Napisane przez: torlin | 03/07/2009

Wyprawa na Madagaskar

http://www.youtube.com/watch?v=s5xVEmBqqpE

Koniecznie puśćcie ten filmik z Youtube. Pozostałe zdjęcia stąd.

ZOO wrocławskie miało jednocześnie pecha i szczęście, mając za dyrektorów Gucwińskich. Z jednej strony zostało rozsławione, z drugiej zdjęcia pokazujące poranione zwierzęta, leżące bez pomocy, w ciasnych klatkach udowadniają, że dobrze, że się skończyła epoka dyrektorowania medialnej pary.

zoo1

Nowy dyrektor postanowił zrobić rzecz wielką – zbudować do roku 2012 wrocławskie Oceanarium – Afrikarium “Życiodajne Wody Afryki” na powierzchni 14 tys. mkw. za 100 mln zł, z dofinansowaniem ze strony Unii Europejskiej. W rozpisanym konkursie I nagrodę w wysokości 35.000,00 złotych wraz z zaproszeniem do negocjacji w trybie zamówienia z wolnej reki na wykonanie kompleksowej dokumentacji projektowej AFRIKARIUM wraz z zagospodarowaniem terenu została przyznana pracy złożonej przez ARC-2 z Wrocławia.

zoo2

Oceanarium w przeważającej części będzie wybudowane pod ziemią, aby zobaczyć rekiny turyści będą przechodzić przezroczystym tunelem, a one będą przepływać tuż obok. Pod wodą będą pływać również hipopotamy. Atrakcją zapewne będzie również spoczywający na dnie wrak pirackiego okrętu udostępnionego turystom. Zwierzęta będą ulokowane ,,geograficznie”, aby jedne sąsiadowały z innymi z tego samego kontynentu. Reasumując – Afrykarium  będzie przeglądem różnorodnych ekosystemów związanych ze środowiskiem wodnym, będziemy mieli możność zapoznania się ze środowiskami rafy koralowej Morza Czerwonego,  bogatą ekspozycją ryb z wielkich afrykańskich jezior, florą i fauną afrykańskich mórz i rzek. Będzie można zobaczyć w naturalnym środowisku afrykańskie pingwiny (Namibia), niezwykle rzadkie wodne ssaki manaty, zwane także syrenami, krokodyle nilowe, pielęgnice z jeziora Malawi, a uchatki zwane afrykańskimi kotikami (gatunek fok) wygrzewać się będą na plaży namibijskiej.

zoo03

Wszystkie pomysły Dyrektora wrocławskiego ZOO Radosława Ratajszczaka bardzo mi odpowiadają. Dzieci przychodzące z rodzicami mają niezwykłą możliwość obcowania ze zwierzętami na tzw. „zwierzęcym dziedzińcu” – zgromadzone w tym miejscu nieagresywne gatunki takie jak kucyki, osiołki, wietnamskie świnie zwisłobrzuche, kozy syryjskie oraz karłowate stanowią niezwykłą atrakcję dla najmłodszych. Wrocławskie Zoo uczestniczy w kampanii organizowanej przez Europejskie Stowarzyszenie Ogrodów Zoologicznych (EAZA) pod nazwą „Parszywa dwunastka” poświęconą ochronie drapieżników europejskich, aby chronić zwierzęta cieszące się od wieków niesprawiedliwą opinią krwiożerczych bestii: wilki, niedźwiedzie, rysie. Budowana jest restauracja mieszcząca się naprzeciw wybiegu lwów, są już tam trzy młode dzikie koty rasy angolańskiej patrzące ciekawie przez szybę na powstający budynek. Zwiedzający będą dużo bliżej zwierząt, a od niektórych gatunków oddzielać nas będzie jedynie specjalnie wzmocniona szyba.

zoo4

Ale jest i afera. Zoo ma zezwolenie Prezydenta i radnych na przejęcie terenów po stadionie Ślęzy, aby wybudować tam sawannę z dzikimi zwierzętami chodzącymi swobodnie (to turyści byliby zamknięci). Prezes Inatkusa Bogdan Ludkowski najpierw zrobił na stadionie targowisko, aby uniemożliwić przejęcie, a jak zostało one zlikwidowane przez straż miejską, został drugoligowej Ślęzy Wrocław i “na złość” miastu dofinansowuje klub licząc na reakcję kobiców. Ale jużślady nowego możemy zaobserwować w Zoo : Wyspa Lemurów, Pagoda Gibbonów, Skała Pawianów, staw ptaków wodnych czy inne wybiegi nawiązujące do naturalnego środowiska zwierząt.

A może zrobić od razu stacjonarny cyrk?

Napisane przez: torlin | 30/06/2009

Drobiażdżek o Hoffmanie

Karikatur_Hoffmann

Karykatura Hoffmana

Zdaje się, że zrobię przyjemność Grzesiowi, bo on tego osobnika lubi i ceni. Przeczytałem, o czym nie wiedziałem, że Ernst Theodor Amadeus Hoffmann był kantorem w kościele Bernardynów na Krakowskim Przedmieściu. Postanowiłem od czasu do czasu przybliżać postaci Niemców związanych z Polską, jej sprzyjających i wielokrotnie w tym kraju mieszkających.

Można powiedzieć – człowiek Odrodzenia: pisarz, poeta, malarz, rysownik, karykaturzysta, dyrygent, kompozytor, kantor, tenor, organizator życia kulturalnego nauczyciel muzyki, reżyser, scenarzysta, krytyk muzyczny, był także znamienitym prawnikiem. Człowiek bardzo sprzyjający Polsce, przeciwnik rozbiorów, ożeniony z Polką (26.VI.1802 r.) Marią Teklą Michaliną Rorer – Trzcińską, po mieczu pochodził ze starej szlachty polskiej, mianowicie z rodu Bagińskich. W liście do swojego przyjaciela Theodora Gottlieba Hippela pisał, że jego żona jest córką byłego prezydenta Poznania, tymczasem w spisie prezydentów darmo szukać tego nazwiska.

Właśnie w Warszawie Hoffman odżył, założył Towarzystwo Muzyczne i Targi Warszawskie, do ww. Hippela pisał: “Während des Jahrs, das ich dir nicht schrieb, habe ich ein angenehmes künstlerisches Leben geführt, ich habe komponirt, gemahlt und nebenher ziemlich gut italiänisch gelernt“ (zemsta na tych, co dają teksty w języku angielskim i ich nie tłumaczą).

Hoffman

W pierwszych dniach grudnia 1821 r. ważne osobistości w Berlinie otrzymały pocztą nekrolog wydrukowany ozdobną antykwą z tekstem: “W nocy z 29 na 30 listopada br. zasnął, aby zbudzić się do lepszego życia, mój drogi, ukochany wychowanek, kot Murr, w czwartym roku swego obiecującego życia. Kto znał tego wpisanego do wieczności młodzieńca, kto widział, jak kroczy drogą cnoty i prawa, zrozumie mój ból i uczci go milczeniem”.

Wybrałem jedną z recenzji zamieszczoną na przełomie lat 1813/14 w lipskiej „Allgemeine Musikalische Zeitung”, w którym tak pisał o mazurze i polonezach: „Charakter narodu żywo wypowiada się w jego śpiewie i w tańcach i tak tańce narodowe Polaków, czyli mazur i polonez, właściwie i wyraźnie oddają dwie główne cechy tego narodu. Tak jak dziki mazur, wymagający od tancerza silnych i zdecydowanych ruchów w swych cudownych, odważnych i zawiłych obrotach, ukazuje burzliwe uniesienia narodu, znajdującego się w stałym niepokoju, tak w polonezie wyraża się rycerskość, której integralną częścią jest romantyczne uwielbienie dam, poza Polską nigdzie więcej nie spotykane…. Prawdziwy polski polonez wytwarza ów tak zniewalający, romantyczny nastrój. Utworowi nadaje koloryt szczególna grandezza, charakterystyczna dla rycerskości, atmosfery ciemnych barw gorącej i płonącej tęsknoty, beznadziejnych żalów i zachwytów nad radością miłości”.

A przy okazji był człowiekiem ostro pijącym, przesiadującym w knajpach, robiącym głupie i niesmaczne żarty obcym ludziom, tworzącym karykatury wybitnie ośmieszające konkretnych ludzi i ich obrażające. Typowy artysta.

Napisane przez: torlin | 27/06/2009

Czy to nie jest przypadkiem nimfofilia?

Bouguereau_first_kiss

“Pierwszy pocałunek czyli Kupidyn i Psyche jako dzieci”

Na brzegu potoku

“Na brzegu potoku”

Długo zastanawiałem się, czy dawać tę notkę.

