet w Wiki Warszawskiej.

Drugim, pięknym miejscem warszawskim tego typu jest Fabryka Trzciny. Budynek fabryki, zbudowany w 1916 roku na Pradze, jest jednym z najstarszych obiektów przemysłowych prawobrzeżnej Warszawy. Początkowo znajdowała się w nim wytwórnia marmolady, potem siedziba zakładów Polskiego Przemysłu Gumowego ( w skrócie PPG - od którego wzięły swoją nazwę słynne tenisówki “pepegi”), jeszcze później produkowano tu wyroby garmażeryjne. Tę właśnie opuszczoną, zrujnowaną fabrykę odkrył kompozytor, producent muzyczny i telewizyjny Wojciech Trzciński. Zachwycił go wyjątkowy, niepowtarzalny klimat i magiczna aura roztaczająca się wśród kompleksu zabudowań starej fabryki. Trzciński od dawna marzył o stworzeniu placówki, w której mogłoby dojść do spotkania różnych gatunków sztuki. Postanowił odremontować budynek i przekształcić go w centrum artystyczne, które swoją nazwę zawdzięcza nazwisku, a raczej funkcjonującemu w środowisku artystycznym przezwisku pomysłodawcy.

Czytamy też bardzo dużo o loftach. Loft to z angielskiego poddasze, stryszek, galeria, górne piętro składu lub fabryki, a dziś ma nowe znaczenie. Jest to mieszkanie w starej fabryce. Pofabryczne hale przerabia się na eleganckie apartamenty. Cechą charakterystyczną takich mieszkań jest olbrzymia przestrzeń, ogromne okna i mnóstwo możliwości aranżacji, ponieważ układ takiego mieszkania jest niestandardowy. Dla starych miast przemysłowych jest to olbrzymia szansa. Opuszczone, zdewastowane fabryki z początku XIX i XX wieku stanowiły dla nich problem, świeciły powybijanymi oknami, dzwoniły pourywanymi rynnami. Nie było pomysłu, co z nimi zrobić - zburzyć nie wypada, bo to przecież zabytek, uruchomić się nie da, bo technologia jest już inna. W Polsce pierwszy loft powstał w 2002 r. w dawnej lampiarni Zakładów Górniczo – Hutniczych „Orzeł Biały” w Bytomiu i został nazwany Bolko Loft. Następna jest Łódź, a za mieszkanie w dawnej fabryce Karola Scheiblera trzeba zapłacić nawet 7,5 tys. zł za metr. A ja szykuję się do notki o Żyrardowie.

To ja postanowiłem puścić wodze fantazji. Jest rok 2040.

Europejska filia koncernu Coca Cola wprowadza się do nowej siedziby.

Warszawska jaskinia hazardu nie mieściła się w dotychczasowym budynku. Dziesiątki lądujących samolotów przywożących turystów na ruletkę, blackjacka, poker, bakarata, jednorękich bandytów. I do tego te śluby w 10 minut z jednoczesnym rozwodem. W związku z tym spółka przeniosła się do trochę większego budynku.

Największy koncern medialny Rzeczypospolitej, trzęsący krajem i wszystkimi politykami, postanowił ukarać Warszawę i wyniósł się do Krakowa. Oto nowa siedziba koncernu. Ku zdziwieniu wszystkich reakcja była odwrotna od spodziewanej. Warszawiacy odetchnęli z ulgą, tymczasem w Krakowie zaczynają się bunty studentów. Jest rok 2068.


Posted by: torlin | kwiecień 20, 2008

Najpiękniejsza modelka świata

Oto specjalnie dla mnie najpiękniejsza modelka świata prezentuje na wybiegu nowoczesne nakrycie głowy.

Pozwólcie, że w tak miłym dniu pozwolę sobie na prywatę. Moja wnuczka Oleńka ma dzisiaj chrzest. Moja córka miała wielkie kłopoty ze zgromadzeniem całej bliskiej rodziny w jednym dniu w komplecie, trochę to trwało, ale udało się.

Modelka zastanawia się, jak jej pokaz został odebrany przez fachowców z branży i zainteresowaną publiczność.

Ponieważ Oleńka urodziła się 7 września, to niedawno skończyła 7 miesięcy. Jeszcze na jakiekolwiek wspólne wyprawy będę musiał poczekać.

Pełny sukces. Widać zadowolenie z dobrze wykonanej pracy.

Older Posts »

Categories