Dzisiejsza notka jest elementem składowym, a jednocześnie dalszą częścią, mojego wpisu na temat sprawy Polski w Rosji w marcu 1917 roku. Tak jak napisałem w notce „24 marca – powstaje w Piotrogrodzie pierwszy Związek Wojskowych Polaków” i od tego momentu do maja 1918 roku mamy w postępowaniu Polaków przekrój polskości, naszych narodowych zalet i przywar, wzniosłości i podłości, wspaniałej organizacji i niemożności się porozumienia, działania grupowego i secesji bez sensu.
Bardzo trudno jest określić ilość Polaków w wojsku carskim, bo czasami ciężko jest jednoznacznie stwierdzić (pokazywałem to na przykładzie „prawdziwych Polaków”), kto jest Polakiem, a kto Rosjaninem. Bagiński określał tę liczbę na 700.000, w tym 119 generałów i ok. 20 tys. oficerów, oprócz tego w obozach jenieckich było ok. 100.000 Polaków z armii austriackiej i niemieckiej.
I już od samego początku zaczęły się pierwsze spory. Czy w ogóle organizować polskie wojsko? Z kim ma ono walczyć? Z Niemcami? Z Rosją? Kto je będzie utrzymywał? Dozbrajał? Lewica była przeciwna, Stronnictwo Demokratyczne w zasadzie też, Komitet Narodowy się wahał. Na wieść o tym, że kierownictwo większości polskich ugrupowań politycznych jest przeciwna tworzeniu polskich oddziałów, wojskowi Polacy zaczęli samorzutnie organizować zjazdy, pierwszy odbył się z Rzeżycy w dniach 10 – 16 kwietnia 1917 roku V Armii Frontu Północnego, drugi w Mińsku w dn. 27.04. – 4.05 załogi tego miasta należącego do Frontu Zachodniego. I Ogólny Zjazd Wojskowych Polaków w Piotrogrodzie rozpoczął się 7 czerwca 1917 roku, z obszarów całej Rosji Związki Wojskowych Polaków, Dywizja Strzelców Polski i Pułk Ułanów wysłały na Zjazd 384 delegatów i 67 przedstawicieli z głosem doradczym. Na Zjeździe byli przedstawiciele wszystkich sojuszniczych armii. Na tym to właśnie Zjeździe nastąpiła secesja, część posłów związanych z lewicą demonstracyjnie opuściła obrady. Ale centrum nie wiedziało, co począć. Z jednej strony instrukcje otrzymane od Piłsudskiego mówiły o współpracy z Niemcami, z drugiej zaś bardzo silne było nastawienie antyniemieckie. A wszystko przez zły przepływ informacji, jak to pisze Melchior Wańkowicz do „Kultury Paryskiej”: „Inżynier Skąpski (działacz POW dop. wł.) widział się w Sztokholmie z przedstawicielami z kraju i został nastawiony „aktywistycznie” tzn. proniemiecko. Te anachronistyczne instrukcje, jakie przywiózł do Rosji, były zupełnie nie do przełknięcia w chwili, gdy upadek Niemiec rysował się tak wyraźnie”. Dowbór – Muśnicki to w tych latach nie był chyba piłsudczykiem: „Twierdzę stanowczo, że ogromna większość delegatów na ten Zjazd o Piłsudskim, albo nic, albo bardzo mało słyszała, bo i skądże?”.
Na Zjeździe powstaje Naczelny Polski Komitet Wojskowy (Naczpol), któremu mimo bałaganu kompetencyjnego udało się stworzyć Korpus Polski pod dowództwem ww. Dowbora (a wszystko to zawdzięczamy Korniłowowi). Aby być bliżej żołnierzy dowództwo I Korpusu i Naczpol przeniosły się do Mińska, gdzie specjalna komisja przeprowadzała mobilizację do I Korpusu na obszarach operacyjnych Frontów Północnego, Zachodniego i Południowo – Zachodniego. I jak to zwykle bywa, zwykła mała iskierka (skra bym wręcz rzekł) spowodowała konflikt wręcz międzynarodowy.
Zwykła kłótnia pomiędzy polskimi i rosyjskimi żołnierzami w gospodzie „Ignatycze” w Mińsku spowodowała, że armia rosyjska 4 grudnia 1917 roku zajmuje to miasto i usuwa z niego wszystkie oddziały polskie. Polacy biorą odwet w dn. 19 lutego 1918 na wieść, że 13 lutego wojska niemieckie przystąpiły do ofensywy. Na tajnym zebraniu u szewca Dobraszczyca zapadła decyzja o ataku na Mińsk – tak typowo po polsku, z 343 ludźmi i 27 karabinami przeciwko 13 tysiącom Rosjan. A jak to się skończyło? Polacy Mińsk zajęli, Dowbor chciał mieć kartę przetargową w rozmowach z Niemcami, dlatego Polacy nie sprzeciwiali się wejściu Niemców do Mińska.
W maju 1918 roku wojska niemieckie podeszły blisko terenów zajętych przez I Korpus Polski i generał Dowbór – Muśnicki miał trzy wyjścia: odpowiedzieć pozytywnie na łagodną propozycję kapitulacji wystosowaną przez dowództwo Ober – Ostu, podjąć walkę z Niemcami albo wycofać się za Dniepr. Generał postanowił podpisać kapitulację, ale na to nie chciała się zgodzić POW w osobach kpt. Lisa – Kuli i Matuszewskiego, na spotkaniu z Generałem poinformowała go o swoim istnieniu i zażądała zmiany decyzji. Dowbór przyrzekł, że broni nie złoży, a w razie czego przejdzie za Dniepr. Cały obóz niepodległościowy parł na walkę z Niemcami, zdawał sobie sprawę, że Korpus skazany jest na zagładę. Aby wspomóc Lisa – Kulę, tuż przed upływem kategorycznego ultimatum niemieckiego, przyjechał do Bobrujska szef POW na całą Rosję płk Barthel de Weydenthal, a po odmowie generała skierowania Korpusu do walki z Niemcami razem z kpt. Lisem – Kulą i Matuszewskim aresztował go. Słynna w tamtych czasach „noc majowa” w Bobrujsku trwała rzeczywiście tylko jedną noc, nazajutrz rano po odmowie udziału walce z Niemcami większości oddziałów przywódcy buntu oddali się do jego dyspozycji. Generał najpierw chciał ich aresztować, ale później, za pośrednictwem swego adiutanta por. Szebeki, poprosił ich, aby opuścili Bobrujsk i nie utrudniali mu sytuacji.
Teraz po latach łatwo jest mówić, co należało w tamtych czasach robić. Ale czy ja tam będąc wiedziałbym, co czynić? Z kim walczyć? Kogo uważać za sojusznika? Taki Korniłow – jest dobry czy zły? Co zrobiłbyś na miejscu Dowbora? Czy Barthel miał prawo to uczynić? Czy w Polskim Wojsku powinny działać nieformalne organizacje wojskowe? To są pytania – moim zdaniem – na które nie ma prawidłowej odpowiedzi.