La Frileuse

“La Frileuse”

Bo przecież był on kiedyś słynnym i cenionym malarzem*.

Child at Bath

“Dziecko w kąpieli”

Czy to nie jest przypadkiem nimfofilia?

c016

Nie znalazłem tytułu tego obrazu.

A może partenofilia?

* William-Adolphe Bouguereau (ur. 30 listopada 1825 w La Rochelle – zm. 19 sierpnia 1905 w La Rochelle), francuski malarz, przedstawiciel akademizmu. Studiował w Paryskiej École des Beaux-Arts. W 1850 otrzymał nagrodę Prix de Rome. W 1876 został członkiem Institut de France.

Bouguereau był niezwykle płodnym malarzem i cieszył się wielką popularnością, dobrze zarabiał i często otrzymywał odznaczenia za wybitne osiągnięcia w sztuce. Malował wielkie kompozycje figuralne o tematyce religijnej, mitologicznej i historycznej. Specjalizował się w idealizowanych aktach kobiecych. Jego obrazy były precyzyjne i gładko wykańczane (tekst ze strony poświęconej malarzowi, można tu obejrzeć dwieście obrazów artysty)

Napisane przez: torlin | 24/06/2009

Mówią wieki

kwadrans

Powyższy napis wycięty z reklamówki.

Zaprowadziłem swoją kosiarkę do trawy do sąsiada celem naprawy, na drugi dzień spotkawszy go pytam: „No i jak znalazłeś moją kosiarkę?”. Na to on roześmiał się i odpowiedział: „jak to znalazłem! To przecież ty ją do mnie przyprowadziłeś”.

Poczułem, że młodzież nie rozumie dawnych powiedzeń. Ale ja wiem, że nie zatrzymamy rozwoju języka, słowa zmieniają – czasami diametralnie – swoje znaczenia, sposób odmiany, niektóre neologizmy giną, inne się rodzą. Język się zmienia przez wieki i na naszych oczach. Giną wyrazy i powstają nowe, zmieniają znaczenia, zawężają je i rozszerzają. I nic na to nie można poradzić. Moja babcia mówiła „kwadrans na czwartą”, moja mama “kwadrans po trzeciej”, ja “piętnaście po trzeciej”, a moje dzieci mówią “piętnasta piętnaście”. I co zrobić? Trzeba pochować stare i przyzwyczaić się do nowego. Na tym przykładzie widać, że młodzież wyrazowi “kwadrans” już wykopała grób i będzie stawiać płytę z napisem: “Tak się kiedyś mówiło”. Jesteśmy bez szans z potęgą języka, możemy najwyżej stworzyć sobie jakiś skansen. Obok „kwadransa” strasznie żal mi „stryja”, napisałem kiedyś na ten temat osobną notkę.

Kto z młodych zna wyraz “spolegliwy” jako “taki, który wzbudza zaufanie i można na nim polegać?, a nie “taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się innym”? Kto zna prawidłowe znaczenie słowa “pasjonat”? Właściwie istnieje jedynie jako synonim słowa “hobbysta”. Jeszcze “oportunista” trzyma się dzielnie, chociaż coraz częściej słychać to słowo w znaczeniu “człowiek uparty, wiecznie nie zgadzający się”. A „sensat”? „Człowiek uwielbiający sensacje” czy też „przesadnie poważny, silący się na uczoność”? A jak rozumiecie słowo “dywagacje”? To są “długie, rozwlekłe rozważania, zwykle odbiegające od tematu”, czy też synonim “dłuższej wypowiedzi właśnie … na temat”?
Ale jest kilka rzeczy ogromnie mnie denerwujących:

  1. mówienie „tą dziewczynę, „tą drogę” zamiast „tę dziewczynę, „tę drogę”,
  2. nieodmienianie miesięcy, jak słyszę „dwudziesty czwarty październik” piana mi występuje na usta (kłania się Łotrpress),
  3. nadużywanie opisowego słowa „który”. Według nowej mody powinienem napisać: „Ale jest kilka rzeczy, które mnie ogromnie denerwują”, „widzę uczniów, którzy zbierają znaczki”, a przecież można: „widzę uczniów zbierających znaczki”, a są czasami ta kurioza, jak: „widzę zeszyt, który jest czerwony”.
  4. Nieumiejętność odmiany liczb, poproście znajomych, aby przeczytali na głos zdanie: „Do szkoły chodzi 265 uczniów”. Powodzenia.

W mojej rodzinie istniał wyraz, którego nie mogę spotkać w słownikach i nikt inny go nie zna. Mówię o rozdzieleniu znaczeniowym wyrazów syty i sytny. Wg mojej rodziny syty mógł być tylko ten, kto spożył posiłek (człowiek, zwierzę). Obiad mógł być tylko sytny, jak ktoś się pomylił i powiedział: “Ależ Pani zrobiła syty obiad”, moja babcia się pytała, czy zdaniem tego Pana obiad się najadł.

Ja też mam słabości, namiętnie mówię „meczy” zamiast „meczów” – tak mi lepiej brzmi. I nie mogę się przyzwyczaić, że wyraz „wszechczasów” pisze się osobno. Ale kto dziś mówi: “Muszę pozmywać statki”, „zapoznany poeta”? I mam pytanie – zagadkę – w jakim zdaniu zwrot „czwarty październik” będzie najzupełniej prawidłowy?

Napisane przez: torlin | 21/06/2009

Fikcja Trafalgaru

Turner,_The_Battle_of_Trafalgar_(1822)

Jak wiecie, lubię śledzić „drugie dna” obrazów, kto (lub co) na nich widnieje, jakie były okoliczności ich namalowania. Jednym z najbardziej fascynujących pod tym względem obrazów jest dzieło Josepha Mallorda Williama Turnera ‘”Bitwa pod Trafalgarem” z 1822 roku, pokazujące walkę angielskiego okrętu wojennego HMS  “Victory” z francuskim okrętem “Redoutable”. Nie będę tutaj opisywał bitwy morskiej angielsko – francuskiej (i hiszpańskiej), bo to sobie każdy może przeczytać w Wiki, ale najciekawszym było starcie tych dwóch właśnie okrętów 21 października 1805 roku.

„Victory” był przez 40 minut ostrzeliwany przez francuskie okręty „Héros”, „Redoutable” i „Neptune” oraz przez jednego hiszpańskiego olbrzyma „Santísima Trynidad”, w wyniku ostrzału zginęło wielu marynarzy brytyjskich, Francuzom również udało się zniszczyć koło sterowe „Victory”. W pewnym momencie „Victory” zaczepił się omasztowaniem z „Redoutable”, a ponieważ na pokładzie „Redoutable” znajdowało się dużo piechoty morskiej, Francuzi postanowili dokonać abordażu i zdobyć angielski okręt. Kiedy wydawało się, że flagowego okrętu Nelsona nic nie uratuje, z drugiej strony podpłynął „Téméraire” i oddał morderczą salwę.

Trafalgar_Mensanje

Przed walką Nelson dokonał pewnej czynności, dzięki której zapisał się w historii najsłynniejszych fraz. Otóż postanowił wywiesić na swoim flagowym okręcie sygnał o treści “England expects that every man will do his duty” (Anglia oczekuje, że każdy człowiek wypełni swój obowiązek), ciekawa jest w ogóle historia powstania tego napisu (w formie flag) i jego wywieszenia.

J_M_W_Turner-La_bataile_de_Trafalgar

I teraz nareszcie możemy przejść do podstawowej części notki, do „szalbierstwa” Turnera, który robi widzów w przysłowiowego …

  1. Na obrazie widać z całej frazy trzy ostatnie litery, pozornie wszystko jest prawidłowo. Tylko że napis był przed bitwą, na samym początku walki frazę “England expects that every man will do his duty” Nelson zastąpił nową „engage the enemy more closely” (”zaangażować wroga bardziej”), a więc w czasie walki flagi były zupełnie inne.
  2. Turner źle rozwiesił flagi, nie na tych masztach, co powinien. Jak widać, są na grotmaszcie, czyli na maszcie głównym, tymczasem w rzeczywistości wisiały one na bezanmaszcie, na jednostce z trzema masztami – na ostatnim.
  3. Nie zgadzają się albo okręty albo czasy. Ten płonący po lewej to jest „L’Achille”, statek został trafiony celnie przez HMS „Prince”, pożar wybuchł tak gwałtowny, że o 17.30 (21.10.) nastąpiła eksplozja rozrywająca francuski statek (Anglicy podają, że to było o 17.45). Ten po prawej to jest francuski okręt wojenny „Redoutable” walczący z „Victory”, zatonął on dopiero następnego dnia, 22 października 1805 roku.

Należałoby Turnera ukarać, tylko w jaki sposób?

Téméraire

Naprawdę pięknym obrazem Turnera jest “The Fighting Téméraire tugged to her last Berth to be broken”, to po bitwie okręt ten dostał przydomek  “Fighting Temeraire”.

Ps. Ale bez zaglądania do komputera – czy wiecie, gdzie leży Trafalgar?

Napisane przez: torlin | 18/06/2009

Żyć pośród niepojętego

Conrad

W dzisiejszej notce zebrało się mnóstwo nurtów, dla których w ogóle prowadzę ten blog. Przecież dla mnie jednym z najważniejszych motywów jest szukanie „prawdziwych Polaków”, walka z mitami i ukazywanie wspaniałych obrazów (również filmowych). Conrad wspaniale się do tego nadaje, chociaż w pierwszym punkcie a rebours.

Nie mogę zrozumieć Polaków, że za wszelką cenę chcą zrobić z Conrada pisarza polskiego. Skoro anektujemy sporą liczbę obcokrajowców poprzez ich naturalizowanie, dlaczego protestujemy, kiedy to samo robią inne narody. Musimy sobie jasno powiedzieć, że Józef Konrad Korzeniowski nigdy nie byłby pisarzem polskim. Powiedział to jasno i wyraźnie, bez żadnych wątpliwości: „Gdybym nie pisał po angielsku, nie pisałbym wcale” – napisał we wspomnieniach. Tymczasem od stu lat Polacy mają to samo zdanie co Eliza Orzeszkowa: „Ten Pan, co po angielsku pisuje powieści poczytne i opłacające się wybornie, o mało mię ataku nerwowego nie nabawił. Czułam, czytając o nim, taką rzecz śliską i niesmaczną, podłażącą mi pod gardło (…). Zdolność twórcza to sama korona rośliny, sam szczyt wieży, samo serce narodu. I ten kwiat, ten szczyt, to serce odbierać narodowi swemu i oddawać Anglosasom, którym ptasiego mleka nawet nie brakuje, dlatego, że drożej za nie płacą! Ależ o tym pomyśleć nawet niepodobna – bez wstydu”.

ApocalypseNow

Tymczasem zafascynowanie Conrada tym językiem można zrozumieć, podczas pracy w Marsylii musiał dostarczyć małą łódką pilota na pokład dużego statku angielskiego. Już po podpłynięciu usłyszał z góry: „look out there” i wzruszenie uderzyło mu do głowy, po raz pierwszy zwrócono się do niego „w języku mego tajnego wyboru, mej przyszłości, mych długich przyjaźni, najgłębszych przywiązań”.

Dla mnie jedną z najważniejszych książek w historii ludzkości jest „Jądro ciemności”, ale w tym wpisie traktuję ją bardzo szeroko. Jako cudowna książka, wspaniały film, jedna z najważniejszych scen filmowych w ogóle w historii kina („Cwałowanie Walkirii”) i cytat – super „I love the smell of napalm in the morning”. I do tego reżyser – miód, malina.

apocalypse650

Wyprawa do Konga w 1890 roku, pojedyncza, szalona, miała nieprawdopodobny wpływ na pisarza. 28 czerwca Conrad wyrusza z Matadi, miasta w zachodniej części Konga, leżącego na lewym brzegu rzeki o tej samej nazwie, około 130 km od jej ujścia do Oceanu Atlantyckiego – w ponad 300 kilometrową pieszą wędrówkę do Kinszasy; pływa po rzece od 3 sierpnia do 24 września, a 4 grudnia przybywa do Matadi w drodze powrotnej do Europy. W wyniku tej wyprawy Conrad zapadł na zdrowiu, zrezygnował z pływania, a sama podróż była dla niego wstrząsem moralnym, chociaż nie chodziło mu o kolonialny wyzysk.

Pisał po powrocie: “Nie mam nic ciekawego do powiedzenia. W miarę, jak się starzeję, robię się coraz głupszy. Nie potrafiłbym nawet zmyślić żadnych wiadomości”, a później “Na cokolwiek nie spojrzę – upadam na duchu – wszystko widzę na czarno. Nerwy mam kompletnie rozstrojone. Wegetuję. Nawet nie myślę, a więc nie istnieję”. Conrad tę książkę napisał błyskawicznie, jak gdyby od niechcenia, w trakcie pisania “Ocalenia”, od grudnia 1898 roku do 6 lutego 1899 r.

„To live in the midst of the incomprehensible”.

PS. A z czym kojarzy się Wam „Cwałowanie Walkirii” oprócz powyższej sceny? Mnie ze słynnym powiedzonkiem Woody’ego Allena: „Zawsze gdy słyszę Wagnera, mam ochotę najechać na Polskę”.

Napisane przez: torlin | 15/06/2009

e-learning

e-learning

Moja przyszła synowa pisze pracę magisterską na temat e-learningu i przeprowadziła w związku z tym ankietę, którą rozprowadziła wśród 200 osób. Ja wiem, że nie jest to może zrobione najbardziej fachowo pod względem ankietowym (zbyt mała ilość uczestników, przewaga mieszkańców Warszawy i do tego głównie młodych), ale postanowiłem na potrzeby blogu wyciągnąć esencję z pytań i odpowiedzi. Rezultaty są zastanawiające.

Pytaniami podstawowymi były: Pana/i zdaniem:

  1. czy e-learning jest przyszłością nauczania?
  2. czy można porównywać tradycyjne wykształcenie z e‑learningiem?
  3. dla jakich grup społecznych e‑learning jest doskonałym rozwiązaniem?
  4. pracodawca mając do wyboru absolwenta z dyplomem tradycyjnej uczelni i po ukończeniu e‑learningu będzie traktował obu jednakowo?
  5. Jakie kierunki studiów są najlepsze do studiowania w e‑learningu?
  6. Jakie są zalety i wady studiowania e-learningowego?

Wyniki były z jednej strony dla mnie przewidywalne, jednak w pewnych punktach szokujące. Charakterystyczne przy wszystkich odpowiedziach było to, że nie można było zauważyć, żeby któreś z pytań było kontrowersyjne. Odpowiedzi zwyciężające miały od 76 do 94 % wskazań, nasze społeczeństwo (w miniaturce) ma jednoznaczny pogląd na tę sprawę.

Przykładem odpowiedzi trochę mnie szokującej była kwestia pytania pierwszego, otóż 78 % odpowiadających powiedziało „nie”, ich zdaniem (pytanie trzecie) e‑learning jest najlepszy jedynie dla ludzi  niepełnosprawnych i dla osób uzupełniających swoją wiedzę (studia podyplomowe).

W pytaniu drugim zdaniem respondentów odpowiedź brzmi „nie”, ponieważ nie można traktować jednakowo obydwóch rodzajów studiów. Jedynym wyjątkiem – ich zdaniem – są absolwenci tej samej uczelni, np. UJ (e‑learning i tradycyjny sposób nauki) i to koniecznie państwowej.

A co powiecie o odpowiedzi na pytanie czwarte? 94 % respondentów odpowiedziało „nie”.

Zdziwienie wywołała u mnie również lista związana z pytaniem piątym, otóż wygrała … informatyka, a na następnych dwóch miejscach znalazła się nauka języków obcych i księgowość.

Absolutnie przewidywalne były odpowiedzi na punkt szósty, w zaletach królowały odpowiedzi w stylu „Brak uciążliwych dojazdów”, „Indywidualne tempo nauki”, a także „Mniejsze koszty kształcenia”, w wadach pozytywem było zwycięstwo obok nierespektowania przez przyszłego pracodawcę dyplomu uczelni e-learngowej – potrzeby posiadania silnej woli, zachowania przez cały rok motywacji, chęci i zaangażowania w naukę.

Napisane przez: torlin | 09/06/2009

Rezygnujemy z twardych dysków?

z samolotu

Zdjęcie stąd

Ponieważ pustka myślowa mnie nie opuszcza postanowiłem ratować się tematem, na który ostatnio zażarcie dyskutowałem z synem. A sednem tego tematu – moim zdaniem – jest rezygnacja przez większość ludzi na świecie z … komputerów.

Google chce, aby w najbliższym czasie wszyscy ludzie przenieśli się do przestrzeni wirtualnej. Po co to wszystko zapisywać na dysku, ściągać, denerwować się, jak wszystkie prywatne aplikacje: pocztę, dokumenty, zdjęcia możemy trzymać na serwerach googlowskich w cyberprzestrzeni. Wystarczy tylko klawiatura, dowolnej wielkości monitor (chociażby w telefonie komórkowym) i robimy to, co na komputerze.

Mój syn w przeciwieństwie do mnie mówi, że do tego nie dojdzie, ludzkie przyzwyczajenie do prywatności jest – jego zdaniem – silniejsze, a ja mówię, że już ludzie trzymają adresy i korespondencję w świecie wirtualnym, a zamontowanie do tego w komputerze Desktop Search likwiduje jakąkolwiek prywatność. Google i bez naszej zgody doskonale zna nasze e-zwyczaje, e-zainteresowania i e-pragnienia, aby lepiej dopasować usługę do naszych potrzeb.

Rezygnujemy z twardych dysków?

Napisane przez: torlin | 06/06/2009

Pustka

Spływ 016

Torlin odczuwający pustkę.

Odczuwam pustkę. Wczoraj był termin napisania nowej notki, a ja nie wiedziałem o czym. Próbowałem napisać o Szapocznikowej jako o prawdziwej Polce, ale doszedłem do wniosku, że jej nie lubię. Następnie pomyślałem, że napiszę o malutkim słowie “subsydiarność”, ale doszedłem do wniosku, że kogo to obchodzi. Później pomyślałem, że napiszę, jak ja nie lubię Woody Allena. Albo jak ja przepadam za rysunkami Raczkowskiego. Ale nic nie napisałem, ponieważ odczuwam pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę, pustkę.

Ps. Aha, zapomniałem dodać, że odczuwam pustkę. Ale dla Bars coś tam skrobnę.

Napisane przez: torlin | 02/06/2009

Intymny kontakt z Marychą

Obrazek2

Byłem na wspaniałej wyprawie kajakowej, otóż spływałem Marychą. Jak już pisałem, jest to maleńka rzeka płynąca przez Sejny, Giby i Puszczę Augustowską, potem wzdłuż granicy polsko – litewskiej, litewsko – białoruskiej, później wpływa ona na terytorium Białorusi, aby wpaść do Czarnej Hańczy (dla ciekawych – Czarna Hańcza wpływa do Niemna, a ten do Morza Bałtyckiego).

Obrazek3

Wyprawa była świetnie zorganizowana, pojechaliśmy w 24 osoby (czyli 12 kajaków) – można powiedzieć – Armada Hiszpańska. Wysadzono nas nad jeziorem Pomorze, już na południe od Sejn, trzeba było przepłynąć jezioro i  znaleźć  niewidoczny (jak zwykle) wypływ rzeki.

Obrazek4

Początek samego spływu był tak prosty, że właściwie człowiek jedynie wystawiał twarz do słońca i kontemplował absolutne piękno przyrody (E, szeregowy, a co wy tam robicie? Kontempluję, panie kapralu. A kto to później będzie sprzątał? :D ).

Obrazek5

Ale później się zaczęło, po wpłynięciu do Rezerwatu Kukle pojawiły się zwalone pnie w poprzek rzeki i zabawa była przednia. Jak człowiek mógł, to się kładł jak najniżej w kajaku, czasami kajak przesuwał pod pniem, a sam przełaził górą, ale niestety raz musieliśmy osobiście zasuwać z kajakami po lądzie.

Obrazek6

A jeszcze później przeszły pod rząd trzy burze, z czego pierwsza nas ominęła bokiem (a my głupi już się cieszyliśmy, że po wszystkim).

Obrazek7

Rzeka wprost niesamowicie meandruje, co 30 metrów zakręt o 90 st. należał do najspokojniejszych.

Nocowaliśmy w kwaterach agroturystycznych w normalnych łóżkach z pościelą, mieliśmy śniadania w stylu szwedzkiego stołu, a po południu obiadokolacje.

Trzy uwagi:

  1. Panuje potworny strach przed wpłynięciem na teren litewsko – białoruski. Drugą połowę spływu rzeka stanowi granicę polsko – litewską i nie ma sprawy, ale później staje się ona granicą litewsko – białoruską i … Już wynajmujący kajaki mówili – uważajcie, żeby za daleko nie popłynąć, bo was Białorusini zamkną w tiurmie w Brześciu, ostatni facet widziany na lądzie – jeszcze możecie popłynąć ze dwa zakręty, ale dalej nie płyńcie, bo was Białorusini …
  2. Co Schengen, to Schengen. Postój zrobiliśmy sobie po stronie litewskiej.
  3. Nasi operatorzy nie mają chęci tam dać łączności, tak że od początku pojawił się operator litewski proponujący dzwonienie za 1,50, a później zastąpił go białoruski dający nam szansę dzwonienia po … 5 zł za minutę. Niech żyje Unia.

Starsze wpisy »

Kategorie